środa, marca 31, 2010

Przygotowywanie jajecznicy jako analogia procesu produkcji oprogramowania ;-)

- Hej, możesz mi zrobić jajecznicę?
- OK, jakieś specjalne życzenia?
- Nie, po prostu jajecznicę.
Więc robisz jajecznicę wg. mniej więcej tego algorytmu:
1) znajdź lodówkę
2) wyjmij jajka z lodówki
3) znajdź patelkę
4) czysta? jeśli nie to umyj.
5) znajdź kuchenkę
6) zapal gaz/włącz palnik/grzejnik
7) połóż nań patelkę
8) wrzuć trochę masła na patelkę
9) rozbij jajka i ich zawartość, ale bez skorupek wrzuć na patelkę
10) mieszaj widelcem
11) jak wygląda OK to zdejmij i nałóż na talerz
12) wyłącz gaz
13) podaj na stół
- Voila! Oto Twoja jajecznica :-)
- A szynka gdzie?
- Jaka szynka? Przecież miała być jajecznica. W specyfikacji nie było nic o szynce.
- Ale tak bez szynki? To chyba oczywiste, że miała być, nie?
- OK, zaraz dodam
Kroisz szynkę, dorzucasz, szybko mieszasz, do głowy przychodzi Ci jeszcze pomysł że pewnie szczypiorek też się przyda, dodajesz szczypiorku, podajesz...
- Voila!
- A chlebek?
- #$^@##. OK, zaraz podam.
Kroisz chleb, smarujesz, podajesz.
- Voila! 
- Ty, ale tutaj jest szczypiorek! Czemu dodajesz coś czego nie było w specyfikacji? No i czemu ten chleb jest posmarowany? Ale OK, chleb mogę przeżyć, szczypiorku nie.
- ##@@$@#%$. OK, zaraz podam.
Bierzesz pęsetę i zaczynasz wybierać szczypiorek........ gotowe, podajesz.
- Voila!
- Zimne.............

I tak to często wygląda gdy nie ma specyfikacji ;-) Gdy jest też zwykle nie jest dużo lepiej ;-)


Podobne postybeta
awww. Dads rock!
Bez Facebooku, programik, Galaxy Tab i parking ;-)
Post drugie - bądź na tak ;-)
[*] najbardziej pusty imotek
Nowy Gadacz v0.2

Do You Wanna Date My Avatar ;-)

W grę sieciową próbowałem grać dwa razy i dwa razy jakoś mnie znudziła, ale jak widać w teledysku może tam być zabawnie ;-)W moim przypadku to była Tibia [z 3 próby gry do czego namawiała mnie strasznie dziewczyna, ale jakoś nigdy nie zasmakowałem w tej grze], drugi raz to Travian [dłużej, bo z 2 miesiące, ale też zrezygnowałem]. A jeszcze jednak chwilę próbowałem się bawić w FarmVille na Facebook'u, ale jak ostatnio sprawdzałem to chyba mi się konto wyzerowało ;-)W pewien sposób podziwiam wszystkich którzy potrafią w gry sieciowe grać, ale mnie jakoś to nie pociąga, takie momentami nudne to jest. Ale bardzo możliwe, że to przez to, że jestem funkcjonalny odludek ;-)Ale Felicia Day i jej serial The Guild [to ona i reszta obsady widoczna w tym teledysku powyżej pokazują, że można się bawić :-)]


Podobne postybeta
Jeden kawałek za mną ostatnio łazi ;-)
Miejsca gdzie nie używałeś jeszcze komputera [ewentualnie miejsca, gdzie nie dopadły nas jeszcze komputery ;-)]
Świat disco polo...
THX1138 - ale kto pociąga za sznurki?
Bloggeroid 1.2 - zróbmy to ciut bardziej przewidywalne ;-)

sobota, marca 27, 2010

Akcja bezpośrednia

Skończyłem chwilę temu oglądać film "Gdzie diabeł mówi dobranoc" o działaniach stowarzyszenia Sea Shepard.
Działania Sea Shepard to tak z grubsza niszczenie statków wielorybniczych przez rzucanie lin, które mają się wkręcać w śruby, pływanie za statkami wielorybniczymi by nie mogły zbierać upolowanych wielorybów, oraz rzucanie bombami zapachowymi, które mają taką właściwość, że ich zapach wżera się w pokład okrętu i mięso wieloryba będzie śmierdziało nie nadając się do spożycia. Mają jeszcze "otwieracz do konserw", którego używają chyba do niszczenia poszycia statków gdy te ich atakują, choć trudno powiedzieć kto na kogo wpada.

Przyznam, że mam mieszane uczucia. Serce mi się rwie i mówi, że tak trzeba, że bez takich działań wieloryby się skończą, że ogólnie czasem trzeba złapać samemu za narzędzia i dokonać bezpośredniej akcji w sprawie obrony czy egzekwowania prawa. Nieraz mi się "marzy" organizacja, która "wykradałaby" skazanych na karę śmierci, przeprowadzała ponowne procesy i w razie winy osadzałaby takiego delikwenta w więzieniu w bezpiecznym kraju, albo gdyby był niewinny to wypuszczała.
To serce.
Rozum mówi, że to nie jest dobre, że gdy wszyscy zaczynają brać prawo w swoje ręce to jest anarchia i bezprawie, bo skoro Sea Shepard atakuje statki wielorybnicze, to może być i tak, że one zaczną atakować Sea Shepard albo i inne statki, że powstanie jakaś organizacja szaleńców, którzy będą mordowali tych, którzy wg. nich wymknęli się prawu [co było kanwą nie jednego filmu sensacyjnego czy thrillera ;-)], że prawo nie będzie działać, bo przecież działanie prawa, państwa prawa i cywilizacji sprowadza się do tego, że większość ludzi godzi się podlegać prawu.
Gdy nawet tylko 10% społeczeństwa stanie przeciwko rządowi, policji i wojsku to szybko zapanuje anarchia.

Z drugiej strony to o co walczy Sea Shepard pokazuje, że czasem może inaczej się nie da. Tylko kilka krajów świata nie zgodziło się ograniczyć połowów wielorybów i tak dziwnie się składa, że i tak to właśnie te kraje były zawsze największymi ich "łowcami". Bo jak się wydaje, gdy odławianie wielorybów stanie się nieopłacalne finansowo to nikt ich nie będzie zabijał w tym celu. A jednak unieruchamianie statków, uniemożliwianie im połowów, to właśnie uderzenie w część finansową przedsięwzięcia. Paliwo się zmarnowało, pracownicy pracowali, a wielorybów nie ma, nie ma więc i zysków.

Pociąg do akcji bezpośredniej jest, ale istnieją też obawy, że to może przerodzić się w uszczęśliwianie ludzi na siłę i o to, że w pewnym momencie celem stanie się walka sama w sobie.

A tak na koniec ciekawa sprawa jedynym przedstawicielem Europy Środkowej i Wschodniej w załogach statków Sea Shepard była w tym filmie jedna dziewczyna z Węgier. Niemców, czy Francuzów chyba też nie było.


Podobne postybeta
Chumbawamba "Charlie" - wypijmy za Darwina :-)
Świat The Three Body... też się nie domyka....
Prześladowcy ;-)
Jak apokalipsa to nie w Warszawie ;-)
In vitro

wtorek, marca 23, 2010

Inwestycja w przyszłość

Zaczyna się wielka dyskusja jak zrobić by Polacy mieli więcej dzieci...... pomysły są różne, ale zwykle jest mowa o ulgach podatkowych i podobnych.To głupie.Lepiej zlikwidować becikowe i ulgi podatkowe, a z pieniędzy które się z tego uzyska, plus z jeszcze większej ilości pieniędzy trzeba zbudować i utrzymywać przedszkola i żłobki, finansowane z budżetu lub samorządu tak jak szkoły. Trzeba też w szkołach zwiększyć ilość godzin lekcyjnych z przedmiotów takich jak języki obce, biologia, fizyka, chemia i matematyka, wprowadzić darmowe podręczniki i obiady dla wszystkich dzieci. Przywrócić do szkół szczepienia i opiekę pielęgniarską i dentystyczną. Zmniejszyć klasy. Wywalić w cholerę gimnazja. Obniżyć wiek rozpoczynania nauki w szkole do 6 lat. W szkole zacząć promować pracę zespołową z jednej strony, a z drugiej samodzielne rozwiązywanie problemów. Aha, jeszcze trzeba by przesunąć szkoły, a co najmniej szkoły ponadpodstawowe pod zarząd wojewody albo państwa, bo w samorządzie aż tak wielu orłów od zarządzania to nie mamy.Czyli de facto trzeba robić więcej niż kraje azjatyckie takie jak np. Korea Południowa.Kasa z becikowego i ulgi na dzieci, plus kasa z IPN może nie wystarczą na wszystko, ale powinna dać ładny kawał grosza. W razie czego mamy jeszcze kasę z armii, "ministerstwa dziewictwa narodowego i martyrologii" i paru innych rzeczy bez których da się żyć.To nam daje jakieś szanse.W odróżnieniu od ulgi na dzieci i becikowego nie nagradza się tutaj posiadania dzieci na sztuki, a raczej daje wszystkim możliwość posiadania dzieci i równoczesnej pracy. Ktoś chce mieć 8 dzieci, i potrafi je utrzymać? Bardzo dobrze, niech nie płaci za ich żłobek, przedszkole, szkołę, obiady w szkole, podręczniki czy kolonie. Ale kasę na ubrania dla dzieci powinien sam zarobić, bo inaczej wyhoduje nam ośmioro bezrobotnych.Podniesienie ilości godzin z przedmiotów ścisłych, przyrodniczych i języków pozwoli na to by więcej dzieci nie bało się tych przedmiotów. Dzięki temu zamiast niewykwalifikowanych budowlańców na place budów w Anglii, czy tabunów "humanistów" posiadających kwalifikację do pracy na zmywaku, będziemy mogli wysyłać inżynierów budownictwa, którzy będą kierowali innymi, albo ludzi do prowadzenia restauracji. I tak dalej, i tak dalej.To nam daje jakieś szanse. Wydłużanie urlopów macierzyńskich, płacenie babciom za opiekę nad wnukami, ulga na dzieci, becikowe i inne podobne to po prostu wyrzucania kasy w błoto. Więcej dzieci z tego nie będzie, nie będą też to dzieci lepsze. Ludzie biedni spokojnie przejadają te dodatkowe pieniądze, które uzyskują z ulgi czy becikowego, dla bogatych to żadna różnica. Kasa wydawana tak jak teraz się nie zwróci, ni mo szans ;-)


Podobne postybeta
Żarówki kolekcjonerskie ;-)
A takie tam absurdy
Terminatorowa refleksja ;-)
Wojny religijne i jak ich uniknąć
Dziura

Jednoczesna edycja pliku.... a jakby to tak........ i nowy ePubGenerator v0.0.4

Disclaimer: to są tylko domysły i pomysły i wcale nie mówię, że to się da dodać do OOo2GD, a nawet jeżeli się da to nie mówię, że to dodam.Przyglądałem się jak działa wspólna praca 2 osób nad tym samym dokumentem w Google Docs, moje przyglądanie było głównie pod kątem tego jak to działa od strony technicznej, czy może logicznej.I wnioski są takie, że poszczególne przeglądarki robią update tego co mają na podstawie wersji. Jeżeli 1 osoba napisze w współdzielonym dokumencie "słowo" to druga osoba ujrzy ten napis wtedy gdy jej przeglądarka pobierze kolejną wersję dokumentu w której jest właśnie ten napis "słowo".I teraz pytanie czy to w ogóle można wykorzystać do takiego hackerskiego wpięcia się do zabawy? Czy gdyby pobierać powiedzmy co 10 sekund dokument z Google Docs [albo sprawdzać czy pojawiła się nowa wersja i ją pobierać] i jednocześnie co 10 sekund po stronie klienta sprawdzać czy dokument edytowany w OpenOffice.org się zmienił...... to czy gdyby umiało się jeszcze połączyć, tudzież jeśli ktoś woli zrobić merge'a tych dokumentów i wrzucić wynik jako nową wersje do Google Docs..... to czy zaczęłoby to działać jak wspólne edytowanie tego samego pliku?Zapominamy tutaj o takich "bonusach" jak to, że konwersja ODT -> Google Docs -> ODT nie da na wyjściu takiego samego dokumentu jak był na wejściu ;-)Zapominamy też o tym, że nawet jak konwersja nie będzie problemem to trzeba by jeszcze do OO.org załadować nową wersję dokumentu tak by użytkownik tego nie widział, czyli pewnie trzeba by było operować na zawartości edytora, a nie na plikach.... [To mnie zniechęca i sugeruje, że się nie da zrobić takiego czegoś :-(]Teoretycznie powinno się udać. Algorytm musiałby działać chyba mniej więcej tak:1) czekaj 10 sekund2) czy na serwerze nowa wersja? jeśli nie to idź do 53) pobierz nową wersję i wersję poprzednią4) stwórz zbiór A różnic między nową wersją na serwerze, a poprzednią wersją z serwera5) stwórz zbiór B różnic między poprzednią wersją z serwera, a aktualnym edytowanym dokumentem.......... tu się zaczyna magia, bo trzeba pewnie znaleźć różnicę C = A \ B i nanieść te zmiany na aktualnie edytowany dokument, a następnie wysłać go do serwera......Ciut za dużo domysłów, a "trochę" brak chęci ;-) ale może warto się przyjrzeć.Nie żeby od razu pisać ;-)Bo do pisania to mam nadal ePubGenerator'a który dziś doczekał się wersji 0.0.4, która różni się szczególikami, np. nie wywala się gdy dokument wskazuje na obrazek w sieci, a na dodatek śmieciowe pliki tymczasowe umieszcza w katalogu tymczasowym.


Podobne postybeta
Działa :-)
OOo2GD 2.3.0 - nowe dokumenty i autoupdate w działaniu :-)
Defragmentacja SSD - o tym dlaczego nie należy jej robić
Poszlaki o GDrive... Jak ludzie je znajdują????
Kolczatka ;-) czyli próbujemy zastąpić Dziobaka ;-)

poniedziałek, marca 22, 2010

"Wpadka" Radka

Dziś przez chwilę było głośno o "wielkiej wpadce" Sikorskiego, który pomylił królów Polskich gdy przytaczał słowa jednego z nich.......... Wielkie mi coś.Lekko licząc 99% Polaków nie pamięta więcej niż 5-6 królów Polski, z czego większość pamięta Mieszka I, który królem akurat nie był.Jakoś mi nie przeszkadza, że polityk nie zna zbyt dobrze historii. Lepiej żeby znał języki i chociaż podstawy matematyki. I akurat z wad Sikorskiego, ta pomyłka z królem to pikuś. A z jego wpadek chyba istotniejsza jest ta sprzed parunastu lat gdy uznał Śląsk za kamień u nogi Polski. Panuje przekonanie, że nie wypada nie znać historii, nie wypada nie przeczytać Trylogii, ale wypada nie mieć bladego pojęcia o biologii, chemii, fizyce i matematyce.Się mnie to nie podoba.A Trylogii nie czytałem, bo dzięki mojej polonistce w II klasie LO powziąłem decyzję, że nie będę czytał lektur. W końcu skoro przeczytanie lektury bez przeczytania opracowania nie dawało gwarancji uzyskania dobrej oceny na "sprawdzianie z lektury" to uznałem, że nie ma sensu czytać i lektury i opracowania.Zaoszczędzony czas spędzałem na czytaniu tego co mi się podobało czyli Arhura C. Clarke'a, Isaac'a Asimov'a i Orson'a Scott Card'a. Pratchett'a odkryłem dopiero pod koniec IV klasy LO ;-)


Podobne postybeta
Prosty test obiektywności dla zwolenników PiS/PO/whatever
Książki, książeczki, książunie ;-)
Ewolucja.org - Fajna strona :-)
Niewychowawczy klasyk
Historia czy Histeria? ;-)

Słuchawki złe

Zawsze gdy widzę na ulicy kogoś w słuchawkach zastanawiam się jak ten ktoś się czuje mając je w lub na uszach.Sam nie lubię zbytnio nosić słuchawek gdy chodzę, czuję się wtedy częściowo hmm.... ślepy. Nie wiem do końca co się w koło mnie dzieje. Niby 70% informacji o otoczeniu dociera do nas przez oczy [btw. jak to policzono? Porównano np. objętość obszarów mózgu odpowiedzialnych za obraz z tymi odpowiedzialnymi za słuch i dotyk? Puszczano ludziom jakieś historyjki w postaci niemych filmów, albo "słuchowisk" i sprawdzono ile zapamiętali? Czy jakoś jeszcze inaczej? Albo ktoś sobie to po prostu powiedział? ;-)], ale te pozostałe 30% jest dla mnie też istotne. Gdy idę lubię wiedzieć co się w koło mnie dzieje.Co innego w pracy, albo wtedy gdy się chcę odciąć od świata. Wtedy słuchawki są skutecznym narzędziem.Ale nie wiem czy tu chodzi tylko o to, że słuchawki powodują, że nie słyszy się dźwięków otoczenia. Po mojej przygodzie w trakcie studiów gdy w ramach doświadczenia z dynamiki sprawdziłem jak to jest znajdować się w samochodzie, który najpierw robi 360 stopni obrotu wokół osi Z, a później 270 wokół osi X z zaakcentowaniem tego uderzeniem dachem w ziemię, zakończone zwisaniem na pasach gdy auto leży na boku, po tej przygodzie gdy kilka dni później jechałem na uczelnię samochodem mojego taty, a warunki na drodze były nadal śliskie to w pewnym momencie czując, że auto mi ściąga z drogi żeby się lepiej skoncentrować na tym by na tej drodze pozostać musiałem wyłączyć radio. Przeszkadzało mi. Dekoncentrowało. Miałem wrażenie, że wyłączenie radia spowodowało, że byłem bardziej świadomy tego co się w koło dzieje i lepiej mi się jechało...I nie wiem czy wina jest w tym, że słuchawki odcinają, czy muzyka odcina, czy może jest tak, że słuchawki odcinają, a w tej drugiej sytuacji [po wędrówkach po osi Z i X ;-)] po prostu nie chodziło o to, że potrzebowałem "więcej mocy obliczeniowej" na kontrolę jazdy ;-)A tutaj jeden z łomotów które lubię słuchać.




Podobne postybeta
Słuchawki bezprzewodowe dobre :-)
Moto 360 i Lollipop na Nexusach
Chromebook w praniu, czyli tam i z powrotem, Kraków - Londyn - Kraków w 30 godzin
Jebana ignorancja
Trygonometria trudna

sobota, marca 20, 2010

Skąd się biorą źli i dobrzy nauczyciele? - Przemkowa teoria ;-)

Ostatnio jest wielka akcja promująca matematykę i ciągle słychać, że problemem jest to bo często matematyki uczą źli nauczyciele. Zresztą to samo ma być z fizyką.

Tak się kiedyś nad tym zastanawiałem i wypracowałem sobie własną przemkową teorię dlaczego matematyki/przedmiotów ścisłych uczą źli nauczyciele.

Zacznę od tego, że miałem 1 świetnego nauczyciela i dwie w miarę dobre nauczycielki fizyki. Zresztą jedna z nich okazała się być matką koleżanki z Motoroli :-)
Ale najlepszy był jednak nauczyciel z LO, Pan Jarkiewicz.

OK, a teraz to czemu wg. mnie mamy tylu złych nauczycieli przedmiotów takich jak matematyka i fizyka.
Bo dla ludzi którzy kończą matematykę i fizykę nauka w szkole jest ostatnim wyborem na liście możliwych ścieżek kariery. Absolwenci tych kierunków mają zwykle dość dużą ilość ofert pracy do wyboru i wybierają te lepiej płatne. Tylko ci, którzy chcą być nauczycielami, lub ci, którzy się nie załapali na nic lepszego zostają nauczycielami.
W przypadku nauczycieli innych przedmiotów nie ma takiej negatywnej selekcji. Po historii zostanie nauczycielem jest chyba jedną z lepiej płatnych prac, po polonistyce część będzie chciała zostać dziennikarzami, ale i tak zostanie duża grupa zainteresowanych tym by zostać nauczycielem. Podobnie z anglistyką czy germanistyką, tylko najwybitniejsze jednostki zostaną tłumaczami czy badaczami języków, ale wielu chętnie zostanie nauczycielami.

Można więc wysunąć przypuszczenie, że tym wyższy poziom nauczycieli danego przedmiotu im niższe są zarobki absolwentów kierunku z którego rekrutują się nauczyciele tego przedmiotu ;-) bo tym bardziej atrakcyjna staje się dla nich kariera nauczyciela.

Inna sprawa, że jak wskazuje moja pamięć najwyższy poziom w moich szkołach miały lekcje biologii i nie wiem jak to się ma do mojej teorii ;-)


Podobne postybeta
No i mamy wyrok
Nieuki
Emerytury
Information animal ;-)
TVP Kultura - uświadamiacz ignorancji ;-)

100USD to jednak za dużo.....

Jakiś czas temu ktoś zasugerował mi bym dodałem OOo2GD do Google Apps Marketplace, bo są tam rzeczy, które mogą pomóc firmom na zintegrowanie się z ekosystemem Google. Zajrzałem, stworzyłem sobie profil Vendora, przeczytałem TOS..... i zrezygnowałem ;-)

Za samo wylistowanie OpenOffice.org2GoogleDocs wśród aplikacji musiałbym zapłacić 100 USD.
Chciałbym by firmy miały możliwość łatwiejszego znalezienia mojej wtyczki, ale nie mam zamiaru na to wydawać 100 USD. Niby nie są to jakieś zabójcze pieniądze, ale jaki mam w tym interes? Żaden.

Podobnie jest z Android Marketem, za to by móc publikować swoje aplikacje trzeba zapłacić 25 USD, a i tak mieszkając w Polsce nie można dodać płatnych aplikacji.

Rozumiem istnienie tych opłat, chodzi o to by zapewnić w miarę wysoki poziom aplikacji, bo przecież nikt nie zapłaci 25 czy 100 dolarów po to by wrzucić głupi programik....... 25 USD do Android Market jakoś można znieść, ale te 100 USD do Google Apps Marketplace to ciut za dużo ;-)

Liczę, że firmy chcące używać OpenOffice.org i Google Docs znają stronę OpenOffice.org Extensions i że trafią tak na moją wtyczkę ;-)


Podobne postybeta
Strona z pomocą dla OOo2GD
Amazon Kindle Fire....
Java wygrała ;-)
Fix na problem, który męczył Bloggeroida od lat.....
Markety

Dalsze śledzenie geolokalizacji Google'a :-)

No to przejrzałem tak z grubsza źródła Google Gears w kawałku dotyczącym geolokalizacji i jest tak jak myślałem, a nawet lepiej ;-)
Do serwisu ustalającego pozycję przesyłane są SSID, MAC, siła sygnału [te 3, tak na Win32 jak i na OSX], na OSX wysyłane są jeszcze Age [cokolwiek to w przypadku sygnału WiFi oznacza ;-)], poziom mocy sygnału do szumu i kanał. W Win32 Google Gears nie przesyła tych 3 pozostałych rzeczy co tak ładnie opisano w kodzie:
  // TODO(steveblock): Is it possible to get the following?
//access_point_data->signal_to_noise
//access_point_data->age
//access_point_data->channel

Gdy dostępne są dane o sieci komórkowej [z tego co mi się wydaje brane są pod uwagę tylko w Androidzie, ale głowy nie dam] to przesyłane są namiary wież/BTSów, czyli cell_id, kod lokacji, kod operatora, kod mobile_country_code i moc sygnału, czyli robią to co podobno robić chciał kiedyś Siemens. Do tego wysyłana jest informacja o tym jaki jest rodzaj sieci.
Gdy dostępne są dane o WiFi to tak jak pisałem wcześniej wysyłane są dla każdej sieci WiFi dane takie jak: wiek [age], kanał, MAC, moc sygnału w dBm'ach, poziom sygnału do szumu też w dBm'ach i SSID.
Tutaj link do kodu testu, w którym widać co jest przesyłane.

Oczywiście to, że te dane są przesyłane, nie oznacza wcale, że są brane pod uwagę w wyliczaniu pozycji, do tego trzeba by było poeksperymentować z wysyłaniem czegoś do tego serwisu :-) Ale na to wskazuje wędrowanie mojej pozycji o czym pisałem poprzednio.

Dane wysyła się z tego co widać w kodzie jako JSONa, ale tu też głowy nie dam.

Co do obliczania odległości od źródła mocy ;-) to stawiałbym na jakieś wzory empiryczne bo trzeba brać pod uwagę budynki...... choć możliwe, że mają "po prostu" mapę natężeń i na niej bazują, ale to raczej mało prawdopodobne, choć kto wie. Sam kiedyś "rysowałem" mapę zasięgów radia przy pomocy danych o pozycjach z GPSa ;-) [auta nadawały swoją pozycję przez GPS, ale w taki sposób, że pozycja była przesyłana tylko i wyłącznie wtedy gdy radio potrafiło się połączyć z bazą, no i uzyskana mapka pozwalała "teoretycznie" na ustalenie gdzie radio działa, a gdzie nie] [W ramach wyjaśnienia, to były karetki pogotowia i to była jedna z pierwszych wersji systemu lokalizacji pojazdów].
Gdyby wyliczać teoretycznie to też się da, ale mało skutecznie, np. przy pomocy tego wzoru:

r=sqrt(P*S/(4*pi*I))


gdzie P to moc sygnału, równa zwykle 100 mW, S to powierzchnia anteny, a I to moc odebrana.
Działa to tak, że znając moc docierającą i powierzchnię anteny możemy ocenić moc na m2, a że sygnał rozchodzi się kuliście [nie do końca prawda, ale najłatwiej tak liczyć, no i konwencja nam pozwala tak liczyć, więcej nie umiem powiedzieć bo ostatni raz zajmowałem się tym z 4 lata temu, a i to tylko tak przy okazji ;-)] więc możemy policzyć promień tej kuli bo moc na jej powierzchni musi być równa mocy nadajnika.......
Głowy nie dam, ale mogę źle liczyć ;-) Ważne, że się da.


Podobne postybeta
Geolokalizacja c.d. :-)
Lokalizowanie Access Pointów...
Śledzimy geolokalizację ;-)
Komórka - w końcu to taki mały komputerek ;-)
Post pierwszy - czy wiesz o czym wie, lub może wiedzieć Twój telefon? ;-)

środa, marca 17, 2010

Geolokalizacja c.d. :-)

Jak już pisałem wcześniej gdy mamy włączone WiFi Google potrafi zwykle określić naszą pozycję z dość dużą dokładnością.
W pracy zrobiłem kilka eksperymentów i tam pozycja nie pływała, ale w miejscu spania pływa i to mocno, co widać na poniższym rysunku :-)



To by sugerowało, że jeżeli brane są pod uwagę tylko SSIDy/MACi to w mojej okolicy jest co najmniej 8 [a nawet więcej bo chyba 2 punkty mi się nie wrzuciły na ten rysunek] HotSpotów zarejestrowanych w bazach z których korzysta Google.
Bardziej prawdopodobne wydaje mi się więc to, że Google ma dane co najmniej 2 sieci WiFi które są w mojej okolicy w KRK i bierze pod uwagę moc sygnałów w trakcie wyznaczania pozycji.
Z ciekawych rzeczy, przed każdym ustaleniem pozycji Google Maps otwierają tunel HTTPS do Google, którego niestety nie udało mi się podsłuchać :-( Fiddler2 nie pokazuje tego co idzie w tym tunelu [co by sugerowało, że to nie HTTP, a coś innego, choć trudno wymyślić co...], a WhireShark nie chce działać na moim Windows 7, a przynajmniej nie potrafi podsłuchać połączenia sieciowego związanego z moim Blueconnectem. Można się domyślać, że w tym tunelu "lecą" dane do zapytania :-) Hmmm.. może uda mi się do podsłuchu wykorzystać netbooka? ;-)

[Najlepsze, że wystarczyłoby sprawdzić w dokumentacji do Firefoksa, tudzież w jego kodzie co on wysyła do Google w momencie ustalania pozycji i wszystko by było wiadomo :-)]

[Update: zajrzałem do kodu Firefoksa, z którego dotarłem do kodu Google Gears i wychodzi na to, że miałem rację :-) kod odpowiedzialny za zabawy z geolokalizowanie przy pomocy WiFi pobiera SSID, MACa i RSSI sygnału, teraz pozostaje mi tylko dotarcie do miejsca gdzie te dane są używane i sprawdzenie czy wszystkie te dane trafiają do Google, czy może tylko SSIDy i MACi, a moc sygnału jest wykorzystywana do obliczeń "na miejscu" czy też w ogóle jest ignorowana]


Podobne postybeta
Śledzimy geolokalizację ;-)
Dalsze śledzenie geolokalizacji Google'a :-)
Android i lokalizacja. Czego używać zagranicą?
Ludzie nie potrafią czytać...
A może niepotrzebnie aż tyle śpimy?

niedziela, marca 14, 2010

Jak się rodzą Trolle?

Trolle są fascynującym zjawiskiem w sieci.

Zwykle jest tak, trafiasz na jakąś stronę. Zgadzasz się lub nie zgadzasz z autorami strony, jeśli masz czas, ochotę i motywację to jeśli strona daje taką możliwość to się wypowiadasz na dany temat.

Wtedy może zacząć się dyskusja.

I wtedy może narodzić się Troll :-)
Zwykle misją Trolla jest głoszenie światu swojej mądrości. Jako oręż stosuje zwykle przekonanie o swojej całkowitej wyższości. Objawia się to tym, że często głosi to co jego oponent, ale że robi to na swój sposób - czyli w Trollim mniemaniu na sposób lepszy to dostaje przez to potwierdzenie swojej tezy, że interlokutor jest głupszy.
Gdy oponent mówi "tło tej strony jest takie niby białe, ale bardziej na szare wygląda na moim monitorze" to Troll stwierdza "głupoty gadasz kretynie, gdyż wiadomo przecież, że kolor tej strony jest biały, wystarczy uruchomić MS Paint i od razu to widać", na co oponent odpowiada "Tak, ale wygląda jak szary na moim monitorze". I Troll znów atakuje "nie prawda kretynie, to jest białe! Nie znasz się!". Oponent "Na moim monitorze wygląda na szare.". Troll "Nie, jest białe! Masz do dupy monitor, bo to jest białe! U ciebie może wyglądać na szare, ale jest białe".
Oponent "Toć przecież od początku to piszę."
Troll "Nie prawda, bo piszesz, że tło jest szare"
I tak dalej, dalej, dalej........

Internet generalnie nie lubi Trolli. Autorzy stron tępią Trolle które grasują w ich domenie.
Ja za to uważam, że o własne Trolle trzeba dbać, że posiadanie Trolli dowodzi jednak tego, że ktoś Cię czyta! :-)

Dlatego bardzo mi smutno, że u mnie Trolli nie ma :-(

Ale jak już je kiedyś będę miał to obiecuję przystąpić do Towarzystwa Ochrony Trolla Internetowego - TOTI, a nawet do Towarzystwa Ochrony UDomowionych Idiotów - TOUDI ;-)

Po zastanowieniu, miałem Trolla, ale sobie poszedł :-( Pod dyskusją o in vitro się hodował, ale odszedł... śpieszmy się kochać nasze Trolle tak prędko odchodzą.........


Podobne postybeta
Buzz Troll Remover v0.3 - potęga guzików
Ewolucja Buzz Troll Remover'a ;-) - czyli nad czym teraz pracuję
Wrócić na Naszą Klasę? ;-)
Działamy
Buzz Troll Remover v0.3.2 zawędrował do galerii rozszerzeń Chrome ;-)

piątek, marca 12, 2010

Części samochodowe

W telewizorze się dziś bulwersowali, że Komisja Europejska nie planuje przedłużenia działania prawa pozwalającego na stosowanie zamienników w trakcie napraw gwarancyjnych samochodów [O ważniejszej sprawie czyli tym, że Parlament Europejski wezwał Komisję Europejską do ujawnienia ustaleń toczonych w ramach dyskusji o ACTA jakoś zniknęło w mediach, ale możliwe, że to dlatego, że akurat np. ITI jest pewnie zainteresowana tym by ACTA weszła jak najszybciej w życie].

Ogólnie wszyscy łącznie z ekspertami twierdzili, że zamienniki i części firmowe to to samo... też tak myślałem, ale oświeciła mnie koleżanka która pracowała w jednej z firm produkujących części samochodowe jako jedna z osób związanych z kontrolą jakości [ale nie takiej prostej, a już od analizy danych i podobnych spraw]. I wg. jej słów nie jest wcale tak jak nam się wydaje, że producent produkuje części z tego samego materiału i w identycznym rygorze po czym na części z nich drukuje logo producenta samochodu, na części swoje, a na reszcie nic nie drukuje..... O nie, wg. jej słów po pierwsze część części samochodowych może być produkowana z różnych materiałów zależnie od tego czy będzie to część dla producenta czy "generyczna" czy też no name, ale nawet gdy materiał jest ten sam to każda z 3 "serii" ma inne rygory kontroli jakości.
Najlepsze materiały i najwyższe rygory kontroli jakości cechują części które będą sprzedawane na rynku z logiem producenta samochodu.
Następne w kolejności, często ze słabszych materiałów i zwykle z niższymi rygorami kontroli jakości są części z logo ich producenta.
Na samym końcu z gorszych materiałów i z zaniżonymi kryteriami kontroli jakości są części no name.

Producent samochodu chętnie płaci dużo za dobre części. Dzięki temu może mieć niemal pewność, że praktycznie nie będzie musiał wymieniać tych części w trakcie okresu gwarancyjnego. Dana część może być droższa, ale po pierwsze zapłaci za nią kupujący, a po drugie zapewnia producentowi spokój z jej wymianą w trakcie gwarancji.
Taka część musi być z dobrego materiału i musi być niemal doskonała.

Dlatego wydaje mi się, że to wielkie zbulwersowanie jest trochę nie na miejscu. To tak jakby żądać od producentów laptopów by możliwa była ich naprawa zamiennikami. Nie działa chłodzenie? To wymienimy na tańsze, co prawda oryginalne było z miedzi, a zamiennik już nie, ale co tam. Jak procek się spali to producent laptopa wymieni go w ramach gwarancji.

Nie żebym kochał jakoś producentów samochodów, ale trochę nie na miejscu jest wymaganie od nich by gwarantowali działanie samochodu, który jest wyposażony w części które mogą być różne niż oryginalne. Mogą mieć inne własności mechaniczne, inną trwałość, nawet inne wymiary. No bo jak oni mają wtedy zapewnić, że wszystko będzie nadal działało tak jak powinno?


Podobne postybeta
Pomysł na aplikacje...
Święta wojna...
Laptop
Atom
"Ochidna" Echidna ;-) czyli jak się mają prace nad RDrive.

czwartek, marca 11, 2010

Śledzimy geolokalizację ;-)

Próbowałem dziś podpatrzyć i wymyślić jak może działać geolokalizacja w przeglądarkach WWW.
Wspierają ją Firefox 3.6 [przez HTML5], chyba najnowszy Chrome [też przez HTML5 ale z przełącznikiem chyba] i Google Gears.
Ale jak to działa?

Wychodzi na to, że to naprawdę chytre jest.

Gdy jestem w pracy i mam włączone WiFi [choć nie jestem podpięty do żadnej sieci WiFi] to Google Maps w Chrome lokalizuje mnie bardzo dokładnie, kropka pokazująca moją lokalizacje jest przesunięta o może 30 metrów od miejsca gdzie siedzę.
Jeżeli jednak wyłączę WiFi to jestem lokalizowany w Londynie lub Dallas. Czyli tam gdzie są serwery proxy z których korzystam.
Także z tego co pamiętam gdy jestem w domu i mam włączone WiFi [też bez bycia podpiętym do jakiejkolwiek sieci], a jestem w firmowym VPNie to jestem dobrze lokalizowany, ale już z wyłączonym WiFi "ląduję" w Londynie lub Dallas.

Także testy przeprowadzone w miejscu spania wskazują, że włączenie WiFi ma duże znaczenie. Bez WiFi jestem łącząc się z Blueconnecta lokalizowany w Polsce, jednak z włączonym WiFi jestem lokalizowany tak jakbym znajdował się też jakieś 30-50 metrów od miejsca gdzie przebywam.

Z drugiego zachowania można wnośić, że w przypadku ustalania położenia mojego laptopa nie jest istotne to z jakiej stacji bazowej korzysta modem HSDPA. Z obu przypadków można zaś wnosić, że gdy lokalizacja odbywa się poprzez adres IP to używane są tylko dane przybliżone. Cała tajemnica wydaje się tkwić w danych z WiFi.

Moje przypuszczenia są takie, że przeglądarka przesyła do serwisów Google dane o SSID sieci w pobliżu i możliwe, że również dane o natężeniu sygnału, a w Google jakiś system sztucznej inteligencji stara się ustalić na podstawie tych danych i bazy lokalizacji różnych SSID położenie odbiornika WiFi.
Może to nie być też SSID, a np. numer MAC HotSpotów.

Próbowałem "podsłuchiwać" co przesyłane jest przez przeglądarkę w momencie gdy zaczyna się geolokalizacja i wydaje mi się, że wysyłany jest wtedy request do URLa w Google [u mnie do mt0.google.com/vt/ft?lyrs.....] i pobierany jest plik JSON [czyli obiekt JavaScript] w którym znajdują się informacje o okolicznych "atrakcjach".
Jednak jedyne co widzę przekazywanego do tego URLa to jakieś zakodowane dane w postaci szeregów liter v,u,t i w.

Przyznać trzeba, że działa to naprawdę bardzo chytrze :-)

Ze złych rzeczy - sam nie potrafię jakoś odczytać pozycji przy pomocy obiektu navigator.geolocation bo pod Chrome go podobno nie ma [chyba pojawi się dopiero gdy uruchomi się Chrome z odpowiednim przełącznikiem], a w Firefoksie zwraca nieznaną pozycję ;-)


Podobne postybeta
Geolokalizacja c.d. :-)
GeoTool
Dalsze śledzenie geolokalizacji Google'a :-)
Android i lokalizacja. Czego używać zagranicą?
Chromium OS na Asus EEE PC 900

środa, marca 10, 2010

Rankingi, to nie takie proste ;-)

Zauważyliście jak lubimy znaki > i <?
Ubóstwiamy wprost wszystko klasyfikować i określać jako lepsze lub gorsze.

Powstają rankingi szkół, ludzi, samochodów, tosterów, dysków, komputerów, samolotów, statków..... ogólnie wszystkiego.

Taka nasza ludzka natura.

Jednak wartościowanie ma takie małe "ale" wpisane w swoje reguły. Może odbywać się tylko wtedy gdy da się ustawić wszystkie wartościowane elementy w kolejce tak że zaczniemy np. od najgorszego, a skończymy na najlepszym i o każdym z elementów da się powiedzieć, że jest lepszy lub gorszy [ewentualnie taki sam] jak jakiś inny element.
I tu się zaczynają problemy ;-)

No bo jeżeli możemy stwierdzić, że 6 jest mniejsze od 7, to już nie da się powiedzieć czy 6 jest mniejsze od 7i, albo tego który z poniższych "bloczków" jest większy [oba mają powierzchnię 8 cm kwadratowych].


8 cm2


8 cm2


Ogólnie gubimy się gdy istnieje kilka sposobów na ułożenie rankingu, lub gdy nie istnieje żaden jasny sposób na to.
Np. co jest lepsze, człowiek czy E. coli? Albo co jest bardziej zaawansowane człowiek czy żaba? Z automatu mówimy, że człowiek lepszy lub bardziej zaawansowany, ale przyjmujemy wtedy bardzo antropocentryczną skalę na szczycie której jesteśmy my.

O ten problem często rozbijają się ludzie zajmujący się algorytmami genetycznymi [ale nie tylko ;-)]. Same algorytmy genetyczne pozwalają nam szybko [szybciej niż inne metody] wyszukać rozwiązanie pewnych problemów gdyż w odróżnieniu do np. błądzenia losowego, albo prostego iterowania po wszystkich możliwych rozwiązaniach, nie przeszukują całej przestrzeni możliwych rozwiązań, a raczej tylko przestrzeń rozwiązań sensownych. Stąd wydaje się, że np. algorytmy genetyczne świetnie mogłyby się nadawać np. do łamania szyfrów. Przecież większość możliwych rozwiązań jest bez sensu, więc wystarczyłoby szukać tylko wśród rozwiązań sensownych.
Sęk właśnie w tym, że algorytmy genetyczne potrzebują tego by poszczególne rozwiązania dało się uszeregować wg. ich "dobroci", rozwiązania lepsze powinny mieć wyższą ocenę od tych gorszych. Dzięki temu do następnego pokolenia przejdzie statystycznie więcej tych dobrych.... tylko problem jest taki jak w przypadku takich szyfrów odróżnić które rozwiązanie jest lepsze, a które gorsze? Odszyfrowana wiadomość może być odszyfrowana poprawnie lub niepoprawnie, rozwiązanie pierwsze jest bardzo mało prawdopodobne, a to drugie o wiele bardziej ;-) a same złe rozwiązania wydają się być tak samo złe.

Dlatego algorytmy genetyczne świetnie sobie radzą w pewnych obszarach, a w innych już nie. Gdy udaje się uszeregować zawodników to AG działają świetnie.
Nie ma się zresztą co dziwić ;-) AG to przeniesienie do świata komputerów zasad natury, a w naturze ewolucja działa tak, że promowane są te rozwiązania, które potrafią się najlepiej mnożyć. My to wykorzystujemy w AG i określając "dobroć" rozwiązania określamy jak dużą będzie miało szansę na rozmnożenie się.
Wykorzystujemy to, że zamiast sprawdzać wszystkie możliwe układy sprawdzamy tylko te które są wynikiem krzyżowania [+ mutowania] dobrych rozwiązań.
Ale żeby to było możliwe musimy umieć określić co jest lepsze, a co jest gorsze.

Natura radzi tu sobie dość "prosto" to co się replikuje jest z definicji lepsze, bo za funkcję przystosowania "robi" tu wynik eksperymentu pod tytułem "czy dany coś da radę się skopiować?". Gdy coś potrafi się skopiować bardziej skutecznie niż kolega to w następnym pokoleniu będzie więcej cosiów prim, a w kolejnym bis i tak dalej, niż jego mniej kopiowalnego kolegi.
Ale gdy my tego używamy to niestety musimy sami określić co powinno się lepiej kopiować.

Zwykle tego nie potrafimy ;-) i wtedy oszukujemy.
Jeżeli to co chcemy uszeregować ma kilka parametrów po których jesteśmy w stanie zbudować ranking nadajemy im wagi i szeregujemy po wyniku powstałym ze zsumowania iloczynów parametrów z ich wagami. Ale to nie zawsze działa.
Bo np. wzrost ceny [czemu zwykle nadajemy wagę ujemną ;-)] wpływa liniowo na naszą ocenę tylko w pewnym zakresie. Gdy kupujemy bułkę, to jesteśmy w stanie zapłacić 2 razy więcej za większą i smaczniejszą bułkę, ale gdy bułka będzie nawet 5 razy smaczniejsza możemy mieć opory przed zapłaceniem za nią 10 razy więcej.
Albo gdy mamy 2 programistów, oboje dobrych, ale jedno z tych programistów ma świetne pomysły, które dają dużo pieniążków, jednak problemy z trzymaniem porządku w kodzie i pewną niedbałością przekładającą się na gorszą jakość kodu, a drugie pomysłów nie ma, ale pisze ładny i czytelny kod, który zwykle jest bezbłędny. Które z tej dwójki jest lepsze?
OK, to nie jest najlepszy przykład ;-) bo mamy tutaj dość dobrą funkcję agregującą czyli to ile która z tych osób przyniesie pieniędzy firmie. Jeśli nasz pomysłowy i bałaganiarski developer doda do kodu funkcje, które pozwolą zarobić 1 mln złotych, a drugi swoim zgrabnym pisaniem zaoszczędzi 100 tysięcy to mamy prosty sposób na ocenę.
Gdy mamy tylko 2 parametry, które są w pewien sposób sprzeczne to mamy łatwo, bo możemy użyć ilorazu. Świetnie znany wszystkim miłośnikom komputerów współczynnik jakoś/cena jest taki. Ale on bazuje na tym, że już jakoś tą jakość oceniliśmy ;-)

Wracając do ceny, cena jest dobrym sposobem na szeregowanie niektórych rzeczy. Np. możemy stworzyć ranking uczelni w danym mieście czy kraju mierząc średnią zarobków absolwentów, choć można tu budować tylko rankingi per specjalizacja/kierunek. Zapewne przeciętny absolwent medycyny po 10 latach zarabia mniej w przeliczeniu na godzinę pracy od przeciętnego absolwenta informatyki, jednak mimo wszystko wydaje się, że lekarz jest jednak bardziej wartościowy. W ostateczności lekarz może zostać programistą, ale programista z zostaniem lekarzem może mieć pewne problemy ;-)
Pewnie nie jeden ekonomista mógłby dużo opowiedzieć o cenie, ważne jest to, że jest ona wynikiem kolektywnej decyzji rynku, dzięki czemu mamy tu mądrość tłumu w działaniu. Czyli nie ma jakiejś pojedynczej formuły na szeregowanie, ale istnieje ich wiele i dopiero ich uśredniony wynik daje jakieś w miarę rozsądne rezultaty.

[btw. tu dotarłem do ściany bo choć o tym wpisie myślałem już od jakiegoś czasu nigdy nie umiałem znaleźć przyczyny tego czemu chcę go napisać ;-)]

Ogólnie rzecz ujmując, rankingi jako takie są zawsze subiektywne, opierają się na jakichś założeniach. Anemia sierpowata jest "zła", ale chroni przed malarią więc bycie chorym na anemię sierpowatą w niektórych rejonach świata oznacza de facto większe szanse na dożycie etapu gdy się będzie miało potomstwo niż szanse na to samo kogoś kto anemii sierpowatej nie ma. Siłą rzeczy w tych rejonach jest więcej ludzi z anemią sierpowatą niż w innych rejonach świata. "Po prostu" ich przodkowie byli lepsi w zostawianiu potomstwa i choć chorzy to jednak dorobili się go więcej niż zdrowi, których zabiła jeszcze przed spłodzeniem potomstwa malaria.

Istotne jest to, że bez przyjęcia założeń o tym wg. czego zbudujemy nasz ranking nie możemy powiedzieć czy to jest coś "dobrego" czy "złego". To tak samo jak z tym 6 i 7i, czy nawet 7 i 7i, albo 7 i -7i. Gdy przyjmiemy jakiś sposób szeregowania to wtedy uda nam się je uszeregować, ale to szeregowanie będzie tylko naszym założeniem. Przez to nie da się powiedzieć czy człowiek jest lepszy od żaby. Z punktu widzenia człowieka tak, z punktu widzenia żaby nie. Z punktu widzenia kosmity zapewne też, ale tu też przyjmuję, że kosmici podobnie jak my uznaliby wyższy intelekt i wyższą samoświadomość za bardziej wartościowe.

Ewolucja ma prościej ;-) "Robi kopie?" To dobrze, niech robi, jak będzie lepsze w robieniu kopi i wykorzystaniu zasobów to przegoni inne replikatory i będzie rosło. A, że jak jeden replikator zaczyna być lepszy od innych to po pewnym czasie cała zabawa powtarza się wśród jego kopi i konieczne jest kolejne "usprawnienie", które pozwoli na lepszą konkurencję z kolegami, albo na przerzucenie się na zasoby, których koledzy nie używają.
My musimy jednak robić założenia i warto czasem pamiętać, że wartościowanie jest czynnością całkowicie subiektywną ;-)


Podobne postybeta
Dobór naturalny, albo my
Teoria ewolucji vs hipoteza kosmicznych siewców życia vs hipoteza kreatora vs hipoteza kreatora na młodej Ziemi - mecz przy pomocy Bayesa :-)
Czy rynek z automatycznymi systemami transakcji to jeszcze rynek?
Prześladowcy ;-)
Jak tak dalej pójdzie to Polacy wymrą....

poniedziałek, marca 08, 2010

O! "Ostatnie Twierdzenie" Arthura C. Clarke'a po polsku :-)

Aż oczom nie uwierzyłem :-) Wszedłem dziś na stronę wydawnictwa Etiuda i proszę, ostatnia książka Arthura C. Clarke'a "Ostatnie Twierdzenie" już jest i to po polsku :-)

Czytałem oryginał i niestety nie jest to jedna z najlepszych książek ACC, ale jednak warta wg. mnie przeczytania, jak większość książek ACC [nawet Koniec Dzieciństwa choć jak dla mnie była strasznie przygnębiająca].
Tutaj już nie ma tej wiary w idealny świat rządzony przez mądrych i światłych ludzi, którzy dzięki postępowi nauki stają się lepsi... dlatego bardzo lubię np. Wyspę Delfinów gdzie światem rządzi ONZ czy coś podobnego, nie ma wojen, a ludzie dążą do tego by poznać kosmos i głębiny oceanów. Taka naiwna, ale miła dla serca wizja :-) Coś jak niemal idealny świat w Pieśni Dalekiej Ziemi.
Tu tego nie ma, jest bardziej złożony świat, konflikty międzynarodowe i międzyreligijne, a i takie bardziej hmmm.... zewnętrzne ;-) Ale jak zwykle jest nauka [czyli przeprowadzanie dowodu Wielkiego Twierdzenia Fermata], jest akcja i dramat [bo główny bohater dokonuje przełomu w kazamatach], są też kosmici [a jakże, i to różni różniści]. Dobre hard SF.

Zachęcam do kupienia, bo mimo że nie jest to może najlepsza książka ACC i Fredericka Pohla to i tak bije na głowę 95% chłamu który jest na rynku ;-) No i wypada kupić żeby wydawnictwo nie pluło sobie w brodę, że zainwestowało w najbardziej znanego pisarza SF na świecie, którego wydaje się na całym świecie, a tylko Polsce były zwroty. Więc kupować!

Btw. niech się ktoś podzieli jakimś autorem hard SF, bo ACC umarł :-(, Asimov też i to blisko 20 lat temu i mam suszę. Jest jeszcze Orson Scott Card, coś tam na mnie nawet chyba w torbie [główną biblioteczkę mam w domu, a nie w KRK, ale część książek wożę ze sobą między domem a KRK bo przecież może mi się zachcieć czytać ;-) i właśnie tak jeżdżą dwie kupione ostatnio na Amazon.co.uk książki OCS] czeka.
Strugaccy do mnie nie przemówili... czekam więc na jakieś sugestie ;-)

[tak wiem, że w tym wpisie, jak i w wielu innych gramatyka się nie pojawiła ;-)]


Podobne postybeta
Książkowa faza - stare hard SF :-)
Odyseja Czasu - Burza Słoneczna
Żyjemy w trzecim świecie...
Google Books vs Kindle Store
Prześladowcy ;-)

Nazwa dla języka to jednak ważna rzecz :-)

Tak obserwując pytania na 9fingers stwierdzam, że ludziom od marketingu z Microsoft należą się brawa za wymyślenie nazwy C#.

Bardzo wiele osób przyjmuje, że C, C++ i C# to ta sama rodzina języków, i że jak C++ jest rozwinięciem C, to C# jest rozwinięciem C i C++.

Genialne posunięcie.

Zrobili to samo co zrobił Netscape z JavaScript'em :-) gdy za zgodą Sun'a nazwał swój LiveScript JavaScript'em by "jechać" na nazwie Java, która wtedy była jedyną metodą na tworzenie interaktywnych "stron".

Btw. ciekawe wieści z frontu mobilnego ostatnio się pojawiły. WinMo 7 [czyli Windows Mobile 7] podobno nie będzie kompatybilny z poprzednikami....... Choć myślę, że nie będzie to dotyczyło programów pisanych dla .NET i one będą kompatybilne chociaż na poziomie .NETa.


Podobne postybeta
A jednak Pythona warto ;-)
Urlopowanie ;-)
1:0 w pojedynku JavaScript vs. PHP
Przenosimy .NET'a na inny dysk :-)
Wyliczanie właściwości i funkcji obiektów w JavaScript

sobota, marca 06, 2010

PROPFIND, czyli jak przechytrzyć HttpURLConnection

Próbuję dodać do OOo2GD możliwość pobierania dokumentów z serwerów WebDAV [dzięki temu możliwe by było używanie OOo2GD do pracy z dokumentami, które nie ulegałyby konwersji, pracuję nad tym bo to co robi OpenOffice.org z WebDAVem to ludzkie pojęcie przechodzi, nie dość, że angażuje do tego system operacyjny i działa przeraźliwie wolno, to jeszcze tworzy później pliki tymczasowe na serwerze WebDAV] i właśnie próbuję zaimplementować pobieranie listy dokumentów, do czego potrzebuję metody PROPFIND z WebDAV.

Standardowo chciałem użyć HttpURLConnection, ale złośliwie Sun zabronił korzystania z metod innych niż wielka 7, czyli "GET", "POST", "HEAD", "OPTIONS", "PUT", "DELETE" i "TRACE".

Wrrr... Logika jakaś za tym stoi, w końcu to HttpURLConnection, ale jednak miło by było gdyby pozwalała ta klasa na proste jej wykorzystanie do niecnych celów.

Na razie w celach testowych postanowiłem to obejść w bardzo nieelegancki sposób ;-)
Zamiast:

conn.setRequestMethod("PROPFIND");

Które powoduje wylecenie wyjątku "java.net.ProtocolException: Invalid HTTP method: PROPFIND" używam takiej brzydkiej plomby:


try {
Field field = conn.getClass().getDeclaredField("method");
field.setAccessible(true);
field.set(conn, "PROPFIND");
} catch (Exception e) {

}


Jak na razie działa, dostaję od serwera XMLa, już zaczynam go nawet "obrabiać" choć chyba wcześniej pójdę spać ;-)

Sposób ma wadę bo jest przywiązany do konkretnej maszyny wirtualnej, ale działa, a to mi jest potrzebne do testów :-)


Podobne postybeta
Toperz ;-) czyli OCR + Android odsłona 2 albo któraś tam
Wredne Google Docs
Linux to jednak fajny jest ;-)
Programowanie trudne ;-)
Robimy z telefonu/tabletu z Androidem serwer WebDAV ;-)

piątek, marca 05, 2010

Szok kulturowy

Jak żyje te prawie 32 lata to nie pamiętam żebym aż 2 dni pod rząd dzięki polskim portalom doznał szoku kulturowego ;-)

Wczoraj polskie portale pisały na poważnie o tym, że w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II pojawiła się przeszkoda bo istnieje obawa, że cud który miał się za jego wstawiennictwem wydarzyć mógł nie być cudem....

Dziś znów informacja o tym, że włoski egzorcysta Gabriele Amorth twierdzi, że w Watykanie działa sekta satanistów...

Moja myśl: Què? Który my mamy wiek? Ktoś w ogóle wierzy w cuda??????? No i w poważnym medium informacja rodem z serialu W Archiwum X?

Jakoś nie może mi się zmieścić w głowie, że w XXI wieku ludzie, którzy chodzą w koło mnie mogą wierzyć w tak dziwne rzeczy. Chociaż z drugiej strony? Ci sami ludzie zwykle wierzą też w horoskopy i wróżki......

Ale jednak dziwne to jest :-)


Podobne postybeta
Krzyżowcy
"Cud"
WTF?????
C# - Java = Delphi
Atak kreacjonistów

Najnowszy Chrome nie lubi chyba Gmaila ;-)

Dziś zaktualizował mi się Chrome do wersji 5.0.342.1 i zachorował na ciekawą przypadłość ;-) Nie lubi już GMAILa.
Każda próba wejścia na GMAILa kończy się padem przeglądarki, co widać na filmie :-)



Co ciekawe korzystanie z konta jest nadal możliwe gdy używam konta na Google Apps :-)

Trzeba jednak pamiętać, że ja używam wersji developerskiej, a ona ma prawo zachowywać się dziwnie.


Podobne postybeta
OOo2GD 2.1.0 - filtrowanie, sortowanie [dla niektórych ;-)] i bardziej *nixowe nazwy
O zaletach JNLP/Java Web Start :-)
Hackery....
Content rating dla Bloggeroida ;-)
OpenOffice.org2GoogleDocs 1.0.1

czwartek, marca 04, 2010

Ptaszydła ;-)

Takie malutkie ptaszydło, a jaki ma power :-)
70, a nawet 90 razy potrafi ruszyć skrzydłem w ciągu sekundy! [tak sobie liczyłem i wyszło mi, że prędkość końcówek jego skrzydełek może sięgać 70 km/h, chociaż sam potrafi latać podobno nawet 120 km/h! [w co akurat nie chce mi się wierzyć :-)]]



Robi wrażenie :-)




Podobne postybeta
Cena benzyny w górę, wydatki na paliwo w dół ;-)
"Demon" prędkości
120 km/h, czyżby nowe 140 km/h? ;-)
Śnieg - brrr
Power ;-)

wtorek, marca 02, 2010

ePubGenerator v0.0.3 - tytuł, obrazki i inne takie

Niewielki [o takie -> . <-] siły z siebie wysupłałem i mamy wersję 0.0.3 ePubGeneratora.

Ta wersja potrafi już:
  • osadzać obrazki w ebookach
  • użyć tytułu, opisu, tematyki, twórcy i identyfikatora podanych przez użytkownika
  • sprawdzić czy nie ma nowszej wersji

Nadal jednak nie potrafi ustawić daty [która jest na sztywno ustawiona na 1 marca 2010 :-)], oraz języka, który jest ustawiony na polski.

Następne wyzwanie to wielorozdziałowość i jedyny pomysł jaki mi przyszedł do głowy to wrzucanie kolejnych rozdziałów do podkatalogów. I idea jest taka by najpierw tworzyło się 1 rozdział, a później można by było dodawać następne generowane z kolejnych dokumentów, tudzież by od razu tworzyć ebooka z wieloma rozdziałami i każdy z nich byłby w innym pliku........ To na razie pomysły bo szczerze to nawet nie wiem jak w OpenOffice.org robi się rozdziały :-)

Obsługa jest podobna do tego co opisałem pisząc o wersji 0.0.1, czyli klikamy na ePubGenerator, ale tym razem ujrzymy okienko:



klikamy Generate i po chwili ujrzymy okienko:



wskazujące gdzie szukać naszego ebooka w formacie EPUB.

Jak widzę parę osób pobrało poprzednią wersję, ale jak na razie jedyny komentarz to stwierdzenie, że nazwa "ePubGenerator jest lepsza od OpenOffice.org2GoogleDocs" ;-)


Podobne postybeta
ePubGenerator v0.0.2
Generowanie plików ePub z OpenOffice.org :-)
Cyfrowa partenogeneza
[lifehack] GMAIL jako narzędzie do zarządzania ebookami :-)
Zamiast EMPIKu zarobił Amazon, albo o tym, że polskie ebooki są słabe

poniedziałek, marca 01, 2010

Bored now.....


Słowa Willow oddają świetnie mój stan ;-)

Nawet mi się kodować nie chce, tak dalej pójdzie to się zapiszę na salsę albo inne zapasy ;-)

A tu za to jeden z bardziej przerażających [ale i zabawnych] teledysków jakie widziałem :-) [a muzyczka jest niezła i tekst też z tego co pamiętam dość zabawny]


Rammstein - MANN GEGEN MANN
Music Videos at Roxwel


Przerażające nie? ;-)


Podobne postybeta
�?adna piosenka z Buffy :-)
MJ
Jeden kawałek za mną ostatnio łazi ;-)
Addictive TV
"Wstydliwy" sekret