Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

środa, stycznia 03, 2024

Jedna lista

OK, to przeprowadziłem sobie wybory z 15 października 2023 symulując, że KO+3D+Lewica byłyby jedną listą i wszyscy ich wyborcy by nadal na tą listę głosowali.

Mielibyśmy wtedy taki Sejm:

Jedna Lista - 265 mandatów,
PiS - 183 mandaty,
Konfederacja - 12 mandatów

W wyborach mieliśmy:

Prawo i Sprawiedliwość - 194 mandaty
Koalicja Obywatelska - 157 mandatów
Trzecia Droga - 65 mandatów
Nowa Lewica - 26 mandatów
Konfederacja - 18 mandatów

Czyli partie "Jednej Listy" mają teraz 248 mandatów.

Te 265 nadal by nie wystarczyły do pokonania weta, ale byłyby bliżej potrzebnych 276 mandatów.

Jeszcze z innych wariantów, gdyby Lewica poszła z KO.

Jedna Lista (KO+Lewica) - 194 mandaty,
PiS - 188 mandatów,
Trzecia Droga - 63 mandaty,
Konfederacja - 15 mandatów.

Jedna Lista jako KO+3D:

Jedna Lista (KO+3D) - 234 mandaty (nie potrzebowaliby nawet Lewicy ;-)),
PiS - 188 mandatów,
Lewica - 25 mandatów,
Konfederacja - 13 mandatów.

No i w końcu Jedna Lista jako 3D+Lewica:

PiS - 187 mandatów,
KO - 151 mandatów,
Jedna Lista (3D+Lewica) - 109 mandatów,
Konfederacja - 13 mandatów.

To sprawdźmy jeszcze co by było gdyby PiS poszedł z Konfederacją....

PiS+Konfederacja vs KO, 3D i Lewica osobno:

Prawica (PiS+Konfederacja) - 226 mandatów (nie mogliby stworzyć rządu bez podebrania posłów),
KO - 146,
3D - 62,
Lewica - 26

Teraz PiS+Konfa vs KO+3D+Lewica:

Jedna Lista (KO+3D+Lewica) - 258 mandatów,
Prawica (PiS+Konfa) - 202 mandaty

No i najgorszy możliwy scenariusz, gdyby PiS+3D+Konfa szły przeciwko KO+Lewica:

Prawica (PiS+3D+Konfa) - 285 mandatów,
Jedna Lista (KO+Lewica) - 178 mandatów.



Podobne postybeta
Możliwe koalicje i czemu powstanie koła Razem może znaczyć brak Razem w rządzie.
A co gdyby głosy z wyborów samorządowych potraktować jako głosy w wyborach do Sejmu? ;-)
Czemu mam żal do Razem, part 2 ;-)
Wyniki do Sejmu na podstawie wyników do PE
Jak można przegrać wybory gdy się je wygrywa?

czwartek, kwietnia 02, 2020

Cynizm, cynizmem, ale koalicję która daje Ci władzę to trzeba utrzymać....

Jest tak.
1) Kaczyński chce wyborów prezydenckich 10 maja 2020 roku,
2) Gowin się stawia,
3) Gowinowi się w partii ludzie stawiają,
4) Opozycja mówi, że będzie bojkotować wybory przez nie zgłaszanie ludzi do komisji wyborczych,
5) Koło SLD w Sosnowcu zgłasza ludzi do komisji wyborczych.

Powód 3 i 5 jest dokładnie ten sam, także powód 1, 2 i 4 są takie same. Choć wszystkie one mają też ten sam powód ;-)

Dla 3 i 5 chodzi o pieniądze. Ludzie od Gowina zostali posłami, niektórzy ministrami. To są pieniądze, to jest lepszy standard życia. Rzucenie tego nie jest takie proste. A Kaczyński na 100% zadba o to żeby każdy zostający dostał jakąś nagrodę.
To samo z komisjami, kiedyś sam byłem w SLD ;-) i pamiętam, że w tych latach 90 (bliżej końca ;-)) w kole ludzie bardzo się pchali do bycia w komisjach, bo to jakiś prestiż i bo to pieniądze.

1,2 i 4 to konieczność utrzymania swojej "koalicji". Kaczyński potrzebuje Dudy. Bez Dudy w Pałacu Prezydenckim ma mniejsza władzę. Duda jest mu potrzebny więc zrobi wszystko by Dudę do Pałacu wsadzić.
Gowin się stawia bo jego koalicja (czyli ci którzy dają mu władzę) to pewna grupa wyborców, a wśród tych wyborców wizja wyborów teraz w czasach epidemii to jakiś ponury żart. Do momentu gdy Gowin będzie widział, że swoim uporem może utrzymać tą koalicję to opłaca mu się nawet stracić posadę, bo ma szansę, że w następnym Sejmie znów zasiądzie (a może nawet dostanie pozycję w jakimś ewentualnym rządzie obecnej opozycji).
Opozycja chce bojkotować wybory bo tego oczekują jej wyborcy. To znów jest to, że jak chcą się do Sejmu dostać to nie mogą tu ustąpić.

Wszystko to sprowadza się do gry między byciem w czyjejś koalicji (3 i 5) gdzie to jest bycie w czyjejś koalicji wspierającej władzę, w przypadku 3 to koalicja wspierająca Kaczyńskiego, w 5 to koalicja wspierająca szefostwo koła SLD w Sosnowcu.
W 1,2 i 4 to chęć utrzymania swojej koalicji przez odpowiednio Kaczyńskiego, Gowina i opozycję.

Obecne problemy z tym, że Polska jest finansowo nieprzygotowana nie tylko na koronawirusa, ale nawet lekkie zachwianie rynków to też wynik budowania koalicji. Kaczyński postanowił dać ludziom kasę w postaci 500+, czy 13 emerytury i tak zapewnić sobie głosy które go wesprą. (nawet teraz ludzie, którzy niezbyt lubią PiS sprawdzają w TVP czy nie mówią czasem o "zabieraniu 500+")


Podobne postybeta
Ja czegoś nie czaję....
Dawać sankcje!
Możliwe koalicje i czemu powstanie koła Razem może znaczyć brak Razem w rządzie.
A co gdyby głosy z wyborów samorządowych potraktować jako głosy w wyborach do Sejmu? ;-)
Politycznie

niedziela, marca 03, 2019

A takie tam słowo na niedzielę ;-)

Pamiętam gdy zmieniłem zdanie o tym czy pary jednopłciowe* powinny mieć prawo do adopcji dzieci.
To było gdy czytałem w "Oto słowo czarne" w NIE fragmenty z gazet prawicowych i była wypowiedź Giertycha albo kogoś innego z LPR.
Było tam pełno nienawiści i wtedy do mnie dotarło, że jeśli miałbym dzieci i po mojej śmierci miałyby być adoptowane to wolę by adoptowało je dwóch kochających gejów niż pełen nienawiści członek LPR.
Momentalnie wyłączyła mi się cała niechęć, bo dotarło do mnie, że orientacja seksualna to tylko jeden z wymiarów człowieka i to wcale nie najważniejszy.

To samo mam teraz z osobami transpłciowymi.
Przyznam, że uprzedzenia tkwią we mnie głęboko.
Ale im więcej widzę nienawiście skierowanej w kierunku osób traspłciowych tym bardziej do mnie dociera, że płeć to znów tylko jeden z wymiarów.
No i przypominam sobie artykuł ze Świata Nauki "Nie tylko XX i XY" z października 2017 roku i tabelkę na stronach 44 i 45.
Często w sprawach gender czy osób traspłciowych pojawia się nawiązanie do genetyki i na tej stronie jest 13 przypadków, startując od XX, kończąc na XY.
9 z nich to stany transpłciowe.
Zespół Turnera, zaburzenie rozwoju płci z kariotypem XX, wrodzony przerost nadnerczy, mieszana dysgenezja gonad, zespół nadwrażliwości na androgeny (AIS), coś bez nazwy, zespół Klinefeltera, niedobór 5α-reduktazy, zespół przetrwałych struktur müllerowskich.
Sama grafika jest uproszczona, a nadal ma tyle strzałek i przejść między różnymi stanami, że struktura Unii Europejskiej, albo zasady odliczania VAT wyglądają przy tym jak dziecinne zabawki.

Wychodzi, że wcale nie jest tak, że każdy się rodzi chłopcem, albo dziewczynką. Niektórzy się rodzą będąc jeszcze kimś innym. Mogą mieć geny chłopca, a wyglądać jak dziewczynka.
A ty mówimy tylko o kawałku dotyczącym tylko zewnętrznych organów płciowych.

W ogóle nie dotykamy mózgu.
W którym hormony robią jeszcze więcej.

Tak, nie mogę zrozumieć jak można przez ileś tam lat życia być facetem i nagle twierdzić, że się od zawsze czuło jak kobieta i chcieć być kobietą.
Ale to, że ja tego nie mogę zrozumieć nie znaczy, że ktoś tak nie może czuć.
Kogoś kto ubóstwia disco-polo, albo jest głęboko religijny też nie rozumiem, a nie zabraniam im życia po swojemu (byle mnie nie wchodzili w szkodę).

Ciekawe czy jest więcej podobnych do mnie ludzi, którzy zmieniają swoją postawę do tak trudnych spraw jak gender czy transpłciowość przez to, że w kierunku tych tematów wylewa się tyle nienawiści.
U mnie podstawą jest to, że osoby transpłciowe czy pary jednopłciowe nikomu krzywdy nie robią będąc sobą, więc czemu mam być przeciwko nim?



* - głównie jednak takie mężczyzna z mężczyzną, co do par kobieta z kobietą nie miałem nigdy jakichś watpliwości**
** - co pewnie pokazuje, że we mnie stereotypy trzymają się mocno

Podobne postybeta
Nienawiść
Zaczął się nowy rok
Raj pro-life - czyli co oznacza konstytucyjna ochrona "życia poczętego"
Związki Partnerskie czyli Nienawistniki vs. Rozsądni - 1:0...
Uroki remote ;-)

niedziela, lipca 29, 2018

Władza PiSu jebnie, to pewne. Pytanie tylko kiedy

Wielu uważa, że komunizm czy faszyzm były złe bo ludzie je "wykonujący" byli źli.
W rzeczywistości większość była ani zła, ani dobra, kochała swoje dzieci i zwierzęta, nie śmieciła na ulicy i ogólnie była w miarę porządna.
Problem był totalności systemów.

Gdy system jest totalny, czyli taki, że wszystko reguluje i może zmienić reguły gdy to jest wygodne dla tych, którzy są w danym momencie na górze to nie ma w nim reguł, jest tylko wola jednostek które stoją za sterami.
A jak nie ma reguł, to złe decyzje poprawia się innymi złymi decyzjami.
W końcu to prowadzi do terroru albo totalnej stagnacji.
Jak jeszcze jest wojna na górze to każdy z graczy zaczyna wykorzystywać swój kawałek władzy do atakowania innych.

Co mamy teraz w Polsce?
PiS chce zagarnąć Trybunał Konstytucyjny. Co robi?
Podejmuje serię głupich działań.
Robi reasumpcję głosowań poprzedniego Sejmu, nie publikuje wyroków TK, zmienia kilkukrotnie ustawę o TK, wybiera dublerów.
Za każdym razem jest to działanie doraźne, bo po co myśleć o konsekwencjach pisanego na kolanie prawa, skoro można je zmienić gdy to będzie potrzebne?
To samo z KRS i Sądem Najwyższym.
To samo z ordynacją wyborczą do PE*.

Pewnie jak inflacja ruszy i będzie brakowało kasy na kupowanie wyborców**, to ruszy seria ustaw które będą zmieniały podatki tak by wyciągnąć jak najwięcej kasy z tych, którzy nie będą głosowali n na PiS, jak ci ludzie będą przechodzili na np. samozatrudnienie to pojawią się przepisy wprowadzające wysokie podatki dla takich osób i różne podobne. W końcu pewnie ruszy kataster, z jednoczesnym wprowadzeniem ustawowych cen za wynajem i inne takie.

Przez to wszystko prędzej lub później władza PiSu runie.
Bo się zakiwa.

Przy okazji Polska i Polacy dostaną rachunki do zapłacenia.
Już dostają. W 2018 roku jak na razie mamy ujemny przyrost naturalny, urodziło się mniej dzieci, umarło więcej ludzi. To się pewnie będzie pogłębiać.
Onkologia, kardiologia i inne drogie specjalizacje są głodzone to przekłada się na trudniejszy dostęp do lekarzy i większą śmiertelność.
Nie zdziwię się jak wkrótce zacznie rosnąć śmiertelność noworodków, bo neonatologia też jest droga, pediatrów już jest za mało.
Poziom uczelni też będzie spadał.
Sądy są coraz mniej skuteczne, teraz po przejęciu SN wyroki też będą coraz bardziej niepewne, więc firmy też nie będą zbyt chętne do działania (w końcu kapitalista chce zarobić, ale nie chce pójść siedzieć).


* - której zmiana ma 2 cele, zdobycie tak dużej liczby głosów w PE by PiS stał się łakomym kąskiem dla Europejskiej Partii Ludowej co dałoby PiSowi ochronę podobną do tej jaką ma teraz Fidesz Orbana, oraz zapewnienie w miarę dużej liczbie członków PiS dostatniego życia za pieniądze z UE.
** - wzór jest prosty, kasa idzie tam gdzie można najtaniej kupić największą ilość wyborców. Stąd niepełnosprawni nie dostali kasy, bo jest ich niewielu, a do tego niezbyt często głosują, a dużo by kosztowało spełnienie ich żądań. Niby wszyscy korzystamy ze służby zdrowia, ale jest ona cholernie droga, więc nie idzie tam zbyt wiele kasy, bo koszt kupienia głosu byłby bardzo wysoki, ale kasa na TVP jest i będzie bo mimo spadających notowań i spadającej oglądalności nadal jest tanim sposobem na sprzedawanie swojej wersji świata (na początku 500+ było sprzedawane jako "program prokreacyjny", który broń boże nie był programem pomocy społecznej czy redystrybucji, który miał zwiększyć ilość rodzących się dzieci, jak się okazało, że to nie działa i nie sprzedaje się w taki sposób, to nagle stał się sposobem na pomoc Polakom pokrzywdzonym przez transformację.


Podobne postybeta
Kaczyński zniósł demokrację
Pełzająca ofensywa
"Cud"
"Zarabianie" w sieci, czyli jak zarobić olewając etykę
Wolność i Propaganda

sobota, lipca 22, 2017

Dawać sankcje!

Jedyna szansa Polski i UE w tym, że UE wprowadzi już teraz dotkliwe sankcje, najlepiej zakręcając kurek z pieniędzmi.

To zaboli Polskę i Polaków, ale o wiele mniej niż konsekwencje dalszej rozróby robionej przez Kaczyńskiego.

Trudno robić interesy w i z krajem w którym sądy sądzą tak jak chce partia rządząca.

Układ z sądami kontrolowanymi przez partię rządzącą oznacza wzrost korupcji. A wzrost korupcji oznacza przejadanie większego kawałka tortu przez partię.

Do tego tort będzie mniejszy bo mało kto będzie chciał inwestować.

Po głowie i kieszeni dostaną "zwyczajni ludzie".

Jeśli UE nie zakręci kurka z kasą to PiS będzie szedł dalej.
Cholera wie co jest ich celem.
Po wyborach mieli największą władzę w historii Polski po 1989 roku.

Ale było im za mało.
Przejęli Trybunał Konstytucyjny.
Przejęli media publiczne.
Przejęli prokuraturę.

Teraz przejmują Sądy.

Po co?
Co chcą zrobić jeszcze?

Mają władzę totalną.
Mogą przegłosować, że niebo jest zielone i skazywać na karę śmierci wszystkich którzy się z tym nie zgodzą.
Mogą wpisać w prawie, że członkowie partii rządzącej mają prawo pierwszej nocy.
Mogą napisać sobie ustawę, która pozwoli im odbierać ruchomości i nieruchomości dekretem szefa okręgu partii.

To, że nie dopuszczą do wolnych wyborów jest niemal pewne.

Jeśli opozycja się zjednoczy w jedną listę zmienią ordynację wyborczą tak, że łączenie list będzie możliwe tylko gdy zrobiono to jedne wybory wstecz.
Albo po prostu nowo wybrana komisja wyborcza nie pozwoli startować opozycji.
Albo po prostu posadzą wszystkich kandydatów opozycji.

A jak kiedyś Kaczyński kopnie w kalendarz, albo osłabnie tak że nie będzie w stanie kontrolować partii to będzie problem bo hieny na górze zaczną się szarpać.
Ten kto będzie w danym momencie kontrolował policję pośle ją na przeciwników w partii, ten kto będzie kontrolował sądy pośle sądy na swoich przeciwników.
Będą się tworzyć sojusze przeciwko silniejszym.

A Polacy będą dostawali odłamkami.

Wszystko przez te 38% wyborców którzy głosowali na PiS.
Dzięki, kurwa, wielkie....

Podobne postybeta
Dobrze, że Tusk wygrał
Kaczyński zniósł demokrację
Władza PiSu jebnie, to pewne. Pytanie tylko kiedy
Chcę sankcji UE
Na co "idą" moje podatki?

sobota, lipca 15, 2017

Kaczyński zniósł demokrację

Teraz tylko brakuje ustawy o kierowniczej roli partii.

W nocy Senat głosował nad ustawą o przejęciu KRS i Sądu Najwyższego.

To, że mało kto jest na ulicy świadczy o tym, że PiS bezkarnie może zrobić wszystko.

Chciałbym napisać, że jak nie jesteś teraz na ulicy to jesteś idiotą. Ale cóż, faktu i tak nie zmienię, a obrażę masę ludzi.

Wiele osób powie, że Sądy są skorumpowane i "im się należy".
Super, przez chwilę będziecie mieli uczucie "dobrze im tak", a później będzie zdziwko.

Wiele powie "co ja mogę?".
To zależy od Ciebie, ewidentnie Ci nie zależy na tym żeby żyć w demokratycznym państwie prawa.

Reakcja na to co robi PiS ma wiele wspólnego z reakcja na antyszczepionkowców i bycie antyszczepionkowecem.
Wbrew temu, że półki z książkami historycznymi są w polskich księgarniach dość liczne (gdy je porównać np. z książkami popularno-naukowymi) to pamięć ludzka sięga tylko kilka lat wstecz.

PRL w pamięci ludzi umarł. "Młodzież" kojarzy go z żołnierzami wyklętymi, którzy walczyli ze złymi komunistami.
Starsi nie pamiętaj nic złego poza kartkami. No i w pamięci są ci źli komuniści.

No to uwaga, oni wrócili.

Bo "złego komunisty" nie czyniła wiara w komunizm, czy przynależność do PZPR.

Inaczej, bo to emocjonalne.
To spróbuję na sucho.

Państwo to organizacja. Organizacja reaguje na zmiany w świecie i podąża w różnych kierunkach.
Musi konkurować o zasoby i wpływy.

Decydenci nie są żadnymi geniuszami, są zwykłymi ludźmi, którzy może czasem są odrobinę bardziej inteligentni, odrobinę lepiej rozumieją świat. A czasem wręcz pzeciwnie.
Ale w ogólności jak to zwykli ludzi często się mylą i robią błędy.
Masę błędów.

Teraz jest pytanie jak organizacja sobie radzi z błędami?
Czy próbuje je naprawiać i szybko identyfikować, czy wręcz przeciwnie?

W sposób naturalny ludzie zawsze myślą, że czynią dobrze. Mało kto o zdrowych zmysłach robi coś z myślą "ale jestem złym człowiekiem".
Jak ktoś Ci mówi, że robisz źle to trudno w to uwierzyć. Zwykle odbiera się to jako atak. Nawet gdy osoba mówiąc robi to w dobrej wierze.
Ile razy sami zwróciliście czyjąś uwagę na błąd i ten ktoś miał do Was pretensje?

No i z demokracją właśnie chodzi o błędy.
Władcy popełniają błędy.
Bez mechanizmu kontroli te błędy są późno wykrywane, późno jest wykrywana ich przyczyna i późno są wprowadzane zmiany. Zwykle równie złe jak pierwsza decyzja.

Gdy jest jeden ośrodek władzy kto mu wskaże błędy?

Ludzi od wieków myśleli nad tym jak zbudować system, który będzie w miarę odporny na błędy i stabilny.

W XVIII wieku Monteskiusz też o tym myślał. W USA ojcowie założyciele o tym myśleli.

Pomysł sprowadza się do tego, żeby nie było 1 ośrodka władzy.

W idealnym świecie nawet jak żaden z ośrodków władzy nie jest idealny, to zwykle ktoś spoza danego ośrodka władzy widzi wcześniej problemy z pomysłem tego ośrodka.
Może zwrócić uwagę lub przeciwdziałać.

Żeby zła czy głupia decyzja została podjęta błąd musi zrobić kilka ośrodków władzy.

Jeśli zrobimy 1 ośrodek władzy i rządzi geniusz, który w 99% przypadków ma rację to jest spoko. Choć nadal ma 1 szansę na 100 zrobić fatalny błąd, którego nikt nie poprawi.
Jeśli robi błędy w połowie przypadków to tym gorzej.

Jeśli weźmiemy 3 ośrodki władzy, i każdy ma 50% szans na zrobienie błędu to błędna decyzja zostanie podjęta przez te 3 ośrodki wspólnie tylko w 12.5% przypadków (gdy 1 ośrodek podejmie decyzję to z 50% jest ona błędna, drugi ośrodek w połowie swoich przypadków też podejmie błędną decyzję, ale to znaczy, że 2 ośrodki zgodzą się na błędną decyzję tylko w 25% przypadków.

Nie jest źle, 3 niedoskonałe ośrodki władzy mają 12.5% wprowadzenia złej decyzji. Znaczna poprawa w porównaniu z 50%.

I o to chodzi w mechanizmach kontroli.
O to by ktoś po drodze mógł powiedzieć "nie".

PiS może teraz przegłosować każde prawo.
Mogą przegłosować prawo "wszystkich rudych należy zabić".

Kto ich powstrzyma?

Prezydent Adrian?
Trybunał Konstytucyjny?
Sąd Najwyższy?

A kilka lat później ludzie, którzy wykonają to prawo będą się tłumaczyli, że "tylko wykonywali rozkazy".

PiS może przegłosować prawo pierwszej nocy.
NIKT nie może PiSu powstrzymać przed wprowadzeniem tego prawa.

Oczywiście można powiedzieć "napewno nie wprowadzą takiego prawa"....
Tylko skąd ta pewność?

To w PRLu i w państwie PiSu jest naprawdę złe.
NIKT nie może powstrzymać pomysłów partii.


Podobne postybeta
Władza PiSu jebnie, to pewne. Pytanie tylko kiedy
Polacy - naród paserów? ;-)
Dawać sankcje!
Klauzula samoluba?
Demokracja

sobota, lutego 18, 2017

Chcę sankcji UE

Chciałbym żeby UE nałożyła na Polskę sankcje za łamanie trójpodziału władzy i łamanie standardów demokratycznych.
Chcę żyć w demokratycznym państwie prawa, chcę też żyć w UE. Stąd chcę żyć w demokratycznej UE, w której przestrzega się prawo.
Jeśli UE nie zacznie wymagać od krajów takich jak Polska czy Węgry przestrzegania demokratycznych standardów to znaczy, że to nie jest ta UE w której chcę żyć.

Nie miałbym problemu z wygraniem wyborów przez PiS, gdyby PiS przestrzegało zasad.
Gdyby wybrało sobie sędziów TK na wolne miejsca, gdyby nie tworzyło ustaw o TK, które miały TK sparaliżować.
Gdyby deformę edukacji poprzedziło badaniami i konsultacjami. Gdyby nie rozwalało armii, służb specjalnych, sądów, prokuratury, czy ogólnie państwa.

Ale to co teraz robi PiS to nie demokracja, a demokratura. Nie rządy większości z poszanowaniem woli mniejszości, a dyktat tego kto ma większość w organach przedstawicielskich.

PiS ma dla jaj w nazwie na pierwszym miejscu słowo prawo, dla takiej samej beki ma jako drugie słowo sprawiedliwość. Prawa nie przestrzega, czego dowiódł demontaż TK (i to, że teraz obecna prezes TK jest w stanie zawieszenia przez to, że złamała procedury ustawy, którą pod nią napisano tylko to umacnia), sprawiedliwość ma zaś obok gwiazdkę z dopiskiem "sprawiedliwość wg Jarosława Kaczyńskiego".

Jak to Pratchett pisał, jeden człowiek = jeden głos, u nas tym człowiekiem jest Jarosław Kaczyński... Wódz. Jednoosobowo podejmuje wszystkie decyzje.

Stąd UE jeśli ma być organizacją zrzeszającą państwa demokratyczne powinna reagować i stosować presję finansową. W końcu jaki interes obywatele UE mają w niedemokratycznej Polsce?


Podobne postybeta
Dobrze, że Tusk wygrał
Noż kurwa....
Atlas zbuntowany, ale na odwrót ;-)
Politycznie
Żenada....

sobota, lutego 04, 2017

Skrócona wersja zmian w ustroju Polski po wyborach w 2015 roku

Do niedawna przybliżony model tworzenia prawa w Polsce wyglądał mniej więcej tak:

Najpierw pojawiał się pomysł na prawo, mógł się pojawić w Rządzie, wśród posłów, albo wśród obywateli.
W końcu trafiał do Sejmu, który mógł uchwalić takie prawo, albo nie. Zależało to od tego czy odpowiednio wielu posłów uzna, że chce takiego prawa.
Jeśli Sejm uznał, że powinno dojść do zmiany prawa to trafiało ono do Senatu.
Senat mógł klepnąć prawo, lub dokonać w nim zmian. W drugim przypadku trafiało to znów do Sejmu.
W końcu trafiało do Prezydenta.
Prezydent miał do wyboru 3 opcje.
Podpisać, co sprawiało, że prawo stawało się obowiązującym prawem.
Mógł zawetować ustawę, wtedy wracała ona do Sejmu, który mógł je odrzucić albo nie.
Prezydent mógł jeszcze odesłać ustawę do Trybunału Konstytucyjnego, który mógł uznać, że ustawa lub jej poszczególne przepisy są niezgodne z Konstytucją.

Ale nawet obowiązujące prawo nie miało tak lekko bo np. Rzecznik Praw Obywatelskich mógł je zaskarżyć do TK, albo Sąd mógł poprosić TK o ocenę.

To wyżej to model uproszczony.

PiS to jednak partia, która przedkłada prostotę nad komplikację.

Obecny model stanowienia prawa w Polsce wygląda mniej więcej tak:


Czyż nie jest prościej?

Stąd jeśli część wyborców PiS, albo nie wyborców ma nadzieję, że głupie pomysły na ustawy nie przejdą to próżne nadzieje.
Jeśli poseł Jarosław Kaczyński uzna, że coś ma być prawem to nim będzie.


Podobne postybeta
A co gdyby głosy z wyborów samorządowych potraktować jako głosy w wyborach do Sejmu? ;-)
Demokracja 3.3 ;-)
1 na 9 głosów
Czemu Sejm i Senat nie korzystają z żadnego systemu kontroli wersji?
Ku dyktaturze...

poniedziałek, czerwca 13, 2016

"Analiza" zysków i strat dla 500+... nie wygląda to różowo

Wg. rządu 500+ przełoży się na urodzenie dodatkowych 278 tysięcy dzieci w ciągu 10 lat.
Przyjmując prosty model to będzie dodatkowe 27.8 tysięcy dzieci rocznie, co daje jakieś 7-8% dzieci rocznie więcej.
Zależnie od szacunków jedno dodatkowe dziecko będzie kosztowało 800-900 tysięcy złotych.

Dzieci te mają się rodzić po to by więcej było ludzi i by system emerytalny podołał.

Zakładając, że takie dziecko gdy będzie dorosłe będzie zarabiało średnią krajową (teraz 4101 PLN) to przy obecnych składkach na ZUS wprowadzi do systemu emerytalnego przez całe swoje życie 600-620 tysięcy PLN (założyłem, że będzie pracowało 45 lat non-stop).

Wprowadzi więc do systemu  180-300 tysięcy PLN mniej niż będzie "kosztować".

Z tej strony program się nie domyka.

Wg. rządu Polska będzie się bogacić o jakiejś 3.5% rocznie.
Załóżmy dla prostoty modelu, że wszystkie te dodatkowe dzieci wejdą na rynek pracy za 25 lat i zamiast dzisiejszej średniej krajowej będą zarabiać 9050 PLN miesięcznie przez 45 lat każde.
Wtedy każde z nich wprowadzi do systemu przez 45 lat 1.35 mln PLN.
To już wygląda lepiej (ciągle zakładamy, że wydawać będziemy na dzieci 500 PLN miesięcznie i ta kwota nie będzie rosła), bo wkład tych dodatkowych dzieci będzie wyższy niż koszt wynikły z 500+.

W takiej sytuacji przez 45 lat liczone za 25 lat od teraz mielibyśmy dodatkowe 375.3 mld PLN na emerytury.
Co przekładałoby się rocznie na 8.34 mld PLN więcej.

Co gdybyśmy zamiast 500+ wkładali po 20 mld PLN rocznie na lokatę oprocentowaną 1% w skali roku?
Wtedy po 25 latach wpłacania mielibyśmy już 539 mld PLN na koncie. Od tego momentu moglibyśmy odbierać po ponad 14 mld PLN z tego konta rocznie (nadal przy 1% oprocentowania w skali roku dla reszty środków) na podtrzymanie systemu emerytalnego.

Tak patrząc też wychodzi na to, że 500+ się nie domyka.

Ktoś zna jakieś lepsze szacunki niż te moje?
Nie wiem, może w projekcie ustawy jest gdzieś analiza zysków i strat?


Podobne postybeta
Czemu uważam, że 500+ jest złe
Płatnik czy beneficjent?
The Giver - kolejny świat, który się nie domyka....
800+
Noszenie maski od strony teorii gier ;-)

niedziela, sierpnia 02, 2015

Rycerz na białym koniu? ;-)

Wiele wskazuje, że stanie się rzecz niemożliwa do wyobrażenia sobie jeszcze rok temu, PiS wygra wybory i będzie mieć premiera.

PiS ma problem z władzą, za bardzo totalni są, jako PC byli, jako PiS też, teraz będzie najpewniej tak samo.
Jak tylko wygrają wybory i nawet uczynią z Beaty Szydło premiera to zaraz na tylnym siedzeniu usiądzie Jarosław Kaczyński, a do rządu wejdzie Macierewicz.
Wszędzie będzie się lał jad i szalone pomysły, a to bykowe, a to reparacje wojenne od Niemiec, Szwecji (za Potop), Rosji (za 1612) i Czech za spalenie Gniezna.
Wszędzie będą stawiane pomniki Lecha Kaczyńskiego.
Pojawią się w sejmie projekty całkowitego zakazu aborcji, będą pomysły przywrócenia kary śmierci, będzie masa pokazówek w TV i tak dalej.
Do tego Kukiz, który się do Sejmu pewnie też dostanie będzie walczył z PiSem, resztkami PO i tym co zostanie z lewicy....

Pytanie, kiedy Tusk, który kierownikuje teraz Radzie Europejskiej, zacznie być postrzegany w Polsce jako rycerz na białym koniu, który wróci do Polski by przywrócić normalność?

Można Tuska nie lubić, ale ostatnie 8 lat to dość stabilny wzrost, raczej pozytywny przekaz społeczny i pewnie niechęć "do Rudego" wygaśnie tak samo szybko jak niechęć do Buzka zmieniła się w najlepsze wyniki w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Ktoś się podejmie zgadywania? ;-)
Tutaj formularz ;-)





Podobne postybeta
Ingress i moje portale... ;-)
Cud Tuska i Kopacz, polska medycyna bardziej wydajna niż niemiecka
Prosty test obiektywności dla zwolenników PiS/PO/whatever
Kontrrewolucja?
Wyniki do Sejmu na podstawie wyników do PE

niedziela, listopada 23, 2014

Jak można przegrać wybory gdy się je wygrywa?

W obecnych wyborach do sejmików wojewódzkich patrząc na ilość oddanych głosów:
- PiS dostał ich 26.85%,
- PO 26.36%,
- PSL 23.68,
- SLD 8.78%.

Gdy popatrzymy na ilość mandatów, przedstawia się to tak:
- PO 179 (32.25%),
- PiS 171 (30.81%),
- PSL 157 (28.28%),
- SLD 28 (5.04%),
- inni 20 (3.6%)

Jak to możliwe?

PKW tłumaczy to sposobem obliczania liczby mandatów i w tym właśnie tkwi cała tajemnica ;-)

Działa to tak, że w całym kraju mamy 16 województw, w każdym z województw wybieramy pewną ilość radnych do sejmiku samorządowego danego województwa, głosy oddane w jednym województwie nie wpływają na wyniki w innym.
Do tego dochodzi frekwencja, która w tych wyborach była taka, że tam gdzie była wyższa wygrywał PiS, tam gdzie niższa PO.

A ilość mandatów w danym okręgu nie zależy od frekwencji, a od procentowego podziału głosów.
Jeśli przyjmiemy dla uproszczenia, że cały kraj składa się tylko z 2 województw i w jednym województwie przy 1 mln uprawnionych cały 1 mln zagłosuje na partię X, a w drugim województwie z 1 mln uprawnionych zagłosuje tylko 100 tysięcy i będą głosować tylko na partię Y to w pierwszym województwie partia X dostanie wszystkie mandaty, w drugim partia Y, mandatami będą mieć tyle samo*, za to w skali kraju partia X zdobędzie 1 mln głosów, a partia Y tylko 100 tysięcy.

Co zabawne w Sejmie, który byłby wybierany przy tej samej liczbie głosów i frekwencji obie partie też będą miały tyle samo mandatów**.

Jedynie w wyborach na Prezydenta, gdyby byli wspierani przez partie, kandydat partii X wygrałby blisko 91% głosów do 9% na kandydata Y.

Jak widać można wygrać wybory ilością głosów, ale przegrać ilością mandatów (przez to, że w USA Prezydenta wybiera się w wyborach "pośrednich" dochodziło tam do sytuacji gdy Prezydentem zostawał ktoś z mniejszą ilością głosów).

Czy to sprawiedliwe?

To zależy jak na to spojrzeć.
W przypadku sejmików wojewódzkich trudno zaproponować coś co pozwoliłoby tego uniknąć. W końcu wyborcy z województwa w którym jest większa frekwencja nie powinni mieć wpływu na wyniki w województwie z mniejszą frekwencją.
W wyborach do Sejmu też jest problem. Wyborcom gdzie jest wyższa frekwencja chciał się iść do wyborów i ich głos przez to jest mniej istotny niż tych, którzy poszli w okręgach gdzie była niższa frekwencja. Z drugiej zaś strony, wyborcy w okręgach z niższą frekwencją najpewniej głosowaliby podobnie do tych z ich okręgów, którzy poszli do wyborów i trudno by im było zaakceptować fakt, że "narzuca" im się zwycięzców.
Problemu nie byłoby tylko gdybyśmy głosowali na Listę Krajową, ale takie wybory miałyby jeszcze mniejszą frekwencję.


* - zakładając, że w każdym z Sejmików jest tyle samo mandatów
** - zakładając, że każde województwo wprowadzałoby taką samą ilość posłów, co ciekawe jeszcze kilka kadencji temu gdy istniała Lista Krajowa, partia X miałby więcej mandatów, bo tam część mandatów była przyznawana z wyborów bezpośrednich, a część (69 mandatów) była dzielona tak jakby wszystkie głosy w kraju (na partie, które przekroczyły 7% w skali kraju) były oddane w 1 okręgu.

Podobne postybeta
A co gdyby głosy z wyborów samorządowych potraktować jako głosy w wyborach do Sejmu? ;-)
1 na 9 głosów
Wybory i ordynacje
Wybory w Krakowie, poparcie a frekwencja ;-)
Ważne kto i jak liczy głosy....

niedziela, czerwca 22, 2014

To i ja planowałem zamach stanu?

Tak się zastanawiam co by było gdyby ktoś podsłuchał programistów tak jak ludzi z rządu Tuska ;-)

"Tak dalej pójdzie to to się wszystko zawali"
"Kto to widział puszczać tak zabugowany kod do userów?"
"OK, są błędy, ale przecież mniej niż w poprzedniej wersji, nie? Czyli wszystko OK"
"Nie ma to jak product manager, który nie widział na oczy aplikacji do której tworzy wymagania"
"Ja pi... kto k... ten je... kod pisał?"

Podobne teksty słyszałem w wielu firmach, ba sam niektóre mówiłem ;-)
A mimo tego wszystko działało, userzy byli zadowoleni, powstawały dobre produkty.... A może właśnie między innymi dzięki temu?

Profesjonalista zapatrzony tylko w realizację słusznego celu to mit. Bo zwykle nikt nie wie czy cel jest słuszny i nikt nie wie jak go zrealizować najlepiej i najszybciej.

Czy to w programowaniu, czy rządzeniu nikt nie zna przyszłości i wszyscy wiedzą, że wszystkim rządzą mity i pozory.
Bo profesjonalny programista, polityk czy inżynier testują możliwe złe, a nawet najgorsze scenariusze, mówią o nich tak jakby miały mieć miejsce (rozmowa Belki z Sienkiewiczem), podważają mity (wypowiedź Sikorskiego o sojuszu z USA), wyładowują frustrację (wypowiedź o tym, że państwo polskie nie istnieje).

Programiście, a więc pewnie i politycy, lekarze, dziennikarze, piekarze, księża i wszystkie inne zawody mają też takie uczucie miłości i nienawiści jednocześnie do użytkowników (w IT zwanych często użyszkodnikami), obywateli, pacjentów, odbiorców, konsumentów czy wiernych. Z jednej strony mając nad nimi jakąś władzę i przewagę momentami zachowują się jakby nimi gardzili, a w innym momencie są gotowi do poświęceń żeby im było dobrze. Przejmują się nimi, boją się ich, kochają ich i gardzą nimi. Wszystko zależy od kontekstu.

W ogóle rozważanie czyichś wypowiedzi bez spojrzenia na kontekst jest niezbyt rozsądne.
Zwykle rozmowa to próba wymiany myśli, testowanie ich, przekształcanie, poznawanie słów kogoś innego, to wykuwanie nowych przekonań.

Co innego gdyby któryś z polityków czy programistów mówił "OK, to zrobimy im taki numer" i po tym planowałby jak odebrać coś obywatelom czy uszkodzić coś użytkownikom, a co innego gdy snuje pewne scenariusze.

Do rządu PO mam stosunek ambiwalentny. Ogólnie PO to nie moja bajka, z drugiej strony gdy pomyślę, że zamiast nich mógłby rządzić PiS to PO nabiera nagle jakiegoś uroku i powabu. W życiu na nich nie głosowałem, Sikorskiego zbytnio nie lubię, ale jednak nie robiłbym takiej hecy z tych nagrań.
O wiele lepiej jak politycy gadają różne dziwne rzeczy, niż gdy je realizują. Belka z Sienkiewiczem rozmawiali o hipotetycznym użyciu NBP do stabilizacji gospodarki by nie dopuścić do władzy PiS, PiS po wygranych wyborach w 2005 roku natychmiast przeprowadził zamach na KRRiT zmieniając ustawę tak by móc skrócić jej kadencję w celu obsadzenia jej swoimi ludźmi.
Z ewentualnych działań NBPu byłby plus taki, że gospodarka by się mogła ustabilizować w razie problemów, z działań PiS było tylko to, że PiS przejął media. Pierwsze to hipotetyczny scenariusz gdzie poprawa sytuacji kraju mogłaby utrudnić przeciwnikowi politycznemu wygranie wyborów, drugie to przeprowadzona akcja mająca na celu przejęcie mediów.
Jest między tymi dwoma sprawami pewna "drobna" różnica.

Podobne postybeta
Czemu obecny Sejm i rząd są wyjątkowe?
Za co JKM kocha Putina?
Dlaczego nie zgadzamy się na powszechny dostęp do broni?
Debile....
Uber - jaka za tym musi stać fajna matematyka

niedziela, października 02, 2011

Złe wieści

Jak nie przepadam za PO to uważam ją za mniejsze zło w stosunku do PiS, dlatego z dwojga złego zdecydowanie wolę wygraną PO w wyborach niż wygraną PiS.

No, a tu się źle dzieje.

Wg. zakładów szanse na to, że PO wygra wybory są jak 1 do 1.3, dla PiS to teraz 1 do 2.9, ale jeszcze niedawno było to 1 do 1.22 dla PO i 1 do 3.2 dla PiS. (OK, nie szanse, tu podaję kurs zakładów, czyli za każdą złotówkę postawioną na wygraną PO można teraz w razie ich wygranej dostać 1,3 PLN, a do niedawna to było 1,22 PLN, dla PiS wcześniej było za 1 złotówkę 3,2 złotego, a teraz jest 2,9. Czyli wg. zakładających się szanse tego, że PO wygra wybory spadają, a szanse tego, że wygra PiS rosną, choć nadal by mieć 1000 złotych zysku z wygranej PO trzeba na nich postawić 3333 złotych, a w przypadku PiS 526 złotych. Czyli by tyle samo zarobić trzeba na PiS wydać 6 razy mniej (jeszcze niedawno 10 razy mniej), co oznacza, że "ryzyko" wygranej PiS jest jakieś 6 razy mniejsze niż dla PO (do niedawna było 10 razy mniejsze)).

Gorzej to jeszcze wygląda gdy popatrzymy na zakłady dotyczące tego czy PO dostanie więcej czy mniej niż 33.5%, wg. zakładających jest to 1 do 1, co pozwólmy sobie odczytać jako zakład, że będzie to 33.5%.
W przypadku PiS gdy pada pytanie czy będą mieli mniej czy więcej niż 28,5 odpowiedzi są bliskie 61 do 39 na korzyść wyniku większego niż 28,5%.
SLD ma przewalone, wg. zakładających jest 42 do 58, że będą mieli mniej niż 12%, w przypadku Palikota jest 60 do 40, że będzie miał więcej niż 5%, czyli jest lekka sugestia, że dostanie się do Sejmu.

Wg. zakładających się jest więc tak, że prawdopodobnie wybory wygra PO, ale z niewielką przewagą nad PiS, w Sejmie znajdą się też SLD (z wynikiem pewnie mniejszym niż 12%), PSL (z około 8%) i są szanse, że Ruch Palikota załapie się do Sejmu, na czym straci najbardziej SLD i mniej PSL (w sensie liczby głosów bo metoda d'Hondta faworyzuje duże partie, czyli Palikot "urwie" tym mniejszym).

Jeśli popatrzeć na to z punktu widzenia "historii", czyli patrzenia na wyniki wcześniejszych wyborów, to te wybory mogą być podobne do tych z 2005 roku. Po w miarę spokojnych rządach (z kilkoma aferami), które wyprowadziły Polskę z 20% bezrobocia i wprowadziły Polskę do UE ludzie byli zniechęceni bo "nudny" rząd jest mało ekscytujący i zawsze można mu zarzucić, że mógł zrobić więcej. Ci, którym się w miarę powodziło nie poszli na wybory zniesmaczeni tym co się dzieje w polityce, do wyborów poszli głównie ci, którzy chcieli zaprotestować. Wtedy wygrało PiS.
Teraz mamy podobnie, niezbyt żywiołowy rząd, w którym nie ma praktycznie żadnych osobowości, ale choć można mu wiele zarzucić to jakoś szczególnie niczego nie spieprzył. Trochę dzięki szczęściu, trochę dzięki temu, że nasze rynki finansowe były zapóźnione "technologicznie" udało się nam na razie uniknąć jakiejś gigantycznej wpadki. Ludzie, którym się jako tako powodzi nie mają zbyt wielu powodów by iść na wybory, przecież nie jest źle. Ci, którzy nie mają najlepiej mogą być znudzeni. Znów pójdą ci, którzy chcą zaprotestować. A to dobre dla PiS, choć dla Polski już nie za bardzo.

Nadal nie rozumiem czemu ludzie chcą głosować na PiS, przecież to partia permanentnej rewolucji i szczucia ludzi na siebie. Prezes Kaczyński zmieni się w łowcę czarownic zaraz po zamknięciu lokali wyborczych. Jeśli przegra małą ilością głosów to każdą nieprawidłowość wyborczą (a takie się zawsze muszą zdarzyć) będzie interpretował jako oszustwo wyborcze i w poniedziałek po wyborach będzie w trakcie "miesięcznicy" bliski nawoływania do przewrotu.

Dlatego ja tam pójdę na wybory i zagłosuję na SLD :-) Może to nie jest do końca moja partia marzeń, ale jest w miarę najbliższa moich ideałów (też jestem za tym by VAT wrócił do 22%, za to by podnieść podatki najlepiej zarabiającym (mam nadzieje, że bym się załapał :-)), za tym by zlikwidować IPN i CBA i tak dalej).


Podobne postybeta
Jak można przegrać wybory gdy się je wygrywa?
1 na 9 głosów
Wybory i ordynacje
O Ruchu Poparcia Palikota, czyli RPP ;-)
Wybory wygra PO... z prawdopodobieństwem 67.4% ;-)

niedziela, kwietnia 10, 2011

Mistrzowie political fiction

Ale wiecie co? Wielu posłów PiS to się marnuje w Sejmie. Przecież jakby pisali political fiction to by zrobili wielkie kariery, a krytycy pisaliby o nich "klasyk political fiction opisujący świat w konwencji 'co by było gdyby', od innych autorów gatunku odróżnia się tym, że zawsze rozpatruje scenariusze nie tylko najmniej prawdopodobne, ale stojące w sprzeczności z obserwacjami".

No bo ja rozumiem, że każdy członek PiS chciał głosować na Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, a jego śmierć uniemożliwiła mu niestety startowanie w wyborach, ale trzeba mieć naprawdę niezłą wyobraźnię by wierzyć, że Lech Kaczyński wygrałby wybory.

Jego brat niesiony na fali współczucia i olbrzymiej sympatii do nieżyjącego Prezydenta zebrał w wyborach mniej głosów od swego brata! Jeszcze inaczej, mimo natychmiastowego wyeliminowania ze środków masowego przekazu wszelkich dowcipów i złych obrazów Lecha Kaczyńskiego, a przy okazji i Jarosława Kaczyńskiego, mimo włączenia w kampanię córki pary prezydenckiej, mimo zmiany wizerunku Jarosława Kaczyńskiego na cierpiącego i poświęcającego się dla Polski i rodziny, to Jarosław Kaczyński dostał o milion głosów mniej niż jego brat prawie 5 lat wcześniej.
Nawet ta tragedia nie wystarczyła by wymazać niechęć do głosowania na kandydata PiS o nazwisku Kaczyński.

Chociaż jak popatrzeć na "Raport o stanie państwa" to w PiS są jednak ciągotki do twórczości political fiction ;-)


Podobne postybeta
I znów nie rozumiem....
Znów o rozwiązywaniu krzyżówki
Rycerz na białym koniu? ;-)
Chcę sankcji UE
Funeral TV

niedziela, stycznia 02, 2011

2011 zaczęty ;-)

Właściwie o co chodzi w tych wielkich skargach na słowa Komorowskiego o katastrofie Smoleńskiej?
Że powiedział, że to prawdopodobnie było spowodowane tym, że niepotrzebnie lądowali?
Ale to jest raczej coś co ma status faktu. Tam było wiele błędów i wszystkie się połączyły, gdyby choć jeden z błędów nie został popełniony to pewnie by się nic nie stało, ale popełniono je wszystkie i tyle. Efekty są.
Fajnie by było jakby jednak zdecydowano się na wyeliminowanie tych rzeczy, które się do tych błędów przyczyniły (i osób też, np. Klich powinien już dawno być wyautowany, to raczej źle wygląda jak za tego samego ministra obrony narodowej miejsce mają 2 największe wojskowe katastrofy lotnicze, w których giną dowódcy, a do tego prezydent, wicemarszałkowie Sejmu i Senatu i jeszcze przez NBP (to akurat była z puntu widzenia prawa najpoważniejsza sprawa, bo tylko jego śmierci nikt nie przewidział w prawie)).

Inna spraw, czyli skok na OFE.
OFE mi nie szkoda bo to są maszynki do wyciągania kasy, ale wkurza mnie kreatywna księgowość w wykonaniu Tuska i Rostowskiego.
Mamy duży deficyt, dużą część z niego generują transfery do OFE (nie ma się co dziwić, że te transfery są, skoro z naszych pensji idzie 19.6% na emerytury, z czego wg. teorii 12.2% zostaje w ZUS, a 7.4% idzie do OFE, a ZUS ma takie zobowiązania, że nawet by mu te pełne 19.6% nie wystarczyło ;-)), z których to OFE dużą część, która się przekłada na 5% naszej pensji w składce do OFE, muszą inwestować w obligacje, ale żeby państwo miało kasę na te transfery to musi pożyczać kasę (czyli sprzedawać obligacje ;-)) a to zwiększa dług. Tusku z Rostowskim doszli więc do szatańskiego pomysłu, zamiast emitować obligacje na pokrycie tego co przelewa się do OFE i OFE za to kupują obligacje, będą przelewać do OFE tylko 2.4% naszych pensji, a pozostałe 5% "zostanie" w ZUS i nie będzie trzeba zaciągać długu żeby dać kasę OFE...... oczywiście dług się też zaciągnie, ale u przyszłych emerytów.

Ten pomysł jest głupi. Po pierwsze, ten dług nie zniknie, tylko odwlecze się w czasie o te 10-20 lat, po drugie ponieważ dzięki temu manewrowi deficyt będzie wyglądał na dużo mniejszy to jest prawie pewne, że zadłużanie się państwa będzie jeszcze rosło.
I tak w 2016 kolejny rząd (pewnie SLD) dostanie prezent. Gigantyczny dług "klasyczny" w postaci obligacji, które trzeba będzie spłacić i jakieś 130-150 mld długu u emerytów. Nawet jak obetną wszystkie wydatki i podniosą podatki to będą musieli zaciągać nowe długi by móc w ogóle wyjść na coś w okolicach zera.
Było podnieść składkę, przestać budować Orliki (zresztą jeden z bardziej kretyńskich pomysłów, bo żeby ich używać to musi tam być jakiś "opiekun" czyli przez większość czasu stoją i będą stały nieużywane), przestać bawić się w budowę stadionów (bo jak one się utrzymają?), przestać się bawić w mocarstwo i wrócić z Afganistanu i już by było ciut lepiej.

W ogóle jednej rzeczy nie rozumiem. Rząd może zaciągać długi, ale na inwestycje. Inwestycja to jest coś co albo przyniesie wymierne korzyści (czyli np. drogi czy autostrady, albo infrastruktura kolejowa, ale głównie ta używana do transportu towarów i jeszcze budowa wałów), poprawi jakość życia (czyli transport komunalny, budowa wodociągów), albo jest związane z bezpieczeństwem (czyli tamy, elektrownie). Nie wolno zaciągać długów by dofinansować ZUS czy NFZ. Jak ZUS i NFZ mają za mało kasy (a mają) to albo trzeba podnieść składki na nie, albo obniżyć wydatki czyli zmniejszyć ilość świadczeń, można jeszcze dodawać dotację z budżetu z kasy z podatków, czyli dokonywać redystrybucji. Nie wolno zaciągać długów na to co spowoduje, że te pieniądze zostaną przejedzone.
To tak jak w rodzinie, można zaciągnąć kredyt na mieszkanie czy dom, w końcu przez te 30 lat spłacania kredytu będzie się z tego korzystało, ma jeszcze sens zaciągnięcie kredytu na samochód, przez te 3-6 lat spłacania będzie się miało samochód. Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie przecież zaciągał kredytu na jedzenie... przez to jak ktoś zaciąga kredyt na święta to nie jest biedny, jest po prostu głupi jak but.
Tak btw. kredyt na nowy telewizor jak masz stary jest tak samo głupi, no ale akurat na tym polega współczesny kapitalizm, więc z tym trzeba się nauczyć żyć ;-) szczególnie jak masz pieniądze na ten telewizor i po prostu wolisz wziąć kredyt i mieć nadal te pieniądze.

Btw. podniesienia VAT do 23% (i do 8% i co tam jeszcze), to byłem dziś w Tesco i nie zauważyłem różnic w cenach, albo ten towar co mają mogą sprzedawać po starych cenach, albo uznali, że zapłacą do tego 23% i po prostu sprzedają bez przeliczenia cen i zrobią to dopiero później, albo nie wiem co jeszcze ;-) w Internecie też patrzałem na ceny różnych rzeczy i na razie nie zauważyłem zmian. Co nie jest dziwne, bo pewnie niejeden sprzedawca wpadł na pomysł by już od 2-3 miesięcy podnosić ceny tak by w 2010 wyglądało, że się nie zmieniły. To zresztą zabawne, że jeżeli tak robili to tamte zmiany odebraliśmy jako zwykłe zmiany cen, a jak zmienią je teraz to odbierzemy to jako straszną podwyżkę ;-)

Jak tak nam się zaczyna 2011 to ciekawie się zapowiada ;-)

Podobne postybeta
Jak wnuk za babcię płaci ;-)
zVATowani 2
Nie lenistwo, a strach. Prawdziwe źródło długu technicznego
Dziura
Generał Jaruzelski wg. Kuklińskiego

wtorek, listopada 23, 2010

Najbardziej bezsensowne wybory

Wybory samorządowe się już prawie skończyły [jeśli nie liczyć dogrywek w paru miastach] to się podzielę swoją refleksją nad całymi tymi wyborami.

Są bez sensu. Za skarby świata NIE JESTEM W STANIE, nie tylko ja, nikt nie jest w stanie wybierać świadomie w takich wyborach w przypadku miejscowości większych niż 10 tysięcy mieszkańców.
Nie ma bata, nie da się.

W Wodzisławiu Śląskim było 5 czy 6 kandydatów na prezydenta miasta, do tego było po kilkudziesięciu kandydatów do sejmiku, rady powiatu i rady miejskiej.
Do samej rady miejskiej miałem do wyboru 100 kandydatów na 12 listach!

Chcąc zapoznać się z programem każdego z 12 komitetów musiałbym lekko przesiedzieć z 12 godzin tylko nad tym, a i to przy założeniu, że komitety byłyby takie miłe, że dałyby mi swoje programy.
Co i tak by wiele nie dało bo przecież każdy z komitetów chce mi zrobić dobrze i każdy mi to obieca ;-)

Bzdurne są zapewnienia, że "to są najbardziej bliskie wyborcy wybory". Nie prawda, żadne bliskie. Najbardziej fikcyjne.
Czemu zwykle wygrywają poprzedni Prezydenci/Burmistrzowie? Bo ludzie ich znają i głosują na nich bo nie znają innych.

I te różne komitety to wiedzą, dlatego z taką lubością wciągają na listy nauczycieli czy inne lokalne "persony", bo ludzie ich znają. Fakt, że ze sztucznych powodów, ale znają.

Do tego kretyński podział na 3 poziomy, wojewódzki, powiatowy i gminny.
Kretyństwo.

Dlatego poważnie się zastanawiam czy pójdę jeszcze kiedyś na te akurat wybory.

Tym razem wybierałem tak: do rady miejskiej ładna 18 letnia dziewczyna, która dostała całe 39 głosów ;-) do rady powiatu Ruch Autonomii Śląska, bo co mi szkodzi, wesprę radykałów ;-) na prezydenta piekarz, który dostał koło 6% głosów [obecny prezydent miasta nie jest moim ulubieńcem a jego główna konkurentka to dawna dyrektorka mojego liceum, słabą była dyrektorką tak jak i słabe było liceum to i pewnie byłaby słabą prezydent miasta], jedynie w wyborach do sejmiku nie miałem problemu :-) i jak zwykle SLD.
Im mniej wybory były polityczne tym bardziej nie wiedziałem na kogo właściwie głosować.

Btw. sejmików. Napieralski, Ty się weź kurde zastanów, żeby PSL miał od Was więcej głosów? [OK, wystrzelali się ze znanych nazwisk, a na dodatek dostali bonus za to, że niezadowoleni wyborcy PiS nie chcieli na PiS ani na PO głosować]


Podobne postybeta
A co gdyby głosy z wyborów samorządowych potraktować jako głosy w wyborach do Sejmu? ;-)
Jak można przegrać wybory gdy się je wygrywa?
Obywatelski obowiązek spełniony
Przewidujemy wyniki wyborów ;-) - wyniki
Zlikwidowali mi tramwaj :-(

środa, listopada 10, 2010

W normalnym kraju....

To jest ulubione powiedzonko wielu osób narzekających na Polskę ;-) Podejrzewam, że w Niemczech też Niemcy gdy narzekają na swój kraj to mówią "im normaliche krajen" czy jakoś tak ;-)

Sam kiedyś używałem tego stwierdzenia gdy mnie coś zdenerwowało, ale w pewnym momencie do mnie dotarło, że prawdę mówiąc to chyba za mało krajów zwiedziłem by móc się wypowiadać o "normalnych krajach" ;-) [w ogóle czy "normalne kraje" to kraje takie jak przeciętna, czy tylko kraje z jakiegoś obszaru?].
Nie żebym nadal nie używał tego stwierdzenia. Czasem mi się wyrwie, ale zwykle jednak staram się go nie używać.
Z dumą muszę stwierdzić, że proste szukanie w blogu frazy "normalnym kraju" nie zwróciło żadnych rezultatów, więc jest nadzieja ;-)

Jak zauważyłem każdy ma swoją definicję "normalnego kraju" i zwykle można by było zastąpić ten "normalny kraj" zwrotem "idealny kraj w mojej ocenie w tym akurat momencie" ;-)
No bo popatrzcie, gdy ktoś mówi "w normalnym kraju poszedł/poszliby by już dawno siedzieć" to mówi zwykle o ludziach, którzy wg. tej osoby powinni już siedzieć. Gdy ktoś mówi "w normalnym kraju taki polityk dawno by już zniknął ze sceny politycznej" [częste o Lepperze a teraz Kaczyńskim] to zwykle oznacza, że nie lubi danego polityka i uważa, że powinno się go wyrzucić ze sceny politycznej*.
To samo gdy jest tekst "drogi w normalnym kraju", to oznacza drogi takie jakie podobałyby się danej osobie.
To samo o podatkach, służbie zdrowia i wszystkim innym ;-)
Ten "normalny kraj" to taka Arkadia ;-)

Zwrotu "w normalnym kraju" używać mogą chyba tylko ludzie, którzy zwiedzili wiele krajów na całym świecie i nie ograniczali się do 2-3 tygodni wycieczki, ale przeżyli tam z pół roku, rok i załatwiali różne rzeczy w stylu wizyty u lekarza, płacenia podatków, wysyłania listów, zakupów, etc. A ilu takich ludzi jest? ;-) Niewielu chyba.



* - żeby nie było, ani Lepper, ani Kaczyński nie byli nigdy z mojej bajki. Ale demokracja ma taki ficzer, że jak wygrywa ktoś na kogo ja nie głosowałem to mogę się nie zgadzać z poglądami tego kogoś, mogę starać się budować ruch, który zmiecie tego kogoś w następnych wyborach, mogę protestować, ale mam obowiązek uszanować wybór. Bo chociaż w mojej ocenie na danego kandydata mogła głosować banda skończonych kretynów, to ci kretyni mają takie same prawa wyborcza jak ja. Widać było ich więcej i jedyne co mogę zrobić to przekonać choć część z nich by jednak przeszli do mojego obozu.

Podobne postybeta
Sprzeczność ;-)
Książkowy kwiecień :-)
Wszyscy jesteśmy małpami
Wierszowy data mining
Apostazja - wyjaśnienie dla wierzących

niedziela, listopada 07, 2010

Teoria biurokracji ;-)

Mam taką teorię dotyczącą biurokracji, szczególnie tego jej złego aspektu związanego z głupotą i rozmyciem odpowiedzialności.

Wszystko zaczyna się od samoorganizacji.
Mamy np. parking w firmie, ludzie przyjeżdżają i parkują. Każdy stara się parkować tak by było wygodnie mu i innym.
W pewnym momencie ktoś kogoś zastawia. Ale wie, że robi źle i zostawia swój numer telefonu, szuka tego kogo zastawił i przeprasza i prosi o to by dać mu znać jak ten ktoś będzie chciał wyjechać.
Wszystko działa. Są pewne niepisane zasady postępowania i wszyscy tak działają.
Co jakiś czas ktoś zapomina o tym powiadomieniu i wtedy wybuchają małe scysje, ale są łagodzone, ale z czasem są coraz częstsze bo zwykle zastawiającymi są te same osoby.
Wtedy podejmowana jest decyzja, że wprowadza się ostrzejsze zasady. Od teraz zastawiać nie wolno, albo wolno, ale tylko za zgodą zastawionego.
To działa, ale z czasem przestaje. Więc jest zasada, że wolno parkować tylko tak by nikogo nie zastawić.
Działa, ale w pewnym momencie ktoś zaparkował tak, że jednak ciut zablokował, więc zasady się zmieniają i zapada decyzja, że wolno parkować tylko na wyznaczonych miejscach, a każde auto parkujące w złym miejscu będzie odholowywane z parkingu.
I w końcu gdy ktoś zaparkuje na miejscu, na którym nikogo nie blokuje [np. na środku parkingu] ale nie ma tam wyznaczonego miejsca to jest odholowywany i ponosi konsekwencje złamania zasad.......
Problem w tym, że chodziło na początku o to by można było wygodnie parkować, a skończyło się na tym, że od tej wygody ważniejsze stały się jakieś abstrakcyjne zasady parkowania. Nikomu nie służą, ale są ważne.

Inny przykład. Prowadzimy firmę, która kontaktuje się ze stanami. Pracujemy dla nich więc potrzebujemy by nasi pracownicy znali dobrze angielski, bo dzięki temu będą się mogli dogadywać z ludźmi z którymi mają pracować.
W pewnym momencie głos ludu mówi, że dobrze by było wprowadzić lekcje języka. Wynajmujemy więc native'ów żeby ludzie mogli z nimi rozmawiać w ramach lekcji o polityce, o technice, o filmach i o wszystkim by uczyli się języka i czuli się z nim swobodnie.
Część ludzi chodzi, część nie chodzi, część chodzi przez cały czas, część kończy chodzić po roku czy dwóch. No to formalizujemy te lekcje, uznajemy, że dzielimy ludzi na grupy zależne od umiejętności i pozwalamy im się w nich uczyć aż dojdą do najwyższej. Po jakimś czasie ograniczamy czas nauki do 3 albo 2 lat.
Oczywiście ponieważ awans wymaga większej liczby kontaktów ze stanami to awansować chcemy tych, którzy znają angielski lepiej. Decydujemy o tym na "czuja", ale z biegiem czasu przyjmujemy np. że awans musi się wiązać z przynależności do np. 3 grupy umiejętności. Zaczynamy się bawić w certyfikaty i podobne....
I po jakimś czasie mamy tak, że kluczem do awansu jest certyfikat, a nie umiejętność rozmowy po angielsku.
Czyli mieliśmy cel - polepszyć komunikację między ludźmi, a skończyliśmy na tym, że mamy strzelanie certyfikatów, które nie wiąże się zbytnio z polepszaniem komunikacji.

Kolejny przykład.
Na forum internetowym prowadzimy rozmowy na dany temat. Co jakiś czas ktoś zboczy i dyskusja się toczy w innym temacie niż temat główny.
Ludzie się zaczynają burzyć, że przecież jak przyszli poczytać o A to ich nie obchodzą dyskusje o B. To dajemy moderatorów, którzy mają nadawać ton dyskusji, moderować jej przebieg. Mamy szczęście, bo nie wybieramy szaleńców a ludzi rozsądnych.
Ale są protesty dotyczące decyzji moderatorów. Wprowadzamy więc regulaminy, zakazujące zbaczania z tematów, albo przeklinania..... i kończymy na tym, że z miejsca ożywionej dyskusji trafiamy do świata w którym nikt nie prowadzi żadnej dyskusji bo się nie da.

We wszystkich tych przypadkach powyżej, regulacje miały na celu poprawę funkcjonowania, ale z czasem stały się celem samym w sobie.
Tu wchodzi pewien specyficzny rodzaj ludzi, którzy kochają zasady i nimi żyją.
To nie są źli ludzie, nie są pozbawieni wyobraźni, czy coś podobnego. Oni przestrzegają zasad i stają się ich obrońcami. Działacze. Tu zachodzą subtelne procesy, ale nagle okazuje się że są zasady....... zwykle na początku mają sens i są przestrzegane i używane przez ludzi, którzy je wprowadzili i rozumieją ich sens. Dlatego w sytuacjach wyjątkowych potrafią od tych zasad odstąpić. Przymykają oko na łamanie tych zasad gdy to łamanie nie narusza pierwotnego celu wprowadzenia tych zasad. Ale tutaj pojawiają się ludzie źli z tego powodu, że muszą zasad przestrzegać, ale bojący się je złamać. Domagają się więc by kogoś tam ukarać za złamanie zasad. Ale jest jeszcze dobrze. Z czasem ludzie egzekwujący zasady awansują, odchodzą, umierają i inne rzeczy, na ich miejsce przychodzą nowi, którzy uczą się tych zasad przez osmozę. Puki w środowisku jest silne stężenie przekonania, że zasady są w celu uporządkowania jakiejś sprawy to nowi się tego uczą, nie samego tego, że zasady mają jakiś cel nadrzędny, ale tego że są od nich odstępstwa, niektórzy nowi nawet dochodzą po jakimś czasie do zrozumienia o co w tym wszystkim biega. Ale z czasem jest ich coraz mniej, i coraz częściej stosują zasady których nie rozumieją. Nikt ich nie uczy nawet samych reguł [już nie celu ich wprowadzenia], nabywają tą wiedzę już nawet nie przez osmozę ale przez powtarzanie czynności pokazanych przez kogoś kto tak samo nie rozumie tego co robi... A w tym momencie jak już niewielu, albo nikt nie rozumie zasad to wchodzi rozmywanie odpowiedzialności.
To się zbiera i kumuluje i w końcu mamy biurokrację :-)

Czy można z tym walczyć?

Walczymy codziennie ;-) bo łamiemy zasady i prawa. A to powoduje, że co jakiś czas ktoś patrzy na istniejące zasady i stwierdza, że są bezsensu i zaczyna je zmieniać.
Przychodzi nagle ktoś i pyta, że skoro np. by wydać 1000 złotych kupując coś przez internet musi tylko podać numer swojej karty kredytowej, albo nawet nie, tylko musi podać swój adres i zapłacić za pobraniem, a nie jest to nagminnie wykorzystywane do głupich dowcipów i zamawiania produktów do osób, które czegoś nie zamawiały, to może obowiązek meldunkowy nie ma sensu? Szczególnie, że gdy kogoś trzeba znaleźć to z powodu ochrony danych osobowych nie można skorzystać z wiedzy zdobytej przez tą obowiązkową rejestrację (bo i tak nie ma sposobu by tanio i szybko kogoś znaleźć). No i zapada decyzja, że nie będzie obowiązku meldunkowego. Wszyscy są szczęśliwi........ ale teraz budzi się ta zła część biurokracji i płyną zewsząd informacje, że przecież nie będzie można zrobić, tego i tego, a tamto będzie utrudnione.... no i zmienia się zasady, że likwiduje się obowiązek meldunkowy, ale za to wprowadza się obowiązkową rejestrację pobytu ;-)

Pokazując to wszystko jeszcze inaczej. Tylko niektórzy ludzie są na tyle bystrzy by tworzyć regulacje i dostrzec ich sens i ci ludzie zwykle rozumieją, że zasady są rozmyte, że wszystko zależy od okoliczności, większość jednak uważa zasady i regulacje za pierdoły i przestrzega ich bo tak robią inni. A że jakoś to działa to się trzyma i zapewne będzie trzymało jeszcze przez dość długo ;-)


Podobne postybeta
My - Niedouczeni ;-)
Myjnia
11. Nie będziesz używał komunikatorów innych...
Książki które zmieniły moje życie
Czemu mniej miejsc parkingowych to mniejsze korki w mieści?

poniedziałek, października 18, 2010

Jak się profesjonalnie kłamie

Robi się rysunek jak ten:


[oryginał na demotywatorach.pl]

W którym pisze się, że przy pensji wynoszącej 3000 złotych brutto na emeryturę odprowadza się 975,60 złotych, po czym przeprowadza się wyliczenia udowadniające jak to ZUS nas rżnie.

Umieszcza się to na jakimś portalu gdzie ludzie przyjmują opinie jako fakty, bez analizy. Demotywatory są dobre, może być wykop, może być Pardon, albo Niezależni. Ogólnie coś od poppaki.

I już jest dyskusja jak to ZUS nas rżnie, jak to kradną urzędnicy i wszyscy.

Jest tylko jedno ale, abstrahując od tego czy ktoś kradnie czy nie, całe te wyliczenia są o kant dupy potłuc :-)

Bo z 3000 złotych brutto, łączna składka emerytalna do ZUS od pracownika i pracodawcy to 585.60 złotego, a nie 975.60.
Przez co przy użytych do obliczeń danych emerytura wynosiłaby nie 6170 zł miesięcznie, a 3904 złote.
Do tego założenia do obliczeń są błędne, bo po pierwsze mało który mężczyzna pracuje do 65 roku życia, dodatkowo średnia życia to nie 71, a 71.65 lat [na teraz, a będzie rosła] co powoduje już spadek tak liczonej emerytury do 3603 złotych, po drugie teraz do wora z napisem ZUS wrzucają się mężczyźni i kobiety, mężczyźni dłużej wrzucają, krócej wyjmują, kobiety krócej wrzucają, dłużej wyjmują, często też po śmierci męża wyjmują tyle ile "należało się" mężowi [dla kobiety, która pracowała nietypowo bo do 60 roku życia i będzie średnio żyła jeszcze 18.85 roku tak wyliczona emerytura wyniesie 1087.32 złotego].
Od tych kwot trzeba odjąć jeszcze koszty ubezpieczenia zdrowotnego i podatek co w przypadku emerytury wynoszącej 3603 złote brutto będzie wynosiło 279.81 złotego na NFZ i 252 złote na podatek, w przypadku kobiety z 1087,32 złotymi na NFZ pójdzie 84.44, a na podatek 30 złotych. Dla mężczyzny zostanie więc 3071.19 złotego, dla kobiety 972.88 złote.
To się normalnie wszystko jeszcze uśrednia, tak że kobiety dostają z wora dużo więcej niż tam włożyły, a mężczyźni mniej.
I w wyniku dostaniemy liczby odpowiadające plus minus temu co jest w rzeczywistości.

Ale i tak teraz się ludzie będą powoływali na wyliczenia jak to nas ZUS rżnie, że lepiej byłoby te pieniądze przeznaczać na piwo i żyć z butelek i podobne.
A wszystko to sprytne kłamstwa.

Podobne postybeta
zVATowani 2
Największy sekret demokracji
A ja jestem przeciwny prywatyzacji służby zdrowia.
Interakcje
Płatnik czy beneficjent?

niedziela, października 03, 2010

O Ruchu Poparcia Palikota, czyli RPP ;-)

Był zjazd ruchu Palikota.
Były punktu programu.
Jest moja reakcja :-) o tyle istotna, że Palikot wydaje się kierować swoją ofertę między innymi do mnie.
  • kadencyjność funkcji politycznych - nie do końca rozumiem o co w nim chodzi. Szefowie partii czy raczej premierzy mają być kadencyjni z ograniczoną ilością kadencji? Na to drugie się zgadzam, bo rzeczywiście raczej wolelibyśmy uniknąć sytuacji jak we Włoszech gdzie premierzy łącznie rządzili po kilkanaście lat w milionach koalicji. Ale ogólnie ten punkt do mnie nie przemawia ;-) (czyli 0)
  • jednomandatowe okręgi wyborcze - zdecydowanie jestem przeciw, w chwili obecnej mielibyśmy w sejmie jakieś 70% PO, 25% PIS i może z 5% SLD, przy poparciu w okolicach 45-50% dla PO, około 30% dla PiS i 10-15% dla SLD. (-1)
  • likwidacja Senatu, ograniczenie liczby posłów do 300 i zniesienie immunitetu poselskiego - tak, tak, nie. Likwidacja Senatu to dobry pomysł bo to jest izba dumania, która niczego nie robi. Ograniczenie liczby posłów też tak, bo dzięki temu powinno to wszystko sprawniej działać. Zniesienie immunitetu nie, bo on ma swoje cele. Jest wykorzystywany, ale wyborcy mają prawo rozliczyć z tego wybieranych ludzi. Jak tego nie robią to niestety oznacza, że uważają, że "im wolno". (2/3)
  • ograniczenie, albo zlikwidowania subwencjonowania partii politycznych - trudno mi powiedzieć. Nie wiem jakie to pieniądze. Na pewno nie chciałbym systemu takiego jak w USA gdzie firmy niemal legalnie korumpują polityków. (0 bo nie wiem)
  • wprowadzenie bezpłatnej antykoncepcji - może być. (0.5)
  • wycofanie religii ze szkół - tak, albo wprowadzenie jej jako zajęć dodatkowych prowadzonych przez pracowników kościoła za pieniądze kościoła. (1)
  • koniec z subwencjonowaniem Kościoła oraz zlikwidowanie kościelnego funduszu emerytalnego - tak. Fundusz kościelny powstał w latach 50 po to by zadośćuczynić kościołowi odebranie mu dóbr ziemskich. Oddano mu je, więc fundusz nie ma już racji bytu. Dodatkowo KUL i inne uczelnie katolickie powinny być finansowane z pieniędzy innych niż budżetowe. KUL też w latach 50 przeszedł na garnuszek państwa bo PRL zabrał im ziemię, która służyła do utrzymania KULu, dostali ją z powrotem [z nawiązką] to powód finansowania zniknął. (1)
  • oświadczenia zamiast zaświadczeń - tak, choć to może być trudne w Polskim prawie. Bo nie do końca jestem pewien czy można kogoś ścigać wg. polskiego prawa za to, że powiedział, że nie ma długów, a je ma. (1)
  • "zasada milczącej zgody", że jeśli w terminie 90 dni nie mam decyzji administracyjnej, to mogę działać - jak najbardziej. Państwo bierze od obywateli pieniądze za prowadzenie administracji [między innymi] więc to obywatel powinien być ważniejszy. Jak państwo nie mówi "nie" to powinno to znaczyć "tak". (1)
  • jawność wszystkich dokumentów urzędowych. "Nie ma tajnych dokumentów: przetargi, protokoły z posiedzeń z komisji, wszystko ma być jawne i ja nie muszę udowadniać swojego interesu w sprawie jak idę do urzędu, żeby poprosić o jakiś dokument, np. protokół z posiedzenia komisji przetargowej". - tak. Łącznie z tym, że duże przetargi publiczne powinny być powiązane z okresowym raportowaniem postępów prac, przewidywanej daty ukończenia, ilości środków przekazanych na realizację. (1)
  • rejestracja związków partnerskich, hetero i homoseksualnych - tak i tyle. (1)
  • powszechny darmowy dostęp do internetu - czy ja wiem? Ma to sens? Kto za ro będzie płacił? Sama idea mi się podoba, ale jakoś mnie to nie przekonuje. (-0.5)
  • jeden procenta budżetu na kulturę - hmmm... nie. Chyba, że rozumiemy jako kulturę muzea, a i tu się zastanawiam. (-1)
Czyli po zsumowaniu wychodzi mi 4 i 2/3, no powiedzmy 4.7, a nawet 5 na 13.
Czyli Ruch Poparcia Palikota mnie nie przekonuje.

Ale dobrze, że się pojawił.


Ja tam nadal będę głosował na SLD, idealnie byłoby gdyby doszło do fuzji SLD, SdPL, Partii Kobiet i Palikotów.

Podobne postybeta
Przewidujemy wyniki wyborów ;-) - wyniki
Złe wieści
In vitro
Dziura
1 na 9 głosów