sobota, czerwca 23, 2018

Po Devoxx'ie

Od środy do wczoraj byłem na konferencji (Devoxx).

I potwierdza się moje przekonanie, że z wiekiem i posuwaniem się technologii w wieku konferencje stają się bardziej miejscem do spotkania znajomych niż nauczenia czegoś nowego ;-)

Potwierdza się też to, że o wiele istotniejsze od technologii są podstawy ;-)

Mieliśmy też konkurs i w naszym konkursie wzięło udział blisko 200 osób, a najtrudniejsze pytanie było podstępne ;-)

Oto pytanie:

Tylko 34.5% uczestników odpowiedziało dobrze ;-)

Wielu dało się zrobić na szaro, bo pytanie specjalnie było tak zrobione ;-)

Początek nie jest trudny, bo new ArrayList<>(1024*1024) potrzebuje stworzyć w środku siebie tablicę na 1024*1024 elementy w środku, co zajmie koło 4MB. Będzie ona wypełniona null'ami.
Czyli pierwsza część to około 4MB.
Chociaż naturalne jest dopatrywanie się, że będzie to więcej, bo przecież gdyby tam trzymać tyle liczb ile jest miejsca to każda z tych liczb sama z siebie zajmowałaby 4 bajty, a do tego cały obiekt w koło niej zajmowała by jeszcze więcej....

Później ta ArrayList'a zostaje użyta do inicjalizacji LinkedList, i tu się można zrobić znowu na szaro ;-)
Bo można zapomnieć, że ta wcześniejsza ArrayList'a choć ma miejsce na ponad milion liczb to tak naprawdę jej rozmiar jest równy 0 ;-)
Przez to w trakcie inicjalizacji LinkedList nie stworzą się żadne dodatkowe struktury poza samą LinkedList...
A, że operujemy tutaj MB, to można przyjąć, że ta LinkedList zajmie koło 0MB.

I tak prawidłową odpowiedzią będzie ~4MB i ~0MB ;-)


Podobne postybeta
Raport z planety Z ;-)
Walka z null'em - pozwólmy działać IntelliJ'owi ;-)
Moc obliczeniowa
1.3 σ w kierunku średniej ;-), czyli wcześniej wstaję
Go dla Java'owca ;-) odcinek 2 "kontenery dwa ;-)"

czwartek, czerwca 07, 2018

Gwiezdne Wojny - czemu one są coraz bardziej anaukowe?

Pierwszą trylogię Gwiezdnych Wojen oglądałem gdy miałem tak 10-15 lat, może nawet mniej.
Podobały mi się.

Trylogia z JarJarem mi się nie podobała, chociaż JarJar mi nie przeszkadzał.

Obecnie kręcona trylogia (z której 2 filmy już widzieliśmy + 2 dodatkowe, chociaż jeszcze Solo nie widziałem) mi się jeszcze bardziej podobają... ale...

Gwiezdne Wojny nigdy nie były scientific accurate, ale to co odwalają scenarzyści w najnowszej trylogii to nawet nie jest smutne, to jest tragiczne.

Bardziej realne są Kosmiczne Jaja, niż najnowsze Gwiezdne Wojny.

W pierwszych Gwiezdnych Wojnach była sobie Gwiazda Śmierci, która musiała podlecieć do obiektu by go zniszczyć.
Co prawda mogła skończyć w nadprzestrzeń.... co jest nienaukowe, ale to można zrozumieć.

Jednak w tych najnowszych jest o wiele gorzej.

W Przebudzeniu Mocy mamy całą planetę, która wysysa Słońce by strzelić....
I strzela w ileś tam planet, ale bez dolecenia do nich...
Niby wydawało się, że w świecie Gwiezdnych Wojen są różne układy planetarne, między którymi lata się w nadprzestrzeni. W nadprzestrzeni przez to, że same układy planetarne są od siebie w cholerę i jeszcze trochę daleko...
A w Przebudzeniu Mocy wygląda jakby te wszystkie planety były koło siebie...

Wydaje się, że w pierwszej trylogii jakby im chociaż trochę zależało na tym by ten wszechświat był jakiś taki choć trochę "realny".

W najnowszej trylogii postanowili to totalnie olać.

Tylko chwila i zaraz pojawi się tam napęd nieprawdopodobieństwa z Autostopem po Galaktyce, albo zaczną się spontanicznie kreować różowe słonie w okolicach kolejnej wersji Gwiazdy Śmierci....

I ja nie protestuję przeciwko temu, że z jednej strony Nowy Porządek ma broń zdolną do niszczenia planet, a z drugiej nie daje sobie rady z głupią górą...
To by miało uzasadnienie fabularne.

Ale tam są złamane podstawy. Za skarby świata w obecnym świecie Gwiezdnych Wojen 2+2=4. Raczej 232 albo 7, a czasem też -8, lub 12....


Podobne postybeta
Kosmici i ich gospodarka ;-)
TVP HD - najsmutniejszy program TV
Leniuchowanie
Święta wojna...
"Wpadka" Radka

poniedziałek, czerwca 04, 2018

Jak pogadać z Alexą na telefonie

Sam odkryłem to niedawno, więc się podzielę tym jak można pogadać z Alexą na telefonie :-)

Bo okazuje się, że aplikacja się zmieniła jakiś czas temu i dodano do niej możliwość gadania z telefonem, wcześniej była w niej tylko możliwość sterowania posiadaną Alexą (tudzież tylko ta opcja działała w Polsce (że o tym, że żeby zainstalować ten rok temu apkę Alexy musiałem ją ściągać z jakiegoś appmirror nie wspomnę ;-))).


Jak się komuś nie chce oglądać, filmu to po prostu po uruchomieniu Alexy w dolnym pasku trzeba kliknąć środkową ikonkę i zagadać :-)


Podobne postybeta
No i mam skilla dla Alexy ;-) [wcześniej już miałem akcję dla Google Home :-)]
Co mają wspólnego Argo i Samum? ;-)
Z placu boju z Bloggeroidem ;-)
OOo2GD (OpenOffice.org2GoogleDocs) 1.2.2
Przepis na szybkie programy ;-)

niedziela, czerwca 03, 2018

O książkach

Nie chcę tu pojechać Dudą z jego "Ja pracuję cały czas, naprawdę, ja się cały czas czegoś uczę, bez przerwy." ;-) ale jak mi się wydaje czytam w miarę dużo, przynajmniej jak na moje okolice zawodowo-towarzyskie.

Czytam różne książki, ale zwykle coś na pograniczu popnauki, self-help, self-management.
Czyli to co się pisze dla naiwniaków jak ja ;-)

I tak zauważam, że prawie każda książka w mniejszym lub większym stopniu jest jednostronna.
Do tego autorzy tych najlepszych, które się najlepiej czyta, budują swoją całą narrację zwykle na 1 myśli przewodniej.
Dla Yuval Noah Harari'eog w Sapiens i Homo Deus jest to to, że cała ludzka historia i rozwój opierają się na ideach, które wcale nie muszą być prawdziwe, są często wewnętrznie sprzeczne, ale pozwalają ludziom widzieć świat inaczej, a to zmienia ich podejście do tego świata.
Dla Matt'a Ridley'a w "The Rational Optimist: How Prosperity Evolves" źródłem wszelkiego szczęścia jest wolny handel. Podobne tony są w Rynkowym Umyśle Michael'a Shermer'a.
Znów w The Shortest History of Europe John Hirst twierdzi, że Europa stała się źródłem rozwoju głównie przez to, że doszło tu do unii między 3 totalnie niezgodnymi ze sobą kulturami i poglądami na świat, którymi były tradycja antyczna, chrześcijaństwo i kultura germańska (i np. tradycji antycznej pilnowali chrześcijańscy mnisi, chronieni przez rycerzy, których kodeks był oparty na tradycji germańskich wojowników z modyfikacjami chrześcijaństwa).
Za to Piketty w Kapitale XXI wieku twierdzi, że cały rozwój jaki mamy to wynik tego, że po I, a głównie II Wojnie Światowej chwilowo doszło do przesunięcia wajchy wskazującej gdzie idzie zysk ze wzrostu produktywności.

Jak tak czytam to do mnie dociera, że każdy z autorów nie może mieć racji, bo często sobie przeczą (a trzeba zaznaczyć, że ja jednak czytam głównie książki z jednego nurtu, bo wszyscy autorzy są zwolennikami jakiejś formy liberalnej demokracji), ale nie mogą się też wszyscy mylić ;-)
Przez to myślę, że każda z tych książek to jest jakieś przybliżenie tego jak dany autor w danym momencie widzi/rozumie świat czy opisywane zjawiska.

Jeszcze zabawniej jest w tych książkach, które wrzucam do self-help/self-management.
Lean Startup, Blink the power of thinking without thinking, Why Him? Why Her?, The Four Tendencies, Getting Things Done, The 7 Habits of Highly Effective People.
Każda z nich przynosi trochę mądrych rzeczy, trochę głupich, do tego każda z nich zakłada zwykle, że na każdego człowieka czy organizację można spojrzeć tylko w kilku wymiarach i można wiedzieć już wszystko.
Zapominają dodać, że to co widzimy to jest zwykle tylko pierwsze przybliżenie w danym momencie w danym ujęciu ;-)

Nie czytałem jeszcze Management 3.0, ale byłem na prezentacji Jurgen'a Appelo, czyli autora tej książki.
Pracowałem z paroma ludźmi, którzy twierdzili, że przeczytali Management 3.0, że zmienił ich podejście do świata i pokazał jak trzeba zarządzać.
I jak łączę ich postępowanie z tym co bym wyniósł z prezentacji Appelo to mam wrażenie, że chyba tej książki nie czytali ;-) albo nie zrozumieli.

To wszystko prowadzi mnie do tego, że de facto, każda przeczytana książka to powód do przeczytania kolejnej, żeby poznać trochę więcej punktów widzenia świata i móc znaleźć to co nam pasuje i do patrzenia na świat i do rozumienia go.
Z tym, że nie posunąłbym się do twierdzenia, że dzięki książkom lepiej zrozumiemy świat.
Raczej będziemy bliżsi akceptacji takiego jakim jest, ewentualnie pozwoli nam stwierdzić, które kawałki nam się nie podobają i może da pomysły do tego jak próbować go zmieniać (bez obietnicy, że się uda ;-), w końcu skoro siebie trudno zmienić (niektórzy twierdzą nawet, że jest to niemożliwe) to świat który jest jeszcze większy niż my też raczej łatwo się nie da ;-))


Podobne postybeta
Książki, które mi się spodobały w 2017
Kopernik i zasada kopernikańska, później Darwin i Teoria Ewolucji... co będzie kolejne? Silne AI czy synetyczne życie?
Książki które zmieniły moje życie
Książki, książeczki, książunie ;-)
Podwójne standardy - Tybet a Arabia Saudyjska.

piątek, czerwca 01, 2018

Jak sprawiedliwie przydzielić biurka?

Szykuje się u nas w biurze nowa seria przeprowadzek (teamy rosną, albo powstają i trzeba przesuwać ludzi), do tego za jakiś czas szykuje się nam całkiem nowe biuro.
No i pojawia się problem przydzielenia biurek.

Do pewnego momentu myślałem, że wszyscy robią to "normalnie", czyli przypisują każdemu miejscu numerek i później losują dla poszczególnych ludzi te numerki (tudzież losują imiona dla biurek, efekt jest ten sam).
Żeby było milej nikt nie pokazuje numerka do momentu aż wszystkie nie zostaną rozlosowane (ale może też pokazywać, matematycznie jest to samo, jedynie w odbiorze może być gorzej).
Każdy dostaje losowe miejsce.
Po tej serii możliwy jest handel, jeśli ktoś wolałby inne miejsce, a tamta osoba też by chciała się zamienić.

Ale później spotkałem się z zadziwiającym sposobem.
Zamiast losować miejsca, losuje się kto ma pierwszy prawo wyboru.
Później kto ma prawo wyboru jako drugi i tak dalej.

Wydaje mi się nawet, że ten drugi sposób jest uważany przez więcej osób za "normalny".

Nie umiem tego uzasadnić matematycznie, ale ten drugi sposób wydaje mi się o wiele mniej sprawiedliwy.

Pierwsza osoba dostaje prawo wyboru, druga mniejsze, trzecia jeszcze mniejsze i w końcu ostatnia nie ma żadnego wyboru.

W pierwszym podejściu losujemy punkt startu, w drugim prawo wyboru.
W pierwszym ktoś z najgorszym miejscem miał po prostu pecha, w drugim ktoś z najgorszym miejscem został "wydymany" przez całą resztę.

IMHO bardziej stabilne i pozwalające utrzymać team jest pierwsze, drugie niepotrzebnie rodzi animozje.
Sposób pierwszy nawet zachęca bardziej do współpracy, bo zamiana miejsc wymaga dogadania się i zrobienia sobie wzajemnie przysługi.

Inna sprawa, że problem jeszcze lepiej rozwiązać wcześniej, na etapie projektowania biura. Można postarać się by wszystkie biurka były mniej więcej podobnie fajne.
Wystarczy postawić parę ścianek, które zapewnią, że nie będzie biurek "z widokiem ekranu" (ludzie tego nie znoszą), ani takich które są blisko przejścia gdzie dużo ludzi łazi.
Do tego dobrze by biurka można było przestawiać w miarę łatwo (czyli zamiast debilnego prowadzenia kabli w ziemi do skrzyneczek w podłodze, z których później prowadzi się kable przypinane opaskami zaciskowymi do biurek, prowadzić kable podłogą do "słupków" z których przy pomocy zwykłych przedłużaczy ludzie wezmą co chcą (i wtedy słupek może być nawet kilka centymetrów poza obrysem biurek)) i wtedy często znika nawet konieczność przesuwania dużych ilości ludzi.


Podobne postybeta
Losowanie dobre
Komputery w ubraniu....
Biurko
Praca na stojąco - wersja pro ;-)
Głodzenie filozofów ;-) - jak jest sprawiedliwiej?