sobota, kwietnia 27, 2019

Jak zakitrać tabki ;-) - czyli o tym jak rozszerzeniem do Chrome można walczyć z makabryczną ilością tabek w przeglądarce ;-)

Czas przyznać, jestem hoarderem (aka rupieciarzem/zbieraczem) jeśli chodzi o tabki w przeglądarce.
50-60 tabek? To dla mnie nie problem, raczej norma.

To jest tak, że coś robię, otwieram tabkę, bo to akurat ciekawy link z HackerNews, albo po prostu czegoś szukałem i tam trafiłem, po czy otwieram kolejny i kolejny i kolejny...
Jak kończę z jakąś sprawą to po prostu zamykam tabkę, ale z czasem między przypiętymi tabkami, a tą aktualną mam całą masę takich, które niby mnie teraz nie interesują, ale mogą się przydać....

Raz na jakiś czas zbieram się i zamykam niektóre, ale robię to z bólem.

Dlatego stworzyłem sobie wczoraj wtyczkę do Chrome, która ma mi pomóc ;-)

Działa tak, że po pierwsze wyświetla liczbę aktualnie otwartych tabek:
Ale po jej kliknięciu pokazuje się lista otwartych tabek:


Które są posortowane wg tego jaki procent czasu dana tabka była aktywna.
Na górze są tabki które, były aktywne przez większość swojego życia*, na dole te które były najmniej aktywne.

Teraz patrząc na listę tabek mogę taką tabkę zamknąć albo zakitrać ;-)

Co oznacza zakitranie tabki?

Po pierwsze trafia na drugą listę:


Z której to listy można tabkę otworzyć, wtedy zniknie z listy zakitranych.
Po drugie, link trafia do zakładek Other Bookmarks -> Stashed links.


Dzięki temu, nawet jeśli zamknę taką tabkę, to zawsze mam ją jeszcze wśród zakitranych linków w zakładakach ;-)

Uznałem, że lepiej będzie gdy lista w rozszerzeniu będzie "lokalna", czyli linki są tylko dostępne w samym rozszerzeniu na danym komputerze w aktualnym profilu Chrome.
Zakładki są globalne, więc wszystkie Chrome'y z danym profilem je widzą.

Jeszcze nie do końca zdecydowałem czy wrzucić rozszerzenie do Chrome Web Store ;-) bo pewnie nikt poza mną go i tak nie będzie używał ;-) ale liczę, że pomoże mi zapanować nad moimi tabkami :-)

TabsStash na GitHub'ie




* - w danej sesji.


Podobne postybeta
Złe architekty ;-)
Chyba wybiorę OS X
Sposób na upierdliwych użyszkodników
Wolne komputery nie pozwalają się skupić....
Gadające Gadu-Gadu

sobota, kwietnia 06, 2019

Electron + Airly = wskaźnik jakości powietrza w pasku ;-) - part 2, źródła ;-)

Jakiś czas temu pisałem o tym, że zrobiłem sobie narzędzie, które pokazuje mi aktualny indeks jakości powietrza (od Airly) w pasku :-)
Wygląda to tak:




Ale dziś udało mi się już zapewnić bym mógł je pakować do DMG i by działało tak jak chcę ;-)
Wrzuciłem też na GitHuba :-)

Testowałem jak na razie tylko na macOS, jeden kawałek może nie działać na innych systemach, ukrywanie w Doca, bo to jest podobno tylko w macOS.

Przy pierwszym uruchomieniu aplikacja stwierdza, że nie ma lokalizacji (długości i szerokości geograficznej), dlatego otworzy przeglądarkę pod adresem https://rmk-hrd.appspot.com/file/geoHelper.html, która to strona poprosi o zgodę na pobranie geolokalizacji, jeśli ją otrzyma to przekieruje do lokalnego serwera, który otwiera apka tak by sobie przekazać Twoją lokalizację.
Serwerek stoi na porcie 8000 i jest uruchamiany tylko gdy potrzeba pobrać dane o lokalizacji, czyli przy pierwszym uruchomieniu i jeśli user wybierze "Update location data".

Jeśli ktoś to chce uruchomić to będzie potrzebować też apikey od Airly, który można dostać tutaj https://developer.airly.eu/.
Niestety klucz starcza tylko na 1000 requestów dziennie :( więc nie dzielę się nawet apką w postaci zdolnej do instalacji bo nie chcę by ktoś używał mojego apikey ;-)

Po pobraniu repa, trzeba zainstalować sobie Electrona, co robimy wywołując komendę (w katalogu gdzie jest klon repo):

npm install --save-dev electron

póżniej:

npm start

i aplikacja powinna działać :-)

Jeśli chcemy spakować ją do postaci wykonywalnej to:

electron-packager . --overwrite --platform=darwin --arch=x64 --prune=true --out=release-builds --icon=air.icns

I jeśli chcemy zrobić z tego DMG dla macOS to:

electron-installer-dmg --overwrite ./release-builds/AirQualityInfo-darwin-x64/AirQualityInfo.app/ AirQualityInfo

Oczywiście trzeba w razie potrzeby zainstalować electron-packager i electron-installer-dmg, to pierwsze robimy przez:

npm install electron-packager -g

To drugie przez:

npm i electron-installer-dmg -g


Podobne postybeta
Electron + Airly = wskaźnik jakości powietrza w pasku ;-)
Airly + Python + Oczyszczacz Powietrza = lepsze oddychanie ;-)
Rant po toolach w stylu Mavane, Gradle, Bowera i całej tej hałastry
PayPal - rozczarowuje
Moja własna akcja w Google Home ;-)

piątek, kwietnia 05, 2019

Moja możliwa zemsta za zamknięcie Google+ ;-)

4 rzeczy, zamknięcie Google+ i Inboxa, podcast Sama Harrisa z Roger'em McNamee, i podcast Tima Ferrissa z Neilem Geimanem.

Zamknięcie Google+ i Inboxa sprawiło, że ja, fanboy Google zacząłem inaczej na Google patrzeć.
To jest firma jak wszystkie inne i przez dość istotne staje się pytanie jest jak jej płacę i czy powinienem płacić w taki sposób.
Z podcastu Sama Harrisa jest to, że Facebook i Google naprawdę napędzają się wiedzą o nas userach i robią rzeczy, których nie muszą, ale ponieważ dzięki temu będzie ciut więcej dolarów to jednak to robią.
Z podcastu Tima Ferrissa słowa Neila Geimana o tym, że żeby pisać ma jedno miejsce gdzie sam uznał, że wolno mu albo pisać, albo nic nie robić, ale nic poza tym. Czyli jak jest w tym miejscu to nie wolno mu czytać, przeglądać internetu, nic, poza pisaniem, albo nic nie robieniem.

I tak się zacząłem zastanawiać.

A gdyby tak podzielić swój ruch w Internecie na kilka przeglądarek?

Narzędzia od Google jak GMAIL, Kalendarz, YouTube i podobne w Chrome z zalogowanym userem.

Facebook/Twitter w Safari.

Internet, bez logowania do Google w Firefoksie.

Chociaż te dwie ostatnie można odwrócić, bo Safari mocno przestrzega wysyłania do not track, do tego robić co jakiś czas czyszczenie ciasteczek.

Do tego np. Opera do pracy.

I tak, w pracy wszystko poza Operą zamknięte.

Mamy kilka aspektów weba rozdzielone pomiędzy różne miejsca, jak pracujemy to nie wejdziemy na FB w tej przeglądarce, bo ona nie zna hasła.

Do tego ani Google, ani FB, ani Twitter nie są w stanie zbudować zbyt dobrego profilu naszej osoby bo widzą co najwyżej pewne aspekty, a że w przeglądarce "do Internetu" czyścimy co jakiś czas ciasteczka to ten obraz będzie dość płytki, a że w przeglądarce "do Internetu" nie jesteśmy nigdy zalogowani to trudno to będzie połączyć z osobą, więc skanowanie maili czy wiadomości na FB nie powinno pomóc jakoś bardzo.

Nie przemyślałem jeszcze całej mechaniki i nie wiem czy to będę robił, ale kiedyś miałem podobny układ i działał.
Do narzędzi Google używałem nowej wtedy przeglądarki, czyli Chrome'a, a do Internetu Firefoksa.
Może czas wrócić do takiego układu?


Podobne postybeta
.NET jest dziwny
Cisza
Książkowo
Przewidujemy wyniki wyborów ;-) - wyniki
A może by tak odstawić newsy?