wtorek, listopada 21, 2017

Nerdopolis ;-)

Dziś media informowały o odkryciu Oumuamua, czyli najpewniej pozasłonecznego obiektu (czy bardziej międzygwiezdnego obiektu), który wszedł do naszego Układu Słonecznego z prędkością 95 tysięcy km/h.
Moja pierwsza myśl jak to dziś rano przeczytałem to było "Rama!" jak w Spotkaniu z Ramą Arthura C. Clarke'a, druga to to, że jak dojdzie do peryhelium to jeśli zacznie zmieniać orbitę to będzie na 100% statek ;-)
Później doczytałem, że już przeszła peryhelium i zauważyli drania dopiero po tym przejściu....

Ale co ciekawe, u nas w firmie na Slacku general, na którym piszą ludzie z wszystkich lokacji pojawiło się wile nawiązań właśnie do Ramy albo do Ringworlda ;-)

Firma gdzie jest dużo programistów to jest jednak Nerdopolis ;-)


Podobne postybeta
Rama... coś nie działa ;-)
Tarcza
Rok Darwina czas zacząć :-)
Dream job? ;-)
Spryciarz z Londynu i kilka uwag o tłumaczeniu

wtorek, listopada 07, 2017

SCRUM i ogólnie Agile to często taka zakamuflowana forma premature optimization

To widziałem głównie w jednej poprzedniej firmie, dokładnie jednej i dokładnie poprzedniej ;-)
SCRUM czy Agile miały optymalizować proces, chociaż nie do końca było wiadomo do czego ten proces miał prowadzić.
Optymalizacje prowadziły do tego, że byliśmy w stanie jechać 2 razy szybciej, nadal nie wiedząc nawet mgliście w którym kierunku jedziemy ;-)

Taki mocno Agilowy proces tworzenia czegoś to system z pętlą zwrotną, nie znamy celu, robimy coś, sprawdzamy jak działa na żywym kliencie i feedback z tego testu wskazuje nam ogólny kierunek.
Nie robimy błądzenia losowego, a raczej coś w stylu gradientu.
Każdy kolejny krok jest eksperymentem, który pozwala nam w miarę podążać w jakimś ostatecznym kierunku. Czasem możemy zawrócić, ale zwykle dążymy w jednym kierunku, a jak kierunek się zmienia to szybko na to reagujemy.

Jednak jak z tego procesu wyleci element feedbacku to mamy sytuację gdy team zajmuje się samym sobą i usuwaniem przeszkód na drodze do tego co wydaje się celem, albo usuwaniem przeszkód dla samego faktu usuwania przeszkód.

Team jest w stanie poruszać się dzięki zmianom z retrospektywy 2 razy szybciej, ale nadal kręci się w kółko bo nadal nie ma feedbacku ze strony klienta.

Czasem mam wrażenie, że w IT masa pieniędzy spala się w tym miejscu. Firmy i management uważają, że są bardzo Agile bo przecież są rytuały, jest retro, są zmiany w procesie....
Tylko nikt nie sprawdza w międzyczasie czy to nad czym te agilowe teamy pracują ma jakikolwiek sens...

Mamy lokalne optymalizacje, bez przyglądania się czy daną rzecz w ogóle warto zoptymalizować.

Padają hasła o skróceniu przerw na papierosy bo dzięki temu wydajność zwiększy się o 200%... bez policzenia, że może osoby które korzystają z tych przerw są w takim miejscu, że przez większość czasu czekają na cały team...

A te lokalne optymalizacje, bez spojrzenia na szerzy kontekst to nic innego jak premature optimatization ;-)


Podobne postybeta
Architektura
Code review - najfajniejszy kawałek procesu ;-)
Takie tam przemyślenia i refleksje ;-)
Walka z null'em ;-)
Wojny religijne i jak ich uniknąć

Co lubię

  • puste tramwaje,
  • nadpłacanie kredytu,
  • pomidory z solą,
  • wciągające książki,
  • Kalifornię,
  • pisanie małych narzędzi,
  • rozwiązywanie problemów,
  • synthwave,
  • Natural History Museum,
  • Museum of Science,
  • Pythona,
  • Java'ę,
  • JavaScript,
  • Stranger Things,
  • Halt and Catch Fire,
  • mój telefon,
  • Google Home,
  • podcasty,
  • YouTube'a,
  • UberPool (za całą jego matematykę),
  • rachunek prawdopodobieństwa,
  • Amazona (jako sklep),
  • duże księgarnie,
  • Central Park,
  • słuchawki BT,
  • bejsbolówki,
  • Świat Nauki,
  • Spotify,
  • twierdzenie Bayesa,
  • teorię ewolucji,
  • lody czekoladowe,
  • kakao (Puchatek),
  • długie dni,
  • czyste niebo,
  • Raspberry Pi,
  • Buffy,
  • Roboty X7,
  • książki Terry'ego Pratchetta,
  • książki Arthura C. Clarke'a,
  • HackerNews,
  • puste przedziały w pociągach,
  • wolne miejsce obok w samolocie
Pewnie jeszcze wiele innych, ale te mi najpierw wpadły do głowy ;-)



Podobne postybeta
Dinozaur na UJ ;-)
Złe i dobre cosie....
Stranger Things 2 - super :-)
Pratchettowy urodzaj :-)
Halt and catch fire....

poniedziałek, listopada 06, 2017

Android Wear.... jaki zegarek po Moto 360 v2?

Lubię produkty Google i Google jako takie, ale czasem mnie wkurzają.

Takie Android Wear.... wygląda jakby porzucili i nikt nie robi żadnych fajnych zegarków.
Albo robią, ale nie słychać nic o nich.

Moja Moto 360 v2 powoli zaczyna się kończyć, oryginalna Moto 360 już się skończyła...
I nie wiem co następnego.

A jednak przyzwyczaiłem się do "inteligentnego zegarka"...

Choć fakt, że dla mnie najważniejsze na nim są godzina (cały czas wyświetlana!), timer i powiadomienia o tym, że ktoś do mnie dzwoni. Fajnie też jak może mi mierzyć tętno.

Ktoś zna jakiś zegarek, który mógłby zastąpić godnie Moto 360 v2?

I nie iWatch czy jak to się zowie, bo nadal mi się nie podoba i nie jestem pewien czy z Androidem współpracuje.


Podobne postybeta
Moto 360 v2 - to jest to :-)
Moto 360 i Android Wear po paru godzinach używania....
Piszę sobie...
Dziwna sprawa
Moto 360 i Lollipop na Nexusach

niedziela, listopada 05, 2017

Stranger Things 2 - super :-)

Ok, obejrzałem Stranger Things 2.....

Było super! :-)

Z tego co słyszałem będzie 3 sezon, chociaż nie wiem tego na 100%.

Dziwna sprawa, bo pierwszy raz oglądałem pierwszy odcinek 2 sezonu i nie zrobiło na mnie wrażenia, wolałem oglądać Halt and Catch Fire.
Dopiero drugie obejrzenie sprawiło, że się wciągnąłem.

Może to przez to, że pierwszy raz oglądałem na tablecie i w samolocie, do tego zaraz po starcie i chyba jakoś nie czułem atmosfery.

Fajnie, że więcej miejsca dali Lucasowi i Dustinowi, właściwie to oni mieli więcej grania niż Will i Mike ;-)


Podobne postybeta
Co lubię
Halt and catch fire....
Hmm... czyżbym o czymś nie wiedział?
Taki trochę niezwykły lot Queen of the Skies.
Chromecast

sobota, listopada 04, 2017

Coraz bardziej zapomniany gadżet - USB Stick aka pendrive

Ostatnio, pierwszy raz od ponad roku, musiałem użyć patyczka USB.

To dziwne.
Kiedyś to było jedno z moich głównych narzędzi pracy z komputerem.

Jak miałem słaby Internet w miejscu spania to pobierałem programy na patyczek w pracy i instalowałem je w miejscu spania z patyczka.
Nawet przez jakiś czas miałem kilka aplikacji takich jak Chrome czy OpenOffice.org w wersji "na USB".

A teraz?

Teraz do tego samego używam Google Drive....

Wygodniej jest mi wrzucić plik czy pliki z mojego komputera do chmury i na drugiej maszynie z tej chmury to odczytać...

Trochę to straszne ;-)

Teraz pendrive'a musiałem użyć by zrobić bootowalne USB z Windows 10, bo chcę oddać jeden z komputerów i chciałem go wyczyścić.
Poprzednio w trakcie treningu wstępnego w firmie chciałem użyć patyczka do skopiowania rozpakowanych plików... w końcu i tak się okazało, że znalazłem po prostu na OS X soft, który rozpakowuje archiwa RARa czy 7Z w wersji samorozpakowującej się...

To samo zresztą spotkało DVD-ROMy. W firmowych komputerach nie mam DVD od 3-4 lat i nigdy mi go nie brakowało, w domowym od dobrych 2 lat nie używam ;-)

Się te komputery zmieniają.


Podobne postybeta
Raspberry Pi po ponad roku
Trudne USB...
To Update or not to update? ;-)
Dyski vs ja - 1:0 ;-)
Kryzys użyteczności

środa, listopada 01, 2017

"Log porażek" ;-)

Macie tak, że macie pomysł, sprawdzacie coś i to nie działa bo X.
Lata później jest rozmowa o czymś i pojawia się ten sam pomysł i na pewniaka zakładacie, że to się nie uda bo X... ale w międzyczasie X uległo zmianie? ;-)

Ja się czasem na tym łapię.

I nawet mi po głowie czasem chodzi, że może trzeba by było mieć takie miejsce do trzymania napotkanych przeszkód by co jakiś czas je móc sprawdzać, bo a nóż widelec zniknęły?

Chociaż problem u mnie jest taki, że ja nie prowadzę notatek. Mam w miarę dobrą pamięć, ale gorzej z wyzwalaczami ;-)

Jak rozumiem większość ludzi tak ma, że zdobywają doświadczenie i później trudno im je jest weryfikować.
Stąd się biorą te konflikty starzy-młodzi.

Z drugiej strony są tacy ludzie, którzy jak natrafią na przeszkodę to walczą z nią.
Jak się im uda i przeszkoda jest ważna to dostają dużą nagrodę, jak się nie uda to nie dostają.
Jak przeszkoda jest mała i wygrywają to niewiele zyskują.
Jak przeszkoda jest mała i jej nie pokonują to rośnie ich frustracja.

Ale przydałoby się prowadzić taki "log porażek" i go co jakiś czas przeglądać żeby sprawdzić czy pomysł którego porażka dotyczyła nadal ma sens, a jeśli tak to czy przeszkoda nadal tam jest ;-)
Problem, że do tego trzeba systematyczności ;-) a z tym u mnie gorzej ;-)


Podobne postybeta
Telefon antywycieczkowy ;-)
Szok kulturowy
Kto ile zyska?
Frustracja....
Tydzień z Google Home

wtorek, października 31, 2017

Halt and catch fire....

To jest genialny, komputerowy serial :-)
Takie Silicon Valley, ale na poważnie i w latach 80.

Są wtopy, np. pisanie kodu wygląda tam trochę niepoważnie ;-) do tego C++ na C64? ;-) Albo na jakiegoś mainframe'a od IBMa?
Do tego clean room implementation BIOSu też dziwnie wyglądał.

Ale mimo wszystko serial wciąga.

W samolocie mając do wyboru Halt and catch fire, a Stranger Things 2 wybrałem Halt and catch fire :-)

Stąd polecam.
Można zobaczyć na Showmax.


Podobne postybeta
Co lubię
Stranger Things 2 - super :-)
Wymarzone miejsce do życia i pracy ;-)
Amazon Kindle Fire....
Asus EEE 900 głupieje ;-)

niedziela, października 29, 2017

Taki trochę niezwykły lot Queen of the Skies.

Gdy kupowałem bilet powrotny z San Francisco do Krakowa byłem niezadowolony, że będę leciał między San Francisco a Frankfurtem Boeingiem 747-400 i to operated by United...
Ale później dowiedziałem się, że B747 wychodzą z floty United... czyli będzie to jeden z ostatnich lotów tego samolotu, a to już jednak "symboliczne coś" ;-)

Wczoraj zaś okazało się, że mój lot będzie nie tyle jednym z ostatnich, a literalnie ostatnim dla tego typu samolotów między San Francisco i Frankfurtem dla tej linii (a za trochę ponad tydzień w ogóle wychodzą B747 z floty United).
Przez to lot był taki trochę niezwykły :-)

Już zaczął się ciekawie, bo wydaje się, że najmłodsza osoba w obsłudze pokładu miała koło 60 lat, a średnia dla całej widocznej dla mnie załogi to było tak bliżej 70 lat (ale przyznam, że nie miałbym oporów by się zgodzić na taką krzepę w tym wieku :-)).
Wyglądało to tak jakby to był dla nich taki lot pożegnalny :-)

Było widać wiekowość samolotu bo system audio-video działał jak chciał, czyli przez większość czasu nie działał.
Acz dla nie to był problem jedynie o tyle, że mi czasem monitor błyskał jak próbowałem spać, bo gdy oglądałem na iPadzie Stranger Things 2 i Halt and Catch Fire to jakoś mi to wariujące AV nie przeszkadzało.

Dla załogi chyba najważniejszym momentem było to co się stało w Frankfurcie.

Gdzie przywitano Queen of the Skies z wszystkimi honorami zarezerwowanymi dla nietypowych okazji.

Przez to dostał water salute wykonany przez 2 armatki, w asyście kilku karetek, autobusów, samochodów z jedzeniem i chyba kilkuset ludzi z obsługi którzy machali i robili zdjęcia :-)

Jedna z pań z obsługi pokładowej się tak wzruszyła, że nawet trochę złamała przepisy i łaziła jeszcze po pokładzie robiąc zdjęcia pasażerom i samolotowi po tym jak kapitan podał komendę dla załogi do zajęcia miejsc.

Stąd chociaż lot nie należał do najwygodniejszych i A380 jest jednak bardziej znośny (ciągle mówimy i Economy ;-)), to lot był taki trochę niezwykły ;-)


Podobne postybeta
Przesadyzm ;-)
Autobus ze skrzydłami...
We Frankfurcie...
Wróciłem ;-)
Klątwa Apple Store....

wtorek, października 24, 2017

Uber - jaka za tym musi stać fajna matematyka

Mam bardzo dużo zarzutów etycznych do Ubera, ale jedna rzecz mnie w nim urzeka.

To jaka tam musi za tym stać matematyka.

To jak liczy ceny, to jak stosuje różne modele probabilistyczne do ich wyliczania.

Nigdy nie korzystałem z Ubera w Polsce, stąd moje wrażenia są tylko w oparciu o to co widzę używając go w USA.

A to robi wrażenie.

Jest sobota rano, szukam przejazdu do San Francisco.
W "zwykłym" UberX cena to jakieś 35 USD, w UberPool 16 USD....

Ale po chwili cena obu zbliża się do 38 USD...

Wystarczyło jednak wybrać inne miejsce docelowe, takie gdzie więcej ludzi zapewne chce przyjechać i cena w UberPool to znów jakieś 16 USD... zwykłego UberX ~35 USD.

Gdy się na to patrzy z boku to wychodzi, że Uber do wyliczenia ceny przewozu bierze pod uwagę to jak łatwo będzie kierowcy złapać kolejnego klienta, to jak blisko nas jest kierowca też ma chyba znaczenia,  a w przypadku UberPoola ważne jest też to jaka będzie szansa, że ktoś się do nas dosiądzie.

To naprawdę wygląda na bardzo ciekawy problem z rachunku prawdopodobieństwa....

Z informatyki też, bo wszystkie te wyliczenia są robione w czasie rzeczywistym i odpowiadają aktualnemu stanowi ich "sieci" samochodów i klientów.

Na moje 3 jazdy UberPoolem dwie odbyły się bez kogoś kto się dosiadł, ostatnia była z "dosiadką".

Jechaliśmy z Foster City (zachodnia granica Doliny Krzemowej) do San Francisco i dojeżdżaliśmy w okolice lotniska SFO, wtedy kierowcy zapikało i stwierdził "O, wziąłeś UberPoola, to podjedziemy po Ruby pod terminal", ja też dostałem od aplikacji o tym update.

Jak Ruby ze swoją matką wsiadły kierowca już wiedział, że najpierw wysadzi Ruby, a później mnie. Wszystko zostało dlań wyliczone.

To robi wrażenie.

Chociaż fakt faktem, kierowcy nie używają do nawigacji apki Ubera, a Waze ;-)

Nie wiem czy UberPool to jest dla Ubera dobry interes bo cena za każdym razem stanowiła coś w okolicach 50-60% ceny UberX (ogólnie wydaje się być zawsze mniej więcej miedzy 50 a prawie 100% pełnej ceny, te 50-60% to przypadki gdy jechałem UberPoolem).
Z mojej małej próbki wychodzi, że Uber dostał tylko kasę za jakieś 60% kosztów (tzn jakby nie było UberPool i ja musiałbym 3 razy korzystać z UberX i Ruby która jechała z SFO też, to Uber dostałby jakieś 1.6-1.7 raza więcej pieniędzy).

Stąd mimo tego, że mój stosunek do Ubera jest ambiwalentny to jestem pod dużym jego wrażeniem...

No i dzięki niemu pogadałem sobie z kierowcą komunistą, który chyba należy do komunistycznej partii USA, z Afgańczykiem który tęskni za swoim krajem i chętnie tam wróci byle tam zapanował pokój, z wielkim miłośnikiem samochodów i paroma innymi ludźmi.
Chociaż ten komunista mi najbardziej utkwi w pamięci ;-)
Ja, "dziecko nomenklatury" musiałem go przekonywać, że upadek ustroju w Polsce z punktu widzenia "szarego obywatela" nie był raczej tragedią i źródłem nieszczęścia. Że tak, PRL zrobił olbrzymi podstęp cywilizacyjny, ale później nie mógł nadążyć za zachodnim kapitalizmem.
Musiałem bronić kapitalizmu, przed człowiekiem który z pełną radością powoływał się na towarzysza Mao jeżdżąc dla Ubera, czyli jednej z najbardziej kapitalistycznych i libertariańskich firm na świecie ;-)


Podobne postybeta
Co lubię
Raport z emigracji
Ewolucja technologii i obyczajów w SF
To i ja planowałem zamach stanu?
Wyważanie otwartych drzwi