piątek, marca 13, 2026

Zapętlony vibecoding ;-)

Vibe coding jest zabawny ;-)
W pracy chcemy zbudować coś co produkuje pewien tam format danych.
W ramach zabaw postanowiłem, że używając vibe codingu może zrobię swoją wersję... zacząłem od pytania Gemini czy to jest w ogóle możliwe.
Powiedziało, że tak i podało produkt nad którym pracuję jako przykład czegoś co to robi ;p

Powiem, że to było naprawdę meta ;-)


Podobne postybeta
Czy vibecoding zmienia ważność ludzi? Czy PM/PO stają się bardziej niezbędni od inżynierów?
Złej (albo leniwej) baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy
Agent by Agent ;-) czyli o tworzeniu agenta AI agentem AI ;-)
Czemu nie korzystam z hulajnog elektrycznych?
Allegro to jest banda amatorów.

środa, marca 11, 2026

Złej (albo leniwej) baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy

Słucham książki Apple: The First 50 Years i jak każda taka rzecz nakręca mnie to do tworzenia czegoś... do tego mam głód kodowania... więc mnie ciśnie żeby sobie zrobić cel 50 linii kodu dziennie...
I jest jeden problem.... nie mam czego pisać ;-)

Tzn. wiem, że to też nie jest to. Np. kilku rzeczy nie zaczynam bo mi Antigravity od Google nie działa bo jakieś 2-3 tygodnie temu popsuli coś i Antigravity dostaje 400 od backendu.

Za to wczoraj w ramach specyfikowania czegoś do pracy najprościej było pogadać z Gemini i zrobić prototyp, który mogłem dać developerowi dzięki czemu ten nie musiał próbować zrozumieć "co autor miał na myśli" czytając specyfikację, tylko widział zachowanie jakie jest potrzebne ;-)

Choć tego Antigravity mi brakuje, bo mam pomysł na próbkę aplikacji do "mojego" ToDo i bardzo łatwo by to było opisywać Antigravity, niby mógłbym z Gemini CLI, ale to nie to samo.
W ogóle mam wrażenie, że kierunkiem dla conajmniej pewnej gałęzi vibecoding powinno być kodowanie gdzie obok widzimy nie tylko kod ale i UI zmieniający się "na żywo", może nawet na działającej aplikacji. 

Wracając do tych 50 linii kodu, poważnie rozważam nawet iście przez Cracking the Coding Interview zadanie po zadaniu i pisanie wariantów. Leetcode mnie zawodzi, ostatnio mieli serię o dynamic programming, a ja się przyznaję, jak dynamic programming do mnie przemawia i umiem często pójść od rozwiązania rekurencyjnego, do memoizacji i z memoizacji do czystego rozwiązania na tablicach, czy nawet bez jak nie są potrzebne, to niemal obrzydzenie czuję widząc start od rozwiązania tablicowego ;-) nie wiem, odbieram to nadal jako formę nieeleganckiego ataku ;-) (albo to z zazdrości, że ja muszę tą drogę przejść, a ktoś umie od razu wskoczyć w ten tryb...)

Ciekawe, że wypocenie dwóch wpisów na bloga, paru komentarzy na LinkedIn i Facebooku to pikuś, ale napisanie 50 linii kodu wymaga jakiegoś celu... 


Podobne postybeta
Zaczynam się przekonywać do agentów AI....
Struktury danych vs algorytmy
Bullshit Jobs jest słabe
Atlas zbuntowany, ale na odwrót ;-)
Opowieść o "zmotywatorach" ;-)

Trzeba pisać

Macie tak, że znacie technikę na radzenie sobie z czymś, a o niej nie pamiętacie? ;-)
Ja mam tak, że jak mam czegoś za dużo na głowie to wiem, że trzeba zacząć pisać. Przechodzi to przez inny obszar mózgu, który dookreśla sprawy, trzeba je nazwać, a na dodatek często jest tak, że zapisze się te rzeczy w głowie.... i widać, że jest tego 3 albo 5 sztuk... a nie jakieś miliony jak sugerował tłok w głowie.

Problem z tym, że ja zapominam, że zapisanie pomaga ;-)

I nie, nie chodzi nawet o zrobienie ToDo (które mi zawsze wychodzi jakby nie wychodziło), a o proste zapisanie tego co w głowie siedzi.

Bo po tym akcie nagle patrzysz na to i widzisz... o, a to jest actionable, o a tu przecież mogę zrobić historyjkę i nagle jest spoko..
Z drugiej strony często jest tak, że masz to napisane i widzisz następny krok... banalny, ale jakoś trudny do zrobienia ;-)

Ale to wszystko jakoś blednie i znika jak człowiek sobie uświadomi, że często po prostu zapomina o tej prostej sztuczce ;-)

Niby nieraz myślałem "A to sobie zrobię reminder, żeby zapisać....". Próbowałem, nie działa bo ignorował.
Próbowałem kiedyś nawet sobie wysyłać maile z takich systemów, które pozwalają napisać maila i Ci go przysyłają np. za miesiąc czy rok.... nie wiem jak to działa bo na kilka prób które wykonałem, ten mail nigdy do mnie nie dotarł ;-)



Podobne postybeta
Upał promuje mniejszych?
DoR before DoD ;-)
Kopernik i zasada kopernikańska, później Darwin i Teoria Ewolucji... co będzie kolejne? Silne AI czy synetyczne życie?
Laborki :-)
Okrutniki ;-)

niedziela, marca 08, 2026

Nie, Scrum nas nie "uratował" od Waterfalla... za to powoli sam się nim staje ;-)

Nieraz już słyszałem w odpowiedzi na moje lub cudze narzekanie na Scruma i jego ciężkość, że "to co chcesz wrócić do Waterfalla"...

Moja odpowiedź jest standardowo mniej więcej taka "Ale wiesz, że tak na poważnie nikt nigdy nie stosował Waterfalla? Sam Waterfall pojawił się jako pomysł w 1 papierze napisanym dla DoD jako antypattern tego jak tworzyć oprogramowanie"...
To mi wyciągają, że o proszę a tak pisano software w latach 70...

Stąd dziś napiszę "dłuższą" wersję tego co mam w głowie gdy mówię o Waterfallu ;-)

Tak, Waterfall był używany, ale to nie jest tak, że to była jakaś uznana metodologia tworzenia oprogramowania i trzeba z nią było walczyć.
W latach 50 czy 60 oprogramowanie się bardziej zdarzało, pisane je dla rządów i wielkich firm. Nikt właściwie nie wiedział jak się za to zabrać więc próbowano metod, które działały w przemyśle gdy budowano sprzęt, albo gdy budowano sieć energetyczną czy telefoniczną. 
Powstawały specyfikacje i podobne dokumenty, bo nikt jeszcze nie wpadł na to jak to robić.
Nie było nawet jeszcze programistów jako takich... w NASA pierwszymi programistami były naprawdę kobiety i to często czarne, które wcześniej pracowały jako "computery" czyli osoby, które przeprowadzały obliczenia. 
Samo oprogramowanie było też dużo prostsze niż dzisiejszy software,
W latach 60 kod, który liczył nawet tak skomplikowane rzeczy jak symulacje bomby atomowej był szczytem komplikacji, ale dziś gra komputerowa robi więcej, bardziej skomplikowanych obliczeń.... nie przez przypadek dzisiejsze ładowarki USB mają większe moce obliczeniowe niż komputer, który pomagał lądować ludziom na Księżycu ;-)

Gdy powstało SABRE czyli Semi Automated Business Research Environment jako joint-venture między IBM, a American Airlines to tak, stosowano podejście ze specyfikacjami i nawet kodem pisanym ręcznie i później przenoszonym na komputery.... bo to był jeden z pierwszych dużych systemów komputerowych.... (dużych jak na tamte czasy, on zastępował to co do tej pory robiło kilka osób siedzących w pokoju w którym pod sufitem były przypięte wszystkie planowane układy siedzeń na jakiś tam czas i agent dzwonił, mówił co chce a oni na papierze to zaznaczali...)

W latach 70 się zaczęło robić ciekawiej bo komputery miały już kilka lat i wtedy właśnie powstał ten słynny papier mówiący o Waterfallu jako antypaternie. Komputery z magicznych potworów które zajmowały kilka pomieszczeń zaczęły maleć i mieściły się w biurku i się komplikowały więc stare metody, gdzie coś tworzono przez 2 lata się nie skalowały... stąd ten papier opisywał metody bazujące na iteracjach.... bo nagle komputery stawały się bardziej dostępne i to już nie było pisanie kodu "na sucho" coraz częściej feedback był dużo szybszy.
No i wtedy przyszedł 1975 i Altair BASIC... Gates z Allenem wcale nie używali Waterfalla... oni w ~8 tygodni to napisali, metodą prób i błędów... 
Tej samej techniki pisania używano później, co było nawet prostsze bo już taki VIC20 od Commodore pozwalał ludziom pisać kod i go od razu uruchamiać...
Cała software'owa część Silicon Valley to był ruch oparty o trial and error, o iteracje. Nikt tam nie używał Waterfalla.

Tak w tym czasie "wielkie" systemy dla banków czy urzędów skarbowych powstawały nadal ze specyfikacjami (choć i tam było coraz więcej trial and error), a z czasem w latach 80 ta kultura hackerów z Silicon Valley zaczęła być dominującym podejściem do tworzenia softu. Nawet duże firmy robiące "poważny" software Enterprise miały coraz więcej ludzi, którzy się tak uczyli programować.
Często było tak, że powstawały wielkie specyfikacje, które pisali poważni ludzie w garniturach, a później i tak implementacja powstawała metodą prób i błędów.

Dzisiejszy Software ma swoje "korzenie" nie w Waterfallu, ale w tym co robili hackerzy z Silicon Valley i podobnych miejsch.
Wszystkie OSy których używamy, wszystkie języki programowania, to są "dzieci" tego ruchu. C i Unix nie powstały jako wielkie systemy z tysiącami stron dokumentacji. One powstały z potrzeby. C powstał by mógł powstać Unix... a Unix powstał bo chcieli mieć w końcu coś gdzie mogliby używać komputera szybciej w wiele osób, by mieć szybki feedback gdy zrobią błąd.... to było całkowicie przeciwne modelowi Waterfalla.

Gdy w 2001 roku powstał Agile Manifesto on nie był "przeciwko Waterfallowi", on był przeciwko tworzonym przez firmy ad hoc procesom i chaosowi. Bo ludzie, którzy tworzyli oprogramowanie już od ~25 lat stosowali trial and error i wiedzieli, że to działa.

Dzisiejszy Scrum z certyfikatami, powtarzalnymi spotkaniami, wydzielonym Scrum Masterem, estymatami, mierzeniem prędkości i naciskiem na przewidywalność jest właśnie odwrotem od tego co chciał Agile Manifesto. Jest próbą narzucania developerom sztywnych ram "biznesowych"... chociaż tym razem służą one nie tyle biznesowi firmy, a biznesom ludzi robiących kasę na certyfikacji Scrumowej ;-)

Scrum jest dobrą metodologią, choć praktyka wskazuje, że każdy dobrze wprowadzony Scrum zmienia się w końcu w Kanbana ;-) [czyli nie, najpewniej nie powinno się zaczynać od Kanbana, Kanban jest dobry gdy między developmentem, a productem jest zaufanie i obie strony wiedzą, że gramy do tej samej bramki]. Ale to Scrum ma służyć ludziom, a nie ludzie Scrumowi. 
Na początku Scrum jest po to by chronić development. Product często chce zmieniać priorytety i cele, wtedy 2 tygodniowy Sprint jest stabilizatorem. To jest narzędzie, którego team może użyć do odrzucenia zmian celów, można powiedzieć w połowie Sprintu "OK, chcecie zmiany wymagań? Spoko, to całą robotę którą mamy z poprzedniego tygodnia wyrzucamy i zaczynamy wszystko od nowa". To jest szansa dla teamu na stabilizację, a dla productu lekcja, że dostają to co "zamówili", a jak zmieniają "zamówienie" to dostaną to odpowiednio później. Ale to uczenie się nawzajem prowadzi do wzrostu zaufania i w końcu team może odrzucić 2 tygodnie Sprinty, bo product nie zmienia zdania co 3 dni... ale jak zmienia to jest to na tyle ważne, że warto zmienić kierunek szybciej. Ludzie się też uczą dzielić robotę na mniejsze kawałki i straty w razie zmiany kierunku są też mniejsze....
Ale to wszystko nie dzieje się dzięki religijnemu oddaniu rytuałom Scruma, czy ideologicznemu nadzorowi Scrum Mastera ;-) a przez to, że dev team wie co ma robić....


Podobne postybeta
SCRUM i ogólnie Agile to często taka zakamuflowana forma premature optimization
Kariera IT, jak iść w górę i jak iść w bok ;-)
Branche i Scrum to taki security blanket dla programistów
Kupię sobie jednak Copilota
Moja teoria firm IT

sobota, marca 07, 2026

Porzucenie Facebooka mnie kusi....

Kończą mi się social media ;-) Mastodonowa instancja mi umarła, Twittera Elon zmienił w totalny śmietnik, Google+ umarło wiele lat temu... więc jest jeszcze Facebook i LinkedIn....

Człowiek nie wie jak głupi potrafią być ludzie do momentu gdy nie zajrzyj w niektóre posty czy komentarze.

Fakt, mój świat jest dziwny, pracuję z ludźmi którzy są bardzo albo jeszcze bardziej inteligentni, którzy są dobrze wykształceni. Tak miewają poglądy z którymi się nie zgadzam, ale swoją klasą dość mocno ograniczają próbkę którą znam.

Facebook i czasem LinkedIn dają mi wgląd w o wiele dziwniejszy świat... tzn. ja nie wiem jak te poglądy się przekładają na populację, wiem, że social media chcą zaangażowania więc algorytmy będą mi pokazywać to co wg nich mnie ztriggeruje. Stąd nie wiem czy te poglądy to jest ekstremum i właśnie widzę wypowiedź jedynego przedstawiciela, czy też są to poglądy ogółu... kiedyś nawet próbowałem oglądać różne Demotywatory i podobne uznając, że może tam będzie widać poglądy zwykłych ludzi...

OK, ale wracając do kończących mi się social mediów. Teraz to jest dla mnie taka wkurzająca ruletka ;-) i coraz częściej zaczynam myśleć o tym, żeby po prostu skasować... nie jestem na tym etapie, ale dociera do mnie piękno tego.

Chyba wolę żyć w świecie gdzie ludzie nie są aż tacy....



Podobne postybeta
Koniec z socialami?
A może by tak porzucić prasę i social media?
Średnia vs. mediana
Tęsknię za Google+ ;-)
Foldery

środa, marca 04, 2026

Spróbowałem Wintela w wersji od Dell'a i to jednak nie jest mój styl

Od wielu lat nie używam Windowsa za wyjątkiem tego Windows, który jest w Xbox.
Jednak w automotive i okolicach niektóre aplikacje są tylko dla Windows ;-)

No więc muszę się jednemu takiemu programowi przyjrzeć, zamówiłem sobie licencję na Parallels, ale wszystko wskazuje na to, że jednak lepiej to na prawdziwym sprzęcie ruszać, mam jedną licencję więc lepiej nie ryzykować...

Stąd "pobrałem" dodatkowy komputer jakiegoś Della z Windows 11....

Po latach używania Macbooków, ale też wcześniej latach używania Asusa (prywatnie) czy jakichś Toshib czy HP zastanawiam się kto używa laptopów Della.

Wczoraj chciałem go otworzyć i dłuższą chwilę zajęło mi znalezienie odpowiedniej strony, i żeby go otworzyć musze wciskać palce tak w rogu, bo próba podniesienia ekranu z przodu nie działa....
Plotka głosi, że Macbookach to działa jak działa bo wytyczną było by dało to się zrobić jednym palcem. W Dellu to nie działa.

Sam Windows 11 też jest dziwny, touchpad i klikanie dziwnie działają, klawiatura też jest inna, ale tu nie mam pretensji. To Apple postanowiło udziwnić uczciwy układ ;-)

Ale powiem wprost kontakt z tym Windowsem sprawia, że raczej nie wrócę ;-)
Co ciekawe momentami miewałem takie myśli "A może by porzucić Macbooki i pójść w Dell XPS 13 czy podobnym" i raczej chyba nie... 
Chociaż pętla walled garden zaciska się nad wszystkimi OSami, które są proprietary.... więc nie mówię stanowczego nie, raczej takie "wolałbym nie" ;-)


Podobne postybeta
Syncrhonizacja przez osoby.... komputery trzecie ;-)
Czy EULA (End-user license agreement) jest potrzebna w aplikacji mobilnej, czy nie?
Tęskni mi się Linux ;-)
Windows mnie jednak nie lubi ;-)
API ssie w świecie walled gardens

sobota, lutego 28, 2026

Śmierć powerbanków?

Tak się zastanawiam czy powoli ta grupa akcesoriów się nie kończy...

Mam wiele powerbanków, nawet jeden takich, którym można ładować laptopa...

Ale tak, jak gdzieś lecę samolotem już nie borę powerbanku, bo zbyt wiele linii lotniczych zakazuje używania w trakcie lotu i wiele ogranicza pojemność tego co można wnieść na pokład.
Do tego nie mam powodów... telefon mi starcza, tablet mi starcza...

Znów jak chodzę z urządzeniem po mieście to baterie są na tyle mocne, że nawet jak chodzę, robię zdjęcia, słucham podcastów/książek to nadal baterii starcza... no i ja mam zawsze 2 telefon na sobie ;-) [i 2 pary słuchawek ;-)]

Tak naprawdę jedyny przypadek gdy używam powerbanku to jazda Pędziolino. Bo mój iPad Pro 11" 2nd gen ma już swoje lata i bateria może nie wytrzymać tych 5-6h jazdy pociągiem i oglądania filmów. Ale  tutaj powerbank mógłbym zastąpić po prostu używając znajdującego się w Pędziolino gniazdka, bo ładowarki i tak mam ze sobą ;-)

Obecnie najbardziej użyteczny jest powerbank zasilając moją "medusa lamp" ;-)

A w moich "bazach" czyli albo domu, albo miejscach spania mam zawsze cały zestaw do ładowania. W razie np. ładowanie telefonu przez wireless jest za wolne to spokojnie podpinam po USB-C, a moje ładowarki to są te, które mają do 100 W na 1 port, więc iPhone i Pixel "lecą" na dość dużych mocach...

Stąd powerbank co prawda nadal znajduje się na mojej wyjazdowej checkliście, ale już na większość wyjazdów go nie zabieram ;-)



Podobne postybeta
Pixel i iPhone mają chyba inne "filozofie" pracy z radiem ;-)
W Wenecji ;-)
Święty Garnek Chłodniczy
Weekendy robią znów za krótkie.....
2.6 drzewa na telefon komórkowy ;-)

Migracja między Mac'ami z x86 na ARM przenosi preferencję dla x86 ;-)

Okazuje się, że od prawie 1.5 roku mój Mac Mini M4 Pro używał Pythona dla x86, a nie dla ARMa...

Przenosząc się z Macbooka Pro 2018 na Maca Mini użyłem tooli dostarczonych przez Apple... i dzięki temu mój Python przeniósł się z x86.

Stąd jak przenosiliście swój OS i konfiguracje między maszynami to lepiej wykonajcie tą komendę:

python3 -c "import platform; import sys; print(f'Machine: {platform.machine()} | Type: {sys.version}')"

Jak pokaże arm64 na Mac'ach/Macbook'ach z M to jest OK, jak x86 to jest problem ;-)

Chociaż teraz jak się głębiej zastanowić to nie powinienem się dziwić, też mi przeniosło Java'y z x86, Parallelsy i ogólnie wszystko... niby czemu Python miał by być wyjątkiem?

Co ciekawe mój Macbook Air z M4 jest OK, bo tam jest tylko 512 GB SSD i nie było miejsca na przeniesienie się z innej maszyny więc wszystko było instalowane "na nowo"... może to jest jednak lepsza technika? ;-)


Podobne postybeta
Mini bug w Google Analytics?
Lenistwo ma wiele wymówek ;-)
Nadal jestem zachwycony moim Macbookiem Air z M4 :-)
Dla Java'y Apple Silicon M1 to jednak nadal x86 ;-)
Java szybsza na M1 jako X86 niż jako ARM ;-)

czwartek, lutego 26, 2026

Czy vibecoding zmienia ważność ludzi? Czy PM/PO stają się bardziej niezbędni od inżynierów?

Nieraz w dyskusjach w jednej z poprzednich firm, gdy rozmawiałem z PMami miałem argument, że w końcu to developerzy są niezbędni do zbudowania produktu. PM, PO, EM nawet QA są po to by ten proces był szybszy i lepszy, ale sami bez developerów nic nie zbudują, a developerzy bez nich i owszem ;-)

Ale teraz vibecoding sugeruje, że jednak PM/PO o odpowiednim poziomie ogaru wystarczy.

Z jednej strony się zgadzam, z drugiej mam pewne wątpliwości.
Wątpliwości związane z nazwijmy to ilością informacji, która jest w stanie przetworzyć człowiek.

Wiemy z nauki o tym jak się ludzie uczą i zapamiętują, że nasz mózg jest w stanie w danym momencie trzymać w "pamięci podręcznej" 4 do 7 rzeczy, ale dla większości populacji to jest bliżej 4. To są rzeczy o których możemy myśleć tak, że bez dodatkowych narzędzi jak jakieś wizualizacje umiemy śledzić interakcję i wpływanie na siebie tych rzeczy.

Mamy tutaj 2 sposoby ataku, jeden to narzędzia zewnętrzne, np. wizualizacja czy to na kartce, czy przez postawienie rzeczy na stole... ale to działa tylko dla pewnych rzeczy, czasem to o czym myślimy ma więcej niż 2 czy nawet 3 wymiary, czasem relacji nie da się "uprzestrzennić", no i nie wszyscy tak myślą.
Drugą metodą jest chunkowanie, albo bardziej abstrakcje. Możemy zbiór pewnych rzeczy złożyć w grupę i myśleć o niej jako o jednej rzeczy, ukrywając co jest w środku.

Vibecoding to takie narzędzie łączące dwie te techniki. Z jednej strony ukrywa złożoność problemu, z drugiej daje nam prosty interfejs do sugerowania zmian. Zakładając, że to działa (jest teraz powiedzmy znośnie) daje to możliwość ukrycia złożoności i przez to jeden człowiek jest to w stanie ogarnąć.

Systemy agentowe sugerują, że to można budować tak warstwami, tam gdzie był jeden człowiek jest agent, tam gdzie był jeden nadzorca, jest agent i warstwa po warstwie... ale i to jest "wydaje mi się", "gut feeling" i tym podobne. 
Jest jakaś granica. Każda warstwa dodaje niepewność w interpretacji, ukrywa to przed nami i w pewnym momencie troubleshooting jest niemożliwy... bo root cause problemu jest bardzo głęboko, albo jeszcze zabawniej jest wynikiem interakcji wielu ukrytych głęboko problemów.

To jest tak jak dziś z LLMami... albo z ulubionymi przez Stephena Wolframa emergentnymi właściwościami. Gdzieś w końcu się pojawia coś czego abstrakcja nie umie ukryć bez zgubienia zrozumienia. 

Nie do końca wiem jaki z tego wniosek wypływa ;-) poza tym, że mam wrażenie, że vibecoding nie wyeliminuje programistów. Może nas zmienić, może zmniejszyć ilość, może (acz tu mam wątpliwości) obniżyć próg wejścia (czyli tu jestem w pozycji, jeśli PM/PO są w stanie używając vibecodingu zbudować coś, to najpewniej są intelektualnie zdolni do nauczenia się programowania).

Tak, to jest gut feelign, bo może, kiedyś agenty nie będą miały ograniczenia jak my 4 rzeczy naraz w głowie, ale będą w stanie operować na 1000 albo milionie? Tylko, że wtedy agent będzie nie tylko bystrzejszy od nas, my będziemy jak mrówka w stosunku do człowieka.... (a i tu nie wiemy, czy nie ma jakiejś granicy inteligencji i jak daleko od niej jesteśmy ;-))

Jeszcze inna sprawa, vibecoding pokazuje, że trudność w projekcie jest w tym by zdecydować co chcemy zbudować, ale chodzi o taki opis gdzie nie macha się rękami, a podaje konkretne rozwiązania ;-)



Podobne postybeta
Zapętlony vibecoding ;-)
Nie lenistwo, a strach. Prawdziwe źródło długu technicznego
Serce czy rozum?
Nie lejmy betonu na kod....
Bez człowieka ani rusz ;-)

środa, lutego 25, 2026

Przebrzydłe lambdy ;-)

Mój nowy pracowy projekt to dużo Lambd... nie lubię Lambd ;-)

Tzn. co do samej idei lambd mam jeszcze nie ukształtowane podejście, widzę zalety, ale i wady też.

Problemem jest jednak coś innego. Gdy buduję coś to mam tego obraz w głowie, gdy wchodzę w coś co zbudowano to próbuje sobie zbudować tą mapę i cholerne lambdy są tu problemem ;-)

Tzn. mogę wszystkie lambdy potraktować jako 1 kwadracik, ale ja nie tyle chcę architekturę poglądową, a mapę by szybko się po tym poruszać. Chcę wiedzieć które kawałki kodu z jakich zasobów korzystają i tak dalej.

Rysuje to sobie w Obsidianie, na razie jest bałagan, ale idea jest taka, że jak już wszystkie zależności narysuję to będę mógł poprzesuwać je tak by sobie wyodrębnić pewne obszary. Coś na tej zasadzie, że taką bardzo zgrubną analizę grafu użyję do zobaczenia struktury ;-)

Spróbowałem nawet dziś trochę oszukać i zagadałem do Copilota w trybie Agent, by przejrzał kod i zbudował w mermaid diagram pokazujący która lambda używa którego zasobu. Wyszło mu to zgrabnie, ale np. DynamoDB jest jednym prostokącikiem, a ja wiem, że table jest więcej, to samo z S3... 
Ale jest nadzieja ;-)

Nadal te lambdy mi trochę spędzają "sen z powiek" bo dobrze by było popatrzyć na step functions, na autentykatory i jakoś to w mojej mapie narysować... 

Poprzedni projekt był dużo prostszy, ale to była tak naprawdę banda batch processów, a to łatwo rozrysować ;-)

A czemu mam wątpliwości do lambd? 
Rozumiem ich urok, ale wydaje mi się, że ta abstrakcja jest trochę za wysoko. Do tego widzę, że wpływa na architekturę w tym, że robi się z tego trochę spaggethi, do tego step functions przejmują część funkcjonalności. Sam sobie je wyobrażałem bardziej jako kod, a to jest diagram.
Jakaś część mnie ma takie coś "a ja to się będzie mergować"? W sensie, że mergowanie tekstu jakoś mamy opanowane, do tego narzędzia mogą rozumieć kod i jego AST, to pomaga w mergowaniu, do tego mamy wiele lat praktyki w dzieleniu kodu tak by mergowanie było proste, a jak mergować diagramy?
Ale widzę też plusy, mam coś co może zająć dużo czasu? To nie muszę tego sam ogarniać, zrobi to za mnie step function.



Podobne postybeta
Java 8 + lambdy = wolno ;-)
ChatGPT - do czego i do czego nie ;-)
Promptem w ToDo ;-)
Gdzie popełniliśmy błąd?
"os.arch", "os.name", "sun.arch.data.model" co to jest i co pokazuje na jakiej maszynie i OSie? ;-)