czwartek, października 19, 2017

Jak zrobić plik OVPN (dla OpenVPN) w wersji unified format?

Dziś próbowałem przerzucić pliki konfiguracyjne mojego VPNa na iPada Pro...

Przez iTunes się nie udało i naprawdę cieszę się, że nie używam tego softu.
To postanowiłem przez HTTP.

Ale co pobrało plik ovpn to płakało, że nie może pobrać ani certyfikatu dla centrum autentykacji, ani klucza klienta, ani samego certyfikatu.

Myślałem, że to przez to, że serwuję to po HTTP.
Więc zacząłem walczyć z konfigurowaniem HTTPS.

Zrobiłem na Tomcacie, ale nadal nie działało.
Przy okazji przewalczyłem tworzenie nowego certyfikatu i parę innych rzeczy.

Firewall mi blokował połączenia. Przewalczyłem. Dodałem wyjątek i nic, nadal.....

Wtedy do mnie dotarło, że drań by chciał wszystko w jednym pliku, a nie w kilku ;-)

Ja miałem certyfikat dla centrum autnentykacji w pliku ca.crt, certyfikat klienta w client1.crt i klucz klienta w client1.key.... no i sam plik ovpn...

Stąd jakby ktoś chciał to tutaj skrypt, który wyprodukuje plik ovpn na podstawie takiego rozbitego:

import sys

def load(fName):
return "".join(open(fName).readlines())

lines = open(sys.argv[1]).readlines()

f=open("unified_"+sys.argv[1],"w+")

keys = ["ca","cert","key"]

for line in lines:
found=False
    line=line.strip()
    for key in keys:
if line.find(key)==0:
s = line.split(" ")
if len(s)==2 and s[0]==key:
found=True
                f.write("<"+key+">\n")
                f.write(load(s[1]))
f.write("</"+key+">\n")
if not found:
f.write(line+"\n")
f.close()

U mnie działa :-)

Żeby użyć zapisujemy sobie skrypcik jako np. build.py i robimy z linii poleceń:

python build.py naszPlik.ovpn

Jako wynik w tym samym folderze pojawi się plik unified_naszPlik.opvn.


Podobne postybeta
Jak walczyć z gigantycznym kodem w Java'ie, część 1 ;-)
Zabawy z Chrome, chrome.storage.sync jest wielkie :-)
Python z urllib = najlepszy menadżer pobierania ;-)
SSD a programowanie
Airly + Python + Oczyszczacz Powietrza = lepsze oddychanie ;-)

Nie wyłączysz światła jak padnie WiFi....

Wszystkie Google Home i Amazon Echo potrzebują trybu off-line ;-)

Bo trochę głupio gdy nie można wyłączyć świateł bo nie ma połączenia do Internetu, albo przez to, że WiFi padło ;-)

Ten drugi problem jest nawet większy, ale nie tyle związany z asystentami, a raczej z całą ideą sterownia urządzeniami w domu przy pomocy WiFi ;-)
Jak WiFi padnie to się nie da....

W ogóle ;-) takiego Hue nie wyłączysz, no chyba że masz apkę na komputerze, który jest podłączony do tego samego routera, wtedy jest szansa (choć nie próbowałem).

Coś mi się wydaje, że kolejnym krokiem powinno być opracowanie przez firmy zajmujące się IoT jakiegoś wspólnego standardu radiowego i później dodanie wsparcia dlań do telefonów tak by można było jednak sterować w razie padnie sieć ;-)


Podobne postybeta
Informacja źródłowa
Czy Brillo czeka los tagów NFC?
Raspberry Pi po ponad roku
WebGL - dalsze zabawy
Fing - poznaj swoją sieć ;-)

niedziela, października 15, 2017

Nowomowa

Więc np. taki Andrzej Duda (aka Adrian) twierdzi, że "Podpiszę ustawę zakazującą aborcji eugenicznej"...

Tylko, że Adrian, kurde, w Polsce i na świecie nie ma czegoś takiego jak "aborcja eugeniczna".

Eugenika była szalonym pomysłem, który miał sprawić, że "rasa ludzka będzie lepsza".
Próbowano w paru miejscach na świecie.

Zaczęto w USA, sterylizowano wiele osób chorych psychicznie, albo o złym kolorze skóry, dokonywano nawet eutanazji. W Szwecji sterylizowano, w Niemczech ruszył cały przemysł zabijania "gorszych".
I co?
I nic, nie podziałało. Nadal w tych krajach występują choroby psychiczne i to w podobnej liczbie jak w krajach gdzie nie robiono takich rzeczy.
Bo cały pomysł bazował na niezrozumieniu genetyki.

Ale i to jest ważne, cały zamysł metod "eugenicznych" polegał na tym by eliminować "gorsze geny" z puli tak by nie mogły się dalej przekazywać.
Eugenicy zakładali, że nosiciele "gorszych genów" mogą się rozmnażać i przekazywać te "gorsze geny".

Ale teraz do działania wchodzi nowomowa.
To co w ustawie jest opisane jako ciężkie wady płodu, niektórzy zaczęli nazywać "przesłankami eugenicznymi".

Ale to jest tylko nazwa nadana przez manipulatorów.

Jeśli z takiego płodu urodzi się dziecko to ono się nigdy nie rozmnoży.
Tu nie ma "eugeniki".
Tu chodzi o płody bez mózgu. O takie, które jeśli się urodzą pożyją parę minut, godzin, dni, może miesięcy i umrą w męczarniach bo w trakcie ciąży okazało się, że coś jest mocno poprzestawiane.

Embriogeneza to jest trudna sprawa. Tam się naprawdę wiele rzeczy może zepsuć, ba chyba nawet psuje się w większości przypadków.

Stąd nie dajmy się zmanipulować i nie mówmy o "aborcji eugenicznej", to jest chochoł zbudowany przez ludzi chcących zmienić kobiety w inkubatory.


Podobne postybeta
Klauzula samoluba?
Prawo wyboru
Pełzająca ofensywa
Terminatorowa refleksja ;-)
Odrobina miłości i serwery działają ;-)

środa, października 11, 2017

Epigenetyczne filtrowanie rekruterów pt 2 ;-)

Jakiś czas temu pisałem, że dodałem do mojego profilu w LinkedIn, w drugim zdaniu prośbę o dodanie gdzieś w treści wiadomości słowa "epigenetics" bym miał dowód, że rekruter przeczytał mój profil.

Jak na razie wygląda, że jakieś 50% rekruterów doczytuje do drugiego zdania i dodaje to epigenetics.
Za co jestem im bardzo wdzięczny i ci rekruterzy dostają moją odpowiedź.
Fakt zwykle info, że nie jestem zainteresowany z krótkim wyjaśnieniem czemu.

W tym drugim kroku opieram się na mojej checkliście ofertowej, głównie odpadają na punkcie 1 (wszelkiego rodzaju bodyshopy) i 2 czyli etyczności (wszystkie firmy, które zajmują się hazardem albo upierdliwymi ogłoszeniami).

Czyli na razie oba mechanizmy wydają się działać ;-)


Podobne postybeta
Epigenetyczne filtrowanie rekruterów ;-)
Bardzo testowa wersja OOo2GD 1.7.0, która w porywach działa nawet na MacOS ;-)
Pierwsza zasada wyboru pracodawcy - rozumieć co robi jego firma ;-)
Hackowanie odczytu danych Exif ;-)
Pomysł na aplikacje...

niedziela, października 08, 2017

Ofiara algorytmu

Update:
Google po tym jak wysłałem maila (bez czarownia, wcześniejsze maile były wysyłane z kopią do pewnego adresu i wysłałem nań mój e-mail, w którym wyliczyłem dla każdego punktu czemu uważam, że go nie łamię. Po 3 dniach czy jakoś tak przyszła odpowiedź, że wersja 0.0.4 została przywrócona :-)

Lubię automaty.
Są fajne, robią wiele rzeczy automatycznie i nie trzeba o nich myśleć.

Google też lubi automaty. Słyną z tego, że wiele rzeczy załatwiają automatami.

No i właśnie moje rozszerzenie TimeToRead* padło ofiarą jednego z takich automatów ;-)

Spróbowałem opublikować wersję 0.0.4, która powinna rozwiązać ewentualne rzadkie problemy userów...
No i po jakichś 30-40 minutach od próby dostałem maila:

Który mówi mniej więcej tyle:
Usunęliśmy Ci rozszerzenie bo nie spełnia naszych wymagań.
Zgadnij których.
Powodzenia, i dzięki za współpracę,
Google

Jak to Google nie ma żadnego kanału by się spytać o co biega.
Spróbowałem opublikować jeszcze raz.
Teraz wisi w stanie:

Podejrzewam, że największą zbrodnią mojej wtyczki jest to, że nie ma UI. Bo tylko dodaje w tle tagi do postów w Pocket....

Ja w najgorszym przypadku przerobię sobie ją na jakiś skrypt, który będzie biegał na którymś z moich Raspberry Pi. Gorzej będzie miało 709 userów, którzy nie są mną.

To jest właśnie urok automatów.
Jak działają dobrze jest spoko, gorzej jak mają false positive. A ja twierdzę, że mój przypadek to false positive.

Pewnie jak jesteś Google to powiedzmy 0.1% false positive jest OK. Szczególnie, że oszczędza dużo piniądzów.
Jak jesteś mną bycie wśród tych 0.1%** już OK nie jest ;-)

"Znam" parę osób w Google, ale raczej nie z takimi chodami by mogli chociaż gdzieś coś zgłosić żeby mojemu rozszerzeniu przyjrzał się żywy człowiek.

* - cholera wie czy jest jeszcze dostępne....
** - może jest większa ta liczba, może mniejsza.


Podobne postybeta
Jak zostać wrogiem wolności słowa ;-)
Coś jest nie tak z komputerami
Dinozaur w domu ;-)
Selfhacking ;-)
No to posprzątane, pójdę siedzieć, za obrazę uczuć religijnych....

niedziela, października 01, 2017

"Skoro ludzie wyewoluowali z małp to czemu małpy nadal istnieją?"

Kilka dni temu usłyszałem od koleżanki w pracy, że "ta cała ewolucja jej nie przekonuje, bo skoro niby jest ewolucja i ludzie wyewoluowali z małp to czemu nada istnieją małpy?".

Mój wbudowany ewolucjonista się oburzył na to pytanie, ale nie do końca wiedział jak to wyjaśnić bo odpowiedź jest prosta na pewnym poziomie i bardzo skomplikowana na innym.
Przez kilka dni się zastanawiałem i chyba wiem jak to opowiedzieć i jak odpowiedzieć na to pytanie.
I to będzie taka próba.

Zacznijmy od przewrotnego pogłębienia tego pytania, skoro zakładamy, że ludzie "pochodzą od małpy"* to pójdźmy dalej. Gdzieś w pomrokach dziejów przodkiem większości życia na ziemi były jakieś organizmy jednokomórkowe.
Skoro więc istnieją organizmy wielokomórkowe, które wyewoluowały z jednokomórkowych to czemu jednokomórkowe jeszcze istnieją?

Żeby móc odpowiedzieć na to pytanie zadajmy inne. Co robią żywe organizmy?
Co jest taką rzeczą, która łączy je wszystkie?

Bez wyliczania całej litanii możemy stwierdzić, że najbardziej uniwersalne jest przerabianie substancji w okolicy w której organizm przebywa na jego własne kopie.

Tu się chyba wszyscy zgadzamy.

Jeśli zaś to jest główną funkcją całego życia, to zadajmy pytanie, czy człowiek, jako "korona stworzenia" jest bardziej skuteczny w tym od np. pantofelka?

Współczynnik dzietności na Ziemi teraz waha się między 0.82 w Singapurze, a 6.62 w Nigerii.

Przy założeniu, że jedna kobieta ma dzieci zawsze z jednym i tym samym mężczyzną**, do tego pojedyncze dziecko ma tylko połowę genów rodzica, stąd wychodzi nam to, że w Singapurze człowiek stworzy 0.41 kopii swoich genów, a w Nigerii między 0.875 a 0.937 kopii (które to kopie będą rozłożone między 3.31 dzieci).

Czyli szczerze nie jest znów taka duża skuteczność kopiowania.
Szympansy mają podobną, jednokomórkowe mogą mieć dużo wyższą skuteczność.
Myszy są lepsze.

Ogólnie im organizmy "głupsze" tym skuteczniejsze w tworzeniu swoich kopii.

Żeby pantofelek zrobił swoją kopię muszą zajść tylko odpowiednie warunki, które są jakąś prostą funkcją dostępności pokarmu i stanu środowiska.

Żeby ludzie zrobili swoją kopię jest to o wiele bardziej skomplikowane.
Muszą się poznać, w miarę polubić, zbliżyć do siebie, stworzyć parę, zwykle wiele razy uprawiać seks, później przez wiele miesięcy trwa ciąża i dopiero wtedy mają kopię.

Żaden interes w byciu człowiekiem z punktu widzenia tworzenia kopii.

To czemu wszyscy nie jesteśmy bardziej jak pantofelek?

Tu znów mamy 2 czynniki.

Pierwszy to samo kopiowanie.

Kopiowanie odbywa się z błędami.

Mało ich jest, ale są.

Czasem któraś z liter kodu genetycznego się źle skopiuje, czasem któryś kawałek zostanie "zgubiony", czasem któryś kawałek zostanie powtórzony raz czy wiele razy, czasem 2 kawałki zamienią się miejscami i tak dalej.
W końcu całe to kopiowanie to nic innego jak przyłączanie się odpowiednich cegiełek chemicznych do "matrycy" a to przyłączanie opiera się o siłę elektrostatyczną i zwykle się udaje, ale czasem jakieś drgania czy coś podobnego mogą to utrudnić.

Do tego czasem jakieś czynniki zewnętrzne się pojawiają. A to promieniowanie kosmiczne uderzy w nośnik genów i rozerwie połączenie, które się źle naprawi, albo wyrzuci którąś z liter i na jej miejsce włączy się inna, nie taka jak wcześniej. Albo zrobi to jakaś substancja chemiczna.

Ogólnie gdy jest kopiowanie to zdarzają się błędy.

A to co jest kopiowane opisuje cały organizm i to jak go zbudować.
Opisuje całą maszynerię wewnątrz komórki, to jak budować białka, to czym je budować, całe układy genów opisują sekwencje włączania i wyłączanie różnych innych genów, opisują reakcje na czynniki zewnętrzne i wewnętrzne i tak dalej.
Każdy błąd trochę ten zapis zmienia.

Raz bardziej, raz mniej.
To bardziej i mniej zależą głównie od tego co zmieniły.
Jeśli kawałek który opisuje białko, które jest niezbędne i nie da się go zbudować po tej zmianie to jest źle, ale czasem taka zmiana jest nieistotna dla funkcji, białko nadal ma mniej więcej taki kształt jak powinno, a może nawet ciut lepszy, albo po prostu taka zmiana jest neutralna.
Albo zmianie ulega kawałek opisujący warunki włączenia innego genu.

W końcu jednak te zmiany jakoś przekładają się na cały organizm.

No i ten nowy organizm z nowymi genami robi swoje kopie.

Może być trochę lepszy w robieniu kopii od swojego "rodzica", może być gorszy, może być tak samo skuteczny.

Wszystkie one jednak przebywają w środowisku, które się zmienia. Zmienia się z przyczyn geologicznych, ale i dlatego, że same organizmy je zmieniają.

Niektóre z nich trafiają w miejsca gdzie jest więcej jakiejś substancji, a mniej innej. Niektóre są lepsze w robieniu swoich kopii w nowych warunkach, inne radzą sobie gorzej.

To prowadzi do tego, że powstaje coraz więcej rodzajów kopii.

I tu pojawia się drugi czynnik.
Zrobienie kopii to jedno, to czy ta kopia będzie skuteczna w robieniu swoich kopii to coś innego.

Może się więc okazać, że jedna z kopii jest wolniejsza w budowaniu swoich kopii bo budując je wkłada więcej energii w budowanie ich otoczki.
Miej energii przeznaczonej na budowanie kopii oznacza mniej kopii, ale mocniejsza otoczka oznacza większe szanse na to, że kopia zbuduje swoje kopie bo środowisko jej krzywdy nie zrobi.

Okazuje się, że "skuteczność" nie jest prostą funkcją ilości kopii. Jest raczej funkcją ilości kopii, które robią kopie, które robią kopie, które robią kopie, które robią kopie i tak dalej.

Ta skuteczność nie jest też wcale przywiązana do tego co robi kopie, a bardziej do tego co jest kopiowane.

Z jednej strony fizyka, z drugiej przypadek sprawiają, że dany fragment który jest kopiowany będzie za jakiś czas występował w większej lub mniejszej ilości kopii.

Jak to jest kawałek który pomaga w kopiowaniu to ma duże szanse występować częściej, to samo gdy pomaga w przetrwaniu kopii.

Prawdopodobieństwo przetrwania danego kawałka jest funkcją jego "skuteczności" i "szczęścia".

Skuteczność to wielowymiarowa funkcja tego jak szybko się kopiuje, jakie szanse ma kopia na stworzenie kopii, jak wykorzystuje środowisko i tak dalej.

Szczęście to po prostu przypadek. Nawet najbardziej wypasiony "kawałek" który znajdzie się w kopi, która ulegnie zniszczeniu bo uderzy w nią meteor nie przetrwa (albo nawet nie musi trafić w kapię meteor, po prostu ten "kawałek" może opisywać przerabianie na kolejne kopie substancji, która właśnie znikła).

Tę funkcję opisującą skuteczność nazywamy doborem naturalnym, tą związaną ze szczęściem dryfem genetycznym.

Dobór genetyczny jest ślepy, głuchy i głupi.
To tak naprawdę takie połączenie zasady zachowania energii i zasady minimum energii potencjalnej na sterydach.

Nie patrzy on na to czy to co otacza kopie tworzy dzieła sztuki, naukę czy myśli.
To są "sztuczki", których pewne otoczki dla kopii stosują by zwiększyć skuteczność kopiowania.
Ale inne otoczki radzą sobie w tym kopiowaniu bez stosowania takich sztuczek.

Końcowo liczy się tylko ta skuteczność kopiowania.

A do niedawna (powiedzmy z 30-50 tysięcy lat temu) małpy były tak samo skuteczne jak my.
Przez to istnieją małpy.

Wcale nie "mimo tego, że istnieje człowiek".
Istnieją bo ich sposób życia jest mniej więcej tak samo skuteczny w przekazywaniu genów jak sposób człowieka.

Wszystkie obecnie żyjące organizmy należą do grup/gatunków które mają mniej więcej taką samą skuteczność.
"Prymitywność" czy "zaawansowanie" niektórych z nich wynika tylko z naszej oceny. Z punktu widzenia skuteczności kopiowania nie jest istotna.

Pytanie tylko czy będę umiał to opowiedzieć w czasie herbaty w kuchni? ;-)

Nie ma bibliografii bo pisałem z głowy (i jednego skryptu w Pythonie, który napisałem by policzyć skuteczność kopiowania genów dla ludzi ;-)), ale to co mam w głowie wynika z takich lektur jak:
"Samolubny Gen" - Richard Dawkins
"Najwspanialsze Widowisko Świata - Świadectwa Ewolucji" - Richard Dawkinsa
"Ewolucja jest faktem" - Jerry A. Coyne
"The Epigenetics Revolution" - Nessa Carey

* - tak naprawdę ludzie i takie szympansy czy bonobo mieli wspólnego przodka.
** - tylko dla łatwości liczenia tak zakładamy.


Podobne postybeta
Teoria ewolucji vs hipoteza kosmicznych siewców życia vs hipoteza kreatora vs hipoteza kreatora na młodej Ziemi - mecz przy pomocy Bayesa :-)
Dobór naturalny, albo my
Zarodek to nie dziecko
Kopernik i zasada kopernikańska, później Darwin i Teoria Ewolucji... co będzie kolejne? Silne AI czy synetyczne życie?
Rankingi, to nie takie proste ;-)

wtorek, września 26, 2017

Czemu filmowe AI jest prawie zawsze tak bardzo tępe?

Obejrzałem dziś pierwszy odcinek StarTrek Discovery na Netflix.
Jeszcze nie wiem czy mi się podoba, ale nie ma na razie przynajmniej, tego wow które było przy Firefly czy The Expanse.
Ale nie o tym tutaj ;-)

Te inteligentne komputery w filmach są strasznie głupie i słabo zabezpieczone.

Zakładam, że jeśli kombinezon ma komputer, który na dodatek jest sztuczną inteligencją to po pierwsze gdy stwierdza, że parametry misji zostają przekroczone to przejmuje kontrolę, dodatkowo to raczej człowiek będzie w takim układzie najbardziej podatnym na uszkodzenia elementem.

A tutaj mamy pierwszą oficer, która leci w kombinezonie do nieznanego obiektu... to już śmierdzi, pierwszy oficer jest raczej zbyt cenny do takiej rzeczy, ale OK, traci kontakt ze statkiem i radośnie nadal leci.
Wydaje się, że sztuczna inteligencja w kombinezonie byłaby bardzo ostrożna i logiczna i od początku utraty sygnału proponowałaby powrót i na 100% podjęłaby działania mające na celu ochronę pasażera w momencie gdy ten straciłby przytomność...
Na końcu zaś okazuje się, że pani porucznik przeżyła, ale zapis w pamięci komputera uległ zniszczeniu na skutek promieniowania...

Ale to nie jedyna głupia AI w filmach.
W Pasażerach mamy statek kosmiczny którym rządzą różne AI, ale "przegapiają", że im się pasażer obudził, a później że obudził jedną z pasażerek.
Brak fail-safe w postaci braku narzędzi do usypiania, dodatkowych kapsuł, czy AI monitorującego error rate to już w ogóle szaleństwo...

Matrix to w ogóle koszmar. Tamtejsze AI jest tępe jak płyta chodnikowa.

Her powinno się pozbyć nazwy SF.
Chociaż fakt, tam AI nie było głupie.

Za to AI w Interstellar jest całkiem rozsądna.

Może jednak nieinżynierowie nie powinni tworzyć SF? ;-)

Tak, wiem, że wielu mówi, że SF to tak naprawdę opowieść o nas, umieszczona w przyszłości... ale to nudne. Już lepiej umieścić Hamleta w naszych czasach. Bo mniej więcej jego zachowanie będzie do dzisiejszego świata pasowało jak zachowanie dzisiejszych bohaterów w SF...

Dla mnie SF to jednak jakaś wizja przyszłości. W tym przyszłości ludzkości. Ale i przyszłości AI.
W książkach takiego Arthura C. Clarke najbardziej mi się podobają kawałki gdzie komputery składają raporty (w dalszych książkach z serii Rama, może zresztą to Gentry Lee pisał te kawałki, a on na pewno jest inżynierem, przecież przygotowywał misje kosmiczne ;-)), albo te gdzie Siobah rozmawia ze swoim telefonem, w nowszych książkach Orscona Scott Carda znów najciekawsze są opisy interfejsów w hełmach.

Powiedzmy sobie szczerze, jeśli powstanie AI w postaci General AI i jeśli będzie na wyposażeniu różnych urządzeń to będzie ono szybsze i bardziej racjonalne niż ludzie.
A w SF jakoś mało takiego AI jest.
To filmowe AI ma zwykle jakieś braki i jest po prostu tępe, albo posłuszne.


Podobne postybeta
Transhumanizm [długo i nudno ;-)]
Książkowa faza - stare hard SF :-)
Milion
Strasząca książka - Extinction: The Thriller
Ewolucja technologii i obyczajów w SF

niedziela, września 24, 2017

iCloud jest podły....

Jako w miarę szczęśliwy* posiadacz iPada Pro** mam też konto w iCloud.

Używam iA Writera żeby sobie prowadzić dziennik.
iA Writer wrzuca pliki do iCloud'a.

I niby cacy, ale chciałbym je mieć w jakimś innym miejscu, dokładniej zaś w Google Drive w moim własnym formacie tak by z moim Androidowym Dziennikiem wszystko się synchronizowało...

Znalazłem w sieci info jak się dobrać do iCloud'a przez HTTP.

I najpierw trzeba się zalogować, co nie jest trudne, acz wiąże się z wprowadzeniem serwerów Apple w błąd.
Bo trzeba wysłać coś w stylu:
POST /setup/ws/1/login
Origin: https://www.icloud.com
Content-Type: text/plain

{apple_id: "username",
  password: "password",
  extended_login: true
}

pod adres https://setup.icloud.com/setup/ws/1/login, stamtąd przyjdzie odpowiedź, w której będzie masa ciastek i jednym z nich będzie takie z ciastkiem X-APPLE-WEBAUTH-TOKEN.
Pogrubionym jest miejsce gdzie wprowadzamy serwery Apple w błąd.

Mając to ciastko podobno można pobrać zawartość zasobu albo informację o tym zasobie...

Info o zasobie można pobrać z dziwnego URLa, który wygląda tak:
https://p04-ubiquityws.icloud.com/ws/{dsid}/parent/{node_id}?dsid={dsid}

gdzie {dsid} to wartość z części ciasteczka, które pobraliśmy wcześniej, a {node_id} to identyfikator node'a i podobno 0 to root iCloude'a....

Żeby było zabawniej trzeba w tym requeście wysłać jeszcze ciasteczka.... wraz z tym, które wcześniej pobraliśmy by używać jako dsid...

No i tu mam problem bo nieważne czy robię GET czy POST to za każdym razem dostaję 405 Method Not Allowed...

Stąd uważam, że iCloud jest podbły.
Nie daje sobie wykraść moich własnych plików....
Świnia....

* - w miarę szczęśliwy, bo jak sprzęt jest świetny i wiele softu jest świetne, to iOS nie jest najwygodniejszym systemem... np. do teraz ma ataki zapominania i uznaje, że ekran jest w innej orientacji niż w rzeczywistości jest, trzeba dopiero uruchomić jakąś apkę i nagle wszystko się ustawia jak powinno.
** - OK, od dłuższego czasu "mam" też firmowe Macbooki.


Podobne postybeta
Po paru dniach z iPad’em Pro - mój Dock ;-)
Wredne Google Docs
Refactoring bez testów to proszenie się o problemy ;-)
Wysyłamy pliki do Google Docs przy pomocy Go :-)
Liczymy książki ;-)

Podstawy

Jakoś niedawno mi się przypominało jak tak koło 2000-2005 roku chodziłem po księgarni w Częstochowie i oglądałem książki na dziale IT.
Dużo było wtedy o XP, ale nie Windows XP, a o eXtreme Programming.

Mniej więcej wtedy się dowiedziałem też jak działają refleksje.
Pierwsze w Delphi, później w Java'ie.

XP jako eXtreme Porgramming okazało się być fade'm, czymś co się pojawiło i znikło.

Znajomość refleksji nadal mi się przydaje.


Podobne postybeta
Jak nauczyć się żonglować? ;-)
Motywy
Jakiej jodyny???
Wycieczka
Walka z VacLagiem - start ;-)

środa, września 20, 2017

Checklista ofertowa ;-)

Skończyłem parę dni temu czytać The Checklist Manifesto.
Dwa główne przekazy tej ksiązki to to, że checklisty pomagają (w co przez długo wątpiłem), i że dobrą checklistę trudno zrobić (co było powodem moich wątpliwości zawsze ;-)).

Ale dla testów zrobiłem sobie taką, która pozwala mi szybko decydować czy odpowiedzieć na ofertę czy nie, oto ona:

  • software jest głównym produktem,
  • firma nie robi nic nieetycznego/nie zajmuje się czymś co jest w mojej ocenie nieetyczne,
  • proces jest dla inżynierw, nie inżynierowie dla procesu*,
  • piszą w Java’ie, Pythonie, Kotlinie lub Go (a nie np. w C#**),
  • prawdziwa chmura (czyli jak chmura to nie pseudo enterpise chmura, gdzie wciskamy Oracle’a czy MSSQLa),
  • G Suite jako pakiet wewnątrz firmy,
  • wyjazdy do USA,
  • amerykańska
Gdzie pierwsze 4 są konieczne, od 5 w dół są niekonieczne, acz porządane ;-)
I tak po kilku dniach testowania przyznam, że jak na razie dobrze się sprawdza ta checklista ;-)


* - uważam, że najważniejszy jest produkt, a produkt softwareowy nie powstanie bez inżynierów, cała firma jest nadbudową do tego by ten produkt zrobić dobrze i by jak najbardziej pasował klientom (i nie, sprzedaż nie jest ważniejsza, bo jak trzeba robić duży dział sprzedaży i wciskać produkt to nie jest on dobry. Dobry produkt sprzedaje się sam i wtedy sprzedawcy nie są wciskaczami, a kimś kto ma dobry kontakt z klientem i potrafi produkt sprzedać lepiej niż sam produkt by się sprzedał, bo potrafią pokazać klientom, że ten produkt jest odpowiedzią na ich potrzeby)
** - C# jest napewno bardzo dobrym językiem programowania, ja po prostu nie chcę w nim pisać.

Podobne postybeta
Chmura wygody ;-)
Paragon - zostawić czy wyrzucić?
Gdy Kindle choruje...
Przemowy współczynnik fajności firmy ;-)
Chmurka prawdopodobieństwa