środa, maja 13, 2026

Bob wykazuje inicjatywę ;-) i jakże piękny mógłby być Googlebook....

Tak jako jeden z side projektów buduję w pracy Boba (mojego asystenta), dziś zaczął czytać moją pocztę firmową... którą próbuje łączyć z ticketami..... w przyszłości ma dostać jeszcze dostęp do stron, które odwiedzam (w pracy) i idealnie do kodu źródłowego i może mojego Obsidiana.

I dziś dość rozsądnie podsunął mi jednego maila do popracowania nad nim... tzn. zrobił to pod koniec dnia, bo wtedy powstała ta część Boba, ale są przesłanki, że to może działać ;-)

Mam jeszcze kilka innych side projektów, ale tylko ich nazwy mogę wyjawić ;-) jeden to HOODIE, drugi to NANCY ;-) coś co już istnieje dostało ode mnie nazwę NED, więc NANCY jest do testowania NEDa ;-)
Jest tam jeszcze drugi BOB, ale z tym nic jeszcze nie robiłem.

Część mnie zaczyna uważać, że model gdzie firma płaci mi za ekstra narzędzia i tokeny w LLMach i naprawdę można by było zmniejszyć zatrudnienie... albo jeszcze lepiej budować więcej :-)

Chociaż przyznam też, że taki model z Agentami może się udać (nie musi, ale może) jeśli w środku jest ktoś kto ogarnia. Mnie się wydaje, że ogarniam, ale któż to wie. 
Bob jest próbą zbudowania czegoś co robi część pracy, która wymaga ode mnie ciągłego skakania po różnych poziomach abstrakcji i różnych problemach i szukania połączeń. 
Nadal tu jestem potrzebny, nawet jeśli Bob będzie robił 100% tego na co mam nadzieję.

Tak przy okazji, Google wczoraj rzuciło hasło Googlebooka....

Wyobrażacie sobie jakby oni to mogli wspaniale zrobić?

W pracy mielibyśmy lokalny model i bezpieczny model "zewnętrzny", RAG czy nawet coś lepszego mogłoby używać całego naszego dysku, maili, confluenców i podobnych jako źródeł wiedzy. 
Dostajemy maila w którym ktoś skarży się, że mu coś nie działa - Agent obok tego maila umieszcza dla nas info, z poprzednich interakcji z ludźmi, z ticketów i tak dalej (Bob to dziś zrobił ;-) klient się poskarżył na coś i Bob wskazał, że ej jest ten ticket... który próbuje rozwiązać podobny problem).
Ktoś prosi o raport z postępów - Agent sprawdza co się dzieje z tą sprawą, jakie były maile o tym, jak z ticketami i tak dalej i proponuje podpowiedź. Którą można w rozmowie z Agentem dookreślić.
A wszystkie prompty jako Markdown files w czymś z interfejsem podobnym do Obsidiana. I moglibyśmy swoje dopisywać.

Jednym z problemów z dzisiejszymi Agentami jest to, że czasem "wyłażą" poza swój obszar, bo usera męczy ciągłe klikanie OK/Run i zgadza się na wszystko... ale gdyby OS to wspierał to Agenty mogłyby działać w modelu bezpieczeństwa podobnym do tego co ma Java... czyli Agent mógłby mieć na poziomie OSa dostęp do wybranego kawałka zasobów... 

Jeszcze do tego dodać rozwinięcie pomysłu na WebIntents, ale tak by OS sam dawał aplikacjom "interfejs" do wołania ich funkcji przez inne aplikacje.

W życiu prywatnym to nie, ale w pracy prawie wszystko ma "ślad elektroniczny" są maile, tickety, kod, strony w confluence, wiadomości w messangerze... dodanie MCP do katalogu ludzi i katalogu projektów i repo i naprawdę dużo biurokratycznej roboty się może robić "samo", człowiek może być na "końcu tego wszystkiego" i dostawać sugestie od systemu (nie, że system sam pisze maile czy tickety, ale proponuje takie działania)

Ach... marzenia....

A jeszcze jakby to wszystko działało na prawdziwym OSie, gdzie można by było uruchamiać aplikacje i Agenty mogłyby używając OSa "dotykać" się z okienkami, czytać tekst (a nie robić OCR)... do tego jakiś ładny UI, coś w stylu Google bierze Linuksa, uładnia go i to jest część tego Googlebooka....


Podobne postybeta
Budowanie Boba ;-)
Pierwszy dzień w przyszłości, czyli programista jako dyspozytor Agentów
Czy vibecoding zmienia ważność ludzi? Czy PM/PO stają się bardziej niezbędni od inżynierów?
A jakby Boba nauczyć czytać maile?
Agent by Agent ;-) czyli o tworzeniu agenta AI agentem AI ;-)

poniedziałek, maja 11, 2026

Datowanie książkowe ;-) - Book dating ale nie do końca ;p

To nie jest jakieś sekretne wyznanie ;-) bo to pisałem tu wiele razy - książki Joanny Chmielewskiej o Teresce i Okrętce oraz te o Janeczce i Pawełku to jest szczyt mojego stosiku książek podpisanego jako "feeling good".

Zawsze mnie jednak w rereadach fascynuje jak to wszystko jest "zaraz po sobie" w książkach, ale każda książka dzieje się w innych realiach ;-)

Zwyczajne Życie - książka gdzie poznajemy Tereskę i Okrętkę dzieje się ~20 lat po wojnie, bo nasze bohaterki drzewka wożą na wózku, który "ojciec Okrętki zrobił w trakcie okupacji" (a może nawet po Powstaniu) do przewożenia drewna na opał. Musiał mieć więc wtedy ~20 lat co by pasowało do posiadania 16 letniej córki i 19 letniego syna ;-)
Do tego obie chodzą do 3 klasy LO, które jeszcze w 3 i 4 klasie jest żeńskie, ale w 1 i 2 klasie już koedukacyjne. Do tego mają po 16 lat, a Krystyna 17... co wskazuje, że chodziły do 7 klasowej SP.. czyli urodziły się Okrętka i Tereska najpóźniej w 1951 roku (ostatni rok który miał 7 letnia SP). Co by dawało ~1967 rok i by pasowało. Do tego rejestracje są sprzed 1975 roku i wprowadzenia 49 województw, a Skrzetuski jak rozumiem zrobił maturę dopiero będąc milicjantem.
Ale książkę wydano w 1974 roku... acz zgaduję, że Chmielewska ją pisała wcześniej ;-) i stąd wiele rzeczy dzieje się właśnie tak pod koniec lat 60.

Większy Kawałek Świata - tutaj jest prościej, bo mowa tam o tym, że wojna była 27 lat wcześniej... co sugeruje 1972 rok ;-) czyli rok trwał ~5 lat ;-) bo Tereska i Okrętka kończą 3 klasę i jadą na Mazury. Książkę wydano w 1976 roku.

Ślepe Szczęście - w Duchu (ostatnim "akcie") Jesionek (stróż przy zamku w Gnatach gdzie straszy duch) mówi, że on tam od 40 lat mieszka, a zaczął pracować u grafa szaleńca już za okupacji (chyba), czyli dzieje się to tak koło 1979 roku ;-) czyli tutaj 2 tygodnie między końcem WKŚ a wyprawą na raki trwało 7 lat ;-)

Nazywam to co tu robię wyżej "datowaniem książkowym". Nie ma żadnego sensu, ale jest zabawne ;-)

Janeczka i Pawełek też są dobrzy 11 lat mają w Większym Kawałku Świata, czyli w 1972 roku, ich pierwsza własna książka czyli Nawiedzony Dom dzieje się przed 1975 rokiem bo rejestracje są "stare", wydano ją w 1979 roku. Wielkiej Zasługi trudno "wycenić" ale wydaje się, że to jest przełom lat 70 i 80... bohaterowie mają ~12-13 lat, ~rok później dzieją się Skarby, które pasują do lat 80, tak na wyczucie koło 1985 roku. 2/3 Sukcesu już na przełomie, tak 1989 rok najpewniej, a Wszelki Wypadek tak 1991-1992... a bohaterowie mają wtedy pod koniec koło 14-15 lat ;-)

Chociaż jak rozumiem, nic im do Nancy Drew czy Martynki ;-) Bo Nancy Drew ma chyba te swoje nie wiem ile lat od 100 lat ;-) a Martynka te swoje ileś tam lat od 30-40? (wiem tylko o ich istnieniu, Jackie w The 70's Show lubiła Nancy Drew, mając ~15-17 lat więc pewnie Nancy jest w podobnym wieku, Martynka była idolką córki kuzyna gdy ta miała 3-4 lata więc pewnie Martynka jest w podobnym wieku)

Tak btw. w przypadku Pana Samochodzika, który miał podobny problem, obecny wydawca próbuje robić zmiany podobno i np. ZSRR zmienił gdzieś w Rosję i "zjednoczył" podobno też Niemcy, ale za to ORMO nadal tam jest ;-)



Podobne postybeta
Styczniowe książki
Lutowe książki ;-)
Bob wykazuje inicjatywę ;-) i jakże piękny mógłby być Googlebook....
Zła Chmielewska...
Wolność i Propaganda

Pierwszy dzień w przyszłości, czyli programista jako dyspozytor Agentów

Dziś miałem pierwszy dzień po powrocie z urlopu. Tak przez przypadek wyszedł mi też dzień testowania tego, jak może wyglądać przyszłość – czyli bycie tym, kto zleca pracę Agentom i AI.

Na dzień dobry: DokumentacjaByło kilka rzeczy do ogarnięcia, np. update w dokumentacji. Merytorycznie to pikuś: dodać jeden future-proof element (logika klucza API: teraz na sztywno, w przyszłości wymienialny z tokena) i sprawdzić, jak to działa, pisząc apkę na bazie tej dokumentacji.

Mógłbym to komuś zlecić. Albo otworzyć Kiro z plikiem MD, dopisać prompta z wyjaśnieniem i... dokumentacja poprawiona. Poprosiłem o wygenerowanie aplikacji – wygenerowało, przetestowało.

Backend i CopilotKolejna sprawa to API od strony backendu. Miałem napisaną wcześniej historyjkę użytkownika, więc dałem ją Copilotowi. Zmienił kod, dopisał testy. Potem konwersja jednego formatu na drugi – znów Copilot. Co ciekawe, dostał „do zjedzenia” coś, co sam na urlopie zrobiłem z innego formatu. Jest progres.

Projekt: BobW międzyczasie Kiro „kuchciło” coś przy Bobie. To mój asystent, który teraz śledzi moje tickety, ale docelowo ma umieć czytać maile i WebEx, patrzeć na zmiany w kodzie i strony w Confluence. Chcę, żeby w przyszłości Bob filtrował moje maile, zwracał uwagę na te priorytetowe (z pełnym kontekstem) i sam generował raporty statusowe.

Wnioski: Mnożniki czy usypiacze?Te Agenty to są mnożniki. Ale jest też problem: człowiek „gubi szczegóły”. Przestaje się znać cały codebase na wylot, nie zawsze wiadomo, gdzie czego szukać.

Nie wiem jeszcze, czy Agenty i AI to taki „rower dla umysłu”, który pozwala zrobić więcej, ale nadal zachować kontrolę, czy „taksówka dla umysłu” – niby wygodniejsza, ale trzeba za nią płacić i z czasem można po prostu zapomnieć drogi.

(tekst sformatowany przy użyciu Gemmini - bo mi się nie chciało ;-) i wpisuje się w ten dzień bycia "dowódcą stada agentów" ;-))



Podobne postybeta
Bob wykazuje inicjatywę ;-) i jakże piękny mógłby być Googlebook....
Be human for engineers: Instrukcja obsługi człowieka - marzy mi się coś takiego ;-)
System punktowania za publikacje w Policji...
Budowanie Boba ;-)
"Cud"

sobota, maja 09, 2026

Biuro z ludźmi > remote z tropików > remote z domu > biuro bez ludzi - to jest mój porządek dla miejsc pracy ;-)

Pracowałem z biura, pracowałem z domu, pracowałem z Wenecji (czy innej Gran Canarii, albo Juraty ;-)).
I stwierdzam, że mój porządek jest taki:
  • praca z biura ze świetny. zespołem,
  • praca z biura z takim sobie zespołem,
  • praca z Gran Canarii lub innej Wenecji,
  • praca z domu,
  • praca z biura z remote zespołem.
Stąd stwierdzam, że chcę albo pracę z biura z zespołem na miejscu, albo total remote. 
Nie chcę pracy z domu, a tym bardziej pracy z biura z remote zespołem.

Tylko 6 lat potrzebowałem na to by do tego dojść ;-)

Czemu tak?

Praca z biura z zespołem jest świetna bo masz ludzi, prawdziwych, takich żywych z krwi i kości, z którymi można rozmawiać twarzą w twarz.

Praca z Gran Canarii czy innej Wenecji jest super, bo masz prakacje, pracujesz, zarabiasz, ale też sobie zwiedzasz, jesteś w innym miejscu.

Praca z domu ssie bo szybko znika granica między domem i pracą, tak jak masz kilka lat doświadczenia to się uczysz nie sprawdzać poczty "po pracy", ale trzeba strasznie dbać o higienę pracy, u mnie to doprowadziło do tego, że patrzę na ścianę na którą normalnie nie patrzę ;-) i jeszcze potrzebowałem paru miesięcy pracy z Gran Canarii/Wenecji żeby znów polubić dom.

Praca z biura z remote zespołem nie ma sensu w ogóle.... bo idziesz do biura by się wdzwaniać na call'e...


Podobne postybeta
Programik > Równanie ;-)
Życie artysty jest trudne - System Extensions na macOS z ARMem...
Uroki remote ;-)
Impreza ;-)
Zaczynam się przekonywać do agentów AI....

czwartek, maja 07, 2026

A jakby Boba nauczyć czytać maile?

Tak sobie w ramach urlopu jestem w Las Palmas de Gran Canaria (bo mi się na razie Wenecja znudziła... no i było z 4-8 razy taniej ;-)), słuchałem trochę The 4-Hour Workweek i stwierdziłem, że właściwie dziś jak mamy LLMy to można by używać LLMy do robienia nudnych rzeczy....
I stwierdziłem, że najtrudniejsze w tym wszystkim jest znalezienie tych rzeczy ;-)
Ja jestem chaotyczny. Prawie nigdy nie mam planu, rzeczy się zdarzają. Nieważne czy to jest kodowanie, czy robienie innych rzeczy. Jak kiedyś pisałem mam plany ucieczkowe, bo wiem, że wszystko się może zmienić więc zamiast mieć plan czy nawet plany jak coś robić, to mam klocki z których składam to co w danym momencie mi będzie potrzebne. 
Czyli zamiast budować masterplan, mam raczej "podplany" i je dopasowuję do sytuacji i później łącze je i coś mi wychodzi.
Zwykle to jednak znaczy, że ja prawie nigdy nie wiem jak będzie wyglądał mój dzień. Z boku w pracy często wygląda jakbym się obijał, a ja po prostu szukam "dopasowania"... 
I tu mam problem bo jak nie lubię wielu rzeczy w pracy to nie wiem co to jest ;-)
Wiem, że nie znoszę tego, że zamiast mieć jeden strumień wejściowy tych strumieni jest wiele i nie są one ustandaryzowane, mogę mieć ticket, maila, wiadomość na czacie, wzmianę na callu, prośbę od innego teamu i tak dalej. Trudnością jest zawsze "znormalizowanie" tego do czegoś co można porównać... z drugiej strony to, że to umiem sprawia, że mi za to płacą ;-)

Tzn. mam kilka pomysłów. Np. mogę sobie wyobrazić wzbogacenie Boba o ficzer, który uczyni zeń bardziej prawdziwego asystenta.
Mam wiele strumieni wejściowych i zawsze jest problem z ich śledzeniem, niektóre są "na teraz", niektóre dobrze widzieć, a wiele jest na przyszłość, a jeszcze inne do zapomnienia.
Dziś sam muszę sprawdzać maila czy WebEx i oglądać... i reagować.
A co gdyby zagonić do tego Boba? Tzn. sam mogę nadal sprawdzać parę razy dziennie, ale może by tak Boba podpiąć pod pocztę i WebEx i niech on ocenia?
Dostałby w końcu polecenie by przeczytać wiadomość i mógłby:
  • zwrócić moją uwagę na tego maila z krótkim streszczeniem o czym to jest,
  • dodać maila do Todo jako "przeczytać i odpowiedzieć",
  • zaproponować odpowiedź na wiadomość (np. propozycję zajrzenia do FAQ)
  • zignorować i dać mi samemu szansę sprawdzić,
  • przygotować summary z maili jakie dostałem
Oczywiście mam bardziej szalone pomysły, ale te są dużo trudniejsze ;-)
Np. problemem jest zawsze widoczność, gdy się robi kilka rzeczy naraz (czy wiele rzeczy naraz) to dobrze mieć taki overview tego gdzie jesteśmy, kiedy ostatni raz się dotykaliśmy z problemem, jakie są następne kroki, co jest problemem i tak dalej... teoretycznie dużo tych informacji jest w mailach, WebEx, ticketach i kontroli wersji... oczywiście musi być coś co łączy te elementy... ale wydaje mi się, że jest tu potencjał... ale to nie jest znów takie proste ;-)

Na razie to wszystko to jest taki potok świadomości jak i ten tekst, na razie te rzeczy są na etapie mielienia się w głowie.... ja w międzyczasie używając Ollamy na moim Macbooku Air zainstalowałem OpenClaw i boję się go używać ;-)


Podobne postybeta
Budowanie Boba ;-)
Bob wykazuje inicjatywę ;-) i jakże piękny mógłby być Googlebook....
Digital nomad na pół etatu ;-)
Nie lenistwo, a strach. Prawdziwe źródło długu technicznego
Chillout na 80%

niedziela, kwietnia 26, 2026

Be human for engineers: Instrukcja obsługi człowieka - marzy mi się coś takiego ;-)

W trakcie pandemii zacząłem zbierać „hacki” na to, jak nie dać się stanom obniżonego nastroju. Chciałem, by praca z domu po prostu nie zrobiła mi krzywdy. Moja lista była techniczna i konkretna:

1. Higiena środowiska i rytuały

  • Separacja stanów: Co rano koszula (lub koszulka „do pracy”), mycie twarzy, golenie. Praca fizycznie w innym miejscu niż odpoczynek. Kiedyś nawet odwróciłem fotel tyłem do mieszkania, żeby na nie nie patrzeć.

  • Reset wizualny: Seria wyjazdów na parę miesięcy, żeby po powrocie znów móc „polubić” własne kąty.

2. Zadania dla procesora (odwracanie uwagi)

  • Uważność: Szukanie 3 ładnych rzeczy w otoczeniu, gdy robi się smutno.

  • Wysiłek i skupienie: Spacer (zwłaszcza gdy się nie chce), medytacja, Tai Chi, żonglowanie.

  • Przeciążenie układu równowagi: Stanie na jednej nodze (również z zamkniętymi oczami). Kiedy mózg walczy o to, byś się nie przewrócił, nie ma zasobów na mielenie smutku.

Problem polega na tym, że gdy masz „doła”, Twoja pamięć operacyjna zawodzi i po prostu zapominasz, że te sposoby istnieją.

3. Nowe odkrycie: Ulga przez dyskomfort

Ostatnio do listy dopisałem coś nowego. Przejście 640 metrów po molo w gradzie i przy wiatru 60 km/h zadziałało lepiej niż 10 km spaceru plażą na Hel. Ten długi marsz tylko mnie zmęczył i zirytował. Molo przyniosło spokój.

Zrozumiałem mechanizm: szukam dyskomfortu, który ustępuje i nie zostawia „śladów”. To jak sesja w Dooma albo słuchanie ostrego metalu przed maturą – kiedy hałas i napięcie znikają, zostaje czysta, kojąca cisza.

Projekt: Emocjonalny Flowchart

Zawsze chciałem zbudować algorytm: „czuję się X – zrób Y, żeby przejść do Z”.Próbowałem używać Circle of Emotions, by wyrysować ścieżki przejścia. Przykładowo: przejście ze smutku bezpośrednio w radość jest mało realne, ale droga przez złość (która mobilizuje) jest już logicznym procesem inżynierskim:

Smutek → Obrzydzenie → Złość → Oczekiwanie → Radość

Dlaczego to nie jest przedmiotem w szkole?

Nasze emocje to często tylko interpretacja sygnałów z organizmu, do których świadomość nie zawsze ma pełny wgląd. My, faceci, mamy z tym problem – u nas „wku*wienie” to często zbiorczy termin na smutek, strach, wstyd i poczucie niesprawiedliwości. Nie umiemy nazywać składowych, więc system wywala błąd.

W moim idealnym świecie smartwatche monitorowałyby naszą biologię i sugerowały: „Jesteś w stanie X, sugeruję 3 minuty metalu lub stanie na jednej nodze, by przejść do stanu Y”.

W szkołach, zamiast analizować Pana Tadeusza, powinniśmy mieć przedmiot „Człowiek – instrukcja obsługi”. Choć patrząc na to, że mimo lekcji biologii ludzie nadal bywają antyszczepionkowcami, pewnie i to by nie pomogło. Ale instrukcję „Be human for engineers” i tak warto spisać – choćby po to, by mieć gotowy skrypt, gdy system znów zapomni, jak się restartuje.

(przyznaję, formatowanie przez AI.... leniwa bestia jestem)



Podobne postybeta
Wyłącz czasem ANC w słuchawkach i wleź na molo gdy wieje wiatr i z nieba leci grad ;-)
Pierwszy dzień w przyszłości, czyli programista jako dyspozytor Agentów
Jak Mruka dostał więcej metalowych przedmiotów - (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego) część druga
W Wenecji ;-)
Szlak mnie trafia jak emocje sprzedają się lepiej od rozumu.

Social media i ślepota informacyjna

Dwa zdarzenia z ostatnich kilku dni, które pokazują imho jak szkodliwe są social media.

Upadek Zondacrypto i śmierć posła Litewki.

Żadna z tych rzeczy nie jest spowodowana przez social media. Ale, czytając komentarze pod wiadomościami o Zondacrypto można dostrzec, że jest kampania odwracająca uwagę od tego, że Prezydent Nawrocki, PiS i Konfederacja byli przeciwni regulacji crypto... 
Do tego masa ludzi zachowuje się jakby dopiero teraz się dowiadywali o problemach... a przecież wg tego co mówili posłowie wychodzący z tajnego posiedzenia Sejmu 5 grudnia 2025 (prawie pół roku temu) to Tusku miał wtedy mówić o Zondacrypto jako o niepewnej próbując przekonać posłów do odrzucenia weta Nawrockiego.... więc trudno zrozumieć jak ktoś teraz mówi, że "nie wiedział"...
Ale tak sobie myślę, że mógł nie wiedzieć. Jeśli nie zagląda do żadnych mediów "mainstreamu" to mógł taki ktoś nie widzieć takich informacji. Na TikToku mógł słyszeć, że crypto super i wolność i nie widzieć żadnej informacji, to samo na Facebooku...

Co do śmierci posła Litewki to już się pojawiają teorie, że "był niebezpieczny" i tak dalej... że to nie był wypadek. Oczywiście szczegół, że to był poseł koalicji rządowej... żeby to wiedzieć trzeba wiedzieć które partie popierają rząd i tak dalej... a jak oglądasz social media tylko to możesz nie wiedzieć.

Wychodzi na to, że ludzie mają problemy z przyswajaniem informacji... i wyciąganiem wniosków... i to może nawet nie dowodzi, że są głupi. To jest chyba umiejętność, której się można nauczyć chyba, ale social media to blokują. Bo one dają krótkie i proste odpowiedzi, bez niuansów i wchodzenia głębiej.
Do tego "nie mają pamięci", w sensie, że dziś coś co się zdarzyło tydzień temu czy 100 lat temu czy 1000 lat temu to tak samo mało ważne, ważne jest tu i teraz.
Jak ludzie w takim świecie mają wyciągać wnioski i rozumieć, że przyczyny mają skutki, że czyny mają konsekwencje? Gdzie się mają tego nauczyć?

Słuchałem kiedyś podcastu w którym mówił James Flynn o "efekcie Flynna" i podawał bardzo ciekawą hipotezę, że ten wzrost IQ mógł być spowodowany tym, że akurat w XX wieku "logiczne myślenie" i wnioskowanie były promowane, media i rozrywka je trenowały u ludzi, bo filmy i seriale są kompilowały i ludzie się "uczyli" wnioskowania... ale dziś, social media to całkowicie likwidują.
W ostatnim sezonie Stranger Things wszystko było tłumaczone po kilka razy, bo Twórcy serialu obawiali się, że ponieważ widzowie będą co chwilę sięgać do telefonu i social mediów to nie będą w stanie rozumieć opowieści więc im trzeba ją powtarzać. Nawet wydaje się, że zauważono już cofanie się efektu Flynna i że koreluje to z social mediami...

To jest dziwne też o tyle, że zwykle zmiany tego typu... wymyślenie pisma, popularyzacja umiejętności pisania i czytania, druk, robiły duże zmiany, nawet wywoływały wojny (w przypadku druku jakieś 300 lat wojen religijnych w Europie....) ale nie ogłupiały ludzi...

No bo śledzenie wielu wątków i ich sensowne łączenie nie jest proste.
Wydaje mi się (nieskromnie ;-)), że akurat jestem w tym dość dobry. Widzę to w pracy często. Gdzie przecież pracuję z ludźmi u których IQ 115 to jest "niskie"... a ocieram się też o takich 150+.
I mimo wszystko często widzę, że ktoś coś mówi, a inni tego nie rozumieją i ja się wtedy wcinam i mam "wydaje mi się, że X mówi, że ..." i wtedy jest "A...".
Ale żeby nie było, sam pamiętam case gdy ponieważ TL z innego teamu i wszyscy Seniorzy byli na urlopie i zostały 2 osoby (które powinny być Seniorami tak od ~2 lat najmniej) i było od managementu "Przemek, weź im pomóż" i jedna z tych osób mówiła od początku "to jest X", ale jakoś ja tego akurat nie słyszałem. Słyszałem wszystkie fakty, które mówiła, ale ten najważniejszy komunikat mi znikał. Sam doszedłem z jej pomocą i drugiej osoby do tego, że to X i dopiero po paru godzinach/dniach do mnie dotarło, że "A mówiła od początku, że to X kretynie"... (więc jak parę dni później mówiłem na takim scrum of scrums o tym to opisałem problem i dodałem, że A o tym od początku mówiła, ale jakoś to do mnie nie docierało, ale to dowodzi, że sami by sobie dali radę).
A ja mam lata praktyki... bo już jako dziecko często się bawiłem, rozmawiałem z mamą i oglądałem coś w TV w tym samym czasie... a na studiach jak się obraziłem na wykładowce filozofii to demonstracyjnie czytałem Pratchetta i słuchałem wykładu... (na Elektrotechnice i wykładach z fizyki (elektrostatyka) też to robiłem, ale się kryłem ;-)) [dziś już nie potrafię, ale wiem, że kolega parę lat temu umiał kodować i słuchać podcastu w tym samym czasie]
A co mają powiedzieć ci dzisiejsi biedacy, którym social media robią sieczkę z mózgu?
I żeby nie było - nie wszyscy. To jest statystyka i środowisko. To nie jest tak, że dziś ludzie są głupi, ale to, że główne medium z którym mają do czynienia czyli TikTok/FB/Instagram czy ogólnie sociale nie zmuszają ich od używania tego "mięśnia" do przetwarzania informacji i wyławiania faktów z szumu... oni dostają szum w postaci idealnie wpisującej się w to co chcą zobaczyć. Więc ich mózgi działają świetnie - w sztucznym środowisku social mediów, ale jak to przenoszą na realny świat to "są głupsi".

Pytanie czy to znaczy, że będą rządzić nami ci którzy będą lepsi w wykorzystaniu tej nieumiejętności krytycznego myślenia i priorytetyzacji źródeł czy ci, którzy nie korzystają z social mediów? 

Ja mam postulat - zrobić ściepę, odkupić social media, wysadzić serwerownie w powietrze, poprosić AGI (jak się pokaże) żeby ubijała każde nowe coś które będzie stawało się social mediami ;-)


Podobne postybeta
Porzucenie Facebooka mnie kusi....
Social media to nie jest świat dla introwertyków/ambiwertyków ;-)
Nieistniejący rynek
Nie, Scrum nas nie "uratował" od Waterfalla... za to powoli sam się nim staje ;-)
A może by tak porzucić prasę i social media?

sobota, kwietnia 25, 2026

Wyłącz czasem ANC w słuchawkach i wleź na molo gdy wieje wiatr i z nieba leci grad ;-)

Odkryłem ostatnio chodzenie w słuchawkach z wyłączonym tłumieniem hałasów...
Jak się idzie plażą, albo lasem to nawet miło słyszeć te fale czy podobne rzeczy....
Jakoś tak przyjemniej. 

Chociaż ma to też swoje wady, jak Ci odbije.... i idziesz 320 metrów na koniec molo gdy pada grad, a później tak wracasz ;-)


Tak w 2/3 jest chyba najgorzej ;-)

Tak btw. tego po tym jak zszedłem z mola to ta cisza i brak wiatru wywołały we mnie prawie euforię ;-)
Wychodzi na to, że co jak co, ale ~40 km/h wiatr z padającym gradem... albo ich ustanie, poprawiają humor ;-) (patrząc na kąt padania kropel/gradu można wnioskować, że momentami to było 50-60 km/h ;-))

Tak szczerze to trochę podobne do skoku na spadochronie, tam też na początku jest straszny hałas, aż otwiera się spadochron i nagle robi się cicho i ciepło.
Chociaż fakt, ja skakałem z typem przypiętym do placów, to on miał spadochron ;-)

Ogólnie polecam....
Chodzenie z wyłączonym ANC nad morzem czy w lesie.
Iście 640 m molo w deszczu/gradzie z dużym wiatrem.
Skok z typem przypiętym do pleców ;-)


Podobne postybeta
Be human for engineers: Instrukcja obsługi człowieka - marzy mi się coś takiego ;-)
Chyba wiem czemu widzę Gdynie z Juraty ;-)
Workation ;-)
Prakacje ;-)
Jakie słuchawki z tłumieniem szumów wybrać?

środa, kwietnia 22, 2026

Plan ucieczkowy

Nie lubię niepewności, stąd np. w pracy jak jest niepewność to ją zwykle próbuję zaatakować od frontu lub od flanki i uczynić ją pewnością, albo chociaż w miarę rozsądnym przybliżeniem pewności.

Stąd nie mam wielkich problemów ze zmieniającymi się wymaganiami bo zakładam, że one się zmienią i ogólnie próbuję być na to przygotowany. 
Z czasem w tej branży człowiek uczy się, że są miejsca które na 100% będą się zmieniać i lepiej je np. schować za abstrakcją.

Stąd zwykle mam "plany ucieczkowe" ;-) często jest to ucieczka do przodu. Coś w stylu "jak wiemy, że ten problem i tak będziemy musieli rozwiązać, bo tak to działa to bądźmy proaktywni i rozwiążmy go teraz, albo zbudujmy sobie narzędzia/plan do rozwiązania tego problemu gdy się pojawi".

Mam nawet dla pracy plany ucieczkowe ;-) obecnie 2 ;-) jeden bazuje na moich oszczędnościach, drugi na AI. Ten bazujący na oszczędnościach jest bardziej na sytuacje gdy ja zostanę postawiony w jakiejś sytuacji, ten bazujący na AI bardziej na mojej decyzji ;-)

Dla mnie plan ucieczkowy to sposób na ogarnięcie niepewnej przyszłości.

Miałem kiedyś managera, który twierdził, że lubi być przygotowany, ale jego metoda to było poleganie na obietnicach od innych i budowaniu zależności, że "jak nam zabierzecie to to padnie"... 
To było zabawne, bo ja już mu 2 lata mówiłem "ej, niech nasz team zacznie to przejmować", a on "mamy obiecane X na kolejny rok"... i pewnego dnia przyszła informacja "od czerwca nie ma X" i panika... a ja nie panikowałem i go uspokajałem "OK, ja na to patrzałem od dłuższego czasu i to nie będzie takie trudne, mam dwie osoby, które mogę na to rzucić, im się nudzi, my zdobędziemy wiedzę i będzie OK"... Miałem rację. Ale on nadal uważa, że jego metoda jest lepsza ;-)

Tak przy okazji, stąd uważam, że jest tak, że ludzi można np. umieścić na 2 osiach, jedna od chaotyczny do uporządkowany (albo nawet chorobliwie uporządkowany) i drugiej od głupi do bystry.
Bo jak ludzie w miarę uporządkowani jakoś funkcjonują, bo np. nie zapominają płacić rachunków niezależnie od IQ (bardziej bym powiedział, że chodzi o "ogar współczesnego świata" to jest taki mix IQ/EQ i paru innych rzeczy), ale wśród ludzi chaotycznych tylko ci "bystrzy" dają radę w świecie.

Wszyscy znamy kogoś kto żyje od przypadku do przypadku i ma przez to problemy i kogoś innego kto ma niby podobnie, ale jakoś tak bardziej z gracją to ogarnia... moja hipoteza jest, że obie takie osoby są w chaotycznym kawałku, ale jednej (tej drugiej) IQ i ogar dają możliwość "graceful degradation of service"... coś w tym stylu, że spóźnienie z opłatą za rachunek nie jest problemem jak masz kasę na zapłacenie go i zapłacenie odsetek... i na tyle ogara by na przyszłość ustawić sobie automagiczne spłacanie ;-)

Ja jestem dość chaotyczny, więc muszę mieć gotowe "Plany Ucieczkowe" na sytuacje gdy trzeba będzie reagować ;-) z czasem się człowiek uczy je proaktywnie tworzyć.... może to też jest to, że jak się czuję bezsilny to zaczynam się wkurzać i tworzyć "plan" by odzyskać sprawczość... taka tajemnica tutaj, wcale nie musisz często mieć pełnej sprawczości... wystarczy często iluzja sprawczości... Nie żyjemy znów w świecie gdzie co chwilę czyha na nas tygrys by nas zjeść, więc w wielu sytuacjach wystarczą takie ogólne "plany ucieczkowe" (np. karta kredytowa) albo po prostu wiara w to, że X zależy od nas.

A skąd nazwa "Plan ucieczkowy"?
A np. z oglądania XXX czy podobnych filmów akcji. Bohaterowie mają zwykle miejsce jak jakaś rajska wyspa czy podobne miejsce gdzie mogą się ewakuować w razie problemów. 
Wiem, że bywały momenty gdy oglądałem taki film i była sceny na takiej wyspie i było u mnie "kurcze... też chciałbym mieć możliwość ucieczki w razie bym musiał"... i stąd nazwa ;-)


Podobne postybeta
A jakby Boba nauczyć czytać maile?
Rube Goldberg machine do reminderów ;-)
Kosmiczne klocki :-)
Social media i ślepota informacyjna
Ja długo przygotowywać się do rozmowy? (kwalifikacyjnej w IT ;-))