Macie tak czasem, że sobie myślicie "a fajnie by był mieć 1 mln dolarów" (albo 1 mld dolarów, bo 1 mln to znów nie jest aż takie trudne... choć mnie brakuje znacznej części, ale mam już banknot 2 dolarowy, więc jest szansa ;-)).
Dziś miałem taką myśl i było "i wtedy..." i do mnie dotarło, że ej... no jeśli na pytanie "co byś zrobił/zrobiła nie mając ograniczeń finansowych" mamy jakąś odpowiedź to hmmm... czy ten milion czy miliard są potrzebne?
Tzn. jak jest "to zbuduję sobie zamek" to tak, jest potrzeba, ale przecież nie jest tak zawsze.
I stąd miałem takie przebicie na, że mamy takie coś przez lata pracy, że prostą i prawdziwą zależność:
pracuję -> zarabiam -> mam pieniądze na życie -> jestem bezpieczny/żyję
przerabiamy na jednak fałszywą:
pracuję -> jestem bezpieczny/żyję
a stąd nawet mamy, że np. wątpliwości przy pracy się nam przekładają na poczucie zagrożenia.
I taki Ramit Sethi w I Will Teach You To Be Rich mówi o tym, żeby sobie znaleźć 2-3 rzeczy w których chcemy prowadzić "bogate życie" (to już tłumaczyłem parę razy, ale ogólnie chodzi o to, że są rzeczy na których nam nie zależy, np. może ktoś akurat jak jedzie na wakacje ma w nosie gdzie śpi ja długo jest to w miarę przyzwoite, a ktoś inny czuje się dobrze tylko w 5 gwiazdkowym hotelu, ktoś inny znów jest foodie i na tym nie będzie oszczędzać, a ktoś inny zje bułkę z dżemem pomarańczowym i mu wystarczy).
Ale może warto też mieć takie nie wiem "bezpieczne życie"? Chociaż nie, to nie o to chodzi.
Beztroskie życie.
Moja własna prywatna mama mówi, że jej marzeniem było by kiedyś jak będzie starsza to chciałaby by ją było stać na książki...
To może nawet nie beztroskie życie, a wcześniej może nawet "wystarczające" czy "good enough".
Wracając do tego co nam mózg robi:
pracuję -> jetem bezpieczny/żyję
No w rzeczywistości jak masz oszczędności, dodatkowy dochód czy kogoś kto Ci pomoże to w tym:
pracuję -> zarabiam -> mam pieniądze na życie -> jestem bezpieczny/żyję
mam pieniądze na życie ma jeszcze inne "wejścia"... więc to poczucie potencjalnej utraty bezpieczeństwa związane z pracą może nie jest 100%, może jest 90%, a może tylko 10%? ;-)
A może jeszcze nawet przed tym ""mam pieniądze na życie", jest jeszcze "mam pieniądze"? Bo przecież w im bogatszym kraju żyjemy i sami jesteśmy bogatsi tym mniej przeznaczamy "na życie"....
I nagle to się robi już dość złożony graf ;-) Bo nagle mamy tak, że mam pieniądza zasila "mam pieniądze na życie", ale "mam pieniądze" jest zasilane nie tylko przez pracę (nie zawsze, ale jednak), a samo "mam pieniądze" ma inne "wyjścia" jak "mogę mieć rzeczy", "oszczędności"... a zabawne jest to, że np. "mogę mieć rzeczy" i "oszczędności" też mogą być połączone z "jestem bezpieczny" czy "bezpieczeństwem", bo np. jak się nie czujemy bezpieczni to możemy kupować rzeczy żeby się poczuć lepiej, bo brak poczucia bezpieczeństwa może indukować strach/obawę, a te można przykryć konsumpcją... znów "oszczędności" zmniejszą poziom strachu/obawy...
Ale to jest jeszcze bardziej złożone... bo praca też ma inny output niż tylko pieniądze, jakieś poczucie sensu, celu, pomocy innym, bycia ekspertem, różne rzeczy, które np. można by nazwać godnością? Samooceną? Poczuciem własnej wartości... a to też wchodzi w jakąś tam interakcję z poczuciem bezpieczeństwa... też wydaje się mieć sprzężenie zwrotne z pracą, albo to jest jeszcze inny wymiar i nagle np. może utrata wiary w pracę czy w siebie, przekłada się na poczucie bezpieczeństwa, a to na poczucie własnej wartości, to na poziom stresu/lęku/obawy, co przekłada się na pracę....
To może się komplikować nawet bardziej. Ale tutaj bym sam miał skłonność do powrotu do rzeczy pierwszych... Tak mamy tendencję do wiązania np. poczucia własnej wartości z pracą.... ale to błędne, akurat dla siebie samego ważni jesteśmy z faktu bycia nami.
Tak budowniczy krasnali ogrodowych ma mniejszy wpływ na całą ludzkość niż budowniczy mostów, ale to że ktoś buduje krasnale ogrodowe nie znaczy, że jest gorszy od tego kto buduje mosty.
Czyli tak, praca, pozycja społeczna są ważne, ale nie powinny rzutować na nasze poczucie własnej wartości. I to ważne, nasze własne poczucie wartości nie ma przełożenia na "wartość dla świata/społeczeństwa", ale nie jest to namowa do bycia samolubnym, chodzi bardziej o to, że wartość każdego z nasz jest w nas i nawet jak Ci Twoja głowa mówi "zły X, nie dostaniesz ciasteczka" to ja bym jej tak od razu nie wierzył, jak to twierdzenie przejdzie test np. "zły X, zrobił krzywdę Y" i krzywda jest prawdziwa i celowa (albo przez zaniedbanie) to tak można mieć wyrzuty sumienia i próbować się poprawić.
Więc nie jest to wezwani do egoizmu czy "mam wasz wszystkich w 4 literach". Ale do tego, że Twoja, czy moja godność/poczucie wartości są immanentne.
OK, nie wiem jakie są z tego wnioski...
Chyba, że muszę spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie "a co jakbym miał nieograniczone pieniądze"... i później próbować zmniejszać to by znaleźć to coś co uznałbym za "moje bezpieczne/beztroskie życie"? ;-)
I jest takie pytanie "a ile z tego już mam?" i "które z tego mam pewne?"
(btw. inna sprawa, że w mojej głowie już były pomysły by rysować te grafy i spróbować użyć jakichś metod analizy grafów/sieci do znalezienia tych połączeń, które na dziś dają mi to poczucie bezpieczeństwa/zadowolenia, a które zabierają... ale to już przekleństwo inżyniera... a teraz wracam robić zadania z grafów ;-))
Podobne postybetaSerializacja w Java'ie - revisited ;-)Samolotowo/lotniskowe kodowanie... a i tak skończyłem w Wenecji ;-)Dlaczego nie zgadzamy się na powszechny dostęp do broni?Enum zdradziecki jest ;-)Rankingi, to nie takie proste ;-)