Cieszy mnie to :-)
Podobne postybeta
Project Hail Mary jest świetny ;-)
Project Hail Mary
Feeling Good SF :-)
Dobrze wyskalowałem te 7 lat temu mój czujnik czystości powietrza ;-)
Lipcowe książki :-)
To nie jest jakieś sekretne wyznanie ;-) bo to pisałem tu wiele razy - książki Joanny Chmielewskiej o Teresce i Okrętce oraz te o Janeczce i Pawełku to jest szczyt mojego stosiku książek podpisanego jako "feeling good".
Zawsze mnie jednak w rereadach fascynuje jak to wszystko jest "zaraz po sobie" w książkach, ale każda książka dzieje się w innych realiach ;-)
Zwyczajne Życie - książka gdzie poznajemy Tereskę i Okrętkę dzieje się ~20 lat po wojnie, bo nasze bohaterki drzewka wożą na wózku, który "ojciec Okrętki zrobił w trakcie okupacji" (a może nawet po Powstaniu) do przewożenia drewna na opał. Musiał mieć więc wtedy ~20 lat co by pasowało do posiadania 16 letniej córki i 19 letniego syna ;-)
Do tego obie chodzą do 3 klasy LO, które jeszcze w 3 i 4 klasie jest żeńskie, ale w 1 i 2 klasie już koedukacyjne. Do tego mają po 16 lat, a Krystyna 17... co wskazuje, że chodziły do 7 klasowej SP.. czyli urodziły się Okrętka i Tereska najpóźniej w 1951 roku (ostatni rok który miał 7 letnia SP). Co by dawało ~1967 rok i by pasowało. Do tego rejestracje są sprzed 1975 roku i wprowadzenia 49 województw, a Skrzetuski jak rozumiem zrobił maturę dopiero będąc milicjantem.
Ale książkę wydano w 1974 roku... acz zgaduję, że Chmielewska ją pisała wcześniej ;-) i stąd wiele rzeczy dzieje się właśnie tak pod koniec lat 60.
Większy Kawałek Świata - tutaj jest prościej, bo mowa tam o tym, że wojna była 27 lat wcześniej... co sugeruje 1972 rok ;-) czyli rok trwał ~5 lat ;-) bo Tereska i Okrętka kończą 3 klasę i jadą na Mazury. Książkę wydano w 1976 roku.
Ślepe Szczęście - w Duchu (ostatnim "akcie") Jesionek (stróż przy zamku w Gnatach gdzie straszy duch) mówi, że on tam od 40 lat mieszka, a zaczął pracować u grafa szaleńca już za okupacji (chyba), czyli dzieje się to tak koło 1979 roku ;-) czyli tutaj 2 tygodnie między końcem WKŚ a wyprawą na raki trwało 7 lat ;-)
Nazywam to co tu robię wyżej "datowaniem książkowym". Nie ma żadnego sensu, ale jest zabawne ;-)
Janeczka i Pawełek też są dobrzy 11 lat mają w Większym Kawałku Świata, czyli w 1972 roku, ich pierwsza własna książka czyli Nawiedzony Dom dzieje się przed 1975 rokiem bo rejestracje są "stare", wydano ją w 1979 roku. Wielkiej Zasługi trudno "wycenić" ale wydaje się, że to jest przełom lat 70 i 80... bohaterowie mają ~12-13 lat, ~rok później dzieją się Skarby, które pasują do lat 80, tak na wyczucie koło 1985 roku. 2/3 Sukcesu już na przełomie, tak 1989 rok najpewniej, a Wszelki Wypadek tak 1991-1992... a bohaterowie mają wtedy pod koniec koło 14-15 lat ;-)
Chociaż jak rozumiem, nic im do Nancy Drew czy Martynki ;-) Bo Nancy Drew ma chyba te swoje nie wiem ile lat od 100 lat ;-) a Martynka te swoje ileś tam lat od 30-40? (wiem tylko o ich istnieniu, Jackie w The 70's Show lubiła Nancy Drew, mając ~15-17 lat więc pewnie Nancy jest w podobnym wieku, Martynka była idolką córki kuzyna gdy ta miała 3-4 lata więc pewnie Martynka jest w podobnym wieku)
Tak btw. w przypadku Pana Samochodzika, który miał podobny problem, obecny wydawca próbuje robić zmiany podobno i np. ZSRR zmienił gdzieś w Rosję i "zjednoczył" podobno też Niemcy, ale za to ORMO nadal tam jest ;-)
Dziś miałem pierwszy dzień po powrocie z urlopu. Tak przez przypadek wyszedł mi też dzień testowania tego, jak może wyglądać przyszłość – czyli bycie tym, kto zleca pracę Agentom i AI.
Na dzień dobry: DokumentacjaByło kilka rzeczy do ogarnięcia, np. update w dokumentacji. Merytorycznie to pikuś: dodać jeden future-proof element (logika klucza API: teraz na sztywno, w przyszłości wymienialny z tokena) i sprawdzić, jak to działa, pisząc apkę na bazie tej dokumentacji.
Mógłbym to komuś zlecić. Albo otworzyć Kiro z plikiem MD, dopisać prompta z wyjaśnieniem i... dokumentacja poprawiona. Poprosiłem o wygenerowanie aplikacji – wygenerowało, przetestowało.
Backend i CopilotKolejna sprawa to API od strony backendu. Miałem napisaną wcześniej historyjkę użytkownika, więc dałem ją Copilotowi. Zmienił kod, dopisał testy. Potem konwersja jednego formatu na drugi – znów Copilot. Co ciekawe, dostał „do zjedzenia” coś, co sam na urlopie zrobiłem z innego formatu. Jest progres.
Projekt: BobW międzyczasie Kiro „kuchciło” coś przy Bobie. To mój asystent, który teraz śledzi moje tickety, ale docelowo ma umieć czytać maile i WebEx, patrzeć na zmiany w kodzie i strony w Confluence. Chcę, żeby w przyszłości Bob filtrował moje maile, zwracał uwagę na te priorytetowe (z pełnym kontekstem) i sam generował raporty statusowe.
Wnioski: Mnożniki czy usypiacze?Te Agenty to są mnożniki. Ale jest też problem: człowiek „gubi szczegóły”. Przestaje się znać cały codebase na wylot, nie zawsze wiadomo, gdzie czego szukać.
Nie wiem jeszcze, czy Agenty i AI to taki „rower dla umysłu”, który pozwala zrobić więcej, ale nadal zachować kontrolę, czy „taksówka dla umysłu” – niby wygodniejsza, ale trzeba za nią płacić i z czasem można po prostu zapomnieć drogi.
(tekst sformatowany przy użyciu Gemmini - bo mi się nie chciało ;-) i wpisuje się w ten dzień bycia "dowódcą stada agentów" ;-))
W trakcie pandemii zacząłem zbierać „hacki” na to, jak nie dać się stanom obniżonego nastroju. Chciałem, by praca z domu po prostu nie zrobiła mi krzywdy. Moja lista była techniczna i konkretna:
Separacja stanów: Co rano koszula (lub koszulka „do pracy”), mycie twarzy, golenie. Praca fizycznie w innym miejscu niż odpoczynek. Kiedyś nawet odwróciłem fotel tyłem do mieszkania, żeby na nie nie patrzeć.
Reset wizualny: Seria wyjazdów na parę miesięcy, żeby po powrocie znów móc „polubić” własne kąty.
Uważność: Szukanie 3 ładnych rzeczy w otoczeniu, gdy robi się smutno.
Wysiłek i skupienie: Spacer (zwłaszcza gdy się nie chce), medytacja, Tai Chi, żonglowanie.
Przeciążenie układu równowagi: Stanie na jednej nodze (również z zamkniętymi oczami). Kiedy mózg walczy o to, byś się nie przewrócił, nie ma zasobów na mielenie smutku.
Problem polega na tym, że gdy masz „doła”, Twoja pamięć operacyjna zawodzi i po prostu zapominasz, że te sposoby istnieją.
Ostatnio do listy dopisałem coś nowego. Przejście 640 metrów po molo w gradzie i przy wiatru 60 km/h zadziałało lepiej niż 10 km spaceru plażą na Hel. Ten długi marsz tylko mnie zmęczył i zirytował. Molo przyniosło spokój.
Zrozumiałem mechanizm: szukam dyskomfortu, który ustępuje i nie zostawia „śladów”. To jak sesja w Dooma albo słuchanie ostrego metalu przed maturą – kiedy hałas i napięcie znikają, zostaje czysta, kojąca cisza.
Zawsze chciałem zbudować algorytm: „czuję się X – zrób Y, żeby przejść do Z”.Próbowałem używać Circle of Emotions, by wyrysować ścieżki przejścia. Przykładowo: przejście ze smutku bezpośrednio w radość jest mało realne, ale droga przez złość (która mobilizuje) jest już logicznym procesem inżynierskim:
Smutek → Obrzydzenie → Złość → Oczekiwanie → Radość
Nasze emocje to często tylko interpretacja sygnałów z organizmu, do których świadomość nie zawsze ma pełny wgląd. My, faceci, mamy z tym problem – u nas „wku*wienie” to często zbiorczy termin na smutek, strach, wstyd i poczucie niesprawiedliwości. Nie umiemy nazywać składowych, więc system wywala błąd.
W moim idealnym świecie smartwatche monitorowałyby naszą biologię i sugerowały: „Jesteś w stanie X, sugeruję 3 minuty metalu lub stanie na jednej nodze, by przejść do stanu Y”.
W szkołach, zamiast analizować Pana Tadeusza, powinniśmy mieć przedmiot „Człowiek – instrukcja obsługi”. Choć patrząc na to, że mimo lekcji biologii ludzie nadal bywają antyszczepionkowcami, pewnie i to by nie pomogło. Ale instrukcję „Be human for engineers” i tak warto spisać – choćby po to, by mieć gotowy skrypt, gdy system znów zapomni, jak się restartuje.
(przyznaję, formatowanie przez AI.... leniwa bestia jestem)