czwartek, maja 07, 2026

A jakby Boba nauczyć czytać maile?

Tak sobie w ramach urlopu jestem w Las Palmas de Gran Canaria (bo mi się na razie Wenecja znudziła... no i było z 4-8 razy taniej ;-)), słuchałem trochę The 4-Hour Workweek i stwierdziłem, że właściwie dziś jak mamy LLMy to można by używać LLMy do robienia nudnych rzeczy....
I stwierdziłem, że najtrudniejsze w tym wszystkim jest znalezienie tych rzeczy ;-)
Ja jestem chaotyczny. Prawie nigdy nie mam planu, rzeczy się zdarzają. Nieważne czy to jest kodowanie, czy robienie innych rzeczy. Jak kiedyś pisałem mam plany ucieczkowe, bo wiem, że wszystko się może zmienić więc zamiast mieć plan czy nawet plany jak coś robić, to mam klocki z których składam to co w danym momencie mi będzie potrzebne. 
Czyli zamiast budować masterplan, mam raczej "podplany" i je dopasowuję do sytuacji i później łącze je i coś mi wychodzi.
Zwykle to jednak znaczy, że ja prawie nigdy nie wiem jak będzie wyglądał mój dzień. Z boku w pracy często wygląda jakbym się obijał, a ja po prostu szukam "dopasowania"... 
I tu mam problem bo jak nie lubię wielu rzeczy w pracy to nie wiem co to jest ;-)
Wiem, że nie znoszę tego, że zamiast mieć jeden strumień wejściowy tych strumieni jest wiele i nie są one ustandaryzowane, mogę mieć ticket, maila, wiadomość na czacie, wzmianę na callu, prośbę od innego teamu i tak dalej. Trudnością jest zawsze "znormalizowanie" tego do czegoś co można porównać... z drugiej strony to, że to umiem sprawia, że mi za to płacą ;-)

Tzn. mam kilka pomysłów. Np. mogę sobie wyobrazić wzbogacenie Boba o ficzer, który uczyni zeń bardziej prawdziwego asystenta.
Mam wiele strumieni wejściowych i zawsze jest problem z ich śledzeniem, niektóre są "na teraz", niektóre dobrze widzieć, a wiele jest na przyszłość, a jeszcze inne do zapomnienia.
Dziś sam muszę sprawdzać maila czy WebEx i oglądać... i reagować.
A co gdyby zagonić do tego Boba? Tzn. sam mogę nadal sprawdzać parę razy dziennie, ale może by tak Boba podpiąć pod pocztę i WebEx i niech on ocenia?
Dostałby w końcu polecenie by przeczytać wiadomość i mógłby:
  • zwrócić moją uwagę na tego maila z krótkim streszczeniem o czym to jest,
  • dodać maila do Todo jako "przeczytać i odpowiedzieć",
  • zaproponować odpowiedź na wiadomość (np. propozycję zajrzenia do FAQ)
  • zignorować i dać mi samemu szansę sprawdzić,
  • przygotować summary z maili jakie dostałem
Oczywiście mam bardziej szalone pomysły, ale te są dużo trudniejsze ;-)
Np. problemem jest zawsze widoczność, gdy się robi kilka rzeczy naraz (czy wiele rzeczy naraz) to dobrze mieć taki overview tego gdzie jesteśmy, kiedy ostatni raz się dotykaliśmy z problemem, jakie są następne kroki, co jest problemem i tak dalej... teoretycznie dużo tych informacji jest w mailach, WebEx, ticketach i kontroli wersji... oczywiście musi być coś co łączy te elementy... ale wydaje mi się, że jest tu potencjał... ale to nie jest znów takie proste ;-)

Na razie to wszystko to jest taki potok świadomości jak i ten tekst, na razie te rzeczy są na etapie mielienia się w głowie.... ja w międzyczasie używając Ollamy na moim Macbooku Air zainstalowałem OpenClaw i boję się go używać ;-)


Podobne postybeta
Budowanie Boba ;-)
Digital nomad na pół etatu ;-)
Nie lenistwo, a strach. Prawdziwe źródło długu technicznego
Chillout na 80%
Growing mindset vs fixed mindset, a wrodzone granice

niedziela, kwietnia 26, 2026

Be human for engineers: Instrukcja obsługi człowieka - marzy mi się coś takiego ;-)

W trakcie pandemii zacząłem zbierać „hacki” na to, jak nie dać się stanom obniżonego nastroju. Chciałem, by praca z domu po prostu nie zrobiła mi krzywdy. Moja lista była techniczna i konkretna:

1. Higiena środowiska i rytuały

  • Separacja stanów: Co rano koszula (lub koszulka „do pracy”), mycie twarzy, golenie. Praca fizycznie w innym miejscu niż odpoczynek. Kiedyś nawet odwróciłem fotel tyłem do mieszkania, żeby na nie nie patrzeć.

  • Reset wizualny: Seria wyjazdów na parę miesięcy, żeby po powrocie znów móc „polubić” własne kąty.

2. Zadania dla procesora (odwracanie uwagi)

  • Uważność: Szukanie 3 ładnych rzeczy w otoczeniu, gdy robi się smutno.

  • Wysiłek i skupienie: Spacer (zwłaszcza gdy się nie chce), medytacja, Tai Chi, żonglowanie.

  • Przeciążenie układu równowagi: Stanie na jednej nodze (również z zamkniętymi oczami). Kiedy mózg walczy o to, byś się nie przewrócił, nie ma zasobów na mielenie smutku.

Problem polega na tym, że gdy masz „doła”, Twoja pamięć operacyjna zawodzi i po prostu zapominasz, że te sposoby istnieją.

3. Nowe odkrycie: Ulga przez dyskomfort

Ostatnio do listy dopisałem coś nowego. Przejście 640 metrów po molo w gradzie i przy wiatru 60 km/h zadziałało lepiej niż 10 km spaceru plażą na Hel. Ten długi marsz tylko mnie zmęczył i zirytował. Molo przyniosło spokój.

Zrozumiałem mechanizm: szukam dyskomfortu, który ustępuje i nie zostawia „śladów”. To jak sesja w Dooma albo słuchanie ostrego metalu przed maturą – kiedy hałas i napięcie znikają, zostaje czysta, kojąca cisza.

Projekt: Emocjonalny Flowchart

Zawsze chciałem zbudować algorytm: „czuję się X – zrób Y, żeby przejść do Z”.Próbowałem używać Circle of Emotions, by wyrysować ścieżki przejścia. Przykładowo: przejście ze smutku bezpośrednio w radość jest mało realne, ale droga przez złość (która mobilizuje) jest już logicznym procesem inżynierskim:

Smutek → Obrzydzenie → Złość → Oczekiwanie → Radość

Dlaczego to nie jest przedmiotem w szkole?

Nasze emocje to często tylko interpretacja sygnałów z organizmu, do których świadomość nie zawsze ma pełny wgląd. My, faceci, mamy z tym problem – u nas „wku*wienie” to często zbiorczy termin na smutek, strach, wstyd i poczucie niesprawiedliwości. Nie umiemy nazywać składowych, więc system wywala błąd.

W moim idealnym świecie smartwatche monitorowałyby naszą biologię i sugerowały: „Jesteś w stanie X, sugeruję 3 minuty metalu lub stanie na jednej nodze, by przejść do stanu Y”.

W szkołach, zamiast analizować Pana Tadeusza, powinniśmy mieć przedmiot „Człowiek – instrukcja obsługi”. Choć patrząc na to, że mimo lekcji biologii ludzie nadal bywają antyszczepionkowcami, pewnie i to by nie pomogło. Ale instrukcję „Be human for engineers” i tak warto spisać – choćby po to, by mieć gotowy skrypt, gdy system znów zapomni, jak się restartuje.

(przyznaję, formatowanie przez AI.... leniwa bestia jestem)



Podobne postybeta
Wyłącz czasem ANC w słuchawkach i wleź na molo gdy wieje wiatr i z nieba leci grad ;-)
Jak Mruka dostał więcej metalowych przedmiotów - (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego) część druga
W Wenecji ;-)
Szlak mnie trafia jak emocje sprzedają się lepiej od rozumu.
OpenOffice.org i inne produkty Open Source - ofiary kryzysu? ;-)

Social media i ślepota informacyjna

Dwa zdarzenia z ostatnich kilku dni, które pokazują imho jak szkodliwe są social media.

Upadek Zondacrypto i śmierć posła Litewki.

Żadna z tych rzeczy nie jest spowodowana przez social media. Ale, czytając komentarze pod wiadomościami o Zondacrypto można dostrzec, że jest kampania odwracająca uwagę od tego, że Prezydent Nawrocki, PiS i Konfederacja byli przeciwni regulacji crypto... 
Do tego masa ludzi zachowuje się jakby dopiero teraz się dowiadywali o problemach... a przecież wg tego co mówili posłowie wychodzący z tajnego posiedzenia Sejmu 5 grudnia 2025 (prawie pół roku temu) to Tusku miał wtedy mówić o Zondacrypto jako o niepewnej próbując przekonać posłów do odrzucenia weta Nawrockiego.... więc trudno zrozumieć jak ktoś teraz mówi, że "nie wiedział"...
Ale tak sobie myślę, że mógł nie wiedzieć. Jeśli nie zagląda do żadnych mediów "mainstreamu" to mógł taki ktoś nie widzieć takich informacji. Na TikToku mógł słyszeć, że crypto super i wolność i nie widzieć żadnej informacji, to samo na Facebooku...

Co do śmierci posła Litewki to już się pojawiają teorie, że "był niebezpieczny" i tak dalej... że to nie był wypadek. Oczywiście szczegół, że to był poseł koalicji rządowej... żeby to wiedzieć trzeba wiedzieć które partie popierają rząd i tak dalej... a jak oglądasz social media tylko to możesz nie wiedzieć.

Wychodzi na to, że ludzie mają problemy z przyswajaniem informacji... i wyciąganiem wniosków... i to może nawet nie dowodzi, że są głupi. To jest chyba umiejętność, której się można nauczyć chyba, ale social media to blokują. Bo one dają krótkie i proste odpowiedzi, bez niuansów i wchodzenia głębiej.
Do tego "nie mają pamięci", w sensie, że dziś coś co się zdarzyło tydzień temu czy 100 lat temu czy 1000 lat temu to tak samo mało ważne, ważne jest tu i teraz.
Jak ludzie w takim świecie mają wyciągać wnioski i rozumieć, że przyczyny mają skutki, że czyny mają konsekwencje? Gdzie się mają tego nauczyć?

Słuchałem kiedyś podcastu w którym mówił James Flynn o "efekcie Flynna" i podawał bardzo ciekawą hipotezę, że ten wzrost IQ mógł być spowodowany tym, że akurat w XX wieku "logiczne myślenie" i wnioskowanie były promowane, media i rozrywka je trenowały u ludzi, bo filmy i seriale są kompilowały i ludzie się "uczyli" wnioskowania... ale dziś, social media to całkowicie likwidują.
W ostatnim sezonie Stranger Things wszystko było tłumaczone po kilka razy, bo Twórcy serialu obawiali się, że ponieważ widzowie będą co chwilę sięgać do telefonu i social mediów to nie będą w stanie rozumieć opowieści więc im trzeba ją powtarzać. Nawet wydaje się, że zauważono już cofanie się efektu Flynna i że koreluje to z social mediami...

To jest dziwne też o tyle, że zwykle zmiany tego typu... wymyślenie pisma, popularyzacja umiejętności pisania i czytania, druk, robiły duże zmiany, nawet wywoływały wojny (w przypadku druku jakieś 300 lat wojen religijnych w Europie....) ale nie ogłupiały ludzi...

No bo śledzenie wielu wątków i ich sensowne łączenie nie jest proste.
Wydaje mi się (nieskromnie ;-)), że akurat jestem w tym dość dobry. Widzę to w pracy często. Gdzie przecież pracuję z ludźmi u których IQ 115 to jest "niskie"... a ocieram się też o takich 150+.
I mimo wszystko często widzę, że ktoś coś mówi, a inni tego nie rozumieją i ja się wtedy wcinam i mam "wydaje mi się, że X mówi, że ..." i wtedy jest "A...".
Ale żeby nie było, sam pamiętam case gdy ponieważ TL z innego teamu i wszyscy Seniorzy byli na urlopie i zostały 2 osoby (które powinny być Seniorami tak od ~2 lat najmniej) i było od managementu "Przemek, weź im pomóż" i jedna z tych osób mówiła od początku "to jest X", ale jakoś ja tego akurat nie słyszałem. Słyszałem wszystkie fakty, które mówiła, ale ten najważniejszy komunikat mi znikał. Sam doszedłem z jej pomocą i drugiej osoby do tego, że to X i dopiero po paru godzinach/dniach do mnie dotarło, że "A mówiła od początku, że to X kretynie"... (więc jak parę dni później mówiłem na takim scrum of scrums o tym to opisałem problem i dodałem, że A o tym od początku mówiła, ale jakoś to do mnie nie docierało, ale to dowodzi, że sami by sobie dali radę).
A ja mam lata praktyki... bo już jako dziecko często się bawiłem, rozmawiałem z mamą i oglądałem coś w TV w tym samym czasie... a na studiach jak się obraziłem na wykładowce filozofii to demonstracyjnie czytałem Pratchetta i słuchałem wykładu... (na Elektrotechnice i wykładach z fizyki (elektrostatyka) też to robiłem, ale się kryłem ;-)) [dziś już nie potrafię, ale wiem, że kolega parę lat temu umiał kodować i słuchać podcastu w tym samym czasie]
A co mają powiedzieć ci dzisiejsi biedacy, którym social media robią sieczkę z mózgu?
I żeby nie było - nie wszyscy. To jest statystyka i środowisko. To nie jest tak, że dziś ludzie są głupi, ale to, że główne medium z którym mają do czynienia czyli TikTok/FB/Instagram czy ogólnie sociale nie zmuszają ich od używania tego "mięśnia" do przetwarzania informacji i wyławiania faktów z szumu... oni dostają szum w postaci idealnie wpisującej się w to co chcą zobaczyć. Więc ich mózgi działają świetnie - w sztucznym środowisku social mediów, ale jak to przenoszą na realny świat to "są głupsi".

Pytanie czy to znaczy, że będą rządzić nami ci którzy będą lepsi w wykorzystaniu tej nieumiejętności krytycznego myślenia i priorytetyzacji źródeł czy ci, którzy nie korzystają z social mediów? 

Ja mam postulat - zrobić ściepę, odkupić social media, wysadzić serwerownie w powietrze, poprosić AGI (jak się pokaże) żeby ubijała każde nowe coś które będzie stawało się social mediami ;-)


Podobne postybeta
Porzucenie Facebooka mnie kusi....
Social media to nie jest świat dla introwertyków/ambiwertyków ;-)
Nieistniejący rynek
Nie, Scrum nas nie "uratował" od Waterfalla... za to powoli sam się nim staje ;-)
A może by tak porzucić prasę i social media?

sobota, kwietnia 25, 2026

Wyłącz czasem ANC w słuchawkach i wleź na molo gdy wieje wiatr i z nieba leci grad ;-)

Odkryłem ostatnio chodzenie w słuchawkach z wyłączonym tłumieniem hałasów...
Jak się idzie plażą, albo lasem to nawet miło słyszeć te fale czy podobne rzeczy....
Jakoś tak przyjemniej. 

Chociaż ma to też swoje wady, jak Ci odbije.... i idziesz 320 metrów na koniec molo gdy pada grad, a później tak wracasz ;-)


Tak w 2/3 jest chyba najgorzej ;-)

Tak btw. tego po tym jak zszedłem z mola to ta cisza i brak wiatru wywołały we mnie prawie euforię ;-)
Wychodzi na to, że co jak co, ale ~40 km/h wiatr z padającym gradem... albo ich ustanie, poprawiają humor ;-) (patrząc na kąt padania kropel/gradu można wnioskować, że momentami to było 50-60 km/h ;-))

Tak szczerze to trochę podobne do skoku na spadochronie, tam też na początku jest straszny hałas, aż otwiera się spadochron i nagle robi się cicho i ciepło.
Chociaż fakt, ja skakałem z typem przypiętym do placów, to on miał spadochron ;-)

Ogólnie polecam....
Chodzenie z wyłączonym ANC nad morzem czy w lesie.
Iście 640 m molo w deszczu/gradzie z dużym wiatrem.
Skok z typem przypiętym do pleców ;-)


Podobne postybeta
Be human for engineers: Instrukcja obsługi człowieka - marzy mi się coś takiego ;-)
Chyba wiem czemu widzę Gdynie z Juraty ;-)
Workation ;-)
Prakacje ;-)
Jakie słuchawki z tłumieniem szumów wybrać?

środa, kwietnia 22, 2026

Plan ucieczkowy

Nie lubię niepewności, stąd np. w pracy jak jest niepewność to ją zwykle próbuję zaatakować od frontu lub od flanki i uczynić ją pewnością, albo chociaż w miarę rozsądnym przybliżeniem pewności.

Stąd nie mam wielkich problemów ze zmieniającymi się wymaganiami bo zakładam, że one się zmienią i ogólnie próbuję być na to przygotowany. 
Z czasem w tej branży człowiek uczy się, że są miejsca które na 100% będą się zmieniać i lepiej je np. schować za abstrakcją.

Stąd zwykle mam "plany ucieczkowe" ;-) często jest to ucieczka do przodu. Coś w stylu "jak wiemy, że ten problem i tak będziemy musieli rozwiązać, bo tak to działa to bądźmy proaktywni i rozwiążmy go teraz, albo zbudujmy sobie narzędzia/plan do rozwiązania tego problemu gdy się pojawi".

Mam nawet dla pracy plany ucieczkowe ;-) obecnie 2 ;-) jeden bazuje na moich oszczędnościach, drugi na AI. Ten bazujący na oszczędnościach jest bardziej na sytuacje gdy ja zostanę postawiony w jakiejś sytuacji, ten bazujący na AI bardziej na mojej decyzji ;-)

Dla mnie plan ucieczkowy to sposób na ogarnięcie niepewnej przyszłości.

Miałem kiedyś managera, który twierdził, że lubi być przygotowany, ale jego metoda to było poleganie na obietnicach od innych i budowaniu zależności, że "jak nam zabierzecie to to padnie"... 
To było zabawne, bo ja już mu 2 lata mówiłem "ej, niech nasz team zacznie to przejmować", a on "mamy obiecane X na kolejny rok"... i pewnego dnia przyszła informacja "od czerwca nie ma X" i panika... a ja nie panikowałem i go uspokajałem "OK, ja na to patrzałem od dłuższego czasu i to nie będzie takie trudne, mam dwie osoby, które mogę na to rzucić, im się nudzi, my zdobędziemy wiedzę i będzie OK"... Miałem rację. Ale on nadal uważa, że jego metoda jest lepsza ;-)

Tak przy okazji, stąd uważam, że jest tak, że ludzi można np. umieścić na 2 osiach, jedna od chaotyczny do uporządkowany (albo nawet chorobliwie uporządkowany) i drugiej od głupi do bystry.
Bo jak ludzie w miarę uporządkowani jakoś funkcjonują, bo np. nie zapominają płacić rachunków niezależnie od IQ (bardziej bym powiedział, że chodzi o "ogar współczesnego świata" to jest taki mix IQ/EQ i paru innych rzeczy), ale wśród ludzi chaotycznych tylko ci "bystrzy" dają radę w świecie.

Wszyscy znamy kogoś kto żyje od przypadku do przypadku i ma przez to problemy i kogoś innego kto ma niby podobnie, ale jakoś tak bardziej z gracją to ogarnia... moja hipoteza jest, że obie takie osoby są w chaotycznym kawałku, ale jednej (tej drugiej) IQ i ogar dają możliwość "graceful degradation of service"... coś w tym stylu, że spóźnienie z opłatą za rachunek nie jest problemem jak masz kasę na zapłacenie go i zapłacenie odsetek... i na tyle ogara by na przyszłość ustawić sobie automagiczne spłacanie ;-)

Ja jestem dość chaotyczny, więc muszę mieć gotowe "Plany Ucieczkowe" na sytuacje gdy trzeba będzie reagować ;-) z czasem się człowiek uczy je proaktywnie tworzyć.... może to też jest to, że jak się czuję bezsilny to zaczynam się wkurzać i tworzyć "plan" by odzyskać sprawczość... taka tajemnica tutaj, wcale nie musisz często mieć pełnej sprawczości... wystarczy często iluzja sprawczości... Nie żyjemy znów w świecie gdzie co chwilę czyha na nas tygrys by nas zjeść, więc w wielu sytuacjach wystarczą takie ogólne "plany ucieczkowe" (np. karta kredytowa) albo po prostu wiara w to, że X zależy od nas.

A skąd nazwa "Plan ucieczkowy"?
A np. z oglądania XXX czy podobnych filmów akcji. Bohaterowie mają zwykle miejsce jak jakaś rajska wyspa czy podobne miejsce gdzie mogą się ewakuować w razie problemów. 
Wiem, że bywały momenty gdy oglądałem taki film i była sceny na takiej wyspie i było u mnie "kurcze... też chciałbym mieć możliwość ucieczki w razie bym musiał"... i stąd nazwa ;-)


Podobne postybeta
A jakby Boba nauczyć czytać maile?
Rube Goldberg machine do reminderów ;-)
Kosmiczne klocki :-)
Social media i ślepota informacyjna
Ja długo przygotowywać się do rozmowy? (kwalifikacyjnej w IT ;-))

poniedziałek, kwietnia 20, 2026

Uroki remote ;-)

Wyobraźcie sobie sytuację, że idziecie na rozmowę albo przychodzi do Was kandydat, czy klient pogadać i ta osoba na jakiś czas znika z pomieszczenia, wychodzi z pomieszczenia i wchodzi bo nie słyszy, albo jej nie słychać, albo słyszycie nagle, że ten ktoś z kimś rozmawia, albo dziecko pyta "Gdzie jest mama?". Albo mówi, porusza ustami, ale nikt jej nie slyszy.
Albo wszystko idzie OK i nagle mówiący zaczyna przerywać. Albo pojawia się pogłos ;-)
Albo kandydat przychodzi i czeka 5 czy 10 minut aż się ktoś pojawi w pomieszczeniu.
Ktoś próbuje coś pokazać i musi wyjść z sali i wejść znowu, albo jeszcze wyjść z budynku żeby móc to pokazać bo nie ma uprawień i musi się zresetować ;-)
Albo jeszcze lepiej, cała rozmowa odbywa się w samochodzie....

A tak to wygląda na masie spotkań remote. 
Ale nie, wszyscy będą mówić, że narzędzia i kultura są super i że nie ma różnicy i boomerzy czy Xy chcą do biura bo nie czują remote ;-)

I tak, wiem, że remote może mieć sens, ale wtedy komunikacja powinna głównie polegać na narzędziach async + jeśli musi być sync to najlepiej on-site, rzadko ale konkretnie. 
Ale firmy wolę dawać ludziom pracę zdalną w nadzieji, że technologia jakoś da radę sprawić, że pracując remote będziemy udawać, że jesteśmy w biurze. I przez to nagle połowę kalendarza masz zawaloną spotkaniami i syncami, których normalnie by nie było bo odbywałyby się naturalnie przy biurkach ;-)


Podobne postybeta
Odsłaniać okna na noc w gorące noce, czy nie odsłaniać? Oto jest pytanie....
Emerytury
Eventy na żywo nie zawsze są bardziej wow niż w TV ;-)
Im hotel wyższy, tym pokój większy? ;-)
Impreza ;-)

Jak zobaczę good fit, to będzie good fit - najbardziej prawdziwy opis pozycji w IT ;-)

Przygotowuję się do otwarcia pozycji w moim teamie... i stwierdzam jako ktoś kto był stroną w rekrutacji w IT z obu stron, a może i trzech ;-) że ten system ma wady ;-)

Po pierwsze szukanie kogoś "do roli" jest dziwne i ogólnie role są dziwne. Rola w stylu "Java Developer" ma sens, ale już wpisywanie tam technologii w stylu SpringBoota nie ma sensu...
Tzn. tak SpringBoot ma swoją wartość i dobrze go znać, ale to że ktoś używał SpringBoota nie znaczy, że zna SpringBoota.
Rola, szczególnie szczegółowa sugeruje istnienie idealnego kandydata czy idealnej kandydatki i to, że prawdziwi ludzie będą bliżej lub dalej tego ideału. A to nie jest do końca prawda.
Moja wizja jest bardziej taka, że jest jakiś fundament inżynieryjny, dość wysokie IQ, niezłe EQ i umiejętność komunikacji. Na tym można budować wiedzę domenową.

Stąd "moje idealna rekrutacja" to sytuacja gdy wszyscy do programowania przechodzą baterię testów z kodowania i system design. 
Możemy szukać w danym języku, bo jednak polyglot developer to jest troszkę mrzonka... (napisał ktoś kto szuka człowieka Java/Kotlin z dobrym Pythonem... chociaż w tej branży najważniejszym językiem jest angielski ;-)).

Jak ktoś przeszedł przez te filtry to rozmawiamy o szczegółach, bo może akurat ktoś nie chce pracować nad X.

IMHO dobry inżynier to ktoś kto ma dobry "warsztat", ale nie musi mieć na początku wiedzy domenowej. Tego się nauczy.

To jest dokładnie na odwrót do Product Managerów ;-) bo tu imho duża wiedza domenowa może być lepsza od warsztatu. Warsztatu się można nauczyć, ale wizję trzeba mieć.
Chociaż to jest z PMami złożone, bo oni też się z czasem uczą budować wizję nawet jak nie znają domeny, bo przez te kilka projektów przez które przeszli nauczyli się sztuczek do szybkiego zrozumienia domeny....

W końcu jak dev nie wie czemu coś robimy to powinien/powinna móc spytać PMa. To samo PM powinien/powinna móc spytać devów "a czemu tak".

Powinny być podzielone wyraźnie "dominia" ;-) tak, najciekawiej jest na styku... ale każda ze stron powinna mieć umiejętności i wiedzę "swojej domeny" i używać jej do budowania tego interfejsu.

Mój najbardziej prawdziwy opis roli byłby taki "jak zobaczę good fit to będzie good fit" ;-)


Podobne postybeta
Dziwne finanse, dziwna gospodarka......
Czy vibecoding zmienia ważność ludzi? Czy PM/PO stają się bardziej niezbędni od inżynierów?
Moto 360 i Lollipop na Nexusach
Przeszedłem już w tym roku 2061.5 km :-)
W tworzeniu softu droga od tego jak jest do tego jak ma być jest ważniejsza od tego jak ma być

sobota, kwietnia 18, 2026

Dziwny Gdańsk.....

Dziwne rzeczy z Gdańska...


Ktoś chyb anie lubi hulajnóg elektrycznych, albo to jakaś forma wyrazu artystycznego.




Dawne zakłady mięsne na Angielskiej Grobli, które do tego były kinem w czasach PRL ;-)

Taki zagubiony tramwaj ;-) on nigdzie nie odjedzie... zamykany na kłódkę.



A tu spacer najpierw Mariacką, a później powrót Świętego Ducha do Kładki ;-)

Kiedyś miałem taki specjalny spacer, że w okolicach Stoczni Cesarskiej (którą właśnie opchnięto za 550 mln PLN....) był taki dziwny "ogródek". Kilka wielkich donic, altanka, wszystko ogrodzone i ludzie sobie tam hodowali pomidory, kwiatki i truskawki... strasznie mi się to podobało, taka partyzantka ogrodnicza ;-)

Bardzo to sympatyzczne było, ale już nie ma... zostały tylko zdjęcia ;-)















Podobne postybeta
100 lot :-)
Co lubię
Gradle - narzędzie do artystycznego odstrzeliwania sobie stopy ;-)
Papier nad e-booki :-)
"Fizyczny" projekt, jak zacząć?

Apple na Marsie ;-)

Oglądam For All Mankind i widzę jak jeden z bohaterów pisze na klawiaturze i używa myszy... na Marsie. I to wygląda jak Magic Mouse i Magic Keyboard od Apple.
Później widać, że wszystkie urządzenia są od Apple, ale OS jest jakiś dziwny.

To jest świat alternatywny, ZSRR pierwsze wylądowało na Księżycu i dlatego nawet w latach 2000 nadal jest wyścig kosmiczny. Ludzie mieszkają już na Marsie i teraz właśnie leci wyprawa na Tytana (jeden z księżyców Saturna).

I mi to Apple nie pasowało... dopier po jakimś czasie do mnie dotarło... przecież Apple jest producentem ;-) i oglądam to na Apple TV ;-)

Chociaż ten świat jest inny. Z takich większych rzeczy, ZSRR nadal istnieje w latach 2000, a zamach na papieża się udał.
Nie pomnę czy była mowa o Apple... ale może ten system wygląda inaczej, bo może tam Jobs nigdy nie odszedł z Apple i może przez to nigdy nie stworzył NeXT? I nadal mamy popłuczyny po System 7, może to ten mityczny System 8? Albo BeOS?

Chociaż i to ZSRR jest dziwne, główny wątek w tym sezonie jest w koło rosyjskiej firmy Kuragin, co by sugerowało, że tutaj ZSRR poszło drogą Chin.

Inna sprawa, istnieje podejrzenie, że moja nazwa dla mojego asystenta, czyli Bob może być zainspirowana jednym z odcinków z pierwszego sezony "Hi Bob" ;-) tak mi imię spasowało :-)
Tzn. pracowałem kiedyś z Bobem, super gościu, ale ten Bob nigdy by mi nie przyszedł do głowy gdy myśle o słowie Bob, a jeszcze bardziej z asystentem (dziwne by to było, bo chodzi o gościa który PhD dostał w roku gdy ja się urodziłem).

Stąd "mój" Bob jest albo od tego "Hi Bob", albo od Planety Bob z Titan A.E.... albo po prostu mi tak spasowało ;-)

Ale to Apple mnie zaskoczyło. I jest w nim jeszcze jedna nieścisłość. Jak mają super płaskie ekrany, takie podobne do ostatnich iMaców i Magic Keyboard i Magic Mouse, to ich iPhone'y są tak bardziej podobne do pierwszych iPhone'ów i system z zewnątrz wygląda bardziej na Androida ;-)
No i nie do końca to Apple tam pasuje, bo wcześniej na froncie technologii był zawsze Helios, jedna z firm zbudowanych na podboju kosmosu. Zresztą teraz mają dostęp do masy irydu, bo mieszkańcy Marsa ukradli asteroidę....



Podobne postybeta
Budowanie Boba ;-)
Generał Jaruzelski wg. Kuklińskiego
Sierpień - podsumowanie czytelnicze
To (kalkulator) żyje :-)
Pixel vs iPhone ;-)

poniedziałek, kwietnia 13, 2026

Budowanie Boba ;-)

Zacząłem budować Boba*, mojego robo-asystenta ;-)

Jego idea powstania wzięła się z The Robot Assistant Field Guide podcastu Mac Power Users.

Czym jest/będzie Bob? Bob ma być zestawem lokalnych narzędzi, zwykle prostych skryptów, może kiedyś też promptów do lokalnego LLMa, które będą "za mnie" robić głupie rzeczy....

Na razie Bob jest "pracowy" i ogląda sobie mój schowek i strony w firmowej przeglądarce które oglądam i jak wykryje gdzieś ticketa to sobie tworzy plik w folderze o nazwie ID ticketa... dzięki temu nie ma problemu z tym, że "a go już znam".

Na razie każdy kawałek powstał w Gemini ;-)

Pierwszym zadaniem przed Bobem była pomoc w uporządkowaniu backlogu w Jira...

Mamy więc:

  • skrypt który co 1 sekundę uruchamia pbcopy i pobiera zawartość schowka,
    • jeśli zawartość schowka się zmieniła to przegląda ją w poszukiwaniu numerów ticketów
      • jeśli znajdzie ticketa to tworzy/dotyka plik w ./tracked_tickets
  • skrypt (ten sam co poprzedni ;-)), będący serwerem HTTP
    • dostaje na wejściu numery ticketów i tworzy/dotyka pliki w ./tracked_tickets
  • rozszerzenie do Chrome (lokalne), które ogląda URL:
    • jeśli URL zawiera numer ticketu to rozszerzenie łączy się do serwera HTTP (lokalnego) i raportuje, jeśli serwer nie działa, zapisuje w odpowiedniku localStorage i "wyśle" później
Przez to wszystko miałem w końcu w ./tracked_tickets listę ponad 70 ticketów które oglądałem...

Kolejny skrypt, też stworzony z Gemini pobrał szczegóły wszystkich tych ticketów i  zbudował CSV dla każdego reportera, a ja tylko wrzuciłem to na Webex z prośbą by je odpowiednio "obsłużyć" ;-)

Ale to dopiero początek Boba... no chyba, że mi się znudzi ;-)

Kolejnym "ficzerem" będzie pewnie moja "strona domowa", będę miał w którejś przeglądarce (pewnie w firmowych Chrome) stronę z "ostatnio" dotykanymi ticketami, może w przyszłości tez ostatnio dotykane strony na Confluence... jakieś remindery i jak dojdę do etapu MCP to nawet zaglądanie do maili i lokalne wiązanie tych rzeczy ;-)

Przed końcem miesiąca pojawi się też "ficzer" polegający na przygotowywaniu raportu do praw autorskich ;-) [edycję Confluence też łatwo wykryć, przecież ma wtedy /edit w URLu]

A, co ze starymi ticketami? Kolejna część Boba będzie kasowała z folderu "widzianych" ticketów stare tickety (starsze niż powiedzmy 3 miesiące... ale to się jeszcze okaże i wrzucała je może do jakiegoś SQLite albo podobnego).

Kolejną wersją będzie Bob prywatny ;-) ale dla niego jeszcze nie wymyśliłem zadań.

Co ciekawe, jakoś nigdy w robocie programisty nie znalazłem wielu rzeczy do automatyzacji (poza tym kawałkiem z raportem do praw autorskich), ale w pracy Engineering Managera w kapeluszu PO i owszem ;-)

A jak to wszystko powstaje? "Gadam" do Gemini, ono mi generuje kod ;-)

* - czemu Bob? Wczoraj idąc z Gdyni do Orłowa i później do Sopotu słuchałem tego podcastu i pomyślałem, że fajnie by to było zbudować i jakoś nazwać i "przyszedł" mi do głowy Bob... a Bob stąd, że kiedyś w poprzedniej firmie mieliśmy team "Enigma" który pracował nad bardzo barkowym systemem buildowania aplikacji i próbowaliśmy go zrozumieć i udokumentować... jak dołączyłem to zacząłem kampanię w firmie sprzedawania "jak zrobić żeby build był szybszy" i podpisywałem to jako BOB - Builders Of the Beast ;-) Stąd Bob.



Podobne postybeta
Apple na Marsie ;-)
A jakby Boba nauczyć czytać maile?
Najwięcej kodu != najlepszy developer
Sierpień - podsumowanie czytelnicze
Język programowania na Apokalipsę ;-)