niedziela, listopada 11, 2018

Zostawmy 12 listopada jako dzień wolny na zawsze, jako święto ku czci "jakoś to będzie" ;-)

Polska to fajny kraj, Polacy są fajnymi ludźmi.
Jest jednak coś co trochę nas prześladuje, takie przekonanie, że nie warto się przygotowywać, bo "jakoś to będzie" i później jeśli zdarzy się, że jednak jest problem to robimy jakieś szalone, często heroiczne, ale jednak szalone rzeczy.

I wolne 12 listopada 2018 roku jest właśnie takim czymś.

Polski rząd mimo rządzenia od 3 lat i zapowiadania od 3 lat wielkich obchodów 100 lecia niepodległości, dał ciała i się nie przygotował.
W końcu jak do rządzących dotarło, że dali ciała to zaczęli kombinować i zrobili ekstra wolny dzień, żeby jakoś uczcić to 100 lecie niepodległości.

Ale tak naprawdę wyszedł im dzień, który powinniśmy od dziś nazywać "Narodowym świętem awaryjnym", które obchodzimy żeby uhonorować wszystkich szalone i nieprzemyślane rzeczy, które robili mieszkańcy Polski bo zamiast się przygotować woleli uznać, że "jakoś to będzie".


Podobne postybeta
Dzień Darwina
Wernyhora mode ;-)
Wojna ze świętam, czyli o wyższości Świąt Bożegonarodzenia nad Wielkanocą ;-)
Jak apokalipsa to nie w Warszawie ;-)
12 stycznia - Dzień Darwina

czwartek, listopada 08, 2018

Konferencje są przereklamowane

W tym roku byłem na 3 konferencjach, w Krakowie na DevoXX i GeeCON, i w San Francisco na QCon.

I stwierdzam, że chyba najzdrowiej by było gdyby firmy IT zaczęły likwidować budżety konferencyjne, a w zamian dały wszystkim pracownikom dostęp do Safari Online, Lynda.com, Udemy, Udacity i podobnych.

To by były lepiej wydane pieniądze.

Jedna, dwie prezentacje przez całą konferencję, które zapadną w pamięć to naprawdę świetny wynik, a do tego rzadki.

To po prostu nie ma sensu.

Nawet networking niezbyt działa, w końcu IT to jednak w dużej grupie introwertycy, więc nie mają tendencji do poznawania nowych ludzi.

Jedyny pozytyw to wyjazd do innego miasta.. z tym, że jak byłem na DevoXX i GeeCON w Krakowie to mieszkałem w Krakowie, jak bylem na QCon w San Francisco, to mieszkałem w San Francisco ;-)
Więc dla mnie nawet ten zysk odpada ;-)

Chyba najlepszą konferencją na jakiej byłem to były Google Developer Days 2017 w Krakowie, ale ja jestem fanboyem Google więc mogę być skażony.
No i jeszcze dobrze wspominam GeeCON w 2011 roku.

A tak, prawie zawsze wracam z konferencji zmęczony i zawiedziony, że nie było niczego jakoś szczególnie ciekawego....


Podobne postybeta
Raport z planety Z ;-)
O wadach wysokiego IQ
GeeCON 2015
OpenOffice.org - ulubiony pakiet biurowy Java'owca ;p
Po Devoxx'ie

niedziela, listopada 04, 2018

Marzenie o jednym providerze synchronizacji ;-)

Jestem multisystemowy, używam macOS, Linuksa, Androida i iOSa, jeszcze do tego jakiejś mutacji Linuksa na Kindle.
I taki macOS z iOSem i Android mają ficzer synchronizujący nazwy/hasła sieci WiFi.
Wystarczy więc zalogować się kontem na urządzeniu, podpiąć do jednej sieci i później już urządzenie powinno być w stanie samo logować się do wszystkich sieci w około.
Ale synchronizacja działa między Androidami (i pewnie Chrome OS), macOS i iOS, ale nie między tymi systemami.
I czasem w takich momentach naiwnego marzenia, marzy mi się że może by Apple, Google, Microsoft i Amazon się dogadały tak bym mógł powiedzieć, że np. na wszystkich urządzeniach chcę używać synchronizacji od Google czy innego providera, i urządzenie by się po prostu logowało....


Podobne postybeta
Android Nokia syndrome ;-)
Pokusa, problem, zaskoczenie i spostrzeżenie ;-)
Gorzkie żale zegarowe
Zły provider, albo głupi ja ;-)
Bardzo testowa wersja OOo2GD 1.7.0, która w porywach działa nawet na MacOS ;-)

wtorek, października 30, 2018

Zapiski z 29 piętra....


San Francisco jest dziwne.
Przede mną jest LinkedIn (26.2 mld USD), obok Salesforce (99.12 mld USD), Slack (0.4 mld USD), niedaleko jest Atlassian (16.28 mld USD) czy inny Uber (~120 mld USD).
Z drugiej na ulicy gdzie stoi mój wieżowiec śpi dwoje bezdomnych.
Tak naprawdę na prawie każdej ulicy śpią bezdomni, niektórzy mają takie jakby namioty, inni kartony, a jeszcze inni śpią na chodnikach.
Idąc Market Street spokojnie można natknąć się na bezdomnego, który wbija sobie w brzuch czy inne miejsce strzykawkę.

Tu w okolicy jest kilka hoteli należących do Marriotta, która to sieć zanotowała najlepsze wyniki finansowe w ciągu ostatnich lat, a pod nimi strajkują pracownicy, którzy zarabiają po 12 USD za godzinę, a często nie mają nawet swoich 40 godzin tygodniowo (gdy hotel nagle w trosce o ekologię proponuje Ci byś nie korzystał przez kilka dni z serwisu sprzątającego to wiedz, że nie o ekologię chodzi, a oszczędności).
Ich hasło to "one job should be enough" i trudno się z nim nie zgodzić.

Po autostradzie którą widzę z okna non-stop jadą setki samochodów.
Te akurat ja∂ najpewniej do Oakland bo zaraz obok się Bay Bridge.
Rano, koło 6:45 przejechanie ~40 km to 30-40 minut. Po autostradzie. Bo między San Francisco, a San Jose i znajdującą się między nimi Krzemową Doliną nie ma praktycznie transportu publicznego (jest pociąg, ale jeszcze zostaje później dostanie się z pociągu do miejsca gdzie chce się dotrzeć (do 10 km odległości)).
Za to na autostradzie masa autobusów, które jadą do MTV (Mountain View czyli Google) lub MPK (Menlo Park czyli Facebook). Miejscowi w San Francisco nawet podobno obrzucali je kamieniami...

To jest miks olbrzymiego bogactwa i straszliwej biedy.

Inżynierowie w LinkedIn i podobnych firmach przychodzą do pracy między 7 a 11-12, a robotnicy którzy wykańczają budynek już o 6 zaczynają pracę...

Coś tu jednak poszło nie do końca tak.
Sami ludzie tutaj uważają, że to naturalny stan i jakoś ich to chyba nie oburza.

Jest tu pięknie, ale i strasznie.


Podobne postybeta
Raport z emigracji
Raport z emigracji ;-)
Taki trochę niezwykły lot Queen of the Skies.
Inwazja kostki klinkierowej
Lubię tramwaje :-)

wtorek, października 09, 2018

Amerykański zegarek jest trudny ;-)

Ok, teraz piszę z Waszyngtony (a dokładniej z Alexandrii), ale wczoraj byłem jeszcze w San Francisco...
Gdzie miałem popłynąć na Alcatraz (4 raz, 3 w tym roku ;-) tym razem na Behind the scenes).

Na bilecie stało, że statek odpływa o 4:20 pm...

4:20 pm....

Przez wyjazd do Waszyngtonu i to, że to dość blisko wszystko jest byłem bardzo przejęty i nie chciałem się spóźnić.

Zamówiłem Ubera X, nie Poola czy Pool Expressa.... jak wjechaliśmy na Embarcadero to coś mi się nie zgadzało bo dużo statków wojennych stało i dużo ludzi było, do tego olbrzymi korek... a czas uciekał.
W końcu na jakieś 1.5 km przed przystanią podziękowałem kierowcy i zacząłem biec/maszerować w kierunku przystani.
W tłumach ludzi.

Dobiegłem, już były ostatnie osoby wpuszczane, wyciągam bilet, pokazuję panu...
A on spokojnym głosem mówi "przyjdź za 2 godziny" ;-)

Bo się jakoś zafiksowałem i 4:20 pm mi się zrobiła 14:20 ;-) zamiast 16:20 ;-)

Plus jest taki, że widziałem pokazy lotnicze, np. Blue Angles nad zatoką San Francisco... i jak się da chcę tu być 12-13 października przyszłego roku żeby jeszcze raz to obejrzeć ;-)

Ale ten zwyczaj pokazywania czasu w 12 godzinnym formacie z pm/am mnie bardzo wkurza.
Myślę, że do mil czy stopni Fahrenheit'a mógłbym się przyzwyczaić (choć niechętnie), ale 12 godzinny format jest po prostu chory...

Dziś w samolocie miałem problemy z rozpoznaniem, które 5 z hakiem to godzina przylotu, a która planowany czas lotu ;-)


Podobne postybeta
Google App Engine i DatastoreTimeoutException
Raport z emigracji ;-)
Atlas zbuntowany, ale na odwrót ;-)
Różne rodzaje turystyki
Androidujemy sobie ;-) ale tak niemrawo

piątek, października 05, 2018

Czas porzucić Java'ę?

Trochę ponad tydzień temu 25 sierpnia Oracle wypuścił Java 11.

Której darmowe buildy obiecał przez kolejne 6 miesięcy....
Kiedy to pojawi się Java 12.
Której buildy będą dostępne przez 6 miesięcy.... aż pojawi się Java 13 i tak dalej i tak dalej.

Oracle ciągle będzie robił updaty Java 11 w OpenJDK, ale nie będzie robił buildów, a przynajmniej darmowych buildów "komercyjnych".

Jeśli masz serwer na którym stawiasz produkcję to bez płacenia Oracle'owi nie będziesz mógł/mogła używać tam Java'y 11.... z buildów Oracla.

Z buildów OpenJDK jak najbardziej, ale tych raczej nie będzie....

Są co prawda AdaptOpenJDK i inne, ale wiele z nich nie ma licencji na twierdzenie, że ich Java, to Java SE...

Rozumiem to co robi Oracle, w końcu chcą zarobić na Java'ie, Sun nie umiał, oni potrafią.

Ale to też raczej uczyni użycie Java'y czy czegokolwiek na JVM trudnym.

Updaty co 6 miesięcy do nowej Java'y na produkcji to będzie koszmar organizacyjny.
Trzymanie się starszej wersji Java'y bez poprawek bezpieczeństwa też będzie trudne (np. jak już w UE zniosą przesuwanie czasu to Java będzie musiała zostać zupdatowana... trzeba będzie też tą poprawkę zainstalować na serwerach... ale najpierw ją zdobyć, w wielu firmach biznes jak usłyszy koszty licencji od Oracle'a to zapłacze i zażyczy sobie znalezienia alternatywy)

Może czas zacząć pisać w Go? ;-)


Podobne postybeta
Szkoda Java'y
Google I/O 2015 spojrzenie drugie
Przepis na szybkie programy ;-)
Po Google I/O - TensorFlow, App Maker, Kotlin i Firebase ;-)
No i gdzie jest mój tablet? Gdzie?

środa, października 03, 2018

Nie bądź jak miś koala....

Misie koala są przesłodkie z wyglądu...
Są też wysoko wykwalifikowanymi specjalistami w byciu misiami koala.

Żywią się eukaliptusem, którego liście niedość, że są mało pożywne to jeszcze są pełne trucizny, która sprawia, że tylko koale je jedzą.
To sprawia też, że jakoś szczególnie nie muszą walczyć z innymi zwierzętami o ten zasób.

Wyspecjalizowały się w czymś czego nikt inny nie umie robić.

Tak też robią niektórzy ludzie, czy firmy.

Specjalizują się w jednej rzeczy i są świetni, tak świetni że nikt nawet nie próbuje z nimi konkurować... albo nie konkuruje bo to nie ma sensu?

No i misie koala mają problem.
Nie jeden zresztą ;-)

Ta specjalizacja i brak konkurencji sprawiły, że ewolucja promowała te które były lepsze w przeżyciu na tej niezbyt pożywnej diecie.
A duże i skomplikowane mózgi w tym nie pomagały.

Dlatego, misie koala mają problem.
Ich jedynym pokarmem są liście eukaliptusa.
Ale ponieważ dieta złożona z liści eukaliptusa nie jest zbyt pożywna, a utrzymanie dużego mózgu kosztuje to ich mózgi się tak uprościły, że misie koala nie są w stanie pojąć, że liść eukaliptusa jest nadal liściem eukaliptusa gdy nie jest na gałęzi.

Miś koala może umrzeć z głodu w miejscu gdzie będzie leżeć masa jego jedynego jedzenia, czyli liści eukaliptusa, które tak się składa nie są na gałęziach....

Bo misie koala się przespecializowały.
Są ekspertami w byciu misiami koala, a nie w byciu zwierzętami.

Tak jak niektórzy ludzie w IT, czy nawet firmy, są specjalistami w jednej technologii.
I to często takiej, która już się nie rozwija.

I w miejscu gdzie jest masa dostępnego jedzenia (pracy), nie są w stanie po nie sięgnąć bo nie wygląda tak jak to, które znają.

Dlatego, nie bądź jak miś koala ;-)


Podobne postybeta
Znowu czytam Samolubny gen.
Windows Phone nie dla mnie (i nie dla innych mieszkańców Polski) ;-)
Co? Czyli o tym jak człowiekowi chce się coś zrobić... ale nie ma pomysłu "Co?" ;-)
Jak tak dalej pójdzie to Polacy wymrą....
Ciekawe czy ktoś zajmuje się "testowaniem" czy może "próbkowaniem" rynku nieruchomości? :-)

poniedziałek, października 01, 2018

Surowe dane genetyczne i niebezpieczeństwa ich udostępniania

Bawię się swoimi danymi genetycznymi z 23andMe.

Poza raportami dotyczącymi pochodzenia, zdrowia, tego czy jesteśmy nosicielami jakichś genów które mogą wskazywać jakąś podatność na chorobę, takich dotyczących ogólnego dobrostanu i takich o cechach takich jak kolor skóry czy włosów, dostajemy też dostęp do surowych danych genetycznych.
Dostępnych w pliku tekstowym ;-)

Z liniami takimi jak ta:
rs13328684 1 74792 --

Gdzie to rs13328684 to nazwa SNP (Single-nucleotide polymorphism, po polsku Polimorfizm pojedynczego nukleotydu), 1 to numer chromosomu a 74792 to pozycja na chromosomie.
-- to informacja, że akurat w przypadku mojego genotypu nie udało się tu sprawdzić jakie mam zasady w tym miejscu.
Łącznie w moim pliku jest 638473 z czego tylko 14723 są --.....

No i przeglądanie tych surowych wyników (23andMe ma też stronkę do tego) może być fascynujące.

W sieci można znaleźć np. informację, że rs121912617 może nam powiedzieć czy mamy geny short sleepera, czy też nie (short sleeperzy są często zdolni do spania po 6-6.5 godziny bez żadnych widocznych objawów deficytu snu).
Ale to jest trudne, znaleźć takie info, wpisać w wyszukiwarkę i sprawdzić wynik.

No i są strony gdzie można wrzucić ten swój plik genetyczny... niektórzy umieszczają nawet w sieci swoje pliki....

I to jest strasznie, strasznie głupie.

Wiadomo np. że niektóre SNP korelują w ten lub inny sposób z IQ, można więc próbować wyliczyć czy ktoś ma wyższe czy niżesz IQ znając dane genetycznego tego kogoś.
To samo z genami dotyczącymi "podatności" na dopaminę i całą masą innych.

Już nie tylko firmy ubezpieczeniowe mogą chcieć to dostać (prawo im zwykle zabrania), ale rządy, szkoły czy pracodawcy.
A to jest naprawdę niebezpieczne.

A problemów tu jest cała masa.

Pierwszy, najważniejszy to to, że jednak dane genetyczne są czymś prywatnym i dotyczącym nie tylko danej osoby, ale i jej rodziny.
Drugi, to to że nawet posiadanie jakiegoś SNP mówi prawie zawsze tylko o prawdopodobieństwie, często zresztą nie do końca oszacowanym bo badanie przeprowadzono na małej grupie.
Trzeci - same testy są obarczone błędami. Może być błąd w analizie danych, może być błąd w odczycie, może być błąd w chipie, którego się do tego używa.

Czyli  nawet jeśli dane są poprawnie odczytane to fakt, że X ma dane SNP wcale nie musi oznaczać, że będzie taki to, a taki.
Nawet jeśli taki będzie, i to jest negatywna cecha to przez wychowanie i samozaparcie może z tym walczyć, ba może nawet nigdy nie spotka się z tym czego dotyczy ta cecha.
Bo np. ma SNP wskazujące na większą podatność na schizofrenię w razie używania marihuany gdy się jest nastolatkiem, ale po prostu nigdy nie palił trawy, ani nie miał kontaktu z narkotykiem...
Ale stara się o pracę w jakiejś instytucji, która ma wgląd do tych danych i stwierdza, że jednak mają też innego kandydata bez tego SNP...

W Chinach rząd wraz z paroma firmami wprowadza system punktowy.
Ile czasu minie zanim zaczną ten system w przypadku dzieci zasilać na początku danymi genetycznymi?

I nigdy nie pozwolą komuś pójść na studia bo jego DNA wskazuje, że IQ ma przeciętne....

Stąd, gorąco zachęcam do robienia sobie badań genetycznych, ale nie dzielcie się danymi.
Za duża szansa by wyciekły.


Podobne postybeta
Algorytmy Genetyczne szukają Symbolu Newtona ;-)
PRISMochoza....
Język a postrzeganie rzeczywistości
Windows 8 - błeee, ciągle błeeee
11. Nie będziesz używał komunikatorów innych...

piątek, września 28, 2018

Wydało się jakim jestem Polakiem ;-)

Od dawna chciałem zrobić sobie badania w 23andMe i jak przyjechałem na te pół roku do USA to od razu zamówiłem i trzeciego dnia pobytu odesłałem próbkę mojej śliny ;-)
Po prawie 7 tygodniach dostałem raporty ;-)

No i wydało się.....


W 2/3 jestem Polakiem, w 1/8 Niemcem, a w 1/25 Szwedem, że o 1/40 kogoś z Bałkanów nie wspomnę... chociaż 1/500 Indianina czy kogoś ze wschodniej Azji robi wrażenie ;-) [moja ojcowska haplogrupa jest najbardziej popularna wśród rodowitych mieszkańców Syberii ;-) i ogólnie rzadka jest, 1 na 1200 klientów 23andMe taką ma (ale jak poszukałem po sieci to wydaje mi się, że ja ją mam raczej po kimś kto mieszkał gdzieś w okolicach Litwy]

Tych Niemców mogłem się spodziewać, w końcu matka mojego taty musiała z domu uciekać bo przez to, że rodzina miała na nazwisko Nejman/Najman, a Częstochowa była w GG to Niemcy czuli silną potrzebę przekonywania jej rodziny by trafili na volkslistę i grozili jej rodzicom wywiezieniem jej na roboty i innymi sprawami. Z drugiej strony rodziny też nie lepiej, bo Najgebauer i mi jedną babcie na roboty zaczynali wywozić.
Ale Szwedzi?
OK, tych Szwedów jest jak kot napłakał 5-8 pokoleń wstecz (tak jak i Bałkanów i Włochów), ale jednak...
Zdecydowanie druga strona niż się spodziewałem ;-)


Podobne postybeta
Starzeję się ;-)
Exif jest zły - część 2 :-)
Wydało się ;-)
Surowe dane genetyczne i niebezpieczeństwa ich udostępniania
Nowa pozycja na liście "chcem!" ;-)

środa, września 26, 2018

Ja długo przygotowywać się do rozmowy? (kwalifikacyjnej w IT ;-))

Decyzja została podjęta, chcesz zmienić pracę... wiesz do jakiej firmy chcesz iść.
Jak się przygotować i ile spędzić nad tym czasu?

Po pierwsze, przygotuj się, brałem udział w wielu rozmowach po stronie przesłuchiwanta i to od razu widać czy ktoś jest czy nie jest przygotowany.

Popatrz na to w taki sposób.
Mniej więcej wiesz ile możesz zyskać na tej zmianie, wiesz ile mniej więcej możesz zarobić w nowym miejscu, wiesz ile zarabiasz teraz, stąd wiesz jaka jest różnica.

Wiesz jaka jest potencjalna nagroda.

Mimo wszystko rozmowa to też szczęście, dlatego dobrze by było wziąć pod uwagę nie tyle wartość potencjalnej nagrody, ale też prawdopodobieństwo jej uzyskania.

To jest tricky ;-) bo de facto to prawdopodobieństwo będzie jakąś tam funkcją tej nagrody, zwykle firmy które płacą więcej wymagają też więcej, więc trudniej się tam dostać.

Mamy więc oczekiwaną nagrodę:

zysk = (oczekiwana_przyszła_pensja-obecna_pensja)*prawdopodobieństwo_otrzymania_oferty

bierzemy pod uwagę pensje roczne.

To wiemy jaki jest nasz możliwy zysk. Jaki jest koszt?

Czas, w końcu przygotowując się zużywamy czas.

Tylko ile jest wart nasz czas?

Mamy pewne przybliżenie, które nazywa się obecna pensja ;-) w końcu jeśli ktoś jest w stanie Ci płacić X PLN za godzinę pracy, to godzina Twojego czasu wolnego jest warta conajmniej tyle samo.

koszt = koszt_godziny*liczba_godzin

Przy założeniu, że w razie nie dostania się do firmy nic nie zyskamy z nauki (co nie jest prawdą, ale ułatwia analizę) mamy, że opłaca się nam ponieść koszty nie większe od potencjalnego zysku.
Czyli mamy:
koszt_godziny*liczba_godzin < (oczekiwana_przyszła_pensja-obecna_pensja)*prawdopodobieństwo_otrzymania_oferty

Co daje nam:
liczba_godzin < (oczekiwana_przyszła_pensja-obecna_pensja)*prawdopodobieństwo_otrzymania_oferty/koszt_godziny

Teraz na liczbach.

Załóżmy, że mamy kogoś kto zarabia 10k PLN miesięcznie i chce pójść do firmy, która płaci 20k PLN miesięcznie, czyli zyska 120k PLN rocznie.
Koszt godziny pracy takiego kogoś to ~60 PLN.
Ten ktoś zbytnio nie wierzy w swój sukces, czyli zakłada, że szansa dostania się to 10%

Mamy więc:
ile_godzin<(240k-120k)/60*0.1=200 godzin

Czyli taki ktoś powinien zainwestować nie więcej niż około 5 tygodni, 5 dni w tygodniu po 8 godzin... co przy założeniu, że tak naprawdę będzie w stanie spędzić średnio 30 minut w dniu pracy i powiedzmy 3 godziny w dzień weekendowy... oznacza jakieś pół roku przygotowań.

Wzór nie jest idealny, bo np. teraz ma takie coś, że im bardziej prawdopodobne dostanie się do firmy tym bardziej się opłaca uczyć... co jest jakby wbrew intuicji.
Powiedzmy, że to jest wersja 1.0 wzoru ;-)


Podobne postybeta
Kuchenka mikrofalowa
3 "kuchenne" sekrety
Pensje programistów
Zawiść
Hodowla Piratów,