czwartek, listopada 30, 2017

Milion ton śniegu....

Zaczęła się zima... Nie ten pozer kalendarzowa, ale taka prawdziwa.
Spadł milion ton śniegu, dokładniej jakieś 1.5 mln ton... (Podobno w ciągu dnia to było 15 cm, przy założeniu że 1 m3 waży 30 kg)

Całe szczęście temperatura jest jeszcze dodatnia więc drań się roztapia i znika....

Gupi śnieg....

posted from Bloggeroid




Podobne postybeta
4 mln ton....
Zła zima!
Zasypywania ciąg dalszy...
Śnieg - brrr
Ja i mój zegarek chcemy wiosny!

wtorek, listopada 28, 2017

Czas spierdalać...

Rozumowo już wiem, że teraz nadchodzi ten moment kiedy trzeba powiedzieć Polsce "siema" i spierdalać.

Ale dobrze zarabiam, mam mieszkanie, jest mi całkiem wygodnie.

Tak, władza robi mi powoli i skutecznie krzywdę, ale przecież jak na razie co najwyżej mnie to trochę więcej kosztuje, przecież np. nic nie mam wspólnego z sądami.... gorzej, że jak za powiedzmy 5 lat komuś z PiS spodoba się moje mieszkanie to usłużny PiSowski sąd uzna, że mieszkanie nie jest moje, a kogoś innego i powinienem jeszcze zapłacić za używanie....

A patrząc na to co robi PiS, to za 5 lat będzie gorzej niż sobie to wyobrażam.
2 lata temu byłem czarnowidzem, ale nie przewidziałem nawet 10% tego co wyprawiają i jak to robią.

Rozumowo wiem, że powinienem wziąć pierwszą w miarę przyzwoitą ofertę za granicą i patrzeć na to z boku....

Zawsze chciałem umieć sobie powiedzieć "OK, Przemek, jeśli X, Y i Z to nie ma bata robisz W".
Ale trudno zrobić to W....

Tak czarno pocieszające jest to, że z jednej strony działania PiS będą mnie dalej wkurwiały i przez to skrócą mi życie, do tego te działania spowodują, że wszyscy w miarę ogarnięci lekarze zrobią to co ja powinienem i wyjadą, więc nie będzie nawet nikogo żeby mi mękę przedłużyć....

Fuck, nie chcę czekać na moment kiedy zaczną strzelać...... bo wtedy będzie za późno...

Ktoś ma jakieś pomysły jak znaleźć w sobie siłę by się spakować i wyjechać?
Lepiej mieć w takim przypadku środki w postaci gotówki, czy nieruchomości?
Ktoś już wyjechał?


Podobne postybeta
Dawać sankcje!
Kto chce mieć szare życie?
Studia wyższe
Eclipse vs. NetBeans
Jak tak dalej pójdzie to Polacy wymrą....

niedziela, listopada 26, 2017

Średnia vs. mediana

Często gdy gdzieś podawane są dane o zarobkach pojawia się informacja o medianie i o tym, że mediana lepiej opisuje rzeczywistość od średniej...

Nie, wcale nie. Albo bardziej precyzyjnie, nie do końca i zależnie od tego co oznacza "opisywanie" rzeczywistości ;-)

Mediana to liczba, czy w przypadku zarobków kwota powyżej której znajdują się zarobki 50% badanych i poniżej niej znajdują się zarobki drugich 50% badanych.
W rzeczywistości mogą być 2 mediany, jeśli jest parzysta liczba próbek, ale to szczegół.

Średnia to suma wszystkich próbek, podzielona przez liczbę próbek.

Mediana dobrze opisuje rozkład z punktu widzenia pojedynczej próbki, średnia z punktu widzenia całej populacji.

Jeśli wiemy, że średnia pensja to powiedzmy 4600 PLN, to możemy w miarę łatwo znając rozmiar populacji policzyć ile pieniędzy mają wszyscy członkowie tej populacji.
Bo średnia to wartość dla której sumaryczny błąd (czyli zsumowana różnica między wartością dla pojedynczej próbki, a średnią, dla wszystkich próbek) będzie równa 0.
Do tego jeśli wyciągniemy 100 losowych ludzi to średnia z ich pensji będzie bliska średniej całej populacji (to jest akurat twierdzenie graniczne statystyki ;-)).
Średnia opisuje więc najlepiej rozkład "globalnie". Gdy interesuje nas 1 liczba, która najlepiej opisze całą populację to średnia jest tym co nas interesuje.
Z punktu widzenia badania "siły gospodarki" średnia się świetnie sprawdza.

Mediana działa bardziej lokalnie.
Wiedza, że mediana zarobków to 3510 PLN nie mówi nam wiele o całej populacji.
Mówi nam za to duże o najbardziej typowym przedstawicielu populacji.

Jeśli moglibyśmy udać się tylko na 1 polowanie na jednego przedstawiciela populacji to najpewniej złowilibyśmy takiego, którego pensja byłaby dość bliska mediany.

Mediana i średnia mogą znaczyć to samo, jak rozkład jest normalny.
Ale pensje nie podlegają rozkładowi normalnemu.

Jak już podlegają jakiemuś rozkładowi to bardziej rozkładowi potęgowemu (też nie do końca, ale wykres jest bardziej podobny, bo niemal blisko początku rozkładu mamy szczyt, a później bardzo długi ogon w kierunku wyższych liczb z gwałtownie malejącym prawdopodobieństwem)

Dlatego jeśli podajemy informacje o wynagrodzeniach gdy chodzi o opisanie całej populacji to średnia jest najlepszym sposobem na opisanie, bo mówi o całej populacji.
Gdy chcemy podać informacje o wynagrodzeniach tak by przeciętny człowiek mógł ją porównać ze swoimi zarobkami to powinniśmy używać mediany bo ona lepiej oddaje zarobki takiego pojedynczego ludzia.


Podobne postybeta
Pensje programistów
Android Marketowi odbiło
Przewidujemy wyniki wyborów ;-) - wyniki
Jak oceniasz swoje bezpieczeństwo? - podsumowanie
Język a postrzeganie rzeczywistości

sobota, listopada 25, 2017

HashMap - Z klawiaturą wśród struktur danych

HashMap to moja ulubiona struktura danych.

Jest szybka (O(1)), rozsądnie zarządza pamięcią (O(N)), a do tego jest przebiegła i chytra ;-)

Tutaj krótki* opis dla niekomputerowych ludzi co to jest i po co ;-)

Zacznijmy od nazwy.
Nasza struktura znana jest pod nazwą HashMap lub HashTable, czyli mapy lub tablicy hashującej.

Jest ona implementacją abstrakcyjnej struktury zwanej tablicą asocjacyjną.

Teraz po ludzku ;-)

HashMap zwana również HashTable to tablica hashująca.
Oba słowa są ważne.

Najpierw co to jest tablica.

To bardzo prosta, najprostsza chyba struktura danych.
Czyli najprostszy sposób na przechowywanie danych w pamięci komputera.

Po prostu układamy dane jedna za drugą. Mamy "przegródki" które mają identyczne rozmiary i znając rozmiar przegródki i pozycję tego co nas interesuje możemy tam od razu pójść.
Komputerowi do dotarcia do jakiegoś miejsca w pamięci potrzebny jest tylko adres tego miejsca.
A tablica pozwala na proste policzenie tego adresu.
Do tego komputer potrzebuje praktycznie tyle samo czasu na dotarcie do dowolnego miejsca w pamięci.
Z tablicą wystarczy znać numer "przegródki" i rozmiar przegródek. Do tego jeszcze adres pierwszej przegródki i umiemy dotrzeć do każdego elementu tablicy.
Adres możemy policzyć tak:

adres = numer_przegródki * rozmiar_pojedynczej_przegródki + adres_pierwszej_przegródki

Znając adres od razu trafiamy w odpowiednie miejsc.

To "od razu tam trafiamy" oznacza, że mamy "stały czas dostępu", czyli O(1) ;-)

Nie ważne czy chcemy się dostać do czegoś w tablicy co jest na początku, końcu czy w środku, zawsze trwa to tyle samo.

Sęk w tym, że choć tablica jest wspaniała to nie do wszystkiego się da jej użyć.

Jak mamy policzyć sumę jakichś liczb, to tablica działa świetnie. Przechodzimy element po elemencie i sumujemy.
Gdy mamy skopiować pliki to możemy sobie ich nazwy trzymać w tablicy i przesuwać się o jedne po tym jak skopiujemy poprzedni.

Tablicą jest też piętro w hotelu gdzie każdy pokój ma kolejny numer i ktoś na recepcji może łatwo powiedzieć, że w pokoju 300 mieszka X, a w 301 nikt.

Tablice działają ogólnie świetnie gdy mamy listę rzeczy i interesuje nas tylko ich kolejność, albo gdy kolejny numer dokładnie opisuje o co nam chodzi.
To drugie to przypadek z hotelem, albo lista zwycięzców biegu.

<Dygresja>
Żeby było zabawnie niektóre języki programowania zaczynają numerowanie elementów w tablicy zawsze od 0, niektóre zawsze od 1, a są jeszcze takie gdzie można samemu wyznaczyć zakresy.
Ale głównie zaczynają się od 0 albo 1.
Była propozycja by pogodzić te języki i wprowadzić kompromisowe rozwiązywanie i startować od 0.5, ale jakoś nie przeszła ;-)
</Dygresja>

Jednak nie wszystko da się opisać przez liczbę w prosty sposób.

Jak mamy listę imion i telefonów i chcemy móc znaleźć telefon którejś osoby bazując na imieniu to tablica się zbytnio nie nadaje.

Moglibyśmy w jednym miejscu trzymać tablicę z imionami i używać indeksu z tej tablicy by znaleźć numer.
Ale to by było wolne, w najgorszym przypadku musielibyśmy przeszukać całą tablicę imion by poznać indeks numeru ostatniej osoby w tablicy.

Moglibyśmy co prawda posortować imiona i wtedy moglibyśmy znaleźć imię o wiele szybciej, bo potrzebowalibyśmy mniej więcej log2(ilość_imion) prób stosując bisekcję**.
Ale da się szybciej.

Bo w końcu imię to tylko zbiór liter, a litery w komputerze są niczym innym jak liczbą***...

I gdyby tak użyć tej liczby jako indeksu w tablicy? Moglibyśmy od razu dotrzeć do odpowiedniego numeru...

Problem w tym, że te liczby byłyby bardzo duże. Ala to 6384705,  Przemek to 30229343036404304....
Nie ma tak dużych komputerów by móc zmieścić w nich tak dużą tablicę.

Ale pomysł sam w sobie nie jest zły. By zmienić to po czym szukamy, czyli klucz w liczbę.

Ale nadal te liczby są za duże...

A gdyby tak przyjąć, że niezależnie jak wielka liczba nam wyjdzie to dzielimy ją zawsze przez liczbę opisującą rozmiar tablicy jaką mamy i używać przegródki, która będzie wyrażona jako reszta z tego dzielenia?

Czyli co by się stało gdyby wziąć mniejszą tablicę, powiedzmy z 100 elementami, później wziąć zmienić imię na liczbę, podzielić tę liczbę przez 100 i użyć reszty z tego dzielenia jako numeru przegródki?

Ala, czyli 6384705 zmieniłaby się w numer przegródki 5, a Przemek 30229343036404304 w przegródkę 4...

Niby działa, mamy wspaniałą strukturę danych, która zmienia imiona w numerki i od razu pozwala nam dotrzeć do numerów :-)

Ale są problemy....
Np. numery Alicji i Ewy byłby oba w przegródce 25. Bo Alicja z 107109562281025 zmieniłaby się w 25, Ewa z 6387525 też zmieniłaby się w 25.
To dość logiczne, bo jednak chcemy zmienić większe liczby w mniejsze i siłą rzeczy co jakiś czas się zdarzą konflikty.

W takim przypadku mamy 2 rozwiązania.

Rozwiązanie 1 to sam sposób na rozwiązanie konfliktu.
Jest ich kilka, ja opiszę w miarę najprostszy, czyli metodę łańcuchową.
W momencie konfliktu zamiast zapisać w danym miejscu numer telefonu zapisujemy imię i numer telefonu, jeśli już tam jakieś imię i numer telefonu są to dopisujemy je za pierwszym.... Czyli w tablicy trzymamy drugą tablicę (tak naprawdę w tablicy wtedy trzymamy adresy do innych tablic...).

Czyli jak szukamy numery Ewy to idziemy do przegródki 25, a później idziemy przez tablicę numerów w tej przegródce aż znajdziemy Ewę.

Niby fajne, ale jak zbyt często się nam będą te konflikty zdarzały to cała nasza ciężka praca była niewiele warto bo nadal będzie wolno...

Moglibyśmy zwiększyć rozmiar tablicy której używamy, ale wtedy zużyjemy więcej pamięci...

Trzeba więc postarać się by ta liczba, którą produkujemy z imienia była bardziej "szalona" tak by istniała jak najmniejsza szansa konfliktu.
Bo jednak biorąc resztę z dzielenia z liczby bierzemy de facto tylko część jej "dołu".****

Tu pojawia się druga część nazwy naszej struktury, czyli tablicy haszującej. Funkcja haszująca ;-)

Po angielsku hash to między innymi siekanka ;-) Funkcja hashująca to funkcja która na wejściu dostaje coś, np. imię, a na wyjściu wypluwa siekankę. Wypluwa liczbę wyprodukowaną z tego co na wejściu, ale jak najbardziej posiekaną.
Fachowo to się nazywa, że funkcja hashująca powinna klucze ze swojej dziedziny równomiernie dystrybuować w swojej przeciwdziedzinie ;-) [i jak ktoś tego nie rozumie, to sorry w LO to było ;-)]
Dodatkowy wymóg jest taki by hash z tego samego wejścia był ZAWSZE taki sam.

Same funkcje hashujące są dość złożone i mają różne ciekawe właściwości. Używa się ich też WSZĘDZIE.
Bitcoin i cały blockchain bazują na funkcjach hashujących, sumy kontrolne też, sprawdzania poprawności plików, antywirusy i tak dalej.

Zwykle funkcja hashująca bierze bity tego czego liczymy hash i próbuje wprowadzić do nich w jakiś sposób coś co dobrze będzie udawało chaos.

W przypadku imienia może zmienić wszystkie literki w liczby, a następnie do pierwszej literki dodać drugą pomnożoną przez jakąś liczbę (najlepiej pierwszą), później pomnożyć to znów przez tą liczbę i dodać trzecią, pomnożyć i dodać czwartą i tak dalej... (tak to działa w Java'ie)

Mamy wtedy liczbę, która jest dość przypadkowa. Teraz dzieląc ją przez liczbę przegródek w naszej tablicy zmniejszamy szanse na konflikt. Nadal może się zdarzyć, ale rzadziej.

Tu oczywiście jest haczyk, ilość kombinacji silnie zależy od rozmiaru tablicy w której będziemy trzymali nasze dane.
Przy dobrych funkcjach hashujących okazuje się, że zwykle wystarczy niewielki "zapas" w tablicy by uniknąć nadmiaru konfliktów. 20-25% więcej miejsca w tablicy niż chcemy w niej przechowywać elementów zwykle zapewnia praktycznie zerową liczbę konfliktów.

I to są mniej więcej tablice hashujące ;-)

Czyli tablica + hash. Bierzemy nasz klucz, robimy na nim hash i tak znajdujemy miejsce gdzie schować wartość, albo gdzie jest nasza wartość...

OK, tu jest jeszcze jedna rzecz. Bo w przecież mamy konflikty. Konflikt wtedy gdy mamy więcej niż 1 rzecz w danym kawałku naszej tablicy, albo gdy mamy 1 rzecz, ale szukamy innej która akurat też wskazuje na ten sam kawałek tablicy...
Potrzebujemy jeszcze czegoś co sprawdzi czy to po co sięgamy do naszej tablicy hashującej jest tym czego szukamy.
Czyli potrzebujemy czegoś co stwierdzi równość ;-)

Tu wychodzi ciekawa sprawa, czyli to, że tablica hashująca do działania potrzebuje "kontraktu".
Kontrakt mówi, że jeśli 2 rzeczy są równe to ich hashe muszą być takie same.
Dodatkowo, choć o tym się już tak głośno nie mówi ;-) hash powinno się liczyć tylko z tych elementów klucza, które są niezmienne.

... miało być krótko ;-)

* - miał być krótki...
** - i moglibyśmy użyć tablicy, albo drzewa ;-)
*** - liczby w komputerze zapisane są w kolejnych bajtach, 1 w jednym bajcie, 257 już w 2, 2 miliony potrzebują już 3 bajtów.. literki też są liczbami, można więc Ala, czyli liczby 65, 108 i 97 potraktować jako kawałki większej liczby.... akurat tutaj tą liczbą by było 65+108*256+97*2562 czyli 6384705.
**** - OK, to jest trochę trudniejsze i nie umiem tego dobrze wytłumaczyć. Załóżmy, że nie mamy 100 elementów w naszej tablicy, a dokładnie 256 sztuk. Czyli liczbę która nam wyjdzie z przeliczenia imienia dzielimy przez 256 i bierzemy resztę.
Wtedy Ala to 6384705, a reszta z dzielenia przez 256 to 65. Anna to 1634627137, ale reszta z dzielenia przez 256 to też 65.
W końcu nasza liczba to litera[0]+litera[1]*256+...+litera[długość_imienia-1]*256długość_imienia-1, a to podzielone z resztą daje resztę równą litera[0].... czyli nasz indeks jest w takim przypadku równy zawsze pierwszej literze... Szanse na konflikt mamy dość duże, szczególnie że mamy tylko 26 liter w alfabecie ;-)
Dzieląc przez 100 trochę się przed tym zabezpieczamy, ale nadal mało, bo nadal ignorujemy dużą część informacji zapisanej w imieniu.


Podobne postybeta
Jak czytać kod...
Moc wykresu.... Czyli jak wieść szczęśliwsze życie ;-)
Referencje w Java'ie
Distinct (albo unique) w JavaScript
+2 czy +6?

wtorek, listopada 21, 2017

Nerdopolis ;-)

Dziś media informowały o odkryciu Oumuamua, czyli najpewniej pozasłonecznego obiektu (czy bardziej międzygwiezdnego obiektu), który wszedł do naszego Układu Słonecznego z prędkością 95 tysięcy km/h.
Moja pierwsza myśl jak to dziś rano przeczytałem to było "Rama!" jak w Spotkaniu z Ramą Arthura C. Clarke'a, druga to to, że jak dojdzie do peryhelium to jeśli zacznie zmieniać orbitę to będzie na 100% statek ;-)
Później doczytałem, że już przeszła peryhelium i zauważyli drania dopiero po tym przejściu....

Ale co ciekawe, u nas w firmie na Slacku general, na którym piszą ludzie z wszystkich lokacji pojawiło się wile nawiązań właśnie do Ramy albo do Ringworlda ;-)

Firma gdzie jest dużo programistów to jest jednak Nerdopolis ;-)


Podobne postybeta
Rama... coś nie działa ;-)
Tarcza
Rok Darwina czas zacząć :-)
Dream job? ;-)
Spryciarz z Londynu i kilka uwag o tłumaczeniu

wtorek, listopada 07, 2017

SCRUM i ogólnie Agile to często taka zakamuflowana forma premature optimization

To widziałem głównie w jednej poprzedniej firmie, dokładnie jednej i dokładnie poprzedniej ;-)
SCRUM czy Agile miały optymalizować proces, chociaż nie do końca było wiadomo do czego ten proces miał prowadzić.
Optymalizacje prowadziły do tego, że byliśmy w stanie jechać 2 razy szybciej, nadal nie wiedząc nawet mgliście w którym kierunku jedziemy ;-)

Taki mocno Agilowy proces tworzenia czegoś to system z pętlą zwrotną, nie znamy celu, robimy coś, sprawdzamy jak działa na żywym kliencie i feedback z tego testu wskazuje nam ogólny kierunek.
Nie robimy błądzenia losowego, a raczej coś w stylu gradientu.
Każdy kolejny krok jest eksperymentem, który pozwala nam w miarę podążać w jakimś ostatecznym kierunku. Czasem możemy zawrócić, ale zwykle dążymy w jednym kierunku, a jak kierunek się zmienia to szybko na to reagujemy.

Jednak jak z tego procesu wyleci element feedbacku to mamy sytuację gdy team zajmuje się samym sobą i usuwaniem przeszkód na drodze do tego co wydaje się celem, albo usuwaniem przeszkód dla samego faktu usuwania przeszkód.

Team jest w stanie poruszać się dzięki zmianom z retrospektywy 2 razy szybciej, ale nadal kręci się w kółko bo nadal nie ma feedbacku ze strony klienta.

Czasem mam wrażenie, że w IT masa pieniędzy spala się w tym miejscu. Firmy i management uważają, że są bardzo Agile bo przecież są rytuały, jest retro, są zmiany w procesie....
Tylko nikt nie sprawdza w międzyczasie czy to nad czym te agilowe teamy pracują ma jakikolwiek sens...

Mamy lokalne optymalizacje, bez przyglądania się czy daną rzecz w ogóle warto zoptymalizować.

Padają hasła o skróceniu przerw na papierosy bo dzięki temu wydajność zwiększy się o 200%... bez policzenia, że może osoby które korzystają z tych przerw są w takim miejscu, że przez większość czasu czekają na cały team...

A te lokalne optymalizacje, bez spojrzenia na szerzy kontekst to nic innego jak premature optimatization ;-)


Podobne postybeta
Architektura
Code review - najfajniejszy kawałek procesu ;-)
Takie tam przemyślenia i refleksje ;-)
Walka z null'em ;-)
Wojny religijne i jak ich uniknąć

Co lubię

  • puste tramwaje,
  • nadpłacanie kredytu,
  • pomidory z solą,
  • wciągające książki,
  • Kalifornię,
  • pisanie małych narzędzi,
  • rozwiązywanie problemów,
  • synthwave,
  • Natural History Museum,
  • Museum of Science,
  • Pythona,
  • Java'ę,
  • JavaScript,
  • Stranger Things,
  • Halt and Catch Fire,
  • mój telefon,
  • Google Home,
  • podcasty,
  • YouTube'a,
  • UberPool (za całą jego matematykę),
  • rachunek prawdopodobieństwa,
  • Amazona (jako sklep),
  • duże księgarnie,
  • Central Park,
  • słuchawki BT,
  • bejsbolówki,
  • Świat Nauki,
  • Spotify,
  • twierdzenie Bayesa,
  • teorię ewolucji,
  • lody czekoladowe,
  • kakao (Puchatek),
  • długie dni,
  • czyste niebo,
  • Raspberry Pi,
  • Buffy,
  • Roboty X7,
  • książki Terry'ego Pratchetta,
  • książki Arthura C. Clarke'a,
  • HackerNews,
  • puste przedziały w pociągach,
  • wolne miejsce obok w samolocie
Pewnie jeszcze wiele innych, ale te mi najpierw wpadły do głowy ;-)



Podobne postybeta
Dinozaur na UJ ;-)
Złe i dobre cosie....
Stranger Things 2 - super :-)
Pratchettowy urodzaj :-)
Halt and catch fire....

poniedziałek, listopada 06, 2017

Android Wear.... jaki zegarek po Moto 360 v2?

Lubię produkty Google i Google jako takie, ale czasem mnie wkurzają.

Takie Android Wear.... wygląda jakby porzucili i nikt nie robi żadnych fajnych zegarków.
Albo robią, ale nie słychać nic o nich.

Moja Moto 360 v2 powoli zaczyna się kończyć, oryginalna Moto 360 już się skończyła...
I nie wiem co następnego.

A jednak przyzwyczaiłem się do "inteligentnego zegarka"...

Choć fakt, że dla mnie najważniejsze na nim są godzina (cały czas wyświetlana!), timer i powiadomienia o tym, że ktoś do mnie dzwoni. Fajnie też jak może mi mierzyć tętno.

Ktoś zna jakiś zegarek, który mógłby zastąpić godnie Moto 360 v2?

I nie iWatch czy jak to się zowie, bo nadal mi się nie podoba i nie jestem pewien czy z Androidem współpracuje.


Podobne postybeta
Moto 360 v2 - to jest to :-)
Moto 360 i Android Wear po paru godzinach używania....
Piszę sobie...
Dziwna sprawa
Moto 360 i Lollipop na Nexusach

niedziela, listopada 05, 2017

Stranger Things 2 - super :-)

Ok, obejrzałem Stranger Things 2.....

Było super! :-)

Z tego co słyszałem będzie 3 sezon, chociaż nie wiem tego na 100%.

Dziwna sprawa, bo pierwszy raz oglądałem pierwszy odcinek 2 sezonu i nie zrobiło na mnie wrażenia, wolałem oglądać Halt and Catch Fire.
Dopiero drugie obejrzenie sprawiło, że się wciągnąłem.

Może to przez to, że pierwszy raz oglądałem na tablecie i w samolocie, do tego zaraz po starcie i chyba jakoś nie czułem atmosfery.

Fajnie, że więcej miejsca dali Lucasowi i Dustinowi, właściwie to oni mieli więcej grania niż Will i Mike ;-)


Podobne postybeta
Co lubię
Halt and catch fire....
Hmm... czyżbym o czymś nie wiedział?
Taki trochę niezwykły lot Queen of the Skies.
Chromecast

sobota, listopada 04, 2017

Coraz bardziej zapomniany gadżet - USB Stick aka pendrive

Ostatnio, pierwszy raz od ponad roku, musiałem użyć patyczka USB.

To dziwne.
Kiedyś to było jedno z moich głównych narzędzi pracy z komputerem.

Jak miałem słaby Internet w miejscu spania to pobierałem programy na patyczek w pracy i instalowałem je w miejscu spania z patyczka.
Nawet przez jakiś czas miałem kilka aplikacji takich jak Chrome czy OpenOffice.org w wersji "na USB".

A teraz?

Teraz do tego samego używam Google Drive....

Wygodniej jest mi wrzucić plik czy pliki z mojego komputera do chmury i na drugiej maszynie z tej chmury to odczytać...

Trochę to straszne ;-)

Teraz pendrive'a musiałem użyć by zrobić bootowalne USB z Windows 10, bo chcę oddać jeden z komputerów i chciałem go wyczyścić.
Poprzednio w trakcie treningu wstępnego w firmie chciałem użyć patyczka do skopiowania rozpakowanych plików... w końcu i tak się okazało, że znalazłem po prostu na OS X soft, który rozpakowuje archiwa RARa czy 7Z w wersji samorozpakowującej się...

To samo zresztą spotkało DVD-ROMy. W firmowych komputerach nie mam DVD od 3-4 lat i nigdy mi go nie brakowało, w domowym od dobrych 2 lat nie używam ;-)

Się te komputery zmieniają.


Podobne postybeta
Raspberry Pi po ponad roku
Trudne USB...
To Update or not to update? ;-)
Dyski vs ja - 1:0 ;-)
Kryzys użyteczności

środa, listopada 01, 2017

"Log porażek" ;-)

Macie tak, że macie pomysł, sprawdzacie coś i to nie działa bo X.
Lata później jest rozmowa o czymś i pojawia się ten sam pomysł i na pewniaka zakładacie, że to się nie uda bo X... ale w międzyczasie X uległo zmianie? ;-)

Ja się czasem na tym łapię.

I nawet mi po głowie czasem chodzi, że może trzeba by było mieć takie miejsce do trzymania napotkanych przeszkód by co jakiś czas je móc sprawdzać, bo a nóż widelec zniknęły?

Chociaż problem u mnie jest taki, że ja nie prowadzę notatek. Mam w miarę dobrą pamięć, ale gorzej z wyzwalaczami ;-)

Jak rozumiem większość ludzi tak ma, że zdobywają doświadczenie i później trudno im je jest weryfikować.
Stąd się biorą te konflikty starzy-młodzi.

Z drugiej strony są tacy ludzie, którzy jak natrafią na przeszkodę to walczą z nią.
Jak się im uda i przeszkoda jest ważna to dostają dużą nagrodę, jak się nie uda to nie dostają.
Jak przeszkoda jest mała i wygrywają to niewiele zyskują.
Jak przeszkoda jest mała i jej nie pokonują to rośnie ich frustracja.

Ale przydałoby się prowadzić taki "log porażek" i go co jakiś czas przeglądać żeby sprawdzić czy pomysł którego porażka dotyczyła nadal ma sens, a jeśli tak to czy przeszkoda nadal tam jest ;-)
Problem, że do tego trzeba systematyczności ;-) a z tym u mnie gorzej ;-)


Podobne postybeta
Telefon antywycieczkowy ;-)
Szok kulturowy
Kto ile zyska?
Frustracja....
Tydzień z Google Home