środa, września 08, 2010

Żarówki kolekcjonerskie ;-)

Dziś usłyszałem, że po wprowadzeniu zakazu używania/produkcji żarówek 100 W w Unii Europejskiej, nadal je można kupić, z zastrzeżeniem, że tylko do użycia w warsztatach z szybkoporuszającymi się maszynami [czy jakoś tak], które to warsztaty z racji tych maszyn nie mogą być oświetlane świetlówkami ;-)
Podobno teraz w takim Nomi można kupić takie żarówki, ale mają dodane właśnie ostrzeżenie, że są przeznaczone do oświetlania warsztatów/etc ;-)

Żeby nie było, rozumiem ten zakaz i się z nim zgadzam, bo wszystkie analizy pokazują, że wcale nie wyłączanie światła, a właśnie używanie energooszczędnych żarówek powoduje spadek zapotrzebowania na energię, czyli w wyniku zmniejszenie emisji CO2.
Ale wydaje mi się, że zamiast wprowadzać taką fikcję jak tutaj, trzeba było raczej wprowadzić opłatę ekologiczną, albo podobnie nazwaną uzależnioną od wielkości "odcisku węglowego" takiej żarówki.
Powiedzmy 20 złotych. Wtedy taka żarówka kosztowałaby np. 22 złote.
Dla warsztatów nie byłaby to wcale żadna tragedia, bo używając takich żarówek w ciągu miesiąca płacą więcej za prąd niż kosztowałaby ich żarówka, za to byłby to silny bodziec finansowy dla użytkowników prywatnych by jednak wybierać świetlówki.

I usłyszawszy to zacząłem się zastanawiać kiedy zaczną się u nas pojawiać "żarówki kolekcjonerskie" ;-) z adnotacją, że są przeznaczone tylko do kolekcjonowania i nie należy ich włączać do prądu.

Chyba lubimy taką fikcję regulacyjną.

Teraz nowy pomysł PO, podatek pielęgnacyjny.
Znów, sam podatek mnie tak nie odstrasza, mogę zrozumieć, że może być konieczny. Ale już wprowadzenie lekarza orzecznika, który będzie decydował, że ktoś może, a ktoś nie może korzystać już mi nieładnie pachnie.
Kolejne miejsce dla korupcji, której podobno Polacy tak nie lubią.
Dobudowanie do tego kolejnej agendy do zarządzania tymi pieniędzmi też jest głupim pomysłem. Jeżeli już to NFZ byłby do tego najlepszym miejscem, a zamiast "czeków pielęgnacyjnych" NFZ mógłby sam płacić za opiekę i podobne koszty.
Jedno ogniwo mniej.

Tak btw. nie macie wrażenia, że większość procedur powstaje tylko po to by powstać? ;-)
W każdym mieście, czy powiecie są np. sztaby antykryzysowe, które przez większość czasu, gdy kryzysów nie ma [bo przecież kryzys z definicji jest zdarzeniem wyjątkowym] zajmują się produkcją procedur, których nikt nie czyta, że o sprawdzeniu czy mają w ogóle sens nie wspomnę.
To coś jak ISO w firmie. Zwykle jest dla auditorów [czemu się nie mogą po prostu nazywać audytorami???], a firma i tak sobie pracuje swoimi nieopisanymi procedurami.

Jeszcze jedno btw ;-) Mam pomysł na lepszą ulgę na dzieci.
Uważam, że jak już ma być to nie powinna być kwotowa, a procentowa.
Zamiast każdemu przyznawać te trochę ponad 1000 złotych na dziecko rocznie, odliczane od podatku, trzeba by wprowadzić zasadę, że podatek zmniejsza się o 5% na każde dziecko (sumowanie procentów odbywałoby się przed obliczeniem, czyli jakby ktoś miał 2 dzieci to podatek zmniejszałby mu się o 10%), z zastrzeżeniem, że ulga może maksymalnie wynieść 100%.
Czemu tak? Bo skoro to ma zachęcać ludzi do posiadania dzieci, to w pierwszej kolejności chcemy zachęcać bogatych/dobrze sytuowanych. Ich dzieci też takie pewnie będą, a 1 dobrze sytuowany płaci podatki i składki na ZUS/NFZ takie jak kilku gorzej sytuowanych.
Nie chcemy chyba dziedziczyć biedy z błogosławieństwem państwa.
Francja i Wielka Brytania tak robiły i robią, i teraz mają problemy.
No i skoro mamy podatki progresywne [podobno ;-)], to dajmy jakąś premię osobą lepiej zarabiającym za to że mają dzieci.

Tak w ogóle to nadal jestem za likwidacją ulgi na dzieci i przerzuceniem tej kasy na żłobki i przedszkola. Docelowo państwo powinno wg. mnie zapewniać miejsca w przedszkolach i żłobkach dla wszystkich dzieci (OK, z rozsądnym podejściem, że jak w 2030 roku np. 80% dzieci chodziłoby do przedszkoli to gdyby 2031 pozostałe 20% też miało pójść to miejsc mogłoby zabraknąć) i promować kobiety które po urodzeniu dziecka wróciły do pracy.
W ogóle można by było zmienić przepisy emerytalne tak by składkowe było tylko powiedzmy półtora roku urlopu wychowawczego [na dzieci z danej ciąży].

W ogóle ktoś słyszał żeby była jakaś analiza tego jak działa ulga prorodzinna? Niby miała doprowadzić do zwiększenia liczby urodzeń, to w takim przypadku czy ktoś sprawdził czy wpłynęła [a bardziej czy zaobserwowano wzrost urodzeń i czy czas by wskazywał na ulgę prorodzinną?]?
A może coś o demografii beneficjentów? ;-)[choć tu były dane z rok temu albo i więcej, bardzo dobre dane, mówiące o tym, że nie widać tego czego bało się wielu, czyli rodzenia dzieci dla pieniędzy).

No i to by było tyle :-)


Podobne postybeta
Inwestycja w przyszłość
Czemu uważam, że 500+ jest złe
zVATowani 2
A takie tam absurdy
Dobór naturalny, albo my