sobota, września 14, 2019

Windows....

Postanowiłem sprawdzić czy uda mi się zagrać w Ace Patrol, które mam na Steamie w Windows 10 uruchomionym przez Parallels.

Jak na razie się nie udało ;-)

Ale już wylądowałem na milionie forów, zmieniałem tryb kompatybilności aplikacji, odpalałem services.msc, even viewera i teraz regedita. Doinstalowałem biblioteki z Visual Studio, uruchamiałem aplikacje i terminal w trybie Administratora.

Nic nie pomogło.

Tak, to Windows* ;-) wracam jednak do macOS i Linuksa, i chyba jednak nie będę kupował Parallels.

* - OK, żeby być uczciwym, Microsoft z Windowsem ma o wiele trudniejsze zadanie niż takie Apple z macOS. Apple kontroluje cały sprzęt, znają każdą możliwą kombinacje, do tego znają dokładnie kombinacje bibliotek (chyba nie mają odpowiednika DLLek które apki instalują i później zostawiają), do tego Apple co jakiś czas zabija kompatybilność niektórych starszych apek, a MS zwykle nie.


Podobne postybeta
Wszędobylska Java :-)
Wojna ze świętam, czyli o wyższości Świąt Bożegonarodzenia nad Wielkanocą ;-)
MS Nieszczęście 8 - psujemy...
Był sobie dzik....
Piszemy serwis społecznościowy w Google App Engine

piątek, września 13, 2019

Koordynacja

Pamiętam jak w mojej pierwszej pracy jeden z kolegów został "koordynatorem".
Brzmiało to zabawnie.
Wstyd przyznać, wtedy i tak wszyscy w koło o nim mówili "księciunio", ja też, chociaż dopiero zacząłem pracować i go nie znałem.
Później okazało się, że bez niego znaczna część firmy nie mogłaby pracować.

W innej pracy przyjęto też młodego-gniewnego, żeby koordynował... robił głównie za przydupasa prezesa. Przeszkadzał w wykonywaniu pracy, ale wszędzie świecił swoimi certyfikatami.

Bo koordynator to jest ważna robota.
To jest ktoś kto musi prośbą, groźbą, a czasem szantażem zaprowadzić różne teamy w kierunku wspólnego celu.

Dobrze umiejscowiony i wybrany koordynator może położyć każdy projekt i zmienić go w katastrofę, albo z czegoś słabego może zrobić coś mocnego.

IMHO ważne jak się wybiera koordynatorów i jaką im się daje władzę.
Zdecydowanie wolę na takim stanowisku kogoś kto ma swoje zdanie i kto potrafi ustalić priorytety, ale jest otwarty na krytykę i sprzeciw.
Nie lubię w tym miejscu "people person", kogoś kto unika konfliktu i mówi każdemu w koło to co ten ktoś chciałby usłyszeć.
Dobry konflikt nie jest zły.
Jak konflikt jest o to jak coś zrobić, czemu to robimy i jakimi środkami to jest OK, byle nie był to konflikt o to czyj to jest pomysł, czy kto jest najbystrzejszą osobą w pomieszczeniu.
Jak na początku są silne wątpliwości to trzeba je rozwiać, a nie zamieść pod dywan.
A people person zwykle robi to drugie.
Koordynator jak architekt, senior i ogólnie każdy powinien (lub powinna) mieć strong opinions loosely held ;-)
A i koordynator czy koordynatorka powinni mieć na tyle wysokie IQ by być w stanie utrzymać w głowie obraz całości i zważyć racje różnych stron.
EQ też jest ważne, ale akurat tutaj IQ powinno wieść, a EQ podążać ;-)


Podobne postybeta
Kiedy zmieniać pracę i po co? (w IT)
Śmierdząca ryba wolności ;-)
SCRUM i ogólnie Agile to często taka zakamuflowana forma premature optimization
Jak sprawiedliwie przydzielić biurka?
Jak rozwiązać krzyżówkę? ;-)

czwartek, września 12, 2019

Cisza

Wracając dziś z pracy nie słuchałem podcasta i przez to szedłem przez Kraków z jego normalną ścieżką dźwiękową.

Rany, okolice Rynku są naprawdę ciche.

Jeszcze na Długiej (którą idę z pracy w kierunku Rynku) przejeżdżające samochody i tramwaje było słychać, to już na św. Jana nic, dopiero jak się podejdzie pod okno jakiejś restauracji czy będzie szła grupa rozmawiających ludzi to coś słychać.
To mnie zaskoczyło.

Podcast w uszach jest fajny, ciekawych rzeczy się można dowiedzieć, ciekawe książki polecają, ale czasem się zastanawiam czy to bycie ciągle zajętym, a to słuchaniem podcastu, a to czytaniem w tych chwilach "wolnych" nie powoduje, że nie przebywam z samym sobą? ;-)

Chociaż tym razem większość czasu spędziłem pisząc w głowie moje rozwiązanie dla convex hull i kurcze lepsze jest wydajnościowo niż "zwykły" ale nie zawsze działa ;p (moje jest prawie liniowe, ale próbuje od razu dodawać górę i dół "ogrodzenia" i decyduje na podstawie kąta między rozważanym punktem, a punktem początkowym względem kąta pomiędzy poprzednim punktem na liście, a punktem początkowym... i mi się psują rozwiązania jak wychodzi mi 0...).

To jest w ogóle ciekawe, że sam widzę, że moje zdolności do rozwiązywania zadań w głowie tak pływają, raz mi to idzie bardzo szybko i sprawnie, a innym razem nie.
Zawsze myślałem, że chodzi o sen i nawet ostatnio próbuję spać po 8 godzin (nie żeby mi wychodziło, ale zwykle 7 z hakiem mam ;-)), ale chyba nie.... może teraz spróbuję ciszę? ;-)

[tak, to jest post w trybie potoku świadomości ;-)]


Podobne postybeta
Refleksja nad punktem 11
Trygonometria trudna
OS X po 1.5 miesiąca... chyba wolę Ubuntu ;-)
O książkach
Wirtualna wycieczka po Los Angeles :-)

niedziela, września 08, 2019

Social media to nie jest świat dla introwertyków/ambiwertyków ;-)

Moja teoria ;-)

Web 1.0 to był Internet introwertyków/ambiwertyków, a Web 2.0 to Internet ambiwertyków/ekstrawertyków, a social media to świat ekstrawertyków ;-)

W Web 1.0 jak chciało się coś powiedzieć światu to albo tworzyło się o tym stronę WWW, albo brało udział w dyskusji na liście dyskusyjnej albo w usenet'cie. To o czym się chciało powiedzieć było zwykle dość specyficzne/szczegółowe.

Tak powstawały strony o serialach, które tworzyli fani, ale tak, że jeden fan, albo kilkoro fanów razem tworzyli całą stronę*.  Strony fanowskie, fanfiki, opisy zamków i inne podobne.

Ten etap Web 1.0 kończyło powstanie blogów (niby już były wcześniej) i dodanie do nich komentarzy.

Nadal jednak zwykle były to w miarę małe społeczności, które były otwarte bo każdy mógł dołączyć, ale były zamknięte przez tematykę.

Wtedy przyszło Web 2.0 i twory w stylu Wykopu, Digga i różne fora. Gdzie albo agregowano treści tworzone przez innych userów z Web 1.0 z komentarzami ludzi, albo gdzie w bardziej otwartej formie prowadzono dyskusję o czymś, ale zwykle na mniej szczegółowym poziomie.
To już nie był taki dość "intymny" kontakt jak w liście mailingowej czy usenetcie, nie było już tego detalicznego podejścia jak wcześniej, ale nadal zdarzały się kawałki gdzie była ekspertyza.

Tu gdzieś pojawiła się odnoga w stylu podcastów i YouTube'a, gdzie pewna drobna grupa Twórców zaczęła robić coraz bardziej profesjonalne treści. Ale główną walutą tutaj zaczęła być klikalność/oglądalność.

I tu weszły social media. Gdzie niby każdy tworzy treści, ale te treści są bardzo miałkie, albo ich w ogóle nie ma.
W strumieniu mamy analizy ekonomiczne, które ktoś wrzucił, zdjęcia z wakacji, memy i narzekania na jakieś marki.
Masę powierzchownych informacji, które wybiera nam algorytm, którego jedynym celem jest upewnienie się, że więcej czasu spędzimy na stronie.
Tutaj by zaistnieć trzeba być ekstrawertykiem i to takim z wyobraźnią.

Ja się przyznam, że najlepiej czułem się w świecie Web 1.0 ;-) tam introwertyk czy ambiwertyk z czymś co go lub ją interesowało mogli coś tworzyć i pokazywać innym i mogli liczyć na zainteresowanie.
W Web 2.0 na początku też, ale szybko okazało się, że dyskusje z merytorycznych zaczęły przechodzić w bardziej udowadnianie swoich racji. Tutaj już bardziej od znajomości tematu czy zapału liczyła się umiejętność bardziej profesjonalnego pokazywania czegoś.
W social media albo można wrzucać nudny stuff (np. ja :-) choć dla mnie on jest ciekawy), albo zdjęcia kotów/memy, albo pójść w pełną "profesję" i targetować posty, docierać do odpowiednich grup. To już jest świat dal profesjonalnych ekstrawertyków z wizją tego jak się prezentować światu.

I niby Web 1.0 tam gdzieś jest, ale ponieważ social media zabrały większość lurkerów to Web 1.0 to już taki rezerwat ;-)

Fajnie było w rezerwacie.....**




* - ja tak zrobiłem BuffyPedię, która była dodatkiem do innej strony o Sarah Michelle Gellar, a później inni ludzie dodawali masę swojej pracy do tego co ja zrobiłem (+ dodałem masę contentu z całej innej strony gdy autor tamtej strony postanowił swoją stronę zamknąć, przez co do teraz strona ma napisane w nagłówku, że autorami są RMK, White, Anne, Ana_Johns, Technopagan, Ender... & Raven gdzie ja to RMK ;-)).
** - znam kilka osób które nie używają social media w ogóle i trochę je podziwiam.


Podobne postybeta
Google I/O 2016 - subiektywnie o keynote
Socjalne Google - czego brakuje?
To i ja planowałem zamach stanu?
Eyjafjallajökull w kodowaniu, czyli rozplątujemy kilometry sznurka ;-)
Demokracja contentowa ;-)

piątek, września 06, 2019

2.6 drzewa na telefon komórkowy ;-)

W komentarzu do artykułu z informacją o tym, że uczniowie wyjdą na ulicę protestować w ramach strajku klimatycznego ktoś napisał, że "ładni mu ekolodzy, a i tak emitują CO2 używając komórki"...

Komentarz IMHO głupi, ale i tak zacząłem się zastanawiać ile tego COprodukują komórki, albo chociaż ile prądu zużywają ;-) i to nie tylko uczniowie, ale wszyscy Polacy ;-)

Mamy takie dane i założenia:
Połączenie 2 pierwszych liczb daje nam jakieś 17 Wh energii w 1 baterii, ale że przyjmujemy 70% skuteczność samej ładowarki i 99% ładowania to mamy żużyte ~24.5 Wh.

Co po pomnożeniu przez 38 mln telefonów, które są codziennie ładowane wg naszych założeń to mamy zużycie energii w wysokości 932 MWh.
Co by znaczyło, że samo ładowanie komórek zjada koło 0.2% wszystkiej energii** produkowanej w Polsce ;-)
Gdyby przyjąć, że ładowanych dzień w dzień komórek jest nie 38 mln, a 20 mln i że ładowane są tylko w 80%, to mielibyśmy zużycie energii w wysokości 392 MWh dziennie co daje jakieś 0.08% wszystkiej energii wyprodukowanej w ciągu dnia.

Teraz policzmy ile to produkuje CO2....

Możemy przyjąć, że produkcja 1 MWh to 800 kg CO2, co by znaczyło, że dzień w dzień w powietrze idzie 745.6 tony CO2, albo bardziej między 313.6, a 745.6 tony CO2.
Podobno przeciętne drzew w ciągu dnia "zjada" koło 60 g CO2.
Czyli jakby założyć, że cały ten CO2, który wydalany jest dla produkcji energii do karmienia komórek musi być zeżarty przez drzewa to potrzebujemy od 52 do 124 mln drzew ;-) (podobno leśnicy sadzą co roku 500 mln drzew......).
Jedna komórka potrzebuje więc jakieś 2.6 drzewa ;-) czyli jakby każdy posiadacz komórki posadził 3 drzewa to nie powinno być problemu CO2 z komórek*** ;-)
Co by się zgadzało mniej więcej jakby liczyć to w drugą stronę z przeciętnego zużycia energii przez 1 komórkę ;-)



* - sam mam w domu 4 albo 5 komórek, i kilka kart SIM, choć fakt, że nie aktywnych. Tak na czuja zakładam jednak, że góra 38 mln komórek w Polsce jest ładowane dzień w dzień, pewnie przesadzam i może jest to 20 mln.
** - tu trzeba uważać, bo MWh to moc razy czas, czyli energia i tak naprawdę powinna być wyrażana w joulach (dżulach ;-)), do tego łatwo znaleźć albo całkowitą energię wyprodukowaną w roku, albo znów całkowitą moc i trzeba uważać, które się liczy
*** - OK, cykl węglowy i te sprawy i nie jest to takie proste, bo jednak to drzewo w pewnym momencie umrze i przy rozkładzie zacznie oddawać to CO2 do atmosfery... ale przyznam, że cykl węglowy znam raczej bardziej jako hasło tylko ;-)



Podobne postybeta
Spisek ClassLoader'ów ;-)
Strach się bać
Java i liczby pierwsze, odsłona druga
Imigranci nas nie zaleją
A takie tam ;-)

wtorek, września 03, 2019

Android 10 już jest :-)

Yeah! Na moim Pixel 3 XL pojawił się dziś Android 10 i najbardziej zauważalną różnicą jest to, że Pixel 3 XL ma aparat, który jest tak samo szybki, a nawet szybszy niż ten w Pixel XL i Pixel 2 XL :-)

Wróciły mi też aplikacje do górnego paska "szuflady", co mi przeszkadza, bo ich tam nie chcę, ale jeszcze nie znalazłem sposobu by je wyrzucić ;-)
Nie chcę, bo to najszybszy sposób na to by ulec "nałogowi", bo pojawiają się tam apki które w danym momencie najprawdopodobniej uruchomię, a jednak często zdarza mi się zajrzeć tylko przez to, że mi się nudzi.

Ale ogólnie Android 10 już jest :-) [na Pixel 2 XL się robi udpate z bety, a na Pixel XL z 9 ;-)]


Podobne postybeta
Z Nexusów do Pixeli
Pixel XL jest genialny
Pixel C - dobry
Google Actions działają już w Google Assitant nie tylko na Google Home, ale i w innych jego inkarnacjach :-)
Uspokajacz

poniedziałek, września 02, 2019

Projektowane dla Kalifornii ;-)

Od lutego 2018 roku używam Pixel Buds, to takie słuchawki od Google, które miały być odpowiedzią Google na Apple Buds, ale nie do końca wyszło...

Mają masę plusów, ale też minusy.

To, że ich pudełko ma ten ficzer, ża raz na jakiś czas słuchawki uznają, że jednak ich w nim nie ma i nie dość, że się nie ładują to jeszcze podłączają się do telefonu to jedno, można z tym żyć ;-)
To, że raz na jakiś czas w ogóle zapominają o telefonie i jedynym sposobem by je podłączyć jest wejście w tryb parowania, albo sprawienie by zapomniały o telefonie i sparowanie ich raz jeszcze to inne jedno ;-)

Ale najbardziej wkurzające jest to jak się zachowują w deszczu ;-)

Ja noszę wtedy kurtkę z kapturem. I im mocniej leje tym wnętrze kaptura jest bardziej wilgotne... a to znaczy, że lekkie odwrócenie głowy powoduje, że słuchawki mogą pomyśleć, że się je dotknęło i przez to zatrzymują to co jest odtwarzane.
Wtedy trzeba paluchem do ucha i kliknąć, ale jak się ma mokre dłonie to nie wiadomo jaki będzie efekt...

Dziś miałem pierwszą część.
W tamtym roku w Waszyngtonie obie ;-)
Co tylko dowodzi tego, że Pixel Buds były projektowane i testowane w Kalifornii, czy nawet bardziej samej Doliny Krzemowej, gdzie deszcze się zdarzają, to fakt, ale są rzadko i zwykle krótkie ;-)


Podobne postybeta
Jowisz, mglawica i Księżyc
Kryzys Androida
Szaleństwo klawiaturowe...
Nexus S - wrażenia z boju ;-)
Nexus 4 - pierwsze wrażenia

Czasem wystarczy poprosić

Zadziwiająco wiele rzeczy można "dostać" gdy się po prostu poprosi.

To jest dla mnie odkrycie. Niby to wiedziałem, ale nadal jest to odkrycie.

Ze szkoły czy może z domu wynosimy przekonanie, że inni "powinni się domyślić", że czegoś chcemy, a jak się nie domyślają i tego nie dostajemy to chodzimy struci, że jesteśmy niedocenieni.
Ba może nawet uznajemy, że nam się to coś w ogóle nie należy*.

Ktoś chce dostać awans, albo ciekawsze zadania w pracy? Nic nie mówi, bo "powinni się domyślić".
Zwykle się nie domyślają.

Czemu? To proste - bo niby jak się mają domyśleć? Skąd mają wiedzieć jeśli im się nie powie?

Myślimy zwykle o stosunkowo małej grupie ludzi, do tego nadal nie wiemy wprost czego chcą więc się domyślamy.
To co dostają to mieszanka naszych domysłów, tego co sami byśmy chcieli i tego co mamy.

Stąd np. ja, który lubię być w centrum zainteresowania, tym których lubię daję to czego bym sam chciał, umieszczam ich niemal nieświadomie w centrum zainteresowania, a to jakimś dowcipem, a to podkreśleniem jakieś zalety. Daję to co sam bym chciał dostać.... i okazuje się, że nie wszyscy to lubią.

Innym razem chcę czegoś, a ktoś daje mi to co ten ktoś by chciał dostać.

Ale raz na jakiś czas ktoś poprosi. Wystarczy niewielki wysiłek. Parę słów, może jakiś opis... i często, bardzo często pojawia się to co chcieliśmy!

Nie zawsze, ale dużo częściej niżby się pojawiło samo z siebie ;-)

Dlatego, jak czegoś chcesz, to powiedz.
Zwiększasz tym swoje szanse na dostanie tego co chcesz ;-)
Bo albo dostaniesz, albo dostaniesz odmowę, a to też krok w dobrym kierunku, chociaż nie będziesz marnować czasu i energii na złej drodze ;-)



* - OK, moja filozofia jest, że de facto nic się nam nie należy, w sensie nikt na świecie nie ma obowiązku dać nam czegoś czy ułatwić, gdy to się dzieje to jest wspaniale, ale nie powinniśmy się czuć, że nam się coś należy z faktu samego naszego istnienia.


Podobne postybeta
Niedoceniany UI
zVATowani 2
A może z pochodzenia jesteśmy kosmitami? ;-)
Nie rozumiem ;-)
Windows - system, który się ciągle updatuje....

Multiscreen world nie działa do końca ;-)

W filmach często jest tak, że coś, wirus, terroryści czy cokolwiek innego powoduje, że na wszystkich ekranach w okolicy pokazuje się timer, który zlicza w dół....

W normalnym życiu nie jest tak łatwo ;-)

Dziś robiłem sobie powtórkę z algorytmów i uznałem, że będę używał do tego Pomodoro.
Mam do tego aplikację, która działa na moim Macbooku.

Ale już nie na Google Home ;-) ani na zegarku, czy iPadzie.

Więc żeby w razie czego nie przegapić "beep beep" z komputera mówiłem jeszcze do Google Home, żeby ono też liczyło 25 minut ;-)

Gdybym chciał móc zrobić to co w każdym filmie jest najbardziej banalną rzeczą, to musiałbym mieć albo 4 aplikacje, które by się synchronizowały, albo coś w tym stylu ;-)

A tak prosta rzecz jak "przerzucanie" okien?

OK, jak mam stronę w jednym komputerze i chcę mieć na innym to używam Chrome2ChromeV2, ale już przerzucenie z telefonu na komputer? Najprościej przy pomocy Pocketa (niby jest jakieś PushBullet, ale zawsze mnie przerastało poziomem komplikacji), a i tak to wszystko przenosi co najwyżej URLa, ale już nie "stan" strony.

To, że na mobile i na komputerze dostajemy inne wersje strony to jeszcze coś innego.

Btw. nadal nie mogę się nadziwić, że masa ludzi preferuje komórkę nad komputer. Ja używam komórki z braku laku, do pisania, oglądania stron, czy video wolę komputer (albo TV).


Podobne postybeta
Jak to rzeczy proste okazują się trudnymi ;-)
Prawdopodobieństwem w quote'e ;-)
0 prawo programowania - Shit hits all fans in the same time
Jakie są wasze "funkcje marzeń" w programie do blogowania? :-)
Czy się stoi czy się siedzi.... kamerka w laptopie jako detektor tego czy biurko jest w trybie stand czy sit ;-)