poniedziałek, sierpnia 21, 2017

Po paru dniach z iPad’em Pro - mój Dock ;-)

Mam iPada Pro 12.9 cala od trochę ponad tygodnia.
Kilka dni temu zainstalowałem na nim iOS 11.

Moim celem jest uczynienie z iPada urządzenia, które w razie podróży będzie mi mogło służyć jako komputer i tabelet jednocześnie.
Odkryłem też, że świetnie nadaje się do robienia notatek.

Jestem nowy w iOS, ale i tak się podzielę moim zestawem programów ;-)

Mój pierwszy ekran wygląda tak:


Co jest na samym ekranie nie jest na tyle istotne, bo najważniejsze aplikacje są w Docku :-)

I jak widać pierwsza grupa to wszystko aplikacje od Google:

  • Chrome - to tak naprawdę „nakładka” na Safari, ale synchronizuje się z Chrome na moich komputerach, telefonie i Pixel C, stąd wolę ją od Safari
  • Inbox - mój ulubiony klient pocztowy
  • Google Calendar - głównie dla dostępu do mojej agendy w której mam rozplanowane przez Kalendarz „cele’
  • Google+ - szczerze wygląda ochydnie... tak jakby wersja telefoniczna rozciągięta na gigantyczny ekran iPada Pro, na tablecie z Androidem wygląda dużo lepiej
  • Google Drive - szczerze chyba przez przyzwyczajenie :-)
  • Google Keep - które robi mi nadal za podstawowe ToDo
Dalej są już aplikacje „nie od Google”:
  • Pocket - do czytania, ale znów wersja dla Androida jest jakaś przyjemniejsza,
  • Notability - genialny program do robienia notatek przy pomocy Apple Pencila. Jest po prostu genialny. 
  • Evernote - szczerze jest tu głównie po to bym zaczął bardziej używać,
  • iA Writer - głównie do prowadzenia dziennika czy journalingu, próbuję tu też spisywać jakieś pomysły, główną zaletą aplikacji jest to, że znam ją z Androida i nawet lubię,
  • Pythonista - czyli możliwość programowania w Pythonie na iPadzie :-) na razie napisałem kilka prostych testów, a to całkowanie numeryczne, a to testowy serwer WWW... docelowo chciałbym napisać w tym kilka programów, 
  • Trello - momentami chciałbym przerzucić moje ToDo do Trello by móc bardziej dokładnie widzieć co robię.
Jak widać mój iPad ma programy głównie do konsumpcji i kilka do produkcji treści.. 
Jeszcze mi nie zastępuje komputera, ale momentami całkiem nieźle mu to wychodzi.
Chociaż np. teraz gdy piszę te słowa na Bloggerze w wersji wężowej to nie jest najlepiej... bo co chwilę mi edytor webowy wrzuca obrazek przed oczy ;-) co „lekko” denerwuje.

Ale nadal jestem zadowolony z zakupu. 
Sprzęt na 9/10 - -1 za przycisk Home
iOS 7/10 - jest poprawa w porównaniu do iOS 10, ale nadal Android jest wg mnie wygodniejszy (dlatego w domu Pocketa czy Kindela czytam na Pixel C, to samo z Google+)
Software firm trzecich 9/10 - jest ładne i funkcjonalne.




Podobne postybeta
iPad Pro
Co na moim telefonie...
Ta sama rozdzielczość przy różnych wielkościach ekranu to nie musi być dobry pomysł ;-) czyli o tym, że iPad Mini może boleć w oczy ;-)
ToDo od Trello jako "oddzielna aplikacja"
CONNECT i tunele

niedziela, sierpnia 20, 2017

O atakach terrorystycznych....

Mieliśmy ostatnio w Europie kilka zamachów terrorystycznych.
Stąd napiszę kilka rzeczy, które mi się nasunęły w dyskusjach i czytaniu tego co napisali inni.

- w Nowym Jorku widziałem betonowe bloki ustawione np. na Times Square, miały z 70-100 cm wysokości, z 1.5-2 m długości i z 1 metr szerokości. Ustawione były w 2 rzędach, pomalowane na biało z napisem NYPD. Ludzie używali ich do siedzenia. Ale też zabezpieczały przed wjechaniem w tłum. Myślę, że po prostu w Europejskich miastach zacznie się bardziej dokładne rozdzielanie ruchu samochodowego od pieszych. Zabezpieczy to przed każdym kto postanowi wjechać w tłum, a do tego zwiększy bezpieczeństwo w normalnych sytuacjach,
- czemu po ataku w Hiszpanii pokazały się 2 kolejne i później jeszcze jedne, tym razem w Rosji? Bo pierwszy atak najpewniej pchnął kolejnych zamachowców do działania,
- można swobodnie stwierdzić, że jeśli słyszymy o ataku terrorystycznym na cywilów to najpewniej atakujący był muzułmaninem. Ważne jednak by wiedzieć, że to nie działa w drugą stronę. To, że ktoś jest muzułmaninem nie znaczy, że jest terrorystą. Podobnie jak słyszymy o gwałcicielu, niemal z pewnością możemy powiedzieć, że to facet.... ale to, że ktoś jest facetem nie znaczy, że jest gwałcicielem,
- żaden z zamachowców nie był uchodźcą, to byli zawsze ludzie którzy urodzili się w Europie, lub mieszkali tu od wielu lat. Większość z tych, których ataki wzięło na siebie Państwo Islamskie to tacy, którym nie udało się wyjechać do Syrii by walczyć u boku ISIS.

Tu się pojawia taka myśl, że z jednej strony media informując o zamachach zwiększają strach ludzi, a z drugiej podsuwają pomysły kolejnym chętnym. Z drugiej jakby media nie podwały tych informacji to będzie krzyk, że "lewackie rządy cenzurują"...




Podobne postybeta
Imigranci nas nie zaleją
Zimowy zastój?
Statystyki przeglądarek, ktoś ma na pewno niemal doskonałe ;-)
Blee... czyli ogólne zniechęcenie ;-)
O wyższości klas anonimowych

środa, sierpnia 16, 2017

Czemu mniej miejsc parkingowych to mniejsze korki w mieści?

Gdy powstaje jakikolwiek budynek w centrum Krakowa i informacja o tym pojawia się gdzieś w Internecie to od razu pojawia się krzyk w komentarzach o to, że tak mało miejsc parkingowych zaplanowano.
Budynek na 3000 pracowników i 600 miejsc parkingowych? Od razu krzyk.
"Apartamentowiec" na 320 mieszkań i 150 miejsc? Od razu krzyk.

Co ciekawe dzięki takiej polityce w centrum Krakowa nadal można zaparkować i nie stoi się w permanentnym korku (tylko w gigantycznym ;-)).

To działa tak.
Im łatwiej parkować tym więcej ludzi przyjeżdża samochodem, im więcej ludzi przyjeżdża samochodem tym większe korki, im więcej ludzi dojedzie do centrum tym trudniej znaleźć wolne miejsce.

Jeśli byłoby dokładnie 1 miejsce parkingowe w centrum Krakowa to większość zmotoryzowanych nie jechałaby samochodem bo szanse dostania miejsca byłyby stosunkowo niskie.

Jednak powodowałby to też, że ludzie którzy z jakichś powodów muszą dojechać do centrum nie robiliby tego.

Czyli 1 miejsce parkingowe w mieście rozwiązuje problem korków, ale utrudnia użytkowanie miasta.

Jeżeli w centrum Krakowa byłoby milion miejsc parkingowych to każdy posiadacz samochodu chciałby jechać samochodem bo łatwo by było zaparkować, ale przez to spędzałby większość czasu w korkach.
Niecierpliwych by to przyhamowało, ale wiele osób jeździłoby samochodami i stało kilka godzin w korkach.

Czyli bardzo dużo łatwo dostępnych miejsc parkingowych też nie robi sztuczki.

Tak na czuja sweet spot czy złoty środek jest w gdy do centrum można dojechać w miarę łatwo, ale nie za łatwo, a parkowanie jest możliwe, ale też niezbyt proste.

Pierwsze robią korki. Drugie robi płatne parkowanie.

Centrum miasta ma użytkowników.

To mieszkańcy, ludzie którzy tam pracują, ludzie którzy przyjeżdżają do urzędów, ludzie którzy przyjeżdżają na zakupy i turyści.

Pracujący zwykle znają centrum i wiedzą jak się po nim poruszać. Wiedzą gdzie są przystanki komunikacji miejskiej. Zwykle podróżują też "lekko". Mają plecak, torebkę, neseser czy coś podobnego.
Jest ich też dużo i zwykle chcą się szybko dostać do centrum i szybko je opuścić. Zwykle przyjeżdżają o tym samym czasie i o tym samym czasie chcą wyjechać.

Dla nich idealna jest komunikacja miejska, ewentualnie rower. Z rzadka samochód.
Samochód jest niewskazany bo po pierwsze jest ich dużo, po drugie będą blokować miejsca parkingowe przez bardzo długo, po trzecie zakorkują kompletnie centrum wjeżdżając i wyjeżdżając.
Dlatego najlepiej by używanie samochodu było dla nich niewygodne.
Stąd gdy powstaje nowy biurowiec najlepiej by nie miał zbyt wielu miejsc parkingowych.
Wtedy administrator budynku będzie traktował je jako towar deficytowy i zachowa dla gości lub sprzeda firmom, które będą chciały mieć kilka miejsc na służbowe samochody czy dla małej części pracowników. W tym ostatnim przypadku problem jest zrzucany na firmy i to one muszą decydować jak się dzielić miejscami.

Mieszkańcy w centrum mogą blokować miejsca parkingowe, ale nie dorzucają się tak mocno do korkowania miasta. Bo nie wyjeżdżają zbyt często, a gdy to robią robią to zwykle poza godzinami szczytu.
Dlatego najlepiej ich ogólnie zniechęcać do posiadania samochodów (żeby nie blokowali miejsc), albo sprzedawać im miejsca w garażach podziemnych budynków.

Ludzie przyjeżdżający do urzędów są inni. Przyczyniają się do korków bo też zwykle w godzinach szczytu przyjeżdżają, ale zwykle przyjeżdżają z większej odległości. Nie znają centrum.
Korzystać więc powinni jak się da z komunikacji miejskiej, ale w niektórych przypadkach samochody są niezbędne.
Stąd powinni mieć w miarę dużą szansę znalezienia miejsca parkingowego.
Ale jak sprawić by takie miejsce istniało i nie było zajęte?
Ceną. Trzeba wyznaczyć cenę za parkowanie. Cenę która będzie na tyle wysoka, że miejsca nie zajmie ktoś kto codziennie przyjeżdża do centrum, albo ktoś kto w centrum mieszka.

To samo z klientami sklepów. Z tym, że większe sklepy mogą mieć kilka miejsc parkingowych dla swoich klientów. Szczególnie, że ludzie mogą ze sklepów wychodzić z dużymi torbami i mieć problemy ze skorzystaniem z komunikacji publicznej.

Turyści mieszkający w centrum poruszają się głównie na nogach, albo dojeżdżają do centrum komunikacją miejską.
Dla tych niektórych którzy przyjeżdżają samochodem dobrze by było miejsce, ale nie jest problemem gdy muszą za nie zapłacić.

I właśnie przez to, choć pewnie nie celowo, dobrze że nowobudowane biurowce w centrum Krakowa nie mają dużo miejsc parkingowych.
Dzięki temu miasto ma szansę jakoś funkcjonować.

Przydałby się jeszcze jeden krok do polepszenia sytuacji. Podniesienie abonamentu za parkowanie dla mieszkańców.
Tak by mieli większą zachętę do kupowania miejsc w parkingach podziemnych, albo by trzymać samochód gdzieś dalej, czy też by z samochodu zrezygnować.

Centra miast powinny być dla ludzi, nie dla samochodów.


Podobne postybeta
Dołożę się do budżetu Rybnika ;-)
Tunel... ciąg dalszy ;-)
Teoria biurokracji ;-)
Post-samochody ja
Forma nad treścią

sobota, sierpnia 12, 2017

Czas = uwaga = zainteresowanie ;-)

Ludzie są ważni, a tą ważność mierzymy czasem jaki im poświęcamy, albo nawet bardziej ilością uwagi, którą im poświęcamy.
Stąd bardziej lubimy ludzi, którzy mówią "dzień dobry" albo pytają "co u Ciebie?".

Stąd nawet najlepiej napisany tekst potencjalnego ogłoszenia, który wysyła automat jest mniej przekonujący niż skierowane bezpośrednio do nas ogłoszenie.
Stosujemy heurystykę, którą nazwiemy sobie heurystyką ważności ;-), jeśli z treści przekazu wynika, że jest do nas kierowany to znaczy, że ktoś poświęcił nam uwagę, znaczy to, że wg tego kogś jesteśmy ważni, więc i przekaz jest ważny.

Przez to gdy dostaję na LinkedIn wiadomość, w której ktoś odnosi się do mojego profilu i np. nawiązuje do tego co napisałem w opisie to ma większe szanse trafić do mnie taka wiadomość, niż nawet pomysłowa która wygląda jak template, który wysłany zostanie dziesiątkom, lub setkom osób.

Bądźmy szczerzy, mój opis na LinkedIn to nic innego jak część mojego testu sprawdzającego jak bardzo rekrutererce czy rekruterowi zależy. W końcu jeśli oni wkładają wysiłek w swoją pracę to znaczy, że są dobrzy w tym co robią i jest jakaś szansa, że pracują z wartymi uwagi klientami.

Dlatego, droga rekruterko, czy drogi rekturzetrze... Jeśli wysyłacie mi automatyczny e-mail to nie dziwicie się, że nie odpowiadam.
Ja pracuję w IT już parę lat i wiem jak działają automaty do wysyłania maili ;-)


Podobne postybeta
Przyśpieszanie backtrackingu
Odrobina miłości i serwery działają ;-)
Światełko w tunelu :-)
Programiści są nieważni...
Killer feature dla Facebooka

czwartek, sierpnia 10, 2017

No i mam skilla dla Alexy ;-) [wcześniej już miałem akcję dla Google Home :-)]

Ha! Moja akcja sprawdzająca jakość powietrza przy pomocy Airly działa w Google Assistant i w Aleksie ;-)


Nie wiem która odpowiedź mi się bardziej podoba.
Ale fakt, że pisanie pierwszej akcji dla Google Assitant zabrało mi parę godzin, dla Alexy było to krócej ;-)
Ale głównie przez to, że API.AI wyeksportowało mi część rzeczy dla Alexy ;-)
A endpoint okazał się być prawie identyczny do tego z Google Assistanta :-)

Chociaż faktem jest, że jednak częściej korzystam z Google Home ;-)

Jakby ktoś próbował to one działają tylko na moim koncie ;-)



Podobne postybeta
Moja własna akcja w Google Home ;-)
Google Actions działają już w Google Assitant nie tylko na Google Home, ale i w innych jego inkarnacjach :-)
IT - Jaka kasa w zależności od skilla? ;-)
Podejrzanie szybko....
Google oddaj URLa!

wtorek, sierpnia 08, 2017

iPad Pro

No i mam iPada Pro 12.9.
Od strony sprzętu jest bardzo fajnie, to samo z softem, gorzej z systemem.
Jednak iOS i ja to nie jest ta sama bajka ;-)

Idealnie by było mieć iPada Pro z dostępnym tu oprogramowaniem i Androidem ;-)

Chociaż muszę przyznać, że dzięki istnieniu fizycznego przycisku Home łatwiej jest opuścić np. Kindle'a, gdzie na Androidzie trzeba robić harce z przesuwaniem palcem od dołu ekranu w górę by pojawiły się guziczki do nawigacji ;-)

Ale przez to, że iOS nie do końca opisuje jak powinny zachowywać się aplikacje jest tu większy bałagan, niektóre aplikacje trzymają potwierdzenie pod pytaniem, inne nad, jedne po prawej, inne po lewej, czasem jako słowa, innym razem jako ikonki. To powoduje, że trzeba się mocno zastanawiać.

Ale są fajne programy.
Taki Pythonista, który pozwala pisać na iPadzie programy w Pythonie, które to programy mogą nawet ładnego UIa robić :-)
Albo Workflow. Czy Notability, dzięki któremu piórkiem pisze się tak jak ołówkiem.

Mój iPad Pro to wersja 12.9 cala, z klawiaturą i piórkiem.
Robi mi za takiego małego "laptopa" albo duży tablet.

Na pomysł kupienia akurat tej wersji wpadłem lecąc z San Franciso to Nowego Jorku. Ja sobie oglądałem na moim Pixel C świetny film, czyli Hidden Figures, a obok gościu książkę czytałe na właśnie dużym iPadzie Pro.
Mój Pixel C do oglądania filmu był świetny, ale te 10 cali z kawałkiem nie zawsze dobrze działa w książkach z rysunkami czy tabelkami. Kindle nie radzi sobie z tym najlepiej, a na dużym ekranie wygląda to ciekawiej.
A, że od dawna brakowało mi jakiegoś urządzenia, które byłoby lekkie i można by je było wozić "obok" mojego pracowego MacBooka Pro to padło na iPada Pro.
Na razie nie żałuję.

Gdyby jednak tu był Android to byłoby fajniej ;-)




Podobne postybeta
Po paru dniach z iPad’em Pro - mój Dock ;-)
Ta sama rozdzielczość przy różnych wielkościach ekranu to nie musi być dobry pomysł ;-) czyli o tym, że iPad Mini może boleć w oczy ;-)
Taa.. PostPC... znaczy zamiast PC będziesz nosić ze sobą masę innych rzeczy
Android O na Pixel C - pierwsze wrażenia
No i gdzie jest mój tablet? Gdzie?

poniedziałek, sierpnia 07, 2017

Klątwa Apple Store....

Gdy byłem w 2015 roku w Londynie i postanowiłem obejrzeć Apple Store na Regent Street w Londynie (drugi pod względem wielkości na świecie) to go akurat remontowali. Widziałem tylko piwnice.
Gdy byłem teraz w Nowym Jorku i chciałem zobaczyć ten na 5 Alei to go zburzyli i budują od nowa (trzeci pod względem wielkości na świecie), a ja widziałem tylko tymczasowy obok.

W San Francisco na Union Square akurat nic nie robili Apple Store, ale jak chciałem tam kupić iPada Pro 10.5 to nie zadziałała moja karta kredytowa...

Ja nie wiem, ale to jakiś sygnał jest? ;-)


Podobne postybeta
Nowy Jork....
Raport z emigracji
Zimowy zastój?
Pixel XL jest genialny
PayPal - rozczarowuje

niedziela, sierpnia 06, 2017

Pixel XL jest genialny

Z USA przywiozłem sobie kilka rzeczy.

Wspomnienia tego, że widziałem San Francisco i Nowy Jork, albo tego że widziałem świetliki.
Ciekawszy projekt, bo zrobiliśmy pivota ;-)
Kilka robotów*, Alexę i słuchawki.

Ale przywiozłem też przekonanie, że zakup Pixela XL był genialnym pomysłem :-)

Nigdy nie udało mi się robić tak ładnych zdjęć.
Niektóre z nich, np to:


nie wymagały żadnej późniejszej obróbki by dobrze wyglądać.
Wystarczyło je robić "wbudowanym" trybem HDR+ i wyglądają świetnie.

Dlatego jestem zadowolony z tego, że te kilka miesięcy temu mój Nexus 6 mnie na tyle wkurzył, że postanowiłem wymienić go na Pixela XL :-)

Dla porównania tu zdjęcie z niemal tego samego miejsca zrobione Nexusem 6 w trybie HDR+



* - to te roboty z tymi, które już wcześniej miałem ;-) [3 pośrodku już wcześniej były]




Podobne postybeta
Z Nexusów do Pixeli
Teleskop :-)
Google Actions działają już w Google Assitant nie tylko na Google Home, ale i w innych jego inkarnacjach :-)
Uspokajacz
Android 5.0 pierwsze wrażenia

sobota, sierpnia 05, 2017

Co się dzieje gdy mój pierwszy samolot się spóźnia i mam mało czasu na przesiadkę?

Jeśli to ta sama linia, albo ta sama podróż to masz dużą szansę poznać niedostępne dla normalnych ludzi fragmenty lotniska :-)
Ale Twój bagaż może przyjechać później.

Wracając z Nowego Jorku miałem ostatnio przygodę.
Samolot zamiast o 16:10 z lotniska JFK wyleciał po 18, zamiast dolecieć na 5:40 do Frankfurtu doleciał na 8:20.
Sęk w tym, że samolot z Krakowa do Frankfurtu miał lecieć o 8:40.

Z tego powodu już się obawiałem, że się nie wyrobimy, ale uznałem, że w końcu to ten sam przewoźnik (Lufthansa) i ta sama podróż (składająca się z 2 nóg) więc pewnie po prostu mnie przebookują na inny samolot.

Okazało się, że byli bardziej przebiegli ;-)

Zaraz po wyjściu z samolotu do terminala czekali ludzie z lotniska/linii lotniczej z kartkami z numerami lotu.
Gdy się do nich podeszło sprawdzali kartę pokładową ze swoją listą.
Gdy uzbierali wszystkich, poprowadzili nas drzwiami tylko dla obsługi (używając swoich kart dostępu) na zewnątrz i do autobusu.
Autobus szybko przejechał do ukrytego gdzieś na lotnisku małego przejścia granicznego gdzie wpuszczono nas oficjalnie na terytorium strefy Schengen*, po czym tym samym autobusem zawieziono pod naszą bramkę gdzie po schodkach weszliśmy do terminala gdzie ustawili nas w kolejce ;-)

Zamiast włóczyć się 3 godziny po terminalu i czekać, wszystko odbyło się ekspresowo ;-)

Dzięki temu zostaliśmy wpuszczeni na pokład samolotu jeszcze przed częścią innych pasażerów, którzy jeszcze nie ustawili się w kolejce ;-)

W czasie lotu zastanawiałem się co z moim bagażem, bo co innego wyłuskać 5 osób z 500 wysiadających z samolotu, którzy sami łażą i szukają znaków, a co innego wyłuskać podobną liczbę toreb z 500 czy większej ilości bagaży w samolocie, które trzeba jeszcze posortować.

Moje obawy były uzasadnione ;-)
Bo jak już czekałem przy karuzeli na torbę głos z głośników stwierdził "Pasażer Rumik zgłosi się (zaszumiane)" ;-)
Gdy podszedłem do "utraconego bagażu" przeproszono mnie i stwierdzono, że moja torba nie zdążyła się przesiąść, ale już ją mają i przyleci lotem o 14, a oni mi ją do domu przywiozą.
Wypytano mnie jak wyglądała torba, jakie ma znaki szczególne, po czym dali papierek zamiast bagażu ;-)
Bagaż w domu pojawił się jakieś 9 godzin później przywieziony przez kuriera :-)

To była pierwsza taka moja przygoda, ale nie należę do jakichś szczególnie aktywnych podróżników.
Samolotem leciałem do tej pory tylko 34 razy co daje jakieś 3% szans na "utratę bagażu" ;-)

* - jak się leci z/do USA to trzeba przejść przez przejście graniczne bo opuszcza się strefę.


Podobne postybeta
Autobus ze skrzydłami...
Złudne poczucie bezpieczeństwa...
Lecę do Stanów... i co z tego? ;-)
Patenty
Z wizytą u samolotów :-)

Moc obliczeniowa

Tak się czasem zastanawiam czy z inteligencją nie jest jak z mocą obliczeniową*....

Czasem wygląd to tak, że ludzie którzy coś wolniej chwytają, albo nie chwytają w ogóle jakby nie mieli odpowiednio dużej mocy obliczeniowej.
Coś jak renderowanie filmu, zrobienie jednej klatki pożera jakąś tam liczbę obliczeń i wolniejsze maszyny żeby móc odpowiednio szybko renderować film muszą zmniejszać jakość.
A czasem wygląda, że niektórzy ludzie mogą w danym momencie myśleć mniejszą ilość myśli.
Przez co wolniej łapią, albo zachowują się "gorzej" bo nie są w stanie w tym samym czasie wykonywać wszystkich "społecznych" programów.

Można nawet dalej posunąć analogię, że edukacja czy samo-edukacja pozwalają ludziom zyskiwać pewne sprytne algorytmy, które na słabszym sprzęcie są w stanie robić więcej, albo nawet przez trening przerzucają część obliczeń do nieświadomych części mózgu i te po prostu robią konieczne obliczenia jak koprocesory i dostarczają je do tych świadomych obszarów.

To świetnie czasem widać w miejscach gdzie rozmawiają ludzie którzy są w czymś dobrym. W pewnym momencie rozmowa wygląda tak, że jedna osoba przedstawia jakiś pomysł, zauważa w nim błąd i mówi coś w stylu "a nie to nie będzie działać" i zwykle ktoś kto ma równie duże doświadczenie to też widzi, a reszta pokoju patrzy i nie wie o czym ci ludzie gadają i w pewnym momencie więcej czasu spędza się na tłumaczeniu tym wolniejszym osobą niż nad posuwaniem sprawy do przodu.

* - Tzn. wiem, że prawie na pewno nie jest jak z mocą obliczeniową, i że zapewne moje odczucia wynikają z tego, że komputery wydają mi się być podobne do mózgu, tak jak w XVIII czy XIX wieku wydawały się do nich podobne zegary.


Podobne postybeta
Zaszumienie....
To i ja planowałem zamach stanu?
Chcę ultrabooka!
Spryciarz z Londynu i kilka uwag o tłumaczeniu
Pożycz mi swój procesor ;-)