czwartek, sierpnia 30, 2018

0 prawo programowania - Shit hits all fans in the same time

Dziś miałem spotkanie o projekcie który robię tutaj w Kalifornii.
Z mojej strony powiedziałem w pewnym momencie, że i tak niestety w wielu momentach muszę po prostu czekać na "beep beep" które mi zrobi komputer gdy skończy się długo trwająca komenda.
I wtedy padła odpowiedź, że to nie problem bo przecież się przełączę na coś innego w tym czasie.

I zaskoczyłem rozmówców odpowiedzią, że nie ;-) bo jak moje doświadczenie wskazuje "shit hits usually both fans in the same time".

Nauczyłem się, że lepiej wykorzystam czas czekając na coś co się robi jak pozastanawiam się co mogę zrobić dalej, albo nawet sprawdzę co piszą akurat na Wyborczej, ważne by nie przełączać się na inne zadnie.
Bo jeśli ciągnie się kilka rzeczy w taki sposób to zwykle w najbardziej krytycznej fazie obie są na tapecie w tym samym czasie i jak coś się zaczyna walić to w obu jednocześnie (co nie jest takie dziwne, bo contex switching i podobne najpewniej sprawiły, że i tak jakość obu rzeczy jest upośledzona).

Już kila razy "młodszych" kolegów w pracy ostrzegałem, żeby uważali bo jak przyjdzie co do czego to "shit will hit both fans in the same time", większość nie wierzyła i zwykle przekonywali się jakiś czas później, że to niestety tak działa.

Nic tak człowieka nie uczy jak rany na własnym ciele ;-)


Podobne postybeta
Egipt, Tunezja, Londyn, whatever, czyli chcem na urlop
Błee
Pożycz mi swój procesor ;-)
Spadochronowy atak na Wawel - czyli wolne GWT
Déjà vu...

wtorek, sierpnia 28, 2018

Największy sekret demokracji

Demokracja u swych podstaw opiera się o pewien mit, można nawet powiedzieć o kłamstwo.

O to, że wszyscy są równi.

Nie są. Każdy w jakimś stopniu wkłada coś do losów i dobra ogółu, ale niektórzy wkładają dużo i dobrego, a inni wyjmują.

Zwykle lekarz swoimi działaniami ma większy wpływ na ludzi niż np. księgowy.
Albo policjant większy wkład niż sprzedawca.

Ale to piękne kłamstwo, ten mit założycielski demokracji jest ważny. Bo jeśli budujemy system w oparciu o tą nieprawdę to wszystkim żyje się lepiej, nawet ci którzy bez demokracji byliby królami dzięki dobrostanowi całej reszty też żyją lepiej.

Bo chociaż tak naprawdę ludzie wcale nie są równi, to problem jest w tym, że nie ma w pełni obiektywnego sposobu określenia lepszości ludzi.
Za dużo jest losowości i trudności w pomiarze.

Problemy są jak ktoś zaczyna hackować demokrację.
Sam uważa się za lepszego i ważniejszego od innych, ale wykorzystuje hasła o równości i walce z elitami do tego by nastawić zwykłych ludzi, zwykłych konsumentów przeciwko "elitom".

Hack jak to hack, działa. Aż przestanie...

A najbardziej po głowach dostaną ci, którzy swoimi głosami poparli hackerów. Bo hackerzy spadną na cztery łapy.

Radzili sobie w PRLu i należeli do elity (po dowolnej stronie podziału władza/opozycja), radzili sobie w III RP, teraz sobie radzą i poradzą sobie nawet jak obecny porządek walnie.


Podobne postybeta
Dwa małe błędy - czyli czemu świat nie jest do końca taki jak powinien być ;-)
Jak tak dalej pójdzie to Polacy wymrą....
Apostazja - wyjaśnienie dla wierzących
Filmy
Kontrrewolucja?

sobota, sierpnia 25, 2018

Programowanie po kalifornijsku ;-)

Tak już trochę tu pobyłem i popracowałem z tutejszymi programistami.
I mam jak na razie nieodpowiedziane pytanie.

Czy tutejsi programiści to inna klasa niż programiści w Polsce, czy bardziej klasa podobna, ale tutaj programiści mają więcej możliwości?

Pewnie jest tu selekcja na to, że przeciętny programista jest lepszy niż w Polsce, ale nie jakoś szczególnie, może po prostu odcięcie jest trochę wyżej.
Tak jak to widać na rysunku:

Wtedy przeciętny poziom programistów tutaj będzie trochę wyższy, ale i tak większość będzie słaba ;-)
Pewnie też przez to, że tu jednak więcej dobrych przyjeżdża z całego świata to ogon tego rozkładu będzie pewnie dłuższy.

Ale wydaje mi się, że klasa jest podobna tu, w Dolinie Krzemowej i u nas w Polsce.

Jednak tutaj jest więcej możliwości. Bo ktoś kto zaczyna blisko poziomu rozkładu jako młody człowiek ma szanse trafić do firm które zatrudniają ludzi z olbrzymią wiedzą, od których będzie się mógł lub mogła uczyć.
W Polsce trafi do nawet zachodniej firmy, w której są też dobrzy ludzie, ale mają dopiero 10-15 lat doświadczenia i taki młody programista, czy młoda programistka mają jednak słabszych "nauczycieli" niż mogliby mieć tutaj.

W Krakowie teraz jest modna chmura... ale poza Allegro i Akamai w ilu miejscach mamy szansę nauczyć się jak walczyć z problemami chmury gdy ma się miliony użytkowników?
A tutaj, Google, Facebook, Netflix, Twitter i cała reszta...

Stąd wydaje mi się, że programiści tu są podobni, ale mają o wiele większe możliwości rośnięcia.
U nas w Polsce nikt im tego rośnięcia nie zabrania, ale po prostu środowisko tego nie wymaga...


Podobne postybeta
Czemu mniej miejsc parkingowych to mniejsze korki w mieści?
Średnia vs. mediana
Mieszkanie po Kalifornijsku ;-)
Tresura owiec ;-)
Raport z emigracji

poniedziałek, sierpnia 13, 2018

Mieszkanie po Kalifornijsku ;-)

Od tygodnia mieszkam w Foster City w Kalifornii.
W "grodzonym osiedlu" (gdzie grodzenie oznacza, że żeby wejść do budynku jednym z wielu wejść trzeba się odbić wisiorkiem).
Szkoda, że u nas w Polsce jeszcze takich nie ma.
Bo co tu mają?

Basen (OK, rozumiem, że u nas klimat trochę przeszkadza):


Basen nie jest też przesadnie duży, ma głębokość około metra, obok zaś podgrzewany drugi basenik zwany tutaj SPA.

Jest siłownia:


Do tego clubhouse:



Bilard (którego zdjęć nie robiłem bo akurat ktoś używał ;-)) i "centrum biznesowe" czyli 4 albo 6 PC z Windowsem i drukarka.

Placyk z ławeczkami:


A do tego 2 grille i miejsce do obiadów na zewnątrz ;-)




Wszędzie obowiązuje grzecznościowa zasada, że miejsce należy zostawić po sobie takim jakie się je zastało.
Chociaż tu chyba działa też grodzoność tego terenu, gdy byłem dziś na rowerze (elektrycznym!!!) i jechałem przy wspólnych miejscach do pikników to jednak zwykle było tam trochę śmieci.

Sam mieszkam w Polsce w podobno dość dobrej lokalizacji, ale u nas są tylko 2 wspólne tarasy, które przeciętnie co tydzień są zawalane śmieciami przez ludzi korzystających z mieszkań wynajmowanych w Airbnb.... (sam kiedyś jednego takiego przyłapałem jak oddawał mocz do śmietnika i jeszcze się tłumaczył, że przecież nie będzie do mieszkania wracał....) [fakt, tutaj są w okolicy siłowni, basenu, "plazy" i clubhouse'u toalety ;-)]

Nie wiem czy to wynik tego, że tutaj jest drożej, więc właściciel budynku musi się bardziej starać by przyciągnąć ludzi, a może wyższej kultury (w sensie nie wyższości kulturowej, a raczej tego, że amerykanie i ogólnie ludzie z krajów zachodnich są bardziej nastawieni na życie we wspólnocie (przy jednoczesnym rozbójałym indywidualiźmie), czy po prostu bogactwa i tego, że koszt utrzymania tych dodatkowych części wspólnych jest i tak niski w porównaniu do dochodów.
Ale chciałbym coś takiego w Polsce ;-)


Podobne postybeta
Raport z emigracji
Spik mnie wkurzył
Czekając na "Bóg Urojony" Dawkinsa
Tunel... ciąg dalszy ;-)
Programowanie po kalifornijsku ;-)

piątek, sierpnia 10, 2018

Zaczynam mieszkać w Dolinie Krzemowej ;-)

Od kilku dni mieszkam w Kalifornii, a dokładniej w Dolinie Krzemowej i pomieszkam tu jeszcze jakiś czas.

Ciągle jestem na jetlagu, więc mój dzień to głównie praca, a później przemęczanie się do odpowiedniego momentu by pójść spać, a rano próby uśnięcia ;-)

Ale pierwszy raz od dawna mam okazję pracować z ludźmi, którzy są starsi i znacznie bardziej doświadczeni niż ja.
Tzn. w Polsce zdarzało mi się nieraz pracować z ludźmi, którzy mieli większe doświadczenie w jakiejś rzeczy niż ja, byli lepsi w designie, SQLu czy clean code, ale ostatni raz pracowałem z kimś kogo mogłem uznać za guru w Motoroli (czyli ponad 10 lat temu), później już zwykle ja wiedziałem czasem coś czego nie wiedzieli inni, czasem oni wiedzieli to czego nie wiedziałem ja.
Ale za to tutaj mam okazję pracować z ludźmi, którzy kodowali już w latach 70, tworzyli języki programowania (albo nadal tworzą), którzy swobodnie poruszają się po problemach kowariancji i kontrawariancji typów, a przy okazji w ramach pracy piszą parser języka i toole do debugowania ;-)

Żeby tu przyjechać odrzuciłem ofertę jednej z największych firm na świecie (teraz chyba 2 pod względem kapitalizacji), a tym co mnie najbardziej w niej nęciło była szansa pracy z naprawdę mocnymi ludźmi (już na rozmowie miałem crème de la crème) i trochę się obawiałem, że utracę możliwość pracy z tak dobrymi ludźmi (my też swoich mamy w Krakowie, ale nas jest dużo mniej, więc i tych z top of the top jest odpowiednio mniej).
Ale jak na razie, po tych kilku dniach Dolina Krzemowa mnie nie zawodzi.
Liczę, że utrzyma poziom, a ja mu dotrzymam ;-)

Mieszkanie tutaj ma swój urok ;-)
To widzę z okna:


A tak wygląda mój salon:


Mam samochód do podziału z koleżanką, ale jakoś żadne z nas się nie pcha do jego użycia ;-) choć to się pewnie zmieni z czasem, bo tutaj się nie da żyć bez auta...
Ludzie nawet między 2 częściami centrum handlowego, które oddzielone są ulicą, poruszają się samochodami...
I tak kończę dzień 4, albo 5 mojego pobytu ;-)

posted from Bloggeroid




Podobne postybeta
Raport z emigracji
Po roku...
Historia atakuje z każdej strony w Krakowie ;-)
Raport z emigracji ;-)
Przemowy współczynnik fajności firmy ;-)