wtorek, kwietnia 06, 2010

Wojny religijne i jak ich uniknąć

Kolega w firmie podesłał dziś bzdurny filmik nawołujący chrześcijan do rozmnażania się i krucjaty bo zły islam się mnoży i zalewa chrześcijańską Europę.Do mnie na szczęście nie wysłał bo wie co o takich sprawach myślę ;-)Dlatego gdy mowa o filmikach na YouTube to zdecydowanie preferuję takie:Ale wracając do tego wezwania do krucjat. Po pierwsze wiele wskazuje, że w ciągu parunastu lat ostatnimi przyczółkami cywilizacji zachodniej będą Chiny i Korea, bo to są chyba jedyne duże kraje, które inwestują krocie w rozwój nauki i społeczeństwa "naukowego" i jeśli Islam ma "zalać" świat to chyba tylko tamte rejony Azji są w stanie się przed tym bronić [vide traktowanie przez Chiny Ujgurów]. Bo demokracja jest ważna, ale zakładając, że prawdą jest iż muzułmanie mają więcej dzieci to w pewnym momencie będą stanowili większość i demokratycznie będą mogli zmieniać prawa.Dlatego uważam, że droga do uniknięcia wojen religijnych jest prosta, mam 100% rozwiązanie jakichkolwiek problemów religijnych.A jest nim: Podatek od manifestacji wyznania lub braku takowego.Chcesz nosić krzyżyk? Proszę, płacisz miesięcznie 200 złotych, chcesz chustę na głowie, proszę bardzo 500 złotych miesięcznie, chcesz swoje ciało skryć za burką? Proszę bardzo, 2000 złotych. Chcesz nosić koszulkę z rybką ewolucji? Proszę bardzo, 500 złotych.Szkoła chce umieścić krzyż w salach lekcyjnych? Proszę bardzo 2000 złotych od klasy.Gratis mogłyby być uroczystości w stylu ślubu, pogrzebu czy chrztu lub jego odpowiedników, do tego powiedzmy jedna uroczystość w tygodniu.Ale już za np. symbole religijne na budowlach sakralnych po 10 tysięcy od sztuki za miesiąc, można by tu dodać jakąś gradację za wielkość symboli.Budujesz meczet i chcesz minaret? Proszę bardzo, znów 10 tysięcy złotych miesięcznie, muezin ma z niego wzywać na modlitwę? Proszę bardzo, po 1000 złotych od wezwania. To samo od dzwonów.Dzięki temu szybko religia trafiłaby tam gdzie jej miejsce czyli do sfery prywatnej, każdy mógłby sobie wierzyć w co by chciał, nie mógłby jedynie się z tym obnosić bez ponoszenia pewnych kosztów. I nie byłoby to żadne ograniczenie wolności wyznania, a jedynie ograniczenie narzucania swoich poglądów innym.Po jakimś czasie gdyby człowiek odkrył przez przypadek, że jego sąsiad jest wyznawcą zaratusztrianizmu to co najwyżej zapytałby go o rytuały, a nie próbował przekabacić na swoją modłę.A jakież z tego były by na początku pieniądze....... można by je było przeznaczyć na rozwój szkół i przedszkoli. Na służbę zdrowia, czy cokolwiek co służyłoby wszystkim ludziom. Wtedy doszłoby pierwszy raz w historii do tego, że obnoszenie się ze swoją wiarą miałoby realny wpływ na poprawę losu ogółu.


Podobne postybeta
Iluminacja... czyli "Oświeciło mnie"...
Słaby, ale wojujący ateizm - czyli "obiektywne" dziennikarstwo ;-)
Inwestycja w przyszłość
O prywatnej i publicznej służbie zdrowia.
"Przefazowana" TV