czwartek, sierpnia 23, 2007

1 na 9 głosów

W ostatnich wyborach PiS poparło 3 185 714 osób co stanowiło 26,99% wszystkich głosujących, było to 10,95% uprawnionych do głosowania.
Oznacza to, że tylko 1 na 9 uprawnionych osób zagłosowała na PiS [dla porównania tylko 1 na 19 osób w Polsce nie deklaruje sie jako katolik, mówiąc inaczej przeciętnie spotykasz wyborce PiS tylko 2 razy częściej niż nie katolika].
Dla porównania w 2001 roku na SLD zagłosowało prawie 2 razy więcej osób niż na PiS w 2005 [na SLD w 2001 – 19% z ogółu co przekładało się na 41,04% głosujących, na AWS w 1997 16,21% (33,83% głosujących)], ba więcej osób zagłosowało na przegraną partię w wyborach w 1997 czyli na SLD niż w 2005 roku na PiS.

Po co to piszę? Po to by pokazać, że PiS już na starcie miał bardzo małe poparcie społeczne wyrażone w ilości oddanych głosów, co nie przeszkodziło im olać przestrzeganych od lat zwyczajów parlamentarnych [wynikłych właśnie z tego, że partia wygrana została bezpośrednio poparta tylko przez ułamek społeczeństwa]. Pierwszym takim działaniem były machinacje przy Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, drugim powołanie CBA, kolejnych było wiele. PiS zaczął niszczyć istniejący ustrój mając za sobą głosy tylko około 11% dorosłych obywateli.

Polacy się nie burzyli, bo nawet większość wykształconych obywateli naszego kraju nie wie jak to wszystko działa. Dla większości hasła takie jak metoda Sainte-Laguë, metoda d'Hondta, parytet czy konwent seniorów to puste słowa bez żadnego znaczenia. Wielu nie wie co to jest Zgromadzenie Narodowe, ilu posłów ma Sejm, a ilu senatorów Senat. O funkcji Trybunału Konstytucyjnego czy Stanu już nawet nie wspomnę.

Na chłopski rozum, gdy masz 50% + 1 głosów to możesz uchwalić praktycznie wszystko. Możesz obsadzić swoimi ludźmi wszystkie komisje, lub wykluczać z komisji niewygodnych członków lub tworzyć wygodne dla siebie prawo.

Jednak "duch demokracji" nakazuje by nawet mając te 50% + 1 głos starać się słuchać mniejszych, szukać kompromisów. "Duch demokracji" wie, że nie ma nic gorszego niż prawo uchwalone 50% + 1 głosem. Bo takie prawo ma za sobą mandat społeczny tylko małej części ogółu i istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że po następnych wyborach zostanie uchylone.

PiS jednak miast "ducha demokracji" wyznaje zasadę "zwycięzca bierze wszystko".

Może nie jestem obiektywny ze względu na swoje poglądy polityczne, ale w mojej ocenie najlepiej "ducha demokracji" rozumiało SLD, w którym czy się do tego przyznają czy nie istnieje ciągła pamięć o tym, że gdzieś tam u swego zarania mieli PZPR i przez to są przewrażliwieni na punkcie przestrzegania zasad demokracji. "Ducha demokracji" wydaje się też rozumieć PSL, mimo tego, że osobiście uważam, że zagłosowaliby praktycznie za wszystkim byle dostać stanowisko. Do mariażu z AWS "ducha demokracji" rozumiała też Unia Wolności. PO stoi w rozkroku, bo z jednej strony mamy Tuska który nie wie czego chce, prócz tego by wszyscy go kochali i zrobili prezydentem, a z drugiej całą watahę w koło Rokity, która najchętniej przekształciła by PO w PiS-bis tylko bez odwoływania się do dołów społecznych. PiS, Samoobrona i LPR wyznają zasadę "zwycięzca bierze wszystko". Zresztą PiS i prawicowa część PO mają korzenie w AWS które też wyznawało zasadę "zwycięzca bierze wszystko".

Wygląda również na to, że "duch demokracji" przegrywa z "zwycięzca bierze wszystko". Widać to nawet w dążeniu takich partii jak PO do okręgów 1 mandatowych. W ramach "demokratyzacji" zabija się "ducha demokracji". [Co 4 lat gdy wybieramy senatorów przeprowadzamy swoistą symulację wyborów w okręgach jednomandatowych i wyniki tych wyborów są znacznie oddalone od poparcia jakim cieszą się partie. Np. w 2001 roku SLD mając 41,04% głosów w wyborach do Sejmu w Senacie miało 75 miejsc czyli 75% wszystkich mandatów [prawie 2 razy więcej niż poparcie], w 2005 PiS z 26,99% w wyborach do Sejmu uzbierał 49 mandatów w Senacie [czyli też prawie 2 razy więcej niżby to wynikało z poparcia dla PiS]. Na wykresie poniżej widać, że ilość mandatów przyznawana czy to wg. metody Sainte-Laguë czy metody d'Hondta dużo bardziej odpowiadała rzeczywistemu poparciu (średnio partia wygrywająca dostawała 1,32 raza więcej mandatów w Sejmie niż wynikałoby z wyników wyborów i aż 1,73 raza więcej w Senacie w porównaniu z poparciem w wyborach do Sejmu)]



Ale, że dla większości z Polaków wszystko co powyżej to "pierdoły" to PiS spokojnie może nam ustrój zmieniać na demokratyczno podobny.... a PO głosić, że okręgi 1 mandatowe są bardziej demokratyczne.


Podobne postybeta
Jak można przegrać wybory gdy się je wygrywa?
Złe wieści
Demokracja
I po wyborach :-)
Amoralna modlitwa