Wyobraźcie sobie sytuację, że idziecie na rozmowę albo przychodzi do Was kandydat, czy klient pogadać i ta osoba na jakiś czas znika z pomieszczenia, wychodzi z pomieszczenia i wchodzi bo nie słyszy, albo jej nie słychać, albo słyszycie nagle, że ten ktoś z kimś rozmawia, albo dziecko pyta "Gdzie jest mama?". Albo mówi, porusza ustami, ale nikt jej nie slyszy.
Albo wszystko idzie OK i nagle mówiący zaczyna przerywać. Albo pojawia się pogłos ;-)
Albo kandydat przychodzi i czeka 5 czy 10 minut aż się ktoś pojawi w pomieszczeniu.
Ktoś próbuje coś pokazać i musi wyjść z sali i wejść znowu, albo jeszcze wyjść z budynku żeby móc to pokazać bo nie ma uprawień i musi się zresetować ;-)
Albo jeszcze lepiej, cała rozmowa odbywa się w samochodzie....
A tak to wygląda na masie spotkań remote.
Ale nie, wszyscy będą mówić, że narzędzia i kultura są super i że nie ma różnicy i boomerzy czy Xy chcą do biura bo nie czują remote ;-)
I tak, wiem, że remote może mieć sens, ale wtedy komunikacja powinna głównie polegać na narzędziach async + jeśli musi być sync to najlepiej on-site, rzadko ale konkretnie.
Ale firmy wolę dawać ludziom pracę zdalną w nadzieji, że technologia jakoś da radę sprawić, że pracując remote będziemy udawać, że jesteśmy w biurze. I przez to nagle połowę kalendarza masz zawaloną spotkaniami i syncami, których normalnie by nie było bo odbywałyby się naturalnie przy biurkach ;-)
Podobne postybeta
Odsłaniać okna na noc w gorące noce, czy nie odsłaniać? Oto jest pytanie....
Emerytury
Eventy na żywo nie zawsze są bardziej wow niż w TV ;-)
Im hotel wyższy, tym pokój większy? ;-)
Impreza ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz