sobota, kwietnia 18, 2026

Dziwny Gdańsk.....

Dziwne rzeczy z Gdańska...


Ktoś chyb anie lubi hulajnóg elektrycznych, albo to jakaś forma wyrazu artystycznego.




Dawne zakłady mięsne na Angielskiej Grobli, które do tego były kinem w czasach PRL ;-)

Taki zagubiony tramwaj ;-) on nigdzie nie odjedzie... zamykany na kłódkę.



A tu spacer najpierw Mariacką, a później powrót Świętego Ducha do Kładki ;-)

Kiedyś miałem taki specjalny spacer, że w okolicach Stoczni Cesarskiej (którą właśnie opchnięto za 550 mln PLN....) był taki dziwny "ogródek". Kilka wielkich donic, altanka, wszystko ogrodzone i ludzie sobie tam hodowali pomidory, kwiatki i truskawki... strasznie mi się to podobało, taka partyzantka ogrodnicza ;-)

Bardzo to sympatyzczne było, ale już nie ma... zostały tylko zdjęcia ;-)















Podobne postybeta
100 lot :-)
Co lubię
Gradle - narzędzie do artystycznego odstrzeliwania sobie stopy ;-)
Papier nad e-booki :-)
"Fizyczny" projekt, jak zacząć?

Apple na Marsie ;-)

Oglądam For All Mankind i widzę jak jeden z bohaterów pisze na klawiaturze i używa myszy... na Marsie. I to wygląda jak Magic Mouse i Magic Keyboard od Apple.
Później widać, że wszystkie urządzenia są od Apple, ale OS jest jakiś dziwny.

To jest świat alternatywny, ZSRR pierwsze wylądowało na Księżycu i dlatego nawet w latach 2000 nadal jest wyścig kosmiczny. Ludzie mieszkają już na Marsie i teraz właśnie leci wyprawa na Tytana (jeden z księżyców Saturna).

I mi to Apple nie pasowało... dopier po jakimś czasie do mnie dotarło... przecież Apple jest producentem ;-) i oglądam to na Apple TV ;-)

Chociaż ten świat jest inny. Z takich większych rzeczy, ZSRR nadal istnieje w latach 2000, a zamach na papieża się udał.
Nie pomnę czy była mowa o Apple... ale może ten system wygląda inaczej, bo może tam Jobs nigdy nie odszedł z Apple i może przez to nigdy nie stworzył NeXT? I nadal mamy popłuczyny po System 7, może to ten mityczny System 8? Albo BeOS?

Chociaż i to ZSRR jest dziwne, główny wątek w tym sezonie jest w koło rosyjskiej firmy Kuragin, co by sugerowało, że tutaj ZSRR poszło drogą Chin.

Inna sprawa, istnieje podejrzenie, że moja nazwa dla mojego asystenta, czyli Bob może być zainspirowana jednym z odcinków z pierwszego sezony "Hi Bob" ;-) tak mi imię spasowało :-)
Tzn. pracowałem kiedyś z Bobem, super gościu, ale ten Bob nigdy by mi nie przyszedł do głowy gdy myśle o słowie Bob, a jeszcze bardziej z asystentem (dziwne by to było, bo chodzi o gościa który PhD dostał w roku gdy ja się urodziłem).

Stąd "mój" Bob jest albo od tego "Hi Bob", albo od Planety Bob z Titan A.E.... albo po prostu mi tak spasowało ;-)

Ale to Apple mnie zaskoczyło. I jest w nim jeszcze jedna nieścisłość. Jak mają super płaskie ekrany, takie podobne do ostatnich iMaców i Magic Keyboard i Magic Mouse, to ich iPhone'y są tak bardziej podobne do pierwszych iPhone'ów i system z zewnątrz wygląda bardziej na Androida ;-)
No i nie do końca to Apple tam pasuje, bo wcześniej na froncie technologii był zawsze Helios, jedna z firm zbudowanych na podboju kosmosu. Zresztą teraz mają dostęp do masy irydu, bo mieszkańcy Marsa ukradli asteroidę....



Podobne postybeta
Budowanie Boba ;-)
Generał Jaruzelski wg. Kuklińskiego
Sierpień - podsumowanie czytelnicze
To (kalkulator) żyje :-)
Pixel vs iPhone ;-)

poniedziałek, kwietnia 13, 2026

Budowanie Boba ;-)

Zacząłem budować Boba*, mojego robo-asystenta ;-)

Jego idea powstania wzięła się z The Robot Assistant Field Guide podcastu Mac Power Users.

Czym jest/będzie Bob? Bob ma być zestawem lokalnych narzędzi, zwykle prostych skryptów, może kiedyś też promptów do lokalnego LLMa, które będą "za mnie" robić głupie rzeczy....

Na razie Bob jest "pracowy" i ogląda sobie mój schowek i strony w firmowej przeglądarce które oglądam i jak wykryje gdzieś ticketa to sobie tworzy plik w folderze o nazwie ID ticketa... dzięki temu nie ma problemu z tym, że "a go już znam".

Na razie każdy kawałek powstał w Gemini ;-)

Pierwszym zadaniem przed Bobem była pomoc w uporządkowaniu backlogu w Jira...

Mamy więc:

  • skrypt który co 1 sekundę uruchamia pbcopy i pobiera zawartość schowka,
    • jeśli zawartość schowka się zmieniła to przegląda ją w poszukiwaniu numerów ticketów
      • jeśli znajdzie ticketa to tworzy/dotyka plik w ./tracked_tickets
  • skrypt (ten sam co poprzedni ;-)), będący serwerem HTTP
    • dostaje na wejściu numery ticketów i tworzy/dotyka pliki w ./tracked_tickets
  • rozszerzenie do Chrome (lokalne), które ogląda URL:
    • jeśli URL zawiera numer ticketu to rozszerzenie łączy się do serwera HTTP (lokalnego) i raportuje, jeśli serwer nie działa, zapisuje w odpowiedniku localStorage i "wyśle" później
Przez to wszystko miałem w końcu w ./tracked_tickets listę ponad 70 ticketów które oglądałem...

Kolejny skrypt, też stworzony z Gemini pobrał szczegóły wszystkich tych ticketów i  zbudował CSV dla każdego reportera, a ja tylko wrzuciłem to na Webex z prośbą by je odpowiednio "obsłużyć" ;-)

Ale to dopiero początek Boba... no chyba, że mi się znudzi ;-)

Kolejnym "ficzerem" będzie pewnie moja "strona domowa", będę miał w którejś przeglądarce (pewnie w firmowych Chrome) stronę z "ostatnio" dotykanymi ticketami, może w przyszłości tez ostatnio dotykane strony na Confluence... jakieś remindery i jak dojdę do etapu MCP to nawet zaglądanie do maili i lokalne wiązanie tych rzeczy ;-)

Przed końcem miesiąca pojawi się też "ficzer" polegający na przygotowywaniu raportu do praw autorskich ;-) [edycję Confluence też łatwo wykryć, przecież ma wtedy /edit w URLu]

A, co ze starymi ticketami? Kolejna część Boba będzie kasowała z folderu "widzianych" ticketów stare tickety (starsze niż powiedzmy 3 miesiące... ale to się jeszcze okaże i wrzucała je może do jakiegoś SQLite albo podobnego).

Kolejną wersją będzie Bob prywatny ;-) ale dla niego jeszcze nie wymyśliłem zadań.

Co ciekawe, jakoś nigdy w robocie programisty nie znalazłem wielu rzeczy do automatyzacji (poza tym kawałkiem z raportem do praw autorskich), ale w pracy Engineering Managera w kapeluszu PO i owszem ;-)

A jak to wszystko powstaje? "Gadam" do Gemini, ono mi generuje kod ;-)

* - czemu Bob? Wczoraj idąc z Gdyni do Orłowa i później do Sopotu słuchałem tego podcastu i pomyślałem, że fajnie by to było zbudować i jakoś nazwać i "przyszedł" mi do głowy Bob... a Bob stąd, że kiedyś w poprzedniej firmie mieliśmy team "Enigma" który pracował nad bardzo barkowym systemem buildowania aplikacji i próbowaliśmy go zrozumieć i udokumentować... jak dołączyłem to zacząłem kampanię w firmie sprzedawania "jak zrobić żeby build był szybszy" i podpisywałem to jako BOB - Builders Of the Beast ;-) Stąd Bob.



Podobne postybeta
Apple na Marsie ;-)
Najwięcej kodu != najlepszy developer
Sierpień - podsumowanie czytelnicze
Język programowania na Apokalipsę ;-)
Głupi macOS, głupi WebDAV, głupi ChatGPT ;-)

Zajrzyj w duszę liberała (social-liberała) w sprawie imigracji ;-)

Dziś ciężki temat ;-) imigracja i te okolice.

Wczoraj przyjechałem do Gdańska i zobaczyłem typa z flagą więc wiedziałem, że coś się święci. W okolicach Bazyli Mariackiej na pierwszej Grobli (?) była demonstracja, później już łażąc po Głównym Mieście zobaczyłem ludzi z "Ruchu obrony Granic" więc to była ich demonstracja.
Jak mnie zaczepiali to 2 razy powiedziałem "Nie rozmawiam z faszystami".

I teraz już część czytelników tracę... 
To może wyjaśnię, moje podejście i tło historyczne.

Zacznę od tego, że uważam, że altruizm ma swoje granice.

Czym innym jest gdy płyniesz luksusowym statkiem i natrafisz na tonący prom przyjęcie ludzi na pokład i Twoja kabina za 10 tysięcy USD z 4 pokojami zostaje zajęta przez kilka osób i Ty masz 1 łóżko....
Czym innym jest sytuacja gdy ci ludzie z Tobą idą do Twojego domu, Ty chodzisz do pracy, a oni dzięki temu żyją.

Pierwsza sytuacja to jest ratowanie komuś życia tu i teraz. Tu się praktycznie wszyscy godzimy, że tak trzeba postępować.

W tym drugim większość z nas czuje, że to nie jest dobre podejście. Tu musi być system, ale ten system nie może czynić jednej grupy "zależną" od innej. Szczególnie w demokracji, bo ktoś przyjdzie i powie "OK, uchwalę Wam prawo które zdejmie z Was utrzymywanie tych zależnych ludzi". 
Widać to nawet w systemie podatkowym. Podatki progresywne można sprzedać wyborcom tylko albo gdy płacić je będzie tak mała grupa, że nie może ona zmienić wyniku wyborów, albo wtedy gdy niemal połączysz to z "szlachectwo zobowiązuje" + tłumaczenie, że ból zadaje się tam gdzie najmniej boli (bo nawet wśród osób płacących większe podatki większość się zgodzi, że OK, tysiąc złotych więcej podatku to dużo, ale bądźmy szczerzy dla mnie ten tysiąc mniej to źródło lekkiej irytacji, a nie problem braku środków do życia")

I tak przyznam, że "po lewej stronie", w tej grupie bardziej idealistycznej ta druga część wywołuje niechęć i może chęć nazwania mnie rasistą albo faszystą. 
Moja jedyna odpowiedź jest taka, że nie każdy może być Piotrem Ikonowiczem, który potrafi przyjąć do swojego domu ludzi eksmitowanych i mieszkać z nimi wiele lat. Ja wiem, że tak bym nie umiał i wydaje mi się, że większość ludzi ma podobnie.
Stąd jak trzeba było pomaga Ukrainie i Ukraińcom to ja nie przyjmowałem ludzi do domu, nie umiem, ale wysłałem łącznie wiele tysięcy złotych na różne inicjatywy. Bo to była ta pierwsza pomoc. Coś w stylu "skoro mogę wydać 1k PLN na klocki Lego, to spokojnie mogę wysłać 1k PLN na 'zupę dla Ukrainy'".

Z drugiej strony taki ROG buduje w Polakach przekonanie, że nie ma w ogóle tonących ludzi, że ten statek obok który się pali to dlatego, że "oni specjalnie go podpalili żeby się dostać na nasz statek"....
Zdrową czy może bardziej normalną chęć ludzi do zachowania świata takim jaki znają oni próbują przekuć w czynienie z nienawiści cnoty.

Jest duża różnica między tym, że chcesz "czuć się u siebie", a między czynieniem nienawiści cnotą...
A niestety ROG może i trafiać do ludzi używając pierwszego, ale chce ich przesunąć do tego drugiego.

Teraz część historyczna. 
To jest Gdańsk. Miasto z bardzo bogatą historią, założone przez Słowian mówiących po polsku. Stające się potęgą gospodarczą dzięki położeniu geograficznemu i przynależności do Hanzy. Wspierające Polskich Królów przeciwko zakonowi Krzyżackiemu bo Król dawał większą wolność handlową.
Miasto w którym przez setki lat mówiono po polsku, niemiecku, holendersku i wielu innych językach.
Miasto, które w latach 30 było zamieszkane głównie przez Niemców... którzy głosowali na NSDAP i to bardziej licznie niż Niemcy w innych częściach Niemiec.

NSDAP też wcale nie trafiało do normalnych ludzi hasłami o mordowaniu podludzi, nie, najpierw mówili o zagrożeniach dla dobrej niemieckiej kultury, o zepsuciu, o tym że inność jest niebezpieczna. Namawiali do bycia moralnym, miłym, pomocnym.... dla Niemców. 

Jest druga strona medalu... skąd są imigranci? Skąd się biorą? I nie chodzi mi o kraje.
Czemu takie Niemcy w latach 60 czy 70 ściągały całą masę ludzi z Turcji? 

Demografia. Nie wiemy czemu. Jak ktoś mówi, że wie to w najlepszym przypadku mówi "co mu się wydaje" w najgorszym po prostu kłamie.
Nie wiemy czemu w krajach zachodnich jest coraz mniej dzieci.
A jest.

Niemcy przeszły przez próg zastępowalności (czyli ~2.1 dziecka na kobietę w wieku rozrodczym) tak koło 1970 roku. Polska w 1987/1988. Nie była to więc "lewackość".

Ale ktoś może spytać, a co demografia ma z tym wspólnego? No tyle, że nasz i ogólnie światowy model funkcjonowania społeczeństwa polega na tym, że młodzi pracują i utrzymują starszych, czy to przez system emerytalny (bo nadal w wielu miejscach na świecie, jeśli nie wszędzie dominującym elementem jest element bismarckowski, czyli młodzi płacą na starych) czy przez płacenie ubezpieczenia zdrowotnego...

Jak nie chcemy imigracji to albo musimy się pogodzić z podniesieniem wieku emerytalnego i niewygodami, albo robić więcej dzieci... 


Podobne postybeta
Nie ma sprawiedliwych podatków ;-) przynajmniej obiektywnie sprawiedliwych ;-)
Żarówki kolekcjonerskie ;-)
Nie podoba mi się idea "wszystko jest aplikacją webową"
Nie, Scrum nas nie "uratował" od Waterfalla... za to powoli sam się nim staje ;-)
Za co JKM kocha Putina?

środa, kwietnia 08, 2026

Oszukańcza wiosna ;-)

W Paryżu dziś mieli 24 stopnie C, w Krakowie było 7....

Ale na Wawelu kwiatki już są, o takie jak niżej.










Dobra, oszukuję, jedno zdjęcie jest spod Wawelu ;-)

A teraz idę biadolić, że tak zimno....


Podobne postybeta
Wyniki do Sejmu na podstawie wyników do PE
Spadochronowy atak na Wawel - czyli wolne GWT
3 plusy ;-)
Raport z emigracji - Mają tu w styczniu wegetacje :-)
Dziwny Gdańsk.....

Mruk i magiczny kawałek kory – (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego), część czwarta

 Inspirowane Grug Brain Developer... 

Mruk stukać w Jeszcze Większa Jaskinia (to już być czwarta jaskinia Mruka). Mruk dostawać tam całkiem dużo przedmiotów. Mruk nie kupować kolorowe pióra, nie kupować nowy mamut.

Ale Mruk lubić patrzeć na ściana w swoja jaskinia. Szczególnie na zestaw malunków, gdzie dzielna Mruczka polować na Mruki pijące krew. Malunki kosztować trochę kawałków, ale nie być ich w okolica. Trzeba mieć magiczna kora od Bardzo Wielka Jaskinia od Przedmiotów.

Magiczna kora pozwalać brać rzeczy teraz, a przedmioty oddać później. Bardzo Wielka Jaskinia skrobać na kora: „Mruk móc obiecać tyle i tyle przedmiotów”. Jeśli Mruk oddać przedmioty przed koniec księżyca – wszyscy szczęśliwi. Jeśli Mruk nie oddać – Bardzo Wielka Jaskinia mówić: „Mruk, teraz Ty musieć dać nam dużo więcej kawałków za kara”.

Bardzo Wielka Jaskinia pytać Mruka: „Mruk, Ty dostawać 7 dużych kawałków za stukanie. Ile przedmioty my skrobać na magiczna kora? My móc skrobać 7 albo 10...”.

Mruk pomyśleć. Mruk wiedzieć, że jak skrobać 10, to łatwo zapomnieć, ile się ma. Mruk powiedzieć: „Wy skrobać trzy”.

Bardzo Wielka Jaskinia dziwić się, ale skrobać trzy. Mruk kupić malunki o pogromczyni wampirów. Mruk szczęśliwy. Mruk oddać przedmioty przed koniec księżyca.

Piąta Zasada Życia według Mruka: Zawsze oddawać przedmioty na kora przed koniec księżyca. Wtedy magiczna kora być za darmo. Ty mieć przedmioty z przyszłość teraz i nic nie tracić.

Szósta Zasada Życia według Mruka: Nie brać na kora tyle, ile Wódz pozwala. Brać mniej. Tak, żeby jak oddać przedmioty, zawsze starczyć na mamut i jagody.

Mruk zrozumieć: Magiczna kora to potężna moc. Jak Ty mądry – kora pomaga. Jak Ty głupi – kora dusi jak sznur.

Komentarz Szamana (czyli tłumaczenie na ludzki):Ta lekcja jest o tym, że karta kredytowa nie jest zła – jest dobra i przydatna, pod warunkiem, że zawsze spłacasz swój dług w całości w terminie (czyli w danym okresie rozliczeniowym). Wtedy korzystasz z pieniędzy banku za darmo, a Twój limit nie staje się sznurem, który Cię dusi.



Podobne postybeta
Mruk i nowa jaskinia – (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego), część trzecia
Jak Mruka dostał więcej metalowych przedmiotów - (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego) część druga
Mruk i metalowe przedmioty - (nie)poradnik inwestycyjny z epoki kamienia (czasami łupanego), część pierwsza
Wiedza magiczna
Postęp... powolny postęp

środa, kwietnia 01, 2026

Kabelkologia stosowana ;-)

Mój Mac Mini M4 Pro ma 2 monitory, główny 29 calowy 4K Della i "poboczny" 27 cali FullHD+ też od Della.

Miewałem tak, że mi się czasem główny monitor wyłączał (na 2-3 sekundy) i wracał, w innych momentach na tym pobocznym na kilka sekund pojawiał się śnieg, monitor się wyłączał i włączał i tak dalej, czasem trzeba było aż iść do ustawień monitora, zmienić rozdzielczość i wrócić do tej poprzedniej bo inaczej nie było nic widać na tym pobocznym ekranie.

W końcu pogadałem z Gemini o tym i przyjrzałem się moim połączeniom ;-)

Okazało się, że nie każdy sposób połączenia monitorów jest tak samo dobry ;-)

Miałem tak:
  • monitor główny 4K przez kabel HDMI do DisplayPort wprost z Mac'a Mini
  • monitor poboczny FullHD+ przez kabel HDMI to DVI, ale ten kabel był podłączony do USB-C Huba od Ankera, który to Hub był wpięty wprost do Maca Mini.
Występowały te problem, które przedstawiłem wyżej, a do tego gdy komputer się budził to główny ekran zaczynał świecić po 1.5-3 sekundach od momentu gdy przycisnąłem coś na klawiaturze (zwykle pierwszą literkę hasła z nadzieją, że OS odblokuje wszystko z powodu zegarka na ręce), a ten poboczny z 3-5 sekund później.

Gemini poradził inny układ:
  • monitor główny 4K przez kabel USB-C do DisplayPort, wprost z Mac'a Mini
  • monitor poboczny FullHD+ przez kabel HDMI do DVI, wprost z Mac'a Mini
Zrobiłem... na razie minęła godzina i nie ma problemów, ale co ciekawsze budzenie też jest szybsze :-)
Dla 4K z 1-1.5 sekundy do natychmiastowego, a dla FullHD+ z 3-5 sekund do 1-1.5 sekundy :-)

Kto by pomyślał, że kable, a bardziej to gdzie są przyłączone, robi taką różnicę ;p



Podobne postybeta
Spróbowałem Wintela w wersji od Dell'a i to jednak nie jest mój styl
Nie, to brak HDCP 2.2, a nie backdrop nie służy Chromecastowi Ultra ;-)
Lenistwo ma wiele wymówek ;-)
Czas odejść do 1 okienko = 1 telewizor? :-)
Nieszczęście... ale nie takie złe ;-)

Toxic Media ;-)

Dobra, czas przyznać ;-) po tym jak padł pol.social, czyli moje drzwi do Mastodona i social mediów to LinkedIn mnie wyczuł, że triggerują mnie rzeczy o Scrumie i Scrum Masterach, remote work i AI a engineering.
Udzielałem się tam trochę, ale w pewnym momencie uznałem, że to nie ma sensu.

Co robi teraz LinkedIn? ;-) Ciągle mi sugeruje posty, które są takie, że mnie triggerują. 
Wychodzi, że nie tylko Twitter/X podkręcił pokrętło do triggerowania userów. Nawet LinkedIn to robi.

Myślę, że to już moment gdy termin social media możemy zastąpić "triggering media" albo "toxic media" ;-)


Podobne postybeta
Koniec z socialami?
Szybszy = lepszy?
Social media są dla demagogów
Tęsknię za Google+ ;-)
Porzucenie Facebooka mnie kusi....

Mruk i nowa jaskinia – (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego), część trzecia

Inspirowane Grug Brain Developer... 

Mruk stukać w płaski kawałek w Wielka Jaskinia już wiele księżyców. Wódz dawać przedmioty – obiecane dwa i pół połowy, i dodatkowe za to, że Mruk stukać też w swoja jaskinia. Mruk przywieźć nawet magiczne skrzynki do swoja jaskinia. Magiczny kamień musieć rozmawiać z inny magiczny kamień przez niewidzialne błyskawice.

Ale Mruk nie lubić Wielka Jaskinia. Mruk iść rano od miejsca, gdzie wiązać mamuta, i myśleć: „Zła jaskinia, Wódz niemądry”. Mruk zły i smutny.

Mruk wiedzieć: móc tam siedzieć wiele wiosen, ale nie dostać dużo więcej przedmiotów. Wielka Jaskinia wydawać się wielka, ale być mała przy Jeszcze Większych Jaskiniach. Mruk zacząć patrzeć wokół.

Jedna jaskinia zaprosić Mruka. Mruk się bać. Mruk znać mała Wielka Jaskinia, Mruk znać łowców z mała Wielka Jaskinia. Jeszcze Większa Jaskinia dużo większa. Mruk słyszeć o Jeszcze Większa Jaskinia, jak być malutki.

Mruk przestraszony, ale Mruk myśleć: „Mruk pójść do Jeszcze Większa Jaskinia. Mruk popatrzeć. Oni powiedzieć, że Mruk za głupi? Mruk będzie wiedzieć na pewno, że głupi, a nie zgadywać”.

Mruk pójść do Jeszcze Większa Jaskinia. Oni dać Mrukowi kora do skrobania na próbę. Mruk patrzeć na kora i patrzeć... Tu skrobać trzeba w specjalny sposób, którego Mruk nie znać. Ale Mruk widzieć: na kora być błąd!

Mruk wystrugać: „To nie móc działać. Magiczny kamień powie: głupie skrobanie, bo nie rozpoznać początku. Ale jak zmienić skrobanie tutaj, to kamień zrobić rzecz”.

Mruk wrócić do siebie i myśleć: „Trzeba szukać dalej”. Mrukowi smutno, ale Mruk myśleć: „Mruk spróbować!”.

Wtedy Jeszcze Większa Jaskinia krzyczeć do Mruka: „Mruk! Ty przyjść jeszcze raz, my porozmawiać!”. Mruk przyjść. Tam czekać Wielki Wódz i Wodzowa. Oni pytać Mruka o wiele rzeczy. Mruk odpowiadać. Po paru dniach Jeszcze Większa Jaskinia krzyczeć: „Mruk, Ty dobry! My Cię chcieć! Ty klepać u nas za 4 duże przedmioty i jeszcze pół!”.

Mruk powiedzieć: „Dobra”.

Trzecia Zasada Życia według Mruka: Jeszcze Większa Jaskinia mieć więcej przedmiotów do rozdania. Mruk za to samo klepanie móc dostać tam dwa razy więcej kawałków niż w Mała Jaskinia. Nawet jak się bać, że w obca jaskinia inne Wodze i inne Mruki polować na większe mamuty... Ty iść. Ty mieć więcej kawałków i Ty się nauczyć polować tak jak oni.

Mruk zrozumieć też bardzo ważna rzecz. Jak jaskinia dawać Ci więcej przedmiotów, to Ty mieć więcej przedmiotów. Więcej, niż gdyby w poprzednia jaskinia Mruk nie jeść mamuta, a tylko korzonki...

Mruk pomyśleć: „Łatwiej dostać więcej przedmiotów, niż mniej jeść”.

Czwarta Zasada Życia według Mruka: Dużo łatwiej przynieść do jaskini więcej przedmiotów, niż przestać jeść mamuta.



Podobne postybeta
Jak Mruka dostał więcej metalowych przedmiotów - (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego) część druga
Mruk i magiczny kawałek kory – (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego), część czwarta
Mruk i metalowe przedmioty - (nie)poradnik inwestycyjny z epoki kamienia (czasami łupanego), część pierwsza
Postęp... powolny postęp
Tygrysy

wtorek, marca 31, 2026

O wyższości debuggera

Tak w ramach walki o moje 50 linii kodu dziennie męczę dzisiejsze zadanie z LeetCode i stwierdzam, że prawdziwe IDE i Debugger pomagają ;-)

Zwykle staram się zadania robić tylko w edytorze LeetCode, w razie rozmowy tak to będzie wyglądać.
Gdy chcę jeszcze bardziej wyostrzyć moje kung-fu to nawet używam nawet "blindfold programming", czyli próbuję robić zadanie w głowie i dopiero jak je "napiszę w głowie" i przetestuje w głowie to piszę kod.
Ale nie zawsze się da, czasem zadanie jest za trudne, czasem ja za głupi ;-)

Wtedy jest czas na big guns ;-)
Wrzucenie kodu do IntelliJ i zabawa z Debuggerem :-)

Ja wiem, że "I'm supposed too" uruchamiać ten kod w głowie w razie jakiegoś interview... co jest wg. mnie formą sprawdzenia tak naprawdę IQ i pamięci krótkotrwałej gdzie IQ często służy do tego by wymyślić sposób na "zchunkowanie" zadania tak by móc je zmieścić w pamięci krótkotrwałej.. inna sprawa czy to jest naprawdę dobry sposób na testowanie programistów. 
Bo ja twierdzę, że do normalnej pracy nie chcesz tych najbystrzejszych oni i one (chociaż one są zwykle bardziej powściągliwe przed robieniem głupich rzeczy) mogą przesadzić w komplikacji, w końcu potrafią to ogarnąć...

Ale wracając do Debuggera, on Ci daje takie szerokopasmowe spojrzenie na wykonanie kodu. Masz ciągle widok aktualnego stanu, w razie coś się dziwnego dzieje możesz się cofnąć (drop frame... co zresztą zachęca człowieka do dodawania metod, bo drop frame polega na powrót po prostu na początek wykonania danej metody, bo zrzucana jest 1 ramka ze stosu).... 

Widzisz kod, widzisz stan zmiennych i często jest tak, że dochodzić do pewnego miejsca... nie wykonasz tego kroku jeszcze a już widzisz problem ;-)

Ma to oczywiście też wady, bo po jakimś czasie zaczyna się leczyć objawowo. Jak ta zmienna powinna zostać np. zwiększona o 1 to się dodaje to zwiększanie i próbuje dalej... więc w końcu może powstać potworek, który działa, ale nie wiadomo czemu... choć to jest rzadki przypadek.

Inna sprawa, że widzę, że znów w czasach lambd i cloud coraz więcej developerów jedzie "sprawdzę na cloudzie" i znów do debugowania używa się logów ;-)
No bo po co móc uruchomić kod na lokalnej maszynie, gdzie masz możliwość przeglądania stosu i wszystkiego... nie, zróbmy trudniej! 

(taka metauwaga... ja ten tekst piszę jako przerywnik by się zresetować z jednego podejścia i zaatakować innym i przyznaję, że do pisania tego tekstu używam tylko ułamka mocy obliczeniowej mózgu w porównaniu do kodowania ;-))



Podobne postybeta
Kontekstowe zapominanie ;-)
Referencje w Java'ie
Nowy potworek na tapecie ;-)
Moja możliwa zemsta za zamknięcie Google+ ;-)
Focus

50 linii kodu dziennie

Mam misję - 50 linii kodu dziennie.

To jest taki mój wentyl bezpieczeństwa. 

Ale mam problem ;-) bo pytanie powstaje "jak liczyć kod napisany przez Copilota i jego kuzynów?" ;-)

Wczoraj np. popełniłem skrypt, który liczył długość dróg w pliku OpenDRIVE, jakieś ~150 linii Pythona.... z czego kluczowe kawałki generował Copilot i Gemini... i jak to liczyć?

Na szczęście LeetCode mi trochę podratował statystyki (chociaż oszukałem i przekopiowałem rozwiązanie z dnia wcześniej i zmieniłem po prostu końcówkę by rozwiązywała problem w tej wersji..... to jest w ogóle przerażające, że w pewnym momencie piszesz kod i ma "o, to już pisałem, gdzieś mam ten kod" i tak można znaczną ilość kodu napisać ;-))

Chyba trzeba wrócić do podejścia sprzed 10-12 lat, zacząć dopisywać testy do istniejącego kodu (nie mojego!) i tak robić moje 50 linii ;-)



Podobne postybeta
Kupię sobie jednak Copilota
Samolubna Tajemnicza Wyspa Genów ;-)
Paradoks SSD ;-)
"Bóg urojony"
Copilot za bardzo pomaga i czasem trzeba go wyłączyć ;-)

Jak Mruka dostał więcej metalowych przedmiotów - (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego) część druga

Inspirowane Grug Brain Developer...

Mruk stukać w płaski kawałek dla Wodza już 9 księżyców.Wódz dać Mrukowi błyskotkę: „Najlepszy Mruk w Jaskini”.Mruk myśleć: „Błyskotka ładna, ale Mruk woli przedmioty”.

Wódz woła Mruka: „Mruk, ty dobrze stukać. Nie chcę cię puszczać po 9 księżycach. Ty zostać w Jaskini na zawsze”.Wódz mówić: „Mruk, teraz masz jeden przedmiot i pół. Ja dobry Wódz, dam ci jeszcze pół połowy przedmiotu”.

Mruk liczyć w głowie. Mało.

Mruk wiedzieć, że stukanie jest warte więcej. Tata Mruk dawać Mrukowi więcej niż pół połowy przedmiotu za pomoc.Mruk po stukaniu w jaskini pomagać Tata Mruk.Tata Mruk dawno temu być Strażniki Jaskiń, teraz odpoczywać, ale Tata nie umieć nic nie robić. Więc Tata nauczyć się skrobać na korze dla wielu jaskiń – nawet dla tej, co robi drewniane pudełka dla Mruków, co przestały stukać.

Ale do skrobania Tata musieć używać magiczny kamień. Tata nie lubić magiczny kamień.Tata mówić: „Mruk, Ty lubić magiczny kamień. Ja Ci dać pół połowy przedmiotu i Ty skrobać kora z magiczny kamień”.Mruk myśleć: „To za dużo przedmiotów... ale Tata chcieć dać, Mruk zgodzić”.

Mruk pomagać Tacie skrobać, ile która jaskinia winna przedmiotów innej jaskini.Mruk wiedzieć, ile to jest pół połowy przedmiotu.

Mruk patrzeć na Wodza i myśleć: „Pół połowy przedmiotu od Taty to dużo za mało pracy, ale tyle samo więcej za stukanie dla Wielkiego Wodza to mało za dużo pracy”.Mruk chcieć dwa duże przedmioty. Ale Mruk sprytny. Mruk powiedzieć: „Mruk chcieć dwa przedmioty i pół”.

Wódz zrobić się czerwony jak jagoda. Wódz krzyczeć: „Dwa i pół?! Mruk, ty szalony! Za tyle można mieć trzy mamuty! Inne Mruki stukać za jeden!”.Mruk patrzeć spokojnie. Mruk nie mrugać.Wódz zapytać: „Mruk, ty się upierać przy dwa przedmioty i jeszcze pół?!”.

Mruk powiedzieć: „Nie. Mruk czeka kontrpropozycja”.

Wódz zamilknąć. Wódz drapać się po głowie.Wódz nie wiedzieć, co to „kontrpropozycja”, ale brzmiało jak potężne zaklęcie z bardzo mądrej jaskini.Wódz powiedzieć: „Dobra, Mruk. Dam ci dwa przedmioty i pół połowy przedmiotu”.

Mruk mruknąć: „Dobra”.

Mruk wiedzieć prawdę: Mruk stukałby nawet za te dwa przedmioty. Ale Mruk dostał więcej, bo Mruk wiedział, ile kosztuje skrobanie na korze.

Mruk zrozumieć: Druga Zasada Życia.Twoje stukanie ma wartość. Jeśli nie powiesz Wodzowi, ile chcesz przedmiotów, Wódz sam z siebie ich nie da. Wódz woli trzymać przedmioty dla siebie.

Mruk teraz mieć dwa przedmioty i pół połowy.



Podobne postybeta
Mruk i nowa jaskinia – (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego), część trzecia
Mruk i metalowe przedmioty - (nie)poradnik inwestycyjny z epoki kamienia (czasami łupanego), część pierwsza
Mruk i magiczny kawałek kory – (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego), część czwarta
Skąd się biorą źli i dobrzy nauczyciele? - Przemkowa teoria ;-)
Oplotek...

poniedziałek, marca 30, 2026

Mruk i metalowe przedmioty - (nie)poradnik inwestycyjny z epoki kamienia (czasami łupanego), część pierwsza

Inspirowane Grug Brain Developer...

Mruk zauważyć: światem rządzić małe metalowe przedmioty.
Mruk chcieć jaskinia? Oni chcieć przedmioty.
Mruk chcieć mamut, bo Mruk głodny? Oni chcieć przedmioty.
Przedmioty być potrzebne.
Ty dajesz przedmioty za to, co Ty chcieć. Oni dają przedmioty za to, co oni chcieć.

Mruk duży. Mruk też może dostawać przedmioty.
Mruk spotkać Wielki Wódz.
Wieki Wódz mówić "Ty Mruk, Ty być codziennie w wielka jaskinia, Ty stukać w płaski kawałek. Ty dobrze stukać, magiczny kamień robić rzeczy. Kamień robić dobre rzeczy, ja dać Ci przedmioty"

Mruk lubić stukać w płaski kamień. Kamień robić to co Mruk chcieć. Mruk stukać w kamień wiele księżyców wcześnie bez dostawania przedmiotów. Mruk myśleć "Mruk lubić stukać. Mruk lubić przedmioty. Mruk stukać żeby dostać przedmioty".

Mruk na mamucie jeździć rano do wielka jaskinia. Mruk stukać w płaski kawałek. Magiczny kamień robić rzeczy, które Mruk wystukać. Po księżycu Mruk dostać trochę przedmiotów. Mało, ale być.

Mruk dobrze stukać. Wielki Wódz od przedmiotów szczęśliwy. Wódz mówić: "Mruk, ty dobrze stukać. Ty stukać w swoja jaskinia. Ty dostać więcej przedmiotów".
Mruk stukać w jaskinia. Mruk stukać dużo.

Mruk zrozumieć: Pierwsza Zasada Życia.
Więcej stukania = Wódz szczęśliwy.
Wódz szczęśliwy = więcej przedmiotów dla Mruka.
Więcej przedmiotów = Mruk mieć to, co Mruk chcieć.

Mruk chcieć jagody? Mruk mieć przedmioty.
Mruk chcieć lepszy magiczny kamień? Mruk mieć przedmioty.
Mruk chcieć jechać nad wielka woda? Mruk mieć przedmioty.

Ale Mruk widzieć inne Mruki. Inne Mruki dostawać więcej przedmiotów i zaraz oddawać je za kolorowe pióra. Inne Mruki dalej nic nie mieć. Jak inne Mruki chcieć jagody, to one płakać: „Nie mieć przedmioty”. Ale inne Mruki nosić kolorowe pióra. Bo one widzieć, że inne Wielkie Wodze od przedmiotów nosić takie kolorowe pióra. Inne Mruki myśleć: „Ja mieć pióra jak Wielki Wódz, ja mieć przedmioty”.

Mruk mruknąć: „Głupie”.



Podobne postybeta
Jak Mruka dostał więcej metalowych przedmiotów - (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego) część druga
Mruk i nowa jaskinia – (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego), część trzecia
Mruk i magiczny kawałek kory – (nie)poradnik inwestycyjny z czasów kamienia (czasami łupanego), część czwarta
OOo2GD - zabawa w dodawanie folderów
OS X, ładny cholernik jest.... ale nie idealny ;-)

niedziela, marca 29, 2026

Zuchwała kradzież godziny

Obudziłem się dziś dużo później niż zwykle... 
Dopiero po jakimś czasie do mnie dotarło, że to przez brakującą godzinę ;-)

Ktoś wziął i rąbnął godzinę...

Co najlepsze ja byłem przy tej kradzieży ;-) wieczorem w pewnym momencie spojrzałem na zegarek i byłem mocno zdziwiony, że już po 3 w nocy... wydawało mi się, że powinno być koło 2.

To chyba pierwszy raz odkąd pamiętam, gdy jakoś zapomniałem w dniu zmiany czasu, że jest zmiana czasu.

Gdybym w końcu nie wpadł w rozmowie na to, że czas się zmienił to mogłoby mi to umknąć. Nie mam już żadnego widocznego zegara, który się sam nie przestawia. 
Jedynie termometr na oknie, który to termometr pokazuje mi max i min w ciągu dnia, a że instalowałem go latem to teraz będzie pokazywał lepiej.

Od razu mi się też przypomniało, że zmiana czasu ma swoje wady, np. to, że można na on-call'u "wylosować" zmianę w tym czasie i zamiast zwyczajowych 12h, ma się 13h. (OK, tu nadal jestem szczęśliwy, że już nie mam on-call'a ;-))

No rąbnęli mi godzinę i nawet tego nie zauważyłem.


Podobne postybeta
.asm - to było fajne rozszerzenie plików z programami ;-)
Budżet na spotkania
Oceny w Uberze
Gdzie jest mój tablet????
A może by tak nosić drugi telefon specjalnie do on-call'a?

sobota, marca 28, 2026

Project Hail Mary jest świetny ;-)

To teraz więcej o Project Hail Mary.
Widziałem dwa razy. Kusi mnie by pójść 3 raz, tym razem do IMAXa ;-)
Po pierwszym seansie nie byłem pewien co myślę. Podobało mi się, ale nie byłem pewien. Drugi raz był taki "jajx... to jest wielkie" ;-)

Z tego co widzę ludzie też lubią. Wielu się cieszy, że proszę da się dobrze nakręcić film.

Mnie cieszy to, że feeling good SF znów zrobiło box-office ;-) Marsjanin to zrobił 11 lat temu, teraz Project Hail Mary.

Nie ma spisków, rywalizacji, jest współpraca i sukces dzięki niej.

Nasze czasy nie są jakieś szczególnie gorsze od innych, po prostu żyjemy teraz i nie wiemy jak to wyglądało np. 50 lat temu. Acz są jakieś sygnały, że może dziś jest pod pewnymi względami gorzej....

I w tym świecie Project Hail Mary poprawia humor jeszcze bardziej. Nie ma strzelania, nie ma zabijania (nie licząc jednego astrofaga, którego zamordował Grace.... no i 150 bilionów które musiały zginąć żeby Hail Mary mogła przylecieć do Tau Ceti ;-)

Ludzie są racjonalni. Stratt to eurokratka wybrana bo jest skuteczna, a nie dlatego, że dobrze wygląda w garniturze ;-)

Ja mam słabość do feeling good SF. Bo ten świat jest taki po prostu fajny. Coś w stylu "Ej, życie jako takie jest trudne i mało prawdopodobne, wszechświat ma tysiące sposobów by nas zabić.... więc po co dokładać nowe?".
Tzn. rozumiem też, że np. spiskowanie i knucie których w feeling good SF nie ma zbyt wiele są naturalną konsekwencją życia ;-) ale przecież mam prawo do tego by mi się to nie podobało, nie? ;-)

I Project Hail Mary poprawia mi humor. Stąd jak skończę najnowszą książkę Scotta Juchy to idę do Project Hail Mary... albo jak skończę audiobookową wersję biografii Bena Franklina.... bo audiobook Project Hail Mary ma swoje uroki.


Podobne postybeta
Feeling Good SF :-)
Project Hail Mary
Książkowy marzec :-)
Książkowy kwiecień :-)
Lipcowe książki :-)

poniedziałek, marca 23, 2026

Project Hail Mary

Kocham książkę.

Kocham film ;-)

Chociaż był inny niż się spodziewałem, z trailerów wydaje się być bardziej dynamiczny z elementami komedii... a jest momentami powolny, momentami dynamiczny, z elementami komedii ;-)

Choć trzeba przyznać, że znajomość książki dużo pomaga. Nie jestem pewien czy ci, którzy nie czytali książki będą wszystko wiedzieli... ale też nie wiem czy muszą ;-) 

Chociaż mam wrażenie, że Marsjanin zrobił na mnie większe wrażenie. Ale trudno mi powiedzieć. Spodziewałem się świetnego filmu i dostałem świetny film :-)



Podobne postybeta
Postęp... powolny postęp
Project Hail Mary jest świetny ;-)
Feeling Good SF :-)
Marsjanin
"Chciałabym a boję się" ;-)

piątek, marca 13, 2026

Zapętlony vibecoding ;-)

Vibe coding jest zabawny ;-)
W pracy chcemy zbudować coś co produkuje pewien tam format danych.
W ramach zabaw postanowiłem, że używając vibe codingu może zrobię swoją wersję... zacząłem od pytania Gemini czy to jest w ogóle możliwe.
Powiedziało, że tak i podało produkt nad którym pracuję jako przykład czegoś co to robi ;p

Powiem, że to było naprawdę meta ;-)


Podobne postybeta
Czy vibecoding zmienia ważność ludzi? Czy PM/PO stają się bardziej niezbędni od inżynierów?
Złej (albo leniwej) baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy
Agent by Agent ;-) czyli o tworzeniu agenta AI agentem AI ;-)
Czemu nie korzystam z hulajnog elektrycznych?
Allegro to jest banda amatorów.

środa, marca 11, 2026

Złej (albo leniwej) baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy

Słucham książki Apple: The First 50 Years i jak każda taka rzecz nakręca mnie to do tworzenia czegoś... do tego mam głód kodowania... więc mnie ciśnie żeby sobie zrobić cel 50 linii kodu dziennie...
I jest jeden problem.... nie mam czego pisać ;-)

Tzn. wiem, że to też nie jest to. Np. kilku rzeczy nie zaczynam bo mi Antigravity od Google nie działa bo jakieś 2-3 tygodnie temu popsuli coś i Antigravity dostaje 400 od backendu.

Za to wczoraj w ramach specyfikowania czegoś do pracy najprościej było pogadać z Gemini i zrobić prototyp, który mogłem dać developerowi dzięki czemu ten nie musiał próbować zrozumieć "co autor miał na myśli" czytając specyfikację, tylko widział zachowanie jakie jest potrzebne ;-)

Choć tego Antigravity mi brakuje, bo mam pomysł na próbkę aplikacji do "mojego" ToDo i bardzo łatwo by to było opisywać Antigravity, niby mógłbym z Gemini CLI, ale to nie to samo.
W ogóle mam wrażenie, że kierunkiem dla conajmniej pewnej gałęzi vibecoding powinno być kodowanie gdzie obok widzimy nie tylko kod ale i UI zmieniający się "na żywo", może nawet na działającej aplikacji. 

Wracając do tych 50 linii kodu, poważnie rozważam nawet iście przez Cracking the Coding Interview zadanie po zadaniu i pisanie wariantów. Leetcode mnie zawodzi, ostatnio mieli serię o dynamic programming, a ja się przyznaję, jak dynamic programming do mnie przemawia i umiem często pójść od rozwiązania rekurencyjnego, do memoizacji i z memoizacji do czystego rozwiązania na tablicach, czy nawet bez jak nie są potrzebne, to niemal obrzydzenie czuję widząc start od rozwiązania tablicowego ;-) nie wiem, odbieram to nadal jako formę nieeleganckiego ataku ;-) (albo to z zazdrości, że ja muszę tą drogę przejść, a ktoś umie od razu wskoczyć w ten tryb...)

Ciekawe, że wypocenie dwóch wpisów na bloga, paru komentarzy na LinkedIn i Facebooku to pikuś, ale napisanie 50 linii kodu wymaga jakiegoś celu... 


Podobne postybeta
Zaczynam się przekonywać do agentów AI....
Struktury danych vs algorytmy
Bullshit Jobs jest słabe
Atlas zbuntowany, ale na odwrót ;-)
Opowieść o "zmotywatorach" ;-)

Trzeba pisać

Macie tak, że znacie technikę na radzenie sobie z czymś, a o niej nie pamiętacie? ;-)
Ja mam tak, że jak mam czegoś za dużo na głowie to wiem, że trzeba zacząć pisać. Przechodzi to przez inny obszar mózgu, który dookreśla sprawy, trzeba je nazwać, a na dodatek często jest tak, że zapisze się te rzeczy w głowie.... i widać, że jest tego 3 albo 5 sztuk... a nie jakieś miliony jak sugerował tłok w głowie.

Problem z tym, że ja zapominam, że zapisanie pomaga ;-)

I nie, nie chodzi nawet o zrobienie ToDo (które mi zawsze wychodzi jakby nie wychodziło), a o proste zapisanie tego co w głowie siedzi.

Bo po tym akcie nagle patrzysz na to i widzisz... o, a to jest actionable, o a tu przecież mogę zrobić historyjkę i nagle jest spoko..
Z drugiej strony często jest tak, że masz to napisane i widzisz następny krok... banalny, ale jakoś trudny do zrobienia ;-)

Ale to wszystko jakoś blednie i znika jak człowiek sobie uświadomi, że często po prostu zapomina o tej prostej sztuczce ;-)

Niby nieraz myślałem "A to sobie zrobię reminder, żeby zapisać....". Próbowałem, nie działa bo ignorował.
Próbowałem kiedyś nawet sobie wysyłać maile z takich systemów, które pozwalają napisać maila i Ci go przysyłają np. za miesiąc czy rok.... nie wiem jak to działa bo na kilka prób które wykonałem, ten mail nigdy do mnie nie dotarł ;-)



Podobne postybeta
Upał promuje mniejszych?
DoR before DoD ;-)
Kopernik i zasada kopernikańska, później Darwin i Teoria Ewolucji... co będzie kolejne? Silne AI czy synetyczne życie?
Laborki :-)
Okrutniki ;-)

niedziela, marca 08, 2026

Nie, Scrum nas nie "uratował" od Waterfalla... za to powoli sam się nim staje ;-)

Nieraz już słyszałem w odpowiedzi na moje lub cudze narzekanie na Scruma i jego ciężkość, że "to co chcesz wrócić do Waterfalla"...

Moja odpowiedź jest standardowo mniej więcej taka "Ale wiesz, że tak na poważnie nikt nigdy nie stosował Waterfalla? Sam Waterfall pojawił się jako pomysł w 1 papierze napisanym dla DoD jako antypattern tego jak tworzyć oprogramowanie"...
To mi wyciągają, że o proszę a tak pisano software w latach 70...

Stąd dziś napiszę "dłuższą" wersję tego co mam w głowie gdy mówię o Waterfallu ;-)

Tak, Waterfall był używany, ale to nie jest tak, że to była jakaś uznana metodologia tworzenia oprogramowania i trzeba z nią było walczyć.
W latach 50 czy 60 oprogramowanie się bardziej zdarzało, pisane je dla rządów i wielkich firm. Nikt właściwie nie wiedział jak się za to zabrać więc próbowano metod, które działały w przemyśle gdy budowano sprzęt, albo gdy budowano sieć energetyczną czy telefoniczną. 
Powstawały specyfikacje i podobne dokumenty, bo nikt jeszcze nie wpadł na to jak to robić.
Nie było nawet jeszcze programistów jako takich... w NASA pierwszymi programistami były naprawdę kobiety i to często czarne, które wcześniej pracowały jako "computery" czyli osoby, które przeprowadzały obliczenia. 
Samo oprogramowanie było też dużo prostsze niż dzisiejszy software,
W latach 60 kod, który liczył nawet tak skomplikowane rzeczy jak symulacje bomby atomowej był szczytem komplikacji, ale dziś gra komputerowa robi więcej, bardziej skomplikowanych obliczeń.... nie przez przypadek dzisiejsze ładowarki USB mają większe moce obliczeniowe niż komputer, który pomagał lądować ludziom na Księżycu ;-)

Gdy powstało SABRE czyli Semi Automated Business Research Environment jako joint-venture między IBM, a American Airlines to tak, stosowano podejście ze specyfikacjami i nawet kodem pisanym ręcznie i później przenoszonym na komputery.... bo to był jeden z pierwszych dużych systemów komputerowych.... (dużych jak na tamte czasy, on zastępował to co do tej pory robiło kilka osób siedzących w pokoju w którym pod sufitem były przypięte wszystkie planowane układy siedzeń na jakiś tam czas i agent dzwonił, mówił co chce a oni na papierze to zaznaczali...)

W latach 70 się zaczęło robić ciekawiej bo komputery miały już kilka lat i wtedy właśnie powstał ten słynny papier mówiący o Waterfallu jako antypaternie. Komputery z magicznych potworów które zajmowały kilka pomieszczeń zaczęły maleć i mieściły się w biurku i się komplikowały więc stare metody, gdzie coś tworzono przez 2 lata się nie skalowały... stąd ten papier opisywał metody bazujące na iteracjach.... bo nagle komputery stawały się bardziej dostępne i to już nie było pisanie kodu "na sucho" coraz częściej feedback był dużo szybszy.
No i wtedy przyszedł 1975 i Altair BASIC... Gates z Allenem wcale nie używali Waterfalla... oni w ~8 tygodni to napisali, metodą prób i błędów... 
Tej samej techniki pisania używano później, co było nawet prostsze bo już taki VIC20 od Commodore pozwalał ludziom pisać kod i go od razu uruchamiać...
Cała software'owa część Silicon Valley to był ruch oparty o trial and error, o iteracje. Nikt tam nie używał Waterfalla.

Tak w tym czasie "wielkie" systemy dla banków czy urzędów skarbowych powstawały nadal ze specyfikacjami (choć i tam było coraz więcej trial and error), a z czasem w latach 80 ta kultura hackerów z Silicon Valley zaczęła być dominującym podejściem do tworzenia softu. Nawet duże firmy robiące "poważny" software Enterprise miały coraz więcej ludzi, którzy się tak uczyli programować.
Często było tak, że powstawały wielkie specyfikacje, które pisali poważni ludzie w garniturach, a później i tak implementacja powstawała metodą prób i błędów.

Dzisiejszy Software ma swoje "korzenie" nie w Waterfallu, ale w tym co robili hackerzy z Silicon Valley i podobnych miejsch.
Wszystkie OSy których używamy, wszystkie języki programowania, to są "dzieci" tego ruchu. C i Unix nie powstały jako wielkie systemy z tysiącami stron dokumentacji. One powstały z potrzeby. C powstał by mógł powstać Unix... a Unix powstał bo chcieli mieć w końcu coś gdzie mogliby używać komputera szybciej w wiele osób, by mieć szybki feedback gdy zrobią błąd.... to było całkowicie przeciwne modelowi Waterfalla.

Gdy w 2001 roku powstał Agile Manifesto on nie był "przeciwko Waterfallowi", on był przeciwko tworzonym przez firmy ad hoc procesom i chaosowi. Bo ludzie, którzy tworzyli oprogramowanie już od ~25 lat stosowali trial and error i wiedzieli, że to działa.

Dzisiejszy Scrum z certyfikatami, powtarzalnymi spotkaniami, wydzielonym Scrum Masterem, estymatami, mierzeniem prędkości i naciskiem na przewidywalność jest właśnie odwrotem od tego co chciał Agile Manifesto. Jest próbą narzucania developerom sztywnych ram "biznesowych"... chociaż tym razem służą one nie tyle biznesowi firmy, a biznesom ludzi robiących kasę na certyfikacji Scrumowej ;-)

Scrum jest dobrą metodologią, choć praktyka wskazuje, że każdy dobrze wprowadzony Scrum zmienia się w końcu w Kanbana ;-) [czyli nie, najpewniej nie powinno się zaczynać od Kanbana, Kanban jest dobry gdy między developmentem, a productem jest zaufanie i obie strony wiedzą, że gramy do tej samej bramki]. Ale to Scrum ma służyć ludziom, a nie ludzie Scrumowi. 
Na początku Scrum jest po to by chronić development. Product często chce zmieniać priorytety i cele, wtedy 2 tygodniowy Sprint jest stabilizatorem. To jest narzędzie, którego team może użyć do odrzucenia zmian celów, można powiedzieć w połowie Sprintu "OK, chcecie zmiany wymagań? Spoko, to całą robotę którą mamy z poprzedniego tygodnia wyrzucamy i zaczynamy wszystko od nowa". To jest szansa dla teamu na stabilizację, a dla productu lekcja, że dostają to co "zamówili", a jak zmieniają "zamówienie" to dostaną to odpowiednio później. Ale to uczenie się nawzajem prowadzi do wzrostu zaufania i w końcu team może odrzucić 2 tygodnie Sprinty, bo product nie zmienia zdania co 3 dni... ale jak zmienia to jest to na tyle ważne, że warto zmienić kierunek szybciej. Ludzie się też uczą dzielić robotę na mniejsze kawałki i straty w razie zmiany kierunku są też mniejsze....
Ale to wszystko nie dzieje się dzięki religijnemu oddaniu rytuałom Scruma, czy ideologicznemu nadzorowi Scrum Mastera ;-) a przez to, że dev team wie co ma robić....


Podobne postybeta
SCRUM i ogólnie Agile to często taka zakamuflowana forma premature optimization
Kupię sobie jednak Copilota
Kariera IT, jak iść w górę i jak iść w bok ;-)
Branche i Scrum to taki security blanket dla programistów
Toxic Media ;-)