wtorek, marca 13, 2007

Religia w szkole

Przeczytałem dziś ciekawy artykuł na temat religii w szkole w serwisie Gazety Wyborczej.
Sam jako ateista doznawałem uroków inności przez to, że nie chodziłem na religie i do kościoła.
W pierwszej klasie szkoły podstawowej, a więc w roku 1985 chcąc przebywać z innymi dziećmi zacząłem chodzić na religię. Dość szybko przestało mi się to podobać, tak że po pół roku przestałem.
Wtedy się zaczęło ;-) Wyzywanie od "bezbożnika", "jehowy", "kociej wiary" [nie miałem wtedy bladego pojęcia co to są te 2 ostatnie ;-)] i myślę, że dzieci które używały tych wyzwisk też nie wiedziały ;-)
Trening był niezły i mimo wszystko wyszedł mi na dobre, choć wtedy miłe to nie było [gdy masz 7 lat świat jest inny]. Później się uspokoiło, choć co jakiś czas jednak się powtarzało. W okolicach 9 roku życia gdy inne dzieci szły do komunii już byłem wyluzowany w tym temacie ;-)
Gdy w 1991 lub 1992 roku duet Samsonowicz/Stelmachowski wprowadził religię tylnymi drzwiami do szkół ja miałem dodatkowe wolne [do czasu gdy szkoła starała się by religia była pierwszą bądź ostatnią lekcją, a to trwało krótko]. Później zaś spędzałem sobie ten czas na świetlicy lub w bibliotece, głównie czytając :-) Nie czułem się jakoś szczególnie prześladowany, ale brutalnie mogę stwierdzić, że jednak należałem do tych lepszych uczniów mogłem więc pozwalać sobie na bycie innym.
Za moich czasów szkoła nie organizowała jeszcze mszy, teraz to się zdarza, choć do szkoły chodzą nie tylko katolicy, ale i ateiści, protestanci lub żydzi.
Moje LO gdy ja doń chodziłem nie miało jeszcze nazwy, teraz już ma... Zespół Szkół Ogólnokształcących imienia ks. Józefa Tichnera. Jestem prawie pewien, że żaden uczeń nie miał odwagi zaprotestować.
Indoktrynacja religijna zaczyna się jednak nie w szkole, a już w przedszkolu. Co najbardziej skandaliczne często bez wiedzy i zgody rodziców, na dodatek za pieniądze również niekatolików. Sam znam przypadek rodziców, którzy posłali dziecko na religię w przedszkolu chcąc oszczędzić mu alienacji bo jest "bezbożnikiem".
Najciekawsze są w tym wszystkim skutki tej indoktrynacji. Kilka lat temu spytałem pewną osobę czemu wierzy w Boga i czemu chodzi do kościoła. Spodziewałem się, że usłyszę jakąś głębszą analizę.... jakże byłem zdziwiony gdy padła niemal natychmiast odpowiedź "bo wszyscy chodzą i wierzą". Później zorientowałem się, że takie same powody ma większość młodych, i im bardziej doznali religii w szkole tym bardziej do tego tak podchodzą.
Może to więc tak naprawdę nie są lekcje religii, a lekcje posłuszeństwa nakazom kościoła? ;-)


Podobne postybeta
Pełzająca ofensywa
Bigotland - kraina bigotów
Iluminacja... czyli "Oświeciło mnie"...
No i mamy wyrok
Gabinet Ipsalorda