OK, czas przyznać, chociaż mogłem już to robić tutaj kilkukrotnie. Lubię książki.
Ale tak naprawdę.
Całkiem naturalne jest u mnie by mieć książkę po angielsku w wersji elektronicznej na Kindle'a, później papier po angielsku i w końcu papier po polsku (bo w takiej kolejności wychodzą) ;-)
Kocham czytać i mieć książki. Nic nie wygląda tak fajnie jak biblioteczka pełna książek.
Jednak, mimo całej tej miłości do papierowych książek coraz rzadziej czytam papier.
Książka z Kindle czy ekranu telefonu w tramwaju jest po prostu łatwiejsza. Nie muszę jej wyjmować, po prostu wyjmuję telefon i czytam.
Od momentu gdy mam wodoodpornego Kindle nawet czytanie w wannie (jak się zdarza) oznacza książkę elektroniczną.
Chociaż są wyjątki, książki jak Cracking the Coding Interview, Introduction to Algorithms i podobne wolę w wersji papierowej, jakoś łatwiej się je wtedy czyta i używa.
Podobne postybeta
Luźne spostrzeżenia ;-)
Book vs eBook
Jak poprawić użyteczność tabletu ;-)
Książeczki :-)
Rant śmietnikowy ;-)
środa, lipca 24, 2019
wtorek, lipca 23, 2019
Plastikowa supermoc
Dotarło do mnie kiedyś, że posiadanie karty kredytowej to taka trochę supermoc.
Tak trochę zdejmuje z człowieka część trosk.
Gdy mieszkając przez pół roku w Stanach odwiedzałem Waszyngton to wylądowałem na lotnisku w Boltimore.
Szukałem jak szalony jakiegoś transportu, ale autobus nie przyjechał tam gdzie miał być, ja mimo kilku prób biletu na pociąg nie umiałem kupić w automacie...
W końcu gdy miotałem się po lotnisku już jakieś 30-60 minut stwierdziłem, że w końcu mam supermoc.... Kartę podpiętą pod Ubera.
Byłem zmęczony, chciałem już do hotelu i okazało się, że supermoc działa. Jazda do Aleksandrii kosztowała mnie 70 czy 80 USD, 2-3 razy więcej niż zamierzałem wydać, ale zamiast miotać się dalej mogłem skorzystać z supermocy. Przy okazji poznałem fajnego kierowcę Ubera.
Ale to było użycie tej supermocy, innym razem to działa po prostu jako taka lina asekuracyjna. Nie muszę z supermocy korzystać, ale świadomość że w razie czego istnieje jest naprawdę pomocna i taka nawet wyzwalająca.
Chociaż ta moc nie działa dla wszystkich, nie chodzi nawet o to, że trzeba mieć pieniądze czy kartę, bardziej o to jaki się ma do tego stosunek.
Mnie szkoda wydawać na fancy jedzenie, czy modne ciuchy dla metki, nie wydaje na samochód i imprezy. Ważne jest za to dla mnie by było wygodnie. Tu karta kredytowa robi za supermoc, bo wiem że w razie czego, prawie zawsze jest opcja awaryjna. Może droga, ale w razie jej będę potrzebował mogę z niej skorzystać. I już sam fakt tej świadomości sprawia, że część stresów mi znika.
Coś na tej zasadzie, w najgorszym przypadku wydam może i pół pensji żeby rozwiązać ten problem jeśli się pokaże, ale jego rozwiązanie jest dzięki temu w moim zasięgu. A jak jest to może wcale nie trzeba używać supermocy ;-)
Tak trochę zdejmuje z człowieka część trosk.
Gdy mieszkając przez pół roku w Stanach odwiedzałem Waszyngton to wylądowałem na lotnisku w Boltimore.
Szukałem jak szalony jakiegoś transportu, ale autobus nie przyjechał tam gdzie miał być, ja mimo kilku prób biletu na pociąg nie umiałem kupić w automacie...
W końcu gdy miotałem się po lotnisku już jakieś 30-60 minut stwierdziłem, że w końcu mam supermoc.... Kartę podpiętą pod Ubera.
Byłem zmęczony, chciałem już do hotelu i okazało się, że supermoc działa. Jazda do Aleksandrii kosztowała mnie 70 czy 80 USD, 2-3 razy więcej niż zamierzałem wydać, ale zamiast miotać się dalej mogłem skorzystać z supermocy. Przy okazji poznałem fajnego kierowcę Ubera.
Ale to było użycie tej supermocy, innym razem to działa po prostu jako taka lina asekuracyjna. Nie muszę z supermocy korzystać, ale świadomość że w razie czego istnieje jest naprawdę pomocna i taka nawet wyzwalająca.
Chociaż ta moc nie działa dla wszystkich, nie chodzi nawet o to, że trzeba mieć pieniądze czy kartę, bardziej o to jaki się ma do tego stosunek.
Mnie szkoda wydawać na fancy jedzenie, czy modne ciuchy dla metki, nie wydaje na samochód i imprezy. Ważne jest za to dla mnie by było wygodnie. Tu karta kredytowa robi za supermoc, bo wiem że w razie czego, prawie zawsze jest opcja awaryjna. Może droga, ale w razie jej będę potrzebował mogę z niej skorzystać. I już sam fakt tej świadomości sprawia, że część stresów mi znika.
Coś na tej zasadzie, w najgorszym przypadku wydam może i pół pensji żeby rozwiązać ten problem jeśli się pokaże, ale jego rozwiązanie jest dzięki temu w moim zasięgu. A jak jest to może wcale nie trzeba używać supermocy ;-)
posted from Bloggeroid
Podobne postybeta
Gotówka jest już niepotrzebna (prawie)
Dwa małe błędy - czyli czemu świat nie jest do końca taki jak powinien być ;-)
Raport z emigracji ;-)
Człowiek to dziwne zwierze....
Raport z emigracji
niedziela, lipca 21, 2019
Dziś programista ma być teoretycznym algorytmistą, a praktycznym kleistą ;-)
Taki paradoks na dziś.
Od programisty w dzisiejszych czasach wymaga się by jednocześnie znał lub znała algorytmy i struktury danych, a z drugiej by ich nie używał czy nie używała i zamiast tego by odwoływali się do czegoś co już zostało napisane ;-)
Z jednej strony w trakcie rekrutacji można zostać poproszonym na jednym interview by napisać kod dla cache LRU, a na innym w tym samym dniu można musieć odwołać się do użycia memchached który wspiera LRU ;-) (chociaż teraz bardziej Redisa który wspiera jeszcze inne algo).
Wymagamy wiedzy ja działa garbage collector, pytamy o major i minor collections, ale oczekujemy projektowania mikroserwisów które będą używały GC zero...
Z jednej strony nam brakuje programistów i programistek, z drugiej podnosimy poziom interview tak, że cała masa jak już znajdzie pracę to w ogóle nawet nie myśli o zmianie...
Przez co mamy grupę która tak naprawdę ciągle jest w rekrutacji i chodzi na rozmowy nawet dla sportu....
Dziwne to ;-)
Od programisty w dzisiejszych czasach wymaga się by jednocześnie znał lub znała algorytmy i struktury danych, a z drugiej by ich nie używał czy nie używała i zamiast tego by odwoływali się do czegoś co już zostało napisane ;-)
Z jednej strony w trakcie rekrutacji można zostać poproszonym na jednym interview by napisać kod dla cache LRU, a na innym w tym samym dniu można musieć odwołać się do użycia memchached który wspiera LRU ;-) (chociaż teraz bardziej Redisa który wspiera jeszcze inne algo).
Wymagamy wiedzy ja działa garbage collector, pytamy o major i minor collections, ale oczekujemy projektowania mikroserwisów które będą używały GC zero...
Z jednej strony nam brakuje programistów i programistek, z drugiej podnosimy poziom interview tak, że cała masa jak już znajdzie pracę to w ogóle nawet nie myśli o zmianie...
Przez co mamy grupę która tak naprawdę ciągle jest w rekrutacji i chodzi na rozmowy nawet dla sportu....
Dziwne to ;-)
posted from Bloggeroid
Podobne postybeta
Samochód jako zmniejszacz temperatury.... GC i jak to możliwe, że Young Generation może być zbyt duże, strzeż się finalize() i muzyczka :-) Czyli potok świadomości....
Odrobina miłości i serwery działają ;-)
Ehh... I po co nam te wszystkie algorytmy i struktury danych? ;-)
Testowanie upolskawiacza
Azule i Android - przyszłość Java'y?
sobota, lipca 20, 2019
Growing mindset vs fixed mindset, a wrodzone granice
Gdy czytam różne książki, to często przywoływane są badania Carolin Dweck i terminy growing i fixed mindset.
Jak ktoś nie zna terminów, to w skrócie fixed mindset to przekonanie, że właściwie rodzimy się z jakimś potencjałem i go nigdy nie przeskoczymy, nawet gdybyśmy ciężko pracowali nad tym, growing mindset mówi, że to nieprawda, że jeśli będziemy ciężko pracować to zawsze "urośniemy".
Do tego Dweck twierdziła (teraz już nie twierdzi tak bardzo), że jak się mówi dzieciom, że są smart czy sprytne/inteligentne to robi się im krzywdę bo ustawia im się fixed mindset, ale jak się je chwali za pracę to daje się im podstawy do growing mindset.
I ogólnie podoba mi się idea growing mindset.
Ale jak żyję już trochę na tej planecie, to przekonuję się, że są ludzie którzy są tak błyskotliwi i tak szybko łapią, że przez samo przebywanie przy nich człowiek czuje się lepszy i są ludzie tak tępi, że po kontakcie z nimi odechciewa się wszystkiego i z nadzieją patrzy się w niebo czy jakaś asteroida tu nie leci.
I to mi się kłóci z tym growing vs fixed mindset.
Wiem, że jestem inteligentny, wiem, że mam dobrą pamięć, ale mimo mówienia po angielsku od ponad 20 lat czy więcej nadal mam akcent i tego nie przeskoczę.
Nauczyłem się w miarę szybko żonglować, ale nawet jak włożę w to 10 tysięcy godzin to nie dojdę do poziomu ludzi z Cirque do Soleil.
Studiowałem fizykę, ale chromodynamika mnie przerosła.
Z drugiej strony wiem, że bez zbytniego problemu umiem zrozumieć złożone systemy w których umiem zejść do poziomu wzajemnej interakcji na najniższym poziomie.
Przypuszczam, że po kilkuset godzinach treningu w żonglowaniu czy chromodynamice mógłbym dojść do poziomu, z którym niektórzy ludzie się rodzą.
Złamię prawie każde zadanie algorytmiczne, tylko że mnie to może zająć parę godzin, albo i tydzień, a są ludzie, którzy zobaczą rozwiązanie w ciągu kilkudziesięciu sekund.
Ja potrafię patrząc na schemat elektryczny "widzieć" jak płynie w nim prąd i ja się gromadzi ładunek, są tacy, którzy patrzą na kod i widzą jak działa. Ja muszę dla tej drugiej rzeczy mocno się pilnować.
Gdy patrzę na kandydatów, z którymi prowadzę rozmowy, są tacy którzy momentalnie wszystko łapią i są tacy, którzy nie są w stanie zrozumieć najprostszych spraw.
OK, z tymi kandydatami wiem, że ważny jest stres, w końcu jak człowiek w danym momencie potrafi trzymać w głowie tylko 4 rzeczy, to jak jest przestraszony i w jednej jednostce pamięci trzyma "nie płakać", a w drugiej "nie uciekać" to zostają takiemu komuś tylko 2 "rejestry" na których może operować.
Pewnie to wyżej wszystko znaczy, że ja mam fixed mindset ;-)
W mojej ocenia to jest tak, że rodzimy się, czy bardziej jak rośniemy to rośniemy do jakiegoś potencjału i przy growing mindset'cie możemy bliżej dotrzeć do granic tego potencjału, jak mamy szczęście i mamy mistrza to może taka osoba pomóc nam nawet wejść wyżej przez nauczenie nas sztuczek i pokazując inne sposoby patrzenia na problem, ale nadal jest gdzieś jakaś granica do której można dojść stosując metodę "nie spieprz tego"*, dalej nawet bardzo ciężka praca daje tylko mały przyrost.
* - czyli nie zmarnuj swojego potencjału
Podobne postybeta
12 lat ;-)
Zła lojalność ;-)
Błysnęło, huknęło i zepsuło telewizje :-(
Zaczynam się przekonywać do agentów AI....
A jakby Boba nauczyć czytać maile?
Jak ktoś nie zna terminów, to w skrócie fixed mindset to przekonanie, że właściwie rodzimy się z jakimś potencjałem i go nigdy nie przeskoczymy, nawet gdybyśmy ciężko pracowali nad tym, growing mindset mówi, że to nieprawda, że jeśli będziemy ciężko pracować to zawsze "urośniemy".
Do tego Dweck twierdziła (teraz już nie twierdzi tak bardzo), że jak się mówi dzieciom, że są smart czy sprytne/inteligentne to robi się im krzywdę bo ustawia im się fixed mindset, ale jak się je chwali za pracę to daje się im podstawy do growing mindset.
I ogólnie podoba mi się idea growing mindset.
Ale jak żyję już trochę na tej planecie, to przekonuję się, że są ludzie którzy są tak błyskotliwi i tak szybko łapią, że przez samo przebywanie przy nich człowiek czuje się lepszy i są ludzie tak tępi, że po kontakcie z nimi odechciewa się wszystkiego i z nadzieją patrzy się w niebo czy jakaś asteroida tu nie leci.
I to mi się kłóci z tym growing vs fixed mindset.
Wiem, że jestem inteligentny, wiem, że mam dobrą pamięć, ale mimo mówienia po angielsku od ponad 20 lat czy więcej nadal mam akcent i tego nie przeskoczę.
Nauczyłem się w miarę szybko żonglować, ale nawet jak włożę w to 10 tysięcy godzin to nie dojdę do poziomu ludzi z Cirque do Soleil.
Studiowałem fizykę, ale chromodynamika mnie przerosła.
Z drugiej strony wiem, że bez zbytniego problemu umiem zrozumieć złożone systemy w których umiem zejść do poziomu wzajemnej interakcji na najniższym poziomie.
Przypuszczam, że po kilkuset godzinach treningu w żonglowaniu czy chromodynamice mógłbym dojść do poziomu, z którym niektórzy ludzie się rodzą.
Złamię prawie każde zadanie algorytmiczne, tylko że mnie to może zająć parę godzin, albo i tydzień, a są ludzie, którzy zobaczą rozwiązanie w ciągu kilkudziesięciu sekund.
Ja potrafię patrząc na schemat elektryczny "widzieć" jak płynie w nim prąd i ja się gromadzi ładunek, są tacy, którzy patrzą na kod i widzą jak działa. Ja muszę dla tej drugiej rzeczy mocno się pilnować.
Gdy patrzę na kandydatów, z którymi prowadzę rozmowy, są tacy którzy momentalnie wszystko łapią i są tacy, którzy nie są w stanie zrozumieć najprostszych spraw.
OK, z tymi kandydatami wiem, że ważny jest stres, w końcu jak człowiek w danym momencie potrafi trzymać w głowie tylko 4 rzeczy, to jak jest przestraszony i w jednej jednostce pamięci trzyma "nie płakać", a w drugiej "nie uciekać" to zostają takiemu komuś tylko 2 "rejestry" na których może operować.
Pewnie to wyżej wszystko znaczy, że ja mam fixed mindset ;-)
W mojej ocenia to jest tak, że rodzimy się, czy bardziej jak rośniemy to rośniemy do jakiegoś potencjału i przy growing mindset'cie możemy bliżej dotrzeć do granic tego potencjału, jak mamy szczęście i mamy mistrza to może taka osoba pomóc nam nawet wejść wyżej przez nauczenie nas sztuczek i pokazując inne sposoby patrzenia na problem, ale nadal jest gdzieś jakaś granica do której można dojść stosując metodę "nie spieprz tego"*, dalej nawet bardzo ciężka praca daje tylko mały przyrost.
* - czyli nie zmarnuj swojego potencjału
Podobne postybeta
12 lat ;-)
Zła lojalność ;-)
Błysnęło, huknęło i zepsuło telewizje :-(
Zaczynam się przekonywać do agentów AI....
A jakby Boba nauczyć czytać maile?
piątek, lipca 19, 2019
Instrukcje obsługi do ludzi
Twierdzę, że powinni dawać instrukcję obsługi do ludzi.
Szczerze, chciałbym mieć nawet taką dla samego siebie ;-)
Coś w stylu:
Przemek się nie odzywa -> najpewniej czeka na inicjację rozmowy bo nie wie czy może się odezwać
Albo:
Przemek ogląda batoniki -> najpewniej jest głodny -> nakarmić
To by mogło działać tak, że każdemu z nas robiono by test co kilka lat i dostawalibyśmy instrukcję do danego typu.
Gorzej jak ktoś by nie pasował do typowej grupy... wtedy albo tak jak w Divergent trzeba by było takiego kogoś odstrzelić ;-) [raczej zły pomysł], albo zesztukować instrukcję obsługi z kilku innych ;-)
W Dolnie Krzemowej jest teraz moda na to, żeby managerowie/team leadzi pisali instrukcję obsługi siebie dla teamów.
Dzięki temu nowi pracownicy wiedzieliby czego się od nich oczekuje i jak osiągnąć to co chcą.
Taka osobista instrukcja mogłaby mieć kilka "kręgów".
Na najbardziej zewnętrznym byłaby instrukcja dla interfejsu publicznego ;-)
Na drugim od zewnątrz dla znajomych, później przyjaciół i tak dalej, ta na ringu 0 jak w CPU byłaby dla samego zainteresowanego ;-)
A, co pomarzyć można ;-)
Podobne postybeta
Książkowy październik
Uniwersalny zasilacz ;-)
"Zostaw, zostaw. Tamtego świata się nie da uratować." - czyli syndrom Maksa
Okrutniki ;-)
O rośliny, zwierzęta, urządzenia i relacje z innymi ludźmi trzeba dbać ;-)
Szczerze, chciałbym mieć nawet taką dla samego siebie ;-)
Coś w stylu:
Przemek się nie odzywa -> najpewniej czeka na inicjację rozmowy bo nie wie czy może się odezwać
Albo:
Przemek ogląda batoniki -> najpewniej jest głodny -> nakarmić
To by mogło działać tak, że każdemu z nas robiono by test co kilka lat i dostawalibyśmy instrukcję do danego typu.
Gorzej jak ktoś by nie pasował do typowej grupy... wtedy albo tak jak w Divergent trzeba by było takiego kogoś odstrzelić ;-) [raczej zły pomysł], albo zesztukować instrukcję obsługi z kilku innych ;-)
W Dolnie Krzemowej jest teraz moda na to, żeby managerowie/team leadzi pisali instrukcję obsługi siebie dla teamów.
Dzięki temu nowi pracownicy wiedzieliby czego się od nich oczekuje i jak osiągnąć to co chcą.
Taka osobista instrukcja mogłaby mieć kilka "kręgów".
Na najbardziej zewnętrznym byłaby instrukcja dla interfejsu publicznego ;-)
Na drugim od zewnątrz dla znajomych, później przyjaciół i tak dalej, ta na ringu 0 jak w CPU byłaby dla samego zainteresowanego ;-)
A, co pomarzyć można ;-)
Podobne postybeta
Książkowy październik
Uniwersalny zasilacz ;-)
"Zostaw, zostaw. Tamtego świata się nie da uratować." - czyli syndrom Maksa
Okrutniki ;-)
O rośliny, zwierzęta, urządzenia i relacje z innymi ludźmi trzeba dbać ;-)
Wheel emotion hacking ;-) [pomysł ;-)]
Istnieje coś takiego jak Wheel of Emotions, stworzone przez Roberta Plutchika.
Teoria zakłada, że istnieją 4 diady emocji i że jednocześnie z danej diady możemy odczuwać tylko jedną emocję (przynajmniej w kierunku jednej rzeczy, zjawiska czy osoby).
Do tego, że poszczególne emocje w połączeniu (z 2 różnych diad) tworzą nowe emocje.
Nie wiem czy Plutchik to badał, ale wydaje mi się, że między "sąsiednimi" emocjami można spróbować się świadomie przesuwać.
Skoro znudzenie wraz z irytacją tworzą pogardę, to jeśli ze znudzenia chcemy przejść do radości to można próbować w sobie wzbudzić pogardę dla źródła nudy, z czego może się zrobić irytacja lub gniew, które w połączeniu z oczekiwaniem czy zainteresowaniem mogą stać się agresją, która może stać się już samym oczekiwaniem czy zainteresowaniem, a stąd już krok do optymizmu (czyli połączenia oczekiwania/zainteresowania z radością).
Zastanawiam się czy dałoby się zrobić apkę na komórkę, która mogłaby próbować pomagać w hackowaniu emocji używając właśnie koło emocji ;-)
Wyobrażam sobie to tak, że wybieramy, że jest nam np. smutno bo*, i chcemy czuć radość.
I teraz apka mogłaby zacząć zadawać pytania, których celem byłoby wywołanie kolejnych emocji w drodze do celu.
Idea już jest, ale ciągle mam wątpliwości czy takie coś udałoby się zbudować ;-)
* - to jest właśnie trudność, bo my możemy wiedzieć co jest źródłem, ale jak to przerobić na coś bardziej komputerowego żeby móc np. zadawać pytania by prowadzić do celu?
Podobne postybeta
Be human for engineers: Instrukcja obsługi człowieka - marzy mi się coś takiego ;-)
Klauzula samoluba?
Wyborczy detoks ;-)
Pomysł antypiracki ;-)
Web 2.0, czyżby opowieść o tym jak oddaliśmy Internet idiotom?
Teoria zakłada, że istnieją 4 diady emocji i że jednocześnie z danej diady możemy odczuwać tylko jedną emocję (przynajmniej w kierunku jednej rzeczy, zjawiska czy osoby).
Do tego, że poszczególne emocje w połączeniu (z 2 różnych diad) tworzą nowe emocje.
Nie wiem czy Plutchik to badał, ale wydaje mi się, że między "sąsiednimi" emocjami można spróbować się świadomie przesuwać.
Skoro znudzenie wraz z irytacją tworzą pogardę, to jeśli ze znudzenia chcemy przejść do radości to można próbować w sobie wzbudzić pogardę dla źródła nudy, z czego może się zrobić irytacja lub gniew, które w połączeniu z oczekiwaniem czy zainteresowaniem mogą stać się agresją, która może stać się już samym oczekiwaniem czy zainteresowaniem, a stąd już krok do optymizmu (czyli połączenia oczekiwania/zainteresowania z radością).
Zastanawiam się czy dałoby się zrobić apkę na komórkę, która mogłaby próbować pomagać w hackowaniu emocji używając właśnie koło emocji ;-)
Wyobrażam sobie to tak, że wybieramy, że jest nam np. smutno bo*, i chcemy czuć radość.
I teraz apka mogłaby zacząć zadawać pytania, których celem byłoby wywołanie kolejnych emocji w drodze do celu.
Idea już jest, ale ciągle mam wątpliwości czy takie coś udałoby się zbudować ;-)
* - to jest właśnie trudność, bo my możemy wiedzieć co jest źródłem, ale jak to przerobić na coś bardziej komputerowego żeby móc np. zadawać pytania by prowadzić do celu?
Podobne postybeta
Be human for engineers: Instrukcja obsługi człowieka - marzy mi się coś takiego ;-)
Klauzula samoluba?
Wyborczy detoks ;-)
Pomysł antypiracki ;-)
Web 2.0, czyżby opowieść o tym jak oddaliśmy Internet idiotom?
środa, lipca 17, 2019
Chcę do Ameryki ;-)
No nie jest dobrze ;-)
Powoli zbliżam się do najdłuższego czasu w mojej obecnej firmie bez wyjazdu do USA...
To już 208 dni....
Jeśli dobrze liczę to 15 sierpnia 2019 będzie dzień w którym obecna moja przerwa w bytności w USA zrówna się z najdłuższą....
A po 16 sierpnia to już będzie najdłuższa przerwa....
Uważam, że to co najmniej niepokojące.
Do tej pory ponad 18% czasu pracy w firmie spędziłem w USA, a teraz każdego dnia tych procentów ubywa!
Szczerze rozsmakowałem w USA ;-)
Podoba mi się tam. Nie jest idealnie, ale nigdzie nie jest.
Kalifornijska pogoda jest genialna.
Niebo bez chmur jest genialne.
Tak, to, że trzeba mieć samochód genialne nie jest, tłok w SF też nie jest genialny.
Ale zaczyna mi tego brakować ;-)
Podobne postybeta
Kiedy do Juraty, a kiedy do Wenecji ;-)
Fotografowanie
AST w akcji - zamieniamy źrodło w Java'ie w "rysunek" ;-)
A imię jego 44....
Kontakt i Bez Wyjścia - końcówki zapalniki ;-)
Powoli zbliżam się do najdłuższego czasu w mojej obecnej firmie bez wyjazdu do USA...
To już 208 dni....
Jeśli dobrze liczę to 15 sierpnia 2019 będzie dzień w którym obecna moja przerwa w bytności w USA zrówna się z najdłuższą....
A po 16 sierpnia to już będzie najdłuższa przerwa....
Uważam, że to co najmniej niepokojące.
Do tej pory ponad 18% czasu pracy w firmie spędziłem w USA, a teraz każdego dnia tych procentów ubywa!
Szczerze rozsmakowałem w USA ;-)
Podoba mi się tam. Nie jest idealnie, ale nigdzie nie jest.
Kalifornijska pogoda jest genialna.
Niebo bez chmur jest genialne.
Tak, to, że trzeba mieć samochód genialne nie jest, tłok w SF też nie jest genialny.
Ale zaczyna mi tego brakować ;-)
Podobne postybeta
Kiedy do Juraty, a kiedy do Wenecji ;-)
Fotografowanie
AST w akcji - zamieniamy źrodło w Java'ie w "rysunek" ;-)
A imię jego 44....
Kontakt i Bez Wyjścia - końcówki zapalniki ;-)
wtorek, lipca 16, 2019
Zaćmienie Księżyca :-)
Byłem przed chwilą oglądać zaćmienie Księżyca.
Wziąłem lornetkę, choć obawiałem się, że nie będzie to zbyt spektakularny widok.
W końcu nie będzie terminatora (który wygląda genialnie, jak dostrzeże się szczyty "gór" które są oświetlone, a ich doły są ciemne)... ale jednak wygląda ciekawie taki księżyc.
Widać, że tam jest ;-)
Tak się zastanawiałem i pierwsze zaćmienie Księżyca oglądałem chyba mając jakieś 7-8 lat, zimno było.
Drugie na zimowisku i zamiast na zebraniu, na które miałem iść (nie wiem, czy byłem "grupowym" czy coś w ten deseń) siedziałem w oknie i oglądałem :-)
Z takich pamiętnych pamiętam jeszcze jedno ze stycznia albo lutego tamtego roku, jak siedziałem w Stanach, ale było mało widowiskowe.
Fajnie się składa, że jest w 50 rocznicę startu Apollo 11 :-)
Chociaż nie do końca wierzę w to, że ludzie wrócą na Księżyc już w 2024 roku, niby 5 lat to masa czasu, ale nie wiem... chociaż mam nadzieję :-)
Podobne postybeta
Nie ma Księżyca :-(
To jednak było zaćmienie ;-)
Jowisz, mglawica i Księżyc
Chrome2ChromeV2, TabCast czy może TabHermes albo Tabcury? ;-)
Motocosie
Wziąłem lornetkę, choć obawiałem się, że nie będzie to zbyt spektakularny widok.
W końcu nie będzie terminatora (który wygląda genialnie, jak dostrzeże się szczyty "gór" które są oświetlone, a ich doły są ciemne)... ale jednak wygląda ciekawie taki księżyc.
Widać, że tam jest ;-)
Tak się zastanawiałem i pierwsze zaćmienie Księżyca oglądałem chyba mając jakieś 7-8 lat, zimno było.
Drugie na zimowisku i zamiast na zebraniu, na które miałem iść (nie wiem, czy byłem "grupowym" czy coś w ten deseń) siedziałem w oknie i oglądałem :-)
Z takich pamiętnych pamiętam jeszcze jedno ze stycznia albo lutego tamtego roku, jak siedziałem w Stanach, ale było mało widowiskowe.
Fajnie się składa, że jest w 50 rocznicę startu Apollo 11 :-)
Chociaż nie do końca wierzę w to, że ludzie wrócą na Księżyc już w 2024 roku, niby 5 lat to masa czasu, ale nie wiem... chociaż mam nadzieję :-)
Podobne postybeta
Nie ma Księżyca :-(
To jednak było zaćmienie ;-)
Jowisz, mglawica i Księżyc
Chrome2ChromeV2, TabCast czy może TabHermes albo Tabcury? ;-)
Motocosie
poniedziałek, lipca 15, 2019
Nie jestem pewien czy zadania koderskie/algorytmiczne są dobrym elementem rekrutacji
Ostatnio robiłem jakieś testy koderskie, tzn. robię je dość często tak sam dla siebie, tu mnie o to poproszono.
Sam wybierałem testy, którymi my ludzi testujemy i zaczynam mieć wątpliwości. Czy takie testy są dobrym narzędziem rekrutacyjnym.
Tego się można nauczyć, choć fakt, niektórzy się z tym rodzą, inni nie ;-)
Ale nie jestem pewien do końca co to sprawdza. Czy X umie programować?
To wtedy pytanie jak wysoko ustawimy poprzeczkę.
Niby idea pierwszego etapu rekrutacji jest taka by odfiltrować tych, którzy się nie nadają nawet na phone interview. Ale nie wiem, w takim przypadku sam wybierałem zbyt ostre zadania.
Do tego ja się zawsze przy takich testach denerwuję.
Znam ludzi, którzy panikują przed rozmową telefoniczną czy twarzą w twarz, ja panikuję przed takim testem.
To pewnie przez osobowość, ale wolę polec przed ludźmi (moje defaultowe założenie w jakiejkolwiek rekrutacji gdziekolwiek, nawet jak tak trochę grzecznościowo się rekrutuję ;-)) niż przed maszyną.
Z tego co wiem niektóre firmy zaczynają też rezygnować z takich testów, bo podobno nie widziały korelacji między ich wynikami, a późniejszą rekrutacją.
Chyba sam jestem bardziej zwolennikiem dawania ludziom prostego problemu, gdzie algorytm jest prosty jak konstrukcja cepa i wystarczy niemal użyć wbudowanych struktur danych i sprawdzić jak tego użyją.
Podobne postybeta
Nie rozumiem, czyli czemu niektórzy ludzie pytają jak przejść z Windows 7 na XP?
A może cały system rekrutacji w IT jest zepsuty? ;-)
Nauka ;-)
Dwa małe błędy - czyli czemu świat nie jest do końca taki jak powinien być ;-)
Korelacje
Sam wybierałem testy, którymi my ludzi testujemy i zaczynam mieć wątpliwości. Czy takie testy są dobrym narzędziem rekrutacyjnym.
Tego się można nauczyć, choć fakt, niektórzy się z tym rodzą, inni nie ;-)
Ale nie jestem pewien do końca co to sprawdza. Czy X umie programować?
To wtedy pytanie jak wysoko ustawimy poprzeczkę.
Niby idea pierwszego etapu rekrutacji jest taka by odfiltrować tych, którzy się nie nadają nawet na phone interview. Ale nie wiem, w takim przypadku sam wybierałem zbyt ostre zadania.
Do tego ja się zawsze przy takich testach denerwuję.
Znam ludzi, którzy panikują przed rozmową telefoniczną czy twarzą w twarz, ja panikuję przed takim testem.
To pewnie przez osobowość, ale wolę polec przed ludźmi (moje defaultowe założenie w jakiejkolwiek rekrutacji gdziekolwiek, nawet jak tak trochę grzecznościowo się rekrutuję ;-)) niż przed maszyną.
Z tego co wiem niektóre firmy zaczynają też rezygnować z takich testów, bo podobno nie widziały korelacji między ich wynikami, a późniejszą rekrutacją.
Chyba sam jestem bardziej zwolennikiem dawania ludziom prostego problemu, gdzie algorytm jest prosty jak konstrukcja cepa i wystarczy niemal użyć wbudowanych struktur danych i sprawdzić jak tego użyją.
Podobne postybeta
Nie rozumiem, czyli czemu niektórzy ludzie pytają jak przejść z Windows 7 na XP?
A może cały system rekrutacji w IT jest zepsuty? ;-)
Nauka ;-)
Dwa małe błędy - czyli czemu świat nie jest do końca taki jak powinien być ;-)
Korelacje
niedziela, lipca 07, 2019
Szybki hack dla podejmowania decyzji
Każdy znalazł się w sytuacji gdy nie do końca wiedział co zrobić.
Pojawiła się jakaś okazja i trzeba podjąć decyzję, ale nie do końca wiadomo jaką...
Zaprosić kogoś na randkę? Zmienić pracę? Pojechać na urlop do X? Kupić Y?
Odpowiedź jest prosta ;-)
Losowanie :-)
Co najlepsze wcale nie musisz robić tego co każe Ci los. Sprawdź jak Ci się ta odpowiedź podoba.
Jeśli Ci się podoba to to zrób, jeśli Ci się nie podoba to prawdopodobnie nie chcesz jednak tego zrobić.
Działa to bo gdzieś w środku masz kawałek Ciebie który ma zdanie w danej sprawie i jak los wskaże coś przeciwnego to ten kawałek zacznie głośno krzyczeć.
OK, a co w sytuacji gdy wynik losowania jest Ci obojętny? Może czujesz lekką radość, albo lekki niepokój, ale bez niczego silnego?
To wtedy zadaj sobie pytanie "co najgorszego może się zdarzyć gdy to zrobię?" i dokładnie odwrotne "co najgorszego może się zdarzyć jeśli tego nie zrobię".
To też powinno pomóc.
Jeśli nadal obie strony są tak samo równe... to podejmij decyzję, która będzie wymagała najmniejszego wysiłku.
Nadal nic? Obie możliwości wymagają tyle samo wysiłku?
Poczekaj, albo losuj jeszcze raz i zrób to co wskazał los ;-)
Podobne postybeta
"Promocja homoseksualizmu" co to niby ma być?
70+ godzin, Staff i iPhone ;-)
Myjnia
O wyższości podejmowania decyzji partiami zamiast per sztuka ;-)
Komputer dla mamy
Pojawiła się jakaś okazja i trzeba podjąć decyzję, ale nie do końca wiadomo jaką...
Zaprosić kogoś na randkę? Zmienić pracę? Pojechać na urlop do X? Kupić Y?
Odpowiedź jest prosta ;-)
Losowanie :-)
Co najlepsze wcale nie musisz robić tego co każe Ci los. Sprawdź jak Ci się ta odpowiedź podoba.
Jeśli Ci się podoba to to zrób, jeśli Ci się nie podoba to prawdopodobnie nie chcesz jednak tego zrobić.
Działa to bo gdzieś w środku masz kawałek Ciebie który ma zdanie w danej sprawie i jak los wskaże coś przeciwnego to ten kawałek zacznie głośno krzyczeć.
OK, a co w sytuacji gdy wynik losowania jest Ci obojętny? Może czujesz lekką radość, albo lekki niepokój, ale bez niczego silnego?
To wtedy zadaj sobie pytanie "co najgorszego może się zdarzyć gdy to zrobię?" i dokładnie odwrotne "co najgorszego może się zdarzyć jeśli tego nie zrobię".
To też powinno pomóc.
Jeśli nadal obie strony są tak samo równe... to podejmij decyzję, która będzie wymagała najmniejszego wysiłku.
Nadal nic? Obie możliwości wymagają tyle samo wysiłku?
Poczekaj, albo losuj jeszcze raz i zrób to co wskazał los ;-)
Podobne postybeta
"Promocja homoseksualizmu" co to niby ma być?
70+ godzin, Staff i iPhone ;-)
Myjnia
O wyższości podejmowania decyzji partiami zamiast per sztuka ;-)
Komputer dla mamy
Subskrybuj:
Posty (Atom)