poniedziałek, lutego 12, 2018

Raport z emigracji ;-)

I zacząłem kilka dni temu 3 tydzień w Kalifornii.
A nawet (prawie) w Dolinie Krzemowej.

Potrzebny mi był ten wyjazd. Tutejsza pogoda zdecydowanie dobrze na mnie wpływa :-)

Widziałem już chyba prawie wszystko w miarę oczywiste tutaj i pozostało mi jeszcze trochę nieoczywistych.

Na Alcatraz byłem 2 razy ;-) raz z koleżanką, drugi raz sam na "nocnej" wyprawie, w czasie której widziałem zwykle zamknięty blok A i dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że budynek więzienia jest zbudowany na 2 poziomach starej cytadeli.




Jadłem naleśniki z truskawkami :-) [sam bym nie zauważył, ale jako typ który uważa jedzenie za kłopotliwy dodatek do życia nigdy nie zwracam szczególnej uwagi na miejsca z jedzeniem ;-)] na Pier 39:


Widziałem (prawie) zachód słońca nad Golden Gate:


Byłem u NASA ;-)


I w Stanford:



Widziałem białego aligatora (podobno obrzydliwy jest.... ale się nie zgadzam ;-) chociaż przyznam, że brzydki jest ;-))


Jak zwykle przytuliłem też jakiegoś Androida (tak naprawdę wszystkie ;-)):


Widziałem wieczorem Painted Ladies i spotkałem tam dziwnego kierowcę Lyfta, który jak już wsiedliśmy stwierdził, że on nie wyjedzie z San Francisco i mi zrobił Cancel... co by mnie kosztowało 5 USD, ale zażyczyłem sobie zwrotu od Lyfta i zwrócili ;-)


Dowiedziałem się, że niektóre budynki mogą świecić....


Byłem w sztucznym lesie na górze stucznej góry, która jest na sztucznej wyspie na sztucznym jeziorze w stucznym parku ;-)


Widziałem amerykańską sztukę. Starszą:


i nowszą:


I taką najstarszą (acz ta jest z obecnego Meksyku):


Najbardziej czaderską budowlę, która od pierwszej wizyty w SF mnie pociągała:



jak zwykle Lombard Street:


Cable cara (ale nadal nim nie jechałem...):


Statek z serii Liberty (ich zbudowano koło 3 tysięcy sztuk i w pewnym momencie wypuszczano jeden co 3 dni!, to dzięki nim USA mogły zaopatrywać Wielką Brytanię i Rosję w trakcie II Wojny Światowej):


Jak zwykle Port San Francisco:


Ten drugi most ;-) (Bay Bridge jest DŁUŻSZY od Golden Gate i widać go z miasta):


Gigantyczną katedrę (na wzgórzy katedralnym ;-)):


Sztukę w oparach trawy (wtedy tego dymu było tak dużo, że go przez całą drogę z Castro i Mission czułem):


Widziałem Banksy'ego... ale tylko jednego z kilku bo kilka zamalowano :-(


Byłem w Exploratorium i widziałem tam takie coś zrobione z zapałek...


Znów widziałem genialny znak :-)


No i zaćmienie Księżyca:


Stan mnie znów chciał zeżreć....


Byłem na łodzi podwodnej (to już druga w której byłem :-))



U lwów morskich :-)


Widziałem też dziwną roślinną ośmiornicę...


I w Muzeum Komputerów jak zwykle zrobiłem zdjęcie klawiaturze z logo jednego z moich ekspracodawców :-)


Tak myślę, że wyjazd mogę zaliczyć do w miarę udanych ;-)



Podobne postybeta
Raport z emigracji
Konwerter, Nexus One i Bayes ;-) czyli co mi głowę zawracało w ciągu ostatnich paru dni ;-)
Amerykański zegarek jest trudny ;-)
Plusy dodatkie i plusy ujemne, czyli co może być złego, a co dobrego w AppInventorze :-)
Dwa tygodnie z Linuksem - na razie na 4-