Ruguje z moich komputerów głownie.
Firefoksa i jego protoplastów używam od czasów gdy Mozilla zaczęła wypuszczać specjalnie wersję swojego produktu, czyli samą przeglądarkę bez reszty pakietu, która wtedy nazwała się Phoenix, albo Firebird.
To był rok 2003, w 2004 byłem chyba pierwszą osobą w Motoroli w Krakowie,. która chciała zainstalować Firefoksa.
To była zawsze moja przeglądarka.
Mój dzień w pracy czy sesja z dowolnym z moich komputerów zaczynała się w 99% przypadków od uruchomienia Firefoksa.
A później przyszedł Chrome. Najpierw uruchamiałem Chrome'a dla testów. Nie spasował mi, ale szybko zaczął być taki jaki miał być. Przez dość długo miałem odpalone zwykle 2 przeglądarki, Firefoksa jako główna i Chrome do produktów Google.
Aż przyszła testowa wersja Firefoksa, która w sieci korporacyjnej nie lubiła się z HTTPS........ i zacząłem używać głównie Chrome.
Do tego pojawił się problem z pamięcią, mój firmowy laptop ma 4GB RAM, ale przez 32 bitowy system może używać tylko 2.9GB RAMu. A FF u mnie zwykle zżera z 600-900 MB....
I teraz jest tak, że często w ogóle nie uruchamiam Firefoksa, a moja przeglądarką stał się Chrome.....
Trochę mi wstyd, że mój związek z Firefoksem nie wytrzymał próby czasu...
A najlepsze jest to, że Chrome zżera więcej pamięci niż Firefox z taką samą ilością tabek, przez co jeszcze bardziej przyczynia się do tego, że muszę wyłączać Firefoksa z powodu braku pamięci ;-)
Podobne postybeta
Chrome staje się lepszy
To Update or not to update? ;-)
Złe architekty ;-)
A może by tak zacząć zamykać przeglądarkę? ;-)
Google Spreadsheest :-)
poniedziałek, maja 30, 2011
niedziela, maja 29, 2011
OO.org i Google Docs bez konwersji są tuż tuż ;-)
No to mam już pierwszy działający build OOo2GD, który wspiera pracę z Google Docs bez konwersji do ich formatu.
Dzięki temu nie tracimy formatowań, wzorów, czy czegokolwiek z plików. Po pobraniu ich z Google Docs są binarnie identyczne z tym co wysłaliśmy do Google Docs.
Tracimy jednak możliwość pracy z tymi plikami w Google Docs.
Teraz mam zgryz.
Pierwszy jest taki jak poinformować o tym użytkowników. W Release Notesach sobie to mogą umieszczać i tak ich nie czyta, nowe checkboxy też nic nie dadzą, bo od dawna mam checkboxy do updatowania, a ciągle mam użytkowników, którzy nie mają w ogóle pojęcia, że można updatować lub autoupdatować dokumenty w Google Docs. Na razie rozważam dwie opcje, wyświetlenie na początku okienka z informacją i może odesłanie do strony WWW z np. filmem na YouTube pokazującym o co biega, druga chyba lepsza, ale ciut trudniejsza do zrobienia, to dodać specjalni "hinty", takie jak Google używa w GMAILu by pokazać nowe funkcje.
Drugi jest taki, jaki nadać numer wersji ;-) Na razie roboczo jest to 2.5.0 beta, ale waham się czy ma to być 2.5.0 czy może 3.0.0 :-)
Trzeci zgryz jest taki, czy wydawać jak rozwiąże zgryzy #1 i #2, czy jeszcze wyciąć w ogóle biblioteki Google i używać tylko swoich własnych, wtedy plik będzie dużo mniejszy, zamiast 2.2 MB, będzie miał góra 300 KB.
Jak ktoś chciałby dostać wersję testową to proszę o kontakt przez mój profil Google, albo przez maila, którego znajdziecie tutaj.
Podobne postybeta
Ukradli nam przyszłość....
Marcowe książki
OOo2GD w liczbach ;-)
Bardzo testowa wersja OOo2GD 1.7.0, która w porywach działa nawet na MacOS ;-)
Uwolnić, nie uwolnić?
Dzięki temu nie tracimy formatowań, wzorów, czy czegokolwiek z plików. Po pobraniu ich z Google Docs są binarnie identyczne z tym co wysłaliśmy do Google Docs.
Tracimy jednak możliwość pracy z tymi plikami w Google Docs.
Teraz mam zgryz.
Pierwszy jest taki jak poinformować o tym użytkowników. W Release Notesach sobie to mogą umieszczać i tak ich nie czyta, nowe checkboxy też nic nie dadzą, bo od dawna mam checkboxy do updatowania, a ciągle mam użytkowników, którzy nie mają w ogóle pojęcia, że można updatować lub autoupdatować dokumenty w Google Docs. Na razie rozważam dwie opcje, wyświetlenie na początku okienka z informacją i może odesłanie do strony WWW z np. filmem na YouTube pokazującym o co biega, druga chyba lepsza, ale ciut trudniejsza do zrobienia, to dodać specjalni "hinty", takie jak Google używa w GMAILu by pokazać nowe funkcje.
Drugi jest taki, jaki nadać numer wersji ;-) Na razie roboczo jest to 2.5.0 beta, ale waham się czy ma to być 2.5.0 czy może 3.0.0 :-)
Trzeci zgryz jest taki, czy wydawać jak rozwiąże zgryzy #1 i #2, czy jeszcze wyciąć w ogóle biblioteki Google i używać tylko swoich własnych, wtedy plik będzie dużo mniejszy, zamiast 2.2 MB, będzie miał góra 300 KB.
Jak ktoś chciałby dostać wersję testową to proszę o kontakt przez mój profil Google, albo przez maila, którego znajdziecie tutaj.
Podobne postybeta
Ukradli nam przyszłość....
Marcowe książki
OOo2GD w liczbach ;-)
Bardzo testowa wersja OOo2GD 1.7.0, która w porywach działa nawet na MacOS ;-)
Uwolnić, nie uwolnić?
Google Docs dojrzewa :-)
Po pierwsze w przypadku API idą w kierunku tego by praca ze wszystkimi typami plików czy dokumentów była taka sama, bawię się teraz w dodawanie do OOo2GD wsparcia pracy z plikami bez konwersji do formatu Google Docs i updatowanie plików i dokumentów załatwia dokładnie ten sam kawałek kodu :-)
Nie do końca co prawda rozumiem czemu zdecydowali się by w przyszłości zrezygnować z uploadowania plików w 1 kawałku i chcą to zastąpić uploadowaniem w kawałkach (nic nie stoi na przeszkodzie by zrobić upload w 1 kawałku ;-)), ale to stosunkowo niewielka zmiana w kodzie, a ten sam praktycznie kod może służyć do updatowania i uploadowania plików/dokumentów :-)
Po drugie w przypadku plików istnieje możliwość przekonwertowania ich po stronie Google Docs do formatu Google Docs co jest super :-)
Podobne postybeta
OOo2GD 2.4.0 - foldery i HTTPS
Mogłoby być łatwiej ;-)
Sklep z mieszkaniami
Nie takie złe API ;-)
OO.org i Google Docs bez konwersji są tuż tuż ;-)
Nie do końca co prawda rozumiem czemu zdecydowali się by w przyszłości zrezygnować z uploadowania plików w 1 kawałku i chcą to zastąpić uploadowaniem w kawałkach (nic nie stoi na przeszkodzie by zrobić upload w 1 kawałku ;-)), ale to stosunkowo niewielka zmiana w kodzie, a ten sam praktycznie kod może służyć do updatowania i uploadowania plików/dokumentów :-)
Po drugie w przypadku plików istnieje możliwość przekonwertowania ich po stronie Google Docs do formatu Google Docs co jest super :-)
Podobne postybeta
OOo2GD 2.4.0 - foldery i HTTPS
Mogłoby być łatwiej ;-)
Sklep z mieszkaniami
Nie takie złe API ;-)
OO.org i Google Docs bez konwersji są tuż tuż ;-)
piątek, maja 27, 2011
Kraków to jednak ładny jest ;-)
W środę mieliśmy happy hours z szefem szefowej szefa naszego szefa i odbyły się one na statku :-)
Dzięki temu mogłem sobie obejrzeć Kraków z pokładu statku Sobieski :-)
Podobne postybeta
Z pamiętnika developera... Podstawowe szkolenie w firmie IT
Zgubiłem dźwięk...
[lifehack] Najprostszy sposób priorytetyzacji
Wojna ze świętam, czyli o wyższości Świąt Bożegonarodzenia nad Wielkanocą ;-)
Urodzinowe Google ;-)
Dzięki temu mogłem sobie obejrzeć Kraków z pokładu statku Sobieski :-)
Tak to wyglądało jeszcze przed startem ;-)
Tak już po nawrotce za mostem Zwierzynieckim
Wawel i inne statki :-)
Ten budynek widzę zwykle z innej strony, kawałek zresztą jak jadę tramwajem ;-)
Jak widać mamy rozbudowany system rzeczny ;-)
A to hotel Forum, zwany też najdłuższym plakatem w Polsce, znany z jednego z ostatnich odcinków Sondy.
Nawet film sobie nakręciłem:
Takie Happy Hours to ja mogę mieć często :-)
[tak btw. cały post powstał przy pomocy edytora WYSIWIG Bloggera.... straszny jest. Wolę stary edytorek HTMLowy]
Podobne postybeta
Z pamiętnika developera... Podstawowe szkolenie w firmie IT
Zgubiłem dźwięk...
[lifehack] Najprostszy sposób priorytetyzacji
Wojna ze świętam, czyli o wyższości Świąt Bożegonarodzenia nad Wielkanocą ;-)
Urodzinowe Google ;-)
środa, maja 25, 2011
Pomysł racjonalizatorski ;-)
Gdy jadę tramwajem i nie mam warunków do czytania to każdy postój strasznie mnie denerwuje.
W myślach często powtarzam "gazu! gazu!" ;-)
Wczoraj wracając tak z Galerii Krakowskiej wpadłem na pomysł, który pozwoliłby przyśpieszyć ruch tramwajów ;-)
Co ciekawe, już był kiedyś używany.
Tramwaje zamiast się zatrzymywać mogłyby zwalniać przy przystankach do 4-5, może nawet 2-3 km/h i ludzie wsiadaliby i wysiadali "w biegu".
Niby to problem, ale gdy chyba w Singapurze budowano wielki diabelski młyn to zdecydowano się na podobne rozwiązanie i okazało się ono nad wyraz skuteczne.
Dzięki takiemu rozwiązaniu tramwaje nie marnowałyby minuty czy nawet kilku minut na postój (gdy akurat przystanek jest przed światłami), a byłyby w stanie załatwić wszystko w ciągu 30-40 sekund :-)
Ruch byłby płynniejszy. Nie byłoby korków tramwajowych. Zużycie energii też byłoby raczej mniejsze.
Ortopedzi by zarobili naprawiając połamane nogi ;-)
No same plusy, choć nie tylko dodatnie ;-)
Podobne postybeta
Komuś zdrowo odbiło - znowu....
15 minutowe miasto - wygląda, że w nim mieszkam ;-)
Zły samochód i PKP, czyli koncert narzekania;-)
Kurza twarz ;-)
Raport z emigracji ;-)
W myślach często powtarzam "gazu! gazu!" ;-)
Wczoraj wracając tak z Galerii Krakowskiej wpadłem na pomysł, który pozwoliłby przyśpieszyć ruch tramwajów ;-)
Co ciekawe, już był kiedyś używany.
Tramwaje zamiast się zatrzymywać mogłyby zwalniać przy przystankach do 4-5, może nawet 2-3 km/h i ludzie wsiadaliby i wysiadali "w biegu".
Niby to problem, ale gdy chyba w Singapurze budowano wielki diabelski młyn to zdecydowano się na podobne rozwiązanie i okazało się ono nad wyraz skuteczne.
Dzięki takiemu rozwiązaniu tramwaje nie marnowałyby minuty czy nawet kilku minut na postój (gdy akurat przystanek jest przed światłami), a byłyby w stanie załatwić wszystko w ciągu 30-40 sekund :-)
Ruch byłby płynniejszy. Nie byłoby korków tramwajowych. Zużycie energii też byłoby raczej mniejsze.
Ortopedzi by zarobili naprawiając połamane nogi ;-)
No same plusy, choć nie tylko dodatnie ;-)
Podobne postybeta
Komuś zdrowo odbiło - znowu....
15 minutowe miasto - wygląda, że w nim mieszkam ;-)
Zły samochód i PKP, czyli koncert narzekania;-)
Kurza twarz ;-)
Raport z emigracji ;-)
niedziela, maja 22, 2011
Mogłoby być łatwiej ;-)
W końcu zaczęło działać uploadowanie dowolnych plików do Google Docs, wcześniej było dostępne tylko dla szczęśliwych posiadaczy płatnych kont w Google Apps for Business. Teraz z tego ficzera może skorzystać już każdy....
Nie jest oczywiście tak różowo ;-) bo nie działa jak na razie podstawowa funkcjonalność uploadowania plików bez konwersji, działa jednak jej wariant z uploadowaniem w kawałkach, można więc z tego ficzera już korzystać.
Czyli wysyłanie pliku pod adres:
<code>https://docs.google.com/feeds/default/private/full?ocr=true</code>
nie działa, działa za to wysyłanie najpierw nagłówków pod:
<code>https://docs.google.com/feeds/upload/create-session/default/private/full?convert=false</code>
a później wysyłanie zawartości pliku pod adres zwrócony w nagłówku Location zwróconym przez serwer.
Ale.... Ale upload to jedno, download to drugie ;-) A żeby zrobić download trzeba dostać listę plików w Google Docs, a tego nie potrafi jeszcze żadna biblioteka (tudzież co równie prawdopodobne, nie wiem jak to zrobić ;-)), biblioteki podają tylko listę dokumentów Google Docs. Niestety we wszystkich moich projektach (poza Chrome2Chrome) używam do dostępu do Google Docs bibliotek Google'a (czyli w OOo2GD i w Echidna'ie), stąd teraz mam problem bo muszę je obejść bez wyłączania głównej funkcjonalności ;-)
A XML jest ohydny i trzeba napisać doń parser.... OK, kawałek parsera, bo SAX za nas zrobi resztę, ale i tak jest to upierdliwe.
Coś mi się wydaje, że zbliża się moment gdy będę musiał w ogóle zrezygnować z Google'owych bibliotek. Ważą w wersji Java'owej prawie czy nawet ponad 2MB, a sam jestem w stanie zakodować większość ich funkcji (tych które potrzebuje, bo biblioteki są duże dlatego, że pozwalają na różne kosmiczne rzeczy, które mnie nie są potrzebne) w paruset liniach.
Cały Bloggeroid, który używa właśnie napisanych z palca metod dostępu do API liczy koło 90 KB po kompilacji, inne klienty 500 KB i więcej ;-) bo używają bibliotek.
Na pierwszy ogień pójdzie chyba OOo2GD, raz że więcej ludzi go używa, dwa, że Java jest prostsza od obrzydliwego C#. W przypadku Echidny cholera wie czy w ogóle będę w stanie zrobić wersję "dla ludzi" bo używam jakichś bibliotek Dokan do mapowania dysku i jest to ohydne ;-)
W Windows panuje kult instalatorów, bo nie można po prostu wrzucić plików do katalogu, trzeba je często "rejestrować"....
Dlatego nie wiem czy nie będzie łatwiej zrobić po prostu synchronizacji katalogu ;-)
Ale jak uploadowanie do Google Docs dowolnych plików będzie działać to chyba rozważę kupno dodatkowej przestrzeni "dyskowej" od Google, 5 USD za dodatkowe 20 GB brzmi nieźle.
Btw. czy Google się zabezpiecza jakoś przed tym by np. nie wykorzystywano przestrzeni w Google Docs jako magazynu plików dla innych serwisów ;-) 16 TB za 4096 USD to znów nie byłoby tak dużo ;-)
Podobne postybeta
Jak "okradłem" Google Readera ;-)
Chrome OS, Chrome2Chrome i w ogóle Chrome ;-)
Wredne Google Docs
Chyba czegoś nie rozumiem....
Toperz ;-) czyli OCR + Android odsłona 2 albo któraś tam
Nie jest oczywiście tak różowo ;-) bo nie działa jak na razie podstawowa funkcjonalność uploadowania plików bez konwersji, działa jednak jej wariant z uploadowaniem w kawałkach, można więc z tego ficzera już korzystać.
Czyli wysyłanie pliku pod adres:
<code>https://docs.google.com/feeds/default/private/full?ocr=true</code>
nie działa, działa za to wysyłanie najpierw nagłówków pod:
<code>https://docs.google.com/feeds/upload/create-session/default/private/full?convert=false</code>
a później wysyłanie zawartości pliku pod adres zwrócony w nagłówku Location zwróconym przez serwer.
Ale.... Ale upload to jedno, download to drugie ;-) A żeby zrobić download trzeba dostać listę plików w Google Docs, a tego nie potrafi jeszcze żadna biblioteka (tudzież co równie prawdopodobne, nie wiem jak to zrobić ;-)), biblioteki podają tylko listę dokumentów Google Docs. Niestety we wszystkich moich projektach (poza Chrome2Chrome) używam do dostępu do Google Docs bibliotek Google'a (czyli w OOo2GD i w Echidna'ie), stąd teraz mam problem bo muszę je obejść bez wyłączania głównej funkcjonalności ;-)
A XML jest ohydny i trzeba napisać doń parser.... OK, kawałek parsera, bo SAX za nas zrobi resztę, ale i tak jest to upierdliwe.
Coś mi się wydaje, że zbliża się moment gdy będę musiał w ogóle zrezygnować z Google'owych bibliotek. Ważą w wersji Java'owej prawie czy nawet ponad 2MB, a sam jestem w stanie zakodować większość ich funkcji (tych które potrzebuje, bo biblioteki są duże dlatego, że pozwalają na różne kosmiczne rzeczy, które mnie nie są potrzebne) w paruset liniach.
Cały Bloggeroid, który używa właśnie napisanych z palca metod dostępu do API liczy koło 90 KB po kompilacji, inne klienty 500 KB i więcej ;-) bo używają bibliotek.
Na pierwszy ogień pójdzie chyba OOo2GD, raz że więcej ludzi go używa, dwa, że Java jest prostsza od obrzydliwego C#. W przypadku Echidny cholera wie czy w ogóle będę w stanie zrobić wersję "dla ludzi" bo używam jakichś bibliotek Dokan do mapowania dysku i jest to ohydne ;-)
W Windows panuje kult instalatorów, bo nie można po prostu wrzucić plików do katalogu, trzeba je często "rejestrować"....
Dlatego nie wiem czy nie będzie łatwiej zrobić po prostu synchronizacji katalogu ;-)
Ale jak uploadowanie do Google Docs dowolnych plików będzie działać to chyba rozważę kupno dodatkowej przestrzeni "dyskowej" od Google, 5 USD za dodatkowe 20 GB brzmi nieźle.
Btw. czy Google się zabezpiecza jakoś przed tym by np. nie wykorzystywano przestrzeni w Google Docs jako magazynu plików dla innych serwisów ;-) 16 TB za 4096 USD to znów nie byłoby tak dużo ;-)
Podobne postybeta
Jak "okradłem" Google Readera ;-)
Chrome OS, Chrome2Chrome i w ogóle Chrome ;-)
Wredne Google Docs
Chyba czegoś nie rozumiem....
Toperz ;-) czyli OCR + Android odsłona 2 albo któraś tam
2 kolejne rzeczy ;-)
Hmmm.... dziś 2 nowe rzeczy ;-)
Samsung Galaxy Tab P1010 w takim Euro kosztuje 1178 PLN... Jak za 7 calowy telefon/tablet z Froyo, upgradowalnym do Gingerbread to nie jest chyba znów tak dużo. Trochę mnie to kusi ;-) Choć sam mam zamiar czekać jednak na Asus EEE Pad Transformer lub coś podobnego, choć to coś podobne niekoniecznie musi mieć klawiaturę ;-) i zastanawiam się czy nie pozwolić innym zapłacić podatku od prototypu ;-) W przypadku G1 go płaciłem i mi wystarczy ;-)
Abu Dhabi, Dubaj.... czy oni tam potrzebują może programistów? Podobno praktycznie nie mają własnej wysoko kwalifikowanej kadry, praktycznie wszystkich inżynierów ściągają z Europy, dobrze płacą.... ktoś słyszał by szukali programistów? ;-) A jeśli tak to ile płacą? ;-)
Praca programisty fajna jest, ale jest problem taki, że naszą pracę można swobodnie wykonywać on-line, stąd zresztą w Polsce czy Irlandii centra produkcji oprogramowania dla amerykańskich firm.
Tacy bardziej klasyczni inżynierowie od budowy np. mostów czy wydobycia muszą być blisko miejsca gdzie odbywa się praca. Czasem im zazdroszczę ;-)
Taki budowlaniec ma w końcu budynek, coś materialnego, taki od wydobycia ma w efekcie kopalnię czy jakiś odwiert, a programiści co? Nic. Po roku czy dwóch nasze oprogramowanie sami uznajemy za przestarzałe i mamy już jego nowe wersje. Podobni w tym jesteśmy do projektantów mody ;-) A ich trudno za inżynierów uznać ;-)
A praca w takim Abu Dhabi czy Dubaju mogłaby być cokolwiek ciekawa ;-)
A co do 1 z 4 rzeczy o których ostatnio pisałem, to jak dobrze pójdzie w poniedziałek powinienem mieć już modem 3G z routerem ;-) Era powinna mi przysłać Huawei E5 z nową umową.... tu mam co prawda pewne wątpliwości, bo od 5 czerwca mają być T-Mobile i istnieje ryzyko, ze zaoferują coś lepszego.... z drugiej jednak strony, pewności nie ma ;-)
Dam im szansę wykazania się, jak wtopię z umową [tym razem na 2 lata :-(] na Blueconnecta (12GB miesięcznie, do tego Huawei E5 za 1 PLN wszystko za 69 PLN miesięcznie) to po prostu następnym razem się na nich obrażę ;-)
Podobne postybeta
4 rzeczy ;-)
Bez Facebooku, programik, Galaxy Tab i parking ;-)
Patriotyzm
4 dniowy tydzień pracy - idea piękna... ale obawiam się, że tylko zwiększy rozwarstwienie
Wernyhora mode 2 ;-)
Samsung Galaxy Tab P1010 w takim Euro kosztuje 1178 PLN... Jak za 7 calowy telefon/tablet z Froyo, upgradowalnym do Gingerbread to nie jest chyba znów tak dużo. Trochę mnie to kusi ;-) Choć sam mam zamiar czekać jednak na Asus EEE Pad Transformer lub coś podobnego, choć to coś podobne niekoniecznie musi mieć klawiaturę ;-) i zastanawiam się czy nie pozwolić innym zapłacić podatku od prototypu ;-) W przypadku G1 go płaciłem i mi wystarczy ;-)
Abu Dhabi, Dubaj.... czy oni tam potrzebują może programistów? Podobno praktycznie nie mają własnej wysoko kwalifikowanej kadry, praktycznie wszystkich inżynierów ściągają z Europy, dobrze płacą.... ktoś słyszał by szukali programistów? ;-) A jeśli tak to ile płacą? ;-)
Praca programisty fajna jest, ale jest problem taki, że naszą pracę można swobodnie wykonywać on-line, stąd zresztą w Polsce czy Irlandii centra produkcji oprogramowania dla amerykańskich firm.
Tacy bardziej klasyczni inżynierowie od budowy np. mostów czy wydobycia muszą być blisko miejsca gdzie odbywa się praca. Czasem im zazdroszczę ;-)
Taki budowlaniec ma w końcu budynek, coś materialnego, taki od wydobycia ma w efekcie kopalnię czy jakiś odwiert, a programiści co? Nic. Po roku czy dwóch nasze oprogramowanie sami uznajemy za przestarzałe i mamy już jego nowe wersje. Podobni w tym jesteśmy do projektantów mody ;-) A ich trudno za inżynierów uznać ;-)
A praca w takim Abu Dhabi czy Dubaju mogłaby być cokolwiek ciekawa ;-)
A co do 1 z 4 rzeczy o których ostatnio pisałem, to jak dobrze pójdzie w poniedziałek powinienem mieć już modem 3G z routerem ;-) Era powinna mi przysłać Huawei E5 z nową umową.... tu mam co prawda pewne wątpliwości, bo od 5 czerwca mają być T-Mobile i istnieje ryzyko, ze zaoferują coś lepszego.... z drugiej jednak strony, pewności nie ma ;-)
Dam im szansę wykazania się, jak wtopię z umową [tym razem na 2 lata :-(] na Blueconnecta (12GB miesięcznie, do tego Huawei E5 za 1 PLN wszystko za 69 PLN miesięcznie) to po prostu następnym razem się na nich obrażę ;-)
Podobne postybeta
4 rzeczy ;-)
Bez Facebooku, programik, Galaxy Tab i parking ;-)
Patriotyzm
4 dniowy tydzień pracy - idea piękna... ale obawiam się, że tylko zwiększy rozwarstwienie
Wernyhora mode 2 ;-)
sobota, maja 21, 2011
Złapałem lenia....
Nawet się jakoś nie wyrywał... tylko uparł się zostać....
A wszystko przez sen, a dokładniej nadmiar snu.
Gdy spałem tyle ile bóg, a co najmniej obsesja i nałóg nakazują, czyli 5, góra 6 godzin to było wszystko OK.
W sobotę i niedzielę pisałem sobie pewien projekt androidowo-pracowy, w poniedziałek rzuciłem się w kierunku sterowania przepływem przy pomocy danych, we wtorek zaś zacząłem pisać Notes czy jak to tam nazwać....
Ale w środę padłem koło 23 i z krótkim interludium tak koło 2:50 spałem do 9:13 dnia następnego....
Kto to widział by iść spać w innym dniu niż się człowiek budzi? Przecież to nienaturalne...
Spałem 10 godzin, a to już zdecydowanie nienaturalne... przynajmniej jeśli nie masz 7-8 lat ;-)
No i dopadł mnie leń... albo ja go złapałem?
Niezależnie kto tu kogo dopadł lub złapał, to mam teraz lenia. Dziś po pracy (a pracowałem z domu) po tym jak zwinąłem pracowego laptopa i rozwinąłem swojego nic nie zrobiłem, nawet chwili przy komputerze nie posiedziałem.
Jakieś resztki chęci do napisania czegoś mi się tlą, ale przygniata je konieczność podejścia do maszyny do szycia... tokarki... czy jak tam komputer człowiek nazywa. No po prostu mi się nie che....
Idź sobie leniu! Idź!
Się by jakieś antyleniowe egzorcyzmy przydały ;-)
Podobne postybeta
Leń
Laptop + PDA = UMPC???
120 km/h, czyżby nowe 140 km/h? ;-)
Lecę do Stanów... i co z tego? ;-)
Alfred + Todoist i wysyłanie tasków do projektu, a nie tylko do Inbox'a ;-)
A wszystko przez sen, a dokładniej nadmiar snu.
Gdy spałem tyle ile bóg, a co najmniej obsesja i nałóg nakazują, czyli 5, góra 6 godzin to było wszystko OK.
W sobotę i niedzielę pisałem sobie pewien projekt androidowo-pracowy, w poniedziałek rzuciłem się w kierunku sterowania przepływem przy pomocy danych, we wtorek zaś zacząłem pisać Notes czy jak to tam nazwać....
Ale w środę padłem koło 23 i z krótkim interludium tak koło 2:50 spałem do 9:13 dnia następnego....
Kto to widział by iść spać w innym dniu niż się człowiek budzi? Przecież to nienaturalne...
Spałem 10 godzin, a to już zdecydowanie nienaturalne... przynajmniej jeśli nie masz 7-8 lat ;-)
No i dopadł mnie leń... albo ja go złapałem?
Niezależnie kto tu kogo dopadł lub złapał, to mam teraz lenia. Dziś po pracy (a pracowałem z domu) po tym jak zwinąłem pracowego laptopa i rozwinąłem swojego nic nie zrobiłem, nawet chwili przy komputerze nie posiedziałem.
Jakieś resztki chęci do napisania czegoś mi się tlą, ale przygniata je konieczność podejścia do maszyny do szycia... tokarki... czy jak tam komputer człowiek nazywa. No po prostu mi się nie che....
Idź sobie leniu! Idź!
Się by jakieś antyleniowe egzorcyzmy przydały ;-)
Podobne postybeta
Leń
Laptop + PDA = UMPC???
120 km/h, czyżby nowe 140 km/h? ;-)
Lecę do Stanów... i co z tego? ;-)
Alfred + Todoist i wysyłanie tasków do projektu, a nie tylko do Inbox'a ;-)
środa, maja 18, 2011
4 rzeczy ;-)
4 rzeczy ;-)
Nowy projekcik - Notes, czyli rozszerzenie do Chrome, które pozwoli mi wyeliminować używanie w pracy i w domu notatnika Windows do zapisywania list ToDo, numerów telefonów (np. numeru do bridge'a konferencyjnego i kodu do konferencji), popularnych haseł, list serwerów, nazwy sterowników JDBC dla różnych baz i ogólnie rzeczy, które warto mieć gdzieś zapisane bo się przydają, ale są trudne do zapamiętania lub tego nie warte.
Na razie projekt to jakieś 100 linii HTML+JavaScript i wygląda tak ;-)
Teraz coś ekstra ponad 4 obiecane rzeczy, narzekanie wywołane tym, że gdy chciałem zrobić zrzut ekranu z okienkiem Chrome z otwartym Notesem przez przypadek zamiast CTRL-PrintScreen przycisnąłem CTRL-Power.....
Kretyna który wpadł na pomysł dodawania do klawiatur guzików Power, Sleep i Wake powinno się obwiesić (dokumentnie wieszać nie, bo to rezerwuję dla tego kretyna który później zrobił taką klawiaturę).
Nowe chciejstwo - Huawei E5, albo jego ekwiwalent, czyli modem 3G będący od razu HotSpotem. Wg. teorii przy pewnym wysiłku i ryzyku mógłbym zrobić w swoim G1, które teraz pracuje jako mój telefon developerski [ ;-) ], upgrade systemu do 2.2 i mógłbym to mieć bez wydatków. Ale szkoda by mi było zabić G1.
Smuteczek - nikt, dosłownie nikt nie pochwalił, nie skomentował, ani chociaż nie zalubił mojego wczorajszego wpisu o niecnym wykorzystaniu synchronizacji do sterowania przepływem przy pomocy danych. No serca nie macie. Całe szczęście kilka osób chociaż źródła obejrzało ;-)
Lekkie zniesmaczenie - Superfreakonomia. Czytałem ją po angielsku jak się pojawiła i już wtedy miałem lekkie wątpliwości, ale składałem je na karb różnic językowych. Od paru dni czytam jej polskie tłumaczenie (już jakiś czas dostępne ;-)) i niestety absmak pozostaje. W Freakonomi (albo przez 2 i?) autorzy porzucili wygodny świat ekonomii i socjologii i poszli w kierunku pokazywania wyników badań terenowych i wyciągania z nich danych, ale żeby nie napisać drugi raz tej samej książki w Superfreakonomi poszli dalej i teraz ich głównym zajęciem jest czepianie się tego co kiedyś lub teraz kwestionuje klasyczne spojrzenie. Niby nic w tym złego, ale to jest działanie takie: najpierw przedstawiamy, że badania ekonomi behawioralnej obaliły mit "człowieka ekonomicznego", który jest zawsze racjonalny, co robią więc teraz autorzy Superfreakonomi? Dowalają się do niektórych wniosków z obalenia tego mitu i sugerują, że to obalenie to bzdura, znaczy co? Właśnie wniosku nie ma, jest tylko taka radość, że udało się pierdnąć w salonie ;-) Do tego dochodzi to, że jakby przypadkiem zapominają dodać, że np. obserwator z eksperymentów laboratoryjnych istnieje i nazywa się społeczeństwo, i że wszystkie przedstawione przykłady "na nie" opisywały jednorazowe transakcje między ludźmi, którzy nigdy się już nie spotkają. A takich transakcji prawie nigdy nie dokonujemy (OK, zwykle największe transakcje właśnie tak dokonujemy ;-) Bo jak ktoś kupuje np. mieszkanie to jest to zapewne najwyższa transakcja jaką w życiu przeprowadza, a człowieka od którego kupuje mieszkanie widział może wcześniej łącznie przez godzinę lub dwie ;-)).
To przypomina trochę "fizyka", który znajduje drobny błąd w istniejącej teorii, i całą swoją karierę próbuje budować na tym 1 błędzie, ale nie próbuje wytłumaczyć tego błędu, nie próbuje stworzyć lepszej teorii, po prostu szczerzy zęby z radości, że udało mu się udowodnić, że np. Eistnien się mylił.
Podobne postybeta
Nieistniejący rynek
Wszyscy jesteśmy małpami
Takie tam przemyślenia i refleksje ;-)
Hexenkochbuch dla kleistów ;-)
Studia - płacić, nie płacić, oto jest pytanie
Nowy projekcik - Notes, czyli rozszerzenie do Chrome, które pozwoli mi wyeliminować używanie w pracy i w domu notatnika Windows do zapisywania list ToDo, numerów telefonów (np. numeru do bridge'a konferencyjnego i kodu do konferencji), popularnych haseł, list serwerów, nazwy sterowników JDBC dla różnych baz i ogólnie rzeczy, które warto mieć gdzieś zapisane bo się przydają, ale są trudne do zapamiętania lub tego nie warte.
Na razie projekt to jakieś 100 linii HTML+JavaScript i wygląda tak ;-)
Teraz coś ekstra ponad 4 obiecane rzeczy, narzekanie wywołane tym, że gdy chciałem zrobić zrzut ekranu z okienkiem Chrome z otwartym Notesem przez przypadek zamiast CTRL-PrintScreen przycisnąłem CTRL-Power.....
Kretyna który wpadł na pomysł dodawania do klawiatur guzików Power, Sleep i Wake powinno się obwiesić (dokumentnie wieszać nie, bo to rezerwuję dla tego kretyna który później zrobił taką klawiaturę).
Nowe chciejstwo - Huawei E5, albo jego ekwiwalent, czyli modem 3G będący od razu HotSpotem. Wg. teorii przy pewnym wysiłku i ryzyku mógłbym zrobić w swoim G1, które teraz pracuje jako mój telefon developerski [ ;-) ], upgrade systemu do 2.2 i mógłbym to mieć bez wydatków. Ale szkoda by mi było zabić G1.
Smuteczek - nikt, dosłownie nikt nie pochwalił, nie skomentował, ani chociaż nie zalubił mojego wczorajszego wpisu o niecnym wykorzystaniu synchronizacji do sterowania przepływem przy pomocy danych. No serca nie macie. Całe szczęście kilka osób chociaż źródła obejrzało ;-)
Lekkie zniesmaczenie - Superfreakonomia. Czytałem ją po angielsku jak się pojawiła i już wtedy miałem lekkie wątpliwości, ale składałem je na karb różnic językowych. Od paru dni czytam jej polskie tłumaczenie (już jakiś czas dostępne ;-)) i niestety absmak pozostaje. W Freakonomi (albo przez 2 i?) autorzy porzucili wygodny świat ekonomii i socjologii i poszli w kierunku pokazywania wyników badań terenowych i wyciągania z nich danych, ale żeby nie napisać drugi raz tej samej książki w Superfreakonomi poszli dalej i teraz ich głównym zajęciem jest czepianie się tego co kiedyś lub teraz kwestionuje klasyczne spojrzenie. Niby nic w tym złego, ale to jest działanie takie: najpierw przedstawiamy, że badania ekonomi behawioralnej obaliły mit "człowieka ekonomicznego", który jest zawsze racjonalny, co robią więc teraz autorzy Superfreakonomi? Dowalają się do niektórych wniosków z obalenia tego mitu i sugerują, że to obalenie to bzdura, znaczy co? Właśnie wniosku nie ma, jest tylko taka radość, że udało się pierdnąć w salonie ;-) Do tego dochodzi to, że jakby przypadkiem zapominają dodać, że np. obserwator z eksperymentów laboratoryjnych istnieje i nazywa się społeczeństwo, i że wszystkie przedstawione przykłady "na nie" opisywały jednorazowe transakcje między ludźmi, którzy nigdy się już nie spotkają. A takich transakcji prawie nigdy nie dokonujemy (OK, zwykle największe transakcje właśnie tak dokonujemy ;-) Bo jak ktoś kupuje np. mieszkanie to jest to zapewne najwyższa transakcja jaką w życiu przeprowadza, a człowieka od którego kupuje mieszkanie widział może wcześniej łącznie przez godzinę lub dwie ;-)).
To przypomina trochę "fizyka", który znajduje drobny błąd w istniejącej teorii, i całą swoją karierę próbuje budować na tym 1 błędzie, ale nie próbuje wytłumaczyć tego błędu, nie próbuje stworzyć lepszej teorii, po prostu szczerzy zęby z radości, że udało mu się udowodnić, że np. Eistnien się mylił.
Podobne postybeta
Nieistniejący rynek
Wszyscy jesteśmy małpami
Takie tam przemyślenia i refleksje ;-)
Hexenkochbuch dla kleistów ;-)
Studia - płacić, nie płacić, oto jest pytanie
wtorek, maja 17, 2011
Przepływ sterowany danymi - A takie Java'owe coś ;-)
Na GeeCONie było dużo o Groovy i jeden z prowadzących pokazał pewien trick w Groovy (to chyba on był ;-)).
Napisał programik w stylu:
Który to programik zapytał o masę ciała i policzył energię z wzoru E=mc2, oraz minimalny wzrost. Niby nic, ale zrobił to w taki sposób, że zmartwieniem programisty było jedynie zebranie danych i dostarczenie wzorów, a już wszystko samo się policzyło ;-)
Zrobiło to na mnie wrażenie i nawet myślałem, że to jest ficzer Groovy, okazało się później, że to tylko specjalna biblioteka... to sobie napisałem coś takiego w Java'ie ;p
Trochę jest rozwleklejsze bo w Java'ie nie mamy jeszcze (do Java'y 8... która powinna pojawić się w przyszłym roku....) funkcji lambda, trzeba więc każdego taska napisać jako oddzielną implementację interfejsu Runnable:
Funkcja
Tajemnicze zmienne
Dodatkowo mamy tutaj definicję wartości prędkości światła ;-)
Teraz najważniejsze, czyli tajemnicza klasa
To w niej odbywa się najzabawniejsze ;-) Czyli blokowanie wykonania kodu związanego z pobraniem wartości do momentu gdy ta wartość będzie dostępna ;-)
Mamy np. w miejscu obliczania energii coś takiego:
gdzie do obliczenia wartości energii potrzebujemy masy, ale masa będzie dostępna dopiero w momencie gdy użytkownik ją wprowadzi... Po to więc w
Dopiero gdy wartość zostanie ustawiona przy pomocy
Szczerze nie widzę zastosowania dla takiego czegoś, ale możliwe, że czasem może się przydać ;-) Jedynym problemem jest to, że przy odpowiednich zależnościach można dość łatwo doprowadzić do deadlocka ;-)
Źródło całego programu (liczące jakieś 67 linii ;-)) jest tutaj.
Podobne postybeta
Inercja i koło wielokrotnego wynajdywania, czyli radosne macki piekieł w kodzie [alem pojechał w tytule ;-)]
Potfór ;-) czyli generator z yield w Java'ie
Modale dobre - confirm dla Androida :-)
Niecne wykorzystanie refleksji... czyli jak poszukać tekstu w drzewie obiektów? ;-)
wait() i notify()/notifyAll() - najbardziej nierozumiane metody klasy Object ;-)
Napisał programik w stylu:
group.task(
e = m*c^2
println("Your energy is "+e+" J")
}
group.task(
print("Your mass in kg:")
m=getInt()
}
group.task(
h=sqrt(mass/25)
print("You should have at least "+h+" m tall")
}Zrobiło to na mnie wrażenie i nawet myślałem, że to jest ficzer Groovy, okazało się później, że to tylko specjalna biblioteka... to sobie napisałem coś takiego w Java'ie ;p
Trochę jest rozwleklejsze bo w Java'ie nie mamy jeszcze (do Java'y 8... która powinna pojawić się w przyszłym roku....) funkcji lambda, trzeba więc każdego taska napisać jako oddzielną implementację interfejsu Runnable:
start(new Runnable() {
public void run() {
e.setValue(m.getValue()*C*C);
System.out.println("Your energy is "+e.getValue()+" J");
}
});
start(new Runnable() {
public void run() {
h.setValue(Math.sqrt(m.getValue()/25.0));
System.out.println("You should be at least "+h.getValue()+" m tall.");
}
});
start(new Runnable() {
public void run() {
BufferedReader br = new BufferedReader(new InputStreamReader(System.in));
System.out.print("Your mass in kg:");
try {
m.setValue(Double.valueOf(br.readLine()));
} catch (IOException e) {
e.printStackTrace();
}
}
});
Funkcja
start(Runnable) tworzy po prostu wątek i go odpala.Tajemnicze zmienne
e, m i h są tak zadeklarowane:final Promise<Double> m = new Promise<Double>();
final Promise<Double> e = new Promise<Double>();
final Promise<Double> h = new Promise<Double>();
final double C = 299792458; Teraz najważniejsze, czyli tajemnicza klasa
Promise<T>:public static class Promise<T> {
private T value;
private Object lock = new Object();
private boolean hasValue = false;
public T getValue() {
while (!hasValue) {
synchronized (lock) {
try {
lock.wait();
} catch (InterruptedException e) {
e.printStackTrace();
};
}
}
return value;
}
public void setValue(T val) {
value = val;
hasValue = true;
synchronized (lock) {
lock.notifyAll();
}
}
}To w niej odbywa się najzabawniejsze ;-) Czyli blokowanie wykonania kodu związanego z pobraniem wartości do momentu gdy ta wartość będzie dostępna ;-)
Mamy np. w miejscu obliczania energii coś takiego:
e.setValue(m.getValue()*C*C);gdzie do obliczenia wartości energii potrzebujemy masy, ale masa będzie dostępna dopiero w momencie gdy użytkownik ją wprowadzi... Po to więc w
getValue() w pętli while testujemy czy dana "obietnica" ma już wartość, jeżeli jej nie ma to każemy kodowi czekać na blokadzie.Dopiero gdy wartość zostanie ustawiona przy pomocy
setValue(T) na blokadzie wołane jest notifyAll(), które budzi wszystkie wątki czekające na daną blokadę (w dowolnej i nieokreślonej kolejności, ale to urok niedeterministycznych wątków ;-)).Szczerze nie widzę zastosowania dla takiego czegoś, ale możliwe, że czasem może się przydać ;-) Jedynym problemem jest to, że przy odpowiednich zależnościach można dość łatwo doprowadzić do deadlocka ;-)
Źródło całego programu (liczące jakieś 67 linii ;-)) jest tutaj.
Podobne postybeta
Inercja i koło wielokrotnego wynajdywania, czyli radosne macki piekieł w kodzie [alem pojechał w tytule ;-)]
Potfór ;-) czyli generator z yield w Java'ie
Modale dobre - confirm dla Androida :-)
Niecne wykorzystanie refleksji... czyli jak poszukać tekstu w drzewie obiektów? ;-)
wait() i notify()/notifyAll() - najbardziej nierozumiane metody klasy Object ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






