poniedziałek, lipca 29, 2019

5G do mnie nie trafia

Głośno się robi co jakiś czas w koło 5G.
Tego, że Huawei jest tu potęga, że zachodnie firmy przegapiły 5G.
Ale ja się zastanawiam co właściwie 5G wnosi.
Od strony technicznej są tam genialne rzeczy, jak formowanie wiązek w komórce tak by transmisja do urządzenia odbiorczego była nie dookolna, czy nawet kierunkowa, ale w wiązce, co powinno pozwolić na ogólnie mniejszą moc i wyższe prędkości, ma być większe spektrum czyli powinno się dać przyspieszyć transmisje jednocześnie zwiększając ilość urządzeń które jednocześnie mogą transmitować.
To wszystko fajne, ale nie jestem przekonany czy to jest nam właściwie potrzebne.
Urządzenia IoT mogłyby dzięki 5G operować na wyższych transferach, ale po co? Większość tych urządzeń, jeśli nie wszystkie ma raczej tryb pracy fire and forget, a nie taki gdzie jest konieczny ciągły przekaz tego co się dzieje w urządzeniu.
Jakieś elektroniczne niańki zyskają, bo będą mogły przesyłać wyższe rozdzielczości do jakiegoś urządzanie rejestrującego...
Ale nadal trzeba to będzie wypchnąć na zewnątrz albo gdzieś przechować, a 5G tu problemu nie rozwiązuje.
Mam teraz w domu downlink na poziomie 512 Mbps i tak zwykle nie leci więcej niż 100 Mbps bo serwery po drugiej stronie nie mają takiej przepustowości.
Fajnie będzie mieć transfer w 5G na poziomie 20Gbps, ale po co?
W moim odczuciu obecne transfery jakie mamy są blisko tego czego potrzebujemy.
Doszły do tego samego poziomu co komputery. Zwiększenie 2x czy nawet 20x nie zmienia znacząco warunków używania.
Czekanie na stronę 10ms zamiast 100ms jest niezauważalne.
Stąd, na dziś wydaje mi się, że 5G to takie szpanowanie, a nie realna potrzeba.
Większych zmian w świecie spodziewałbym się po tym co może się stać gdy ruszy StarLink od SpaceX.
Internet na całej powierzchni Ziemi to będzie coś... 5G na razie do mnie nie trafia.

posted from Bloggeroid




Podobne postybeta
Pixel i iPhone mają chyba inne "filozofie" pracy z radiem ;-)
Przechodzę na iPhone'a...
Telefon lepszym aparatem niż prawdziwy aparat ;-)
Biurko
Social networks, mapy i papierowy organizer

niedziela, lipca 28, 2019

Alert RCB - minimalizacja false negative prowadzi do zwiększenia false positive ;-)

Drugi raz w ciągu 24 godzin dostałem SMSa z Alertem RCB.
Wczorajszy się nie sprawdził, patrząc na pogodę od Google jest znaczna szansa, że dzisiejszy się też nie sprawdzi.

Mamy tu klasyczny konflikt między użytecznością, a przysłowiowym kryciem swojego tyłka.
Albo jak kto woli, problem wysokiego stopnia false postive ;-)

Mamy tak:

Niebezpieczne anomalie
pogodowe
Normalna pogoda
Alert RCBtrue positive
Ludzie zostali poinformowani, mieli czas na przygotowanie się, jak ktoś się dał złapać to jego problem
false positive
Odbiorcy wkurzeni
Ludzie zaczynają ignorować
alerty RCB
Brak alertu RCBfalse negative
Wszyscy wśiekli
Pojawiają się pomysły by
kogoś postawić przed sądem
za "niedopełnienie obowiązków"
true negative
Wszyscy mają w nosie

I jak patrzeć racjonalnie to jeśli wiemy, że może przyjść nawałnica czy burza i mogą coś drogiego uszkodzić, albo komuś krzywdę zrobić to trzeba ludzi o tym poinformować.

Pytanie co znaczy "wiemy". To nie jest binarna sprawa, bo zamiast wiedzieć "na 100% będzie" albo "na 100% nie będzie" wiemy tylko, że z prawdopodobieństwem X wystąpią opady o wielkości Y.
Nawet nie tak, wiemy tylko, że model przewiduje opady od wartości A do wartości B, większość symulacji wskazuje na wartość C, ale kilka wskazuje na wartość D, która jest wyższa niż jakiś arbitralnie ustawiony threshold to krzyczymy, że coś się może stać.

Coś jakby zbudować klasyfikator mówiący czy grozi nam w ciągu następnych 24 godzin uderzenie asteroidy, który może zabić ludzi i zawsze odpowiadać tak.
W końcu duża asteroida spada na Ziemię średnio raz na 20 milionów lat, a mała raz na pół miliona lat, czyli patrząc na dane historyczne duża każdego dnia ma szansę spaść jak 1 do trochę ponad 7 miliardów, a mniejsza jak 1 do jakichś 180 milionów.
Jeśli duża może zabić całą ludzkość, to mamy średnio szansę śmiercie tak jakoś 1 osoby, jeśli mała może zniszczyć miasto z okolicami gdzie mieszka powiedzmy 30 mln ludzi, to mamy średnio 6 osób. Czyli nasz klasyfikator ostrzega przed śmiercią jakichś 7 osób.
Dzień w dzień.

W przypadku alertów RCB jest tak, że jak np. jest sobie kolonia, czy obóz harcerski i przyjdzie nawałnica i coś się komuś stanie, a alertu nie było to prokurator zacznie ścigać meteorologów z RCB czy okolic, szczególnie jeśli się okaże, że jakaś symulacja mówiła, że coś się może zdarzyć.
Jak alert pójdzie, to w razie coś się uczestnikom kolonii/obozu stanie to problem opiekunów, nie RCB.

Jak alert pójdzie, a nic się nie stanie, to tylko się ludzie trochę wkurzą.

Czyli z punktu widzenia "gracza" jakim jest RCB, by uniknąć problemów prawnych należy ostrzegać o wszystkim co może źle się skończyć. Nieważne jakie jest tego prawdopodobieństwo.

To minimalizuje false negative, czyli minimalizuje szansę na zarzuty prokuratorskie za "niedopełnienie obowiązków".

Maksymalizuje też false positive (nie wprost, ale zwykle jak się dąży do zminimalizowania false negative, to zwiększa się liczbę false positive), a co za tym idzie zmniejsza się zaufanie do klasyfikatora.

Czyli chociaż pracownicy RCB są kryci i nie grożą im zarzuty prokuratorskie, to sam alert RCB staje się coraz mniej wiarygodny i coraz więcej ludzi go ignoruje.
A to siłą rzeczy prowadzi do tego, że ktoś może zginąć, bo zignoruje alert RCB.


Podobne postybeta
Pomodoro z positive reinforcement? ;-)
Kiedy trigger words będą w mailach obowiązkowe? ;-)
Ofiara algorytmu
Paranoja i Strach
Rube Goldberg machine do panowania nad spotkaniami... częściowego chociaż ;-)

sobota, lipca 27, 2019

Kiedy Twój kod to legacy kod?

Jest stosunkowo prosty test na to czy Twój kod jest legacy.

Sprawdź jak szybko jesteś w stanie:
a) przetestować zmianę,
b) zrobić prototyp, w którym Twój kod służy jako komponent,
c) zrobić prototyp, w którym Twój kod wyrzuca odpowiedź w innym formacie,
d) zrobić prototyp, w którym Twój kod dostaje dane w innym formacie,
e) zrobić prototyp, w którym jeden (dowolny) aspekt Twojej logiki "biznesowej" ulega zmianie tak, że chcesz móc inicjalizować Twój kod tak by ten kawałek był tam dostarczany z zewnątrz,
f) zrobić prototyp, w którym jeden (dowolny) aspekt Twojej logiki "biznesowej" ulega zmianie tak, że możesz wyrzucić go na zewnątrz i podpiąć po sieci.

Im wcześniej na tej liście okazuje się, że tego się nie da zrobić bez głębokiego refaktoringu i zajmie to więcej niż powiedzmy 1/10 czasu zużytego na napisanie kodu to masz legacy code.

Dodatkowe sygnały to klasy ze słowami Old, Legacy i podobnymi w nazwie, które opisują "stary" sposób robienia czegoś.

Podobne postybeta
Za co nie lubię machine learningu.... i jak się przed nim bronić ;-)
AppInventor - tego się da używać :-)
Jak zamachuję się na wolność wiary....
Vibecoding to jak praca z obcym ;-)
Delete Driven Development ;-)

Coś chyba robimy nie tak w programowaniu ;-)

SpaceX właśnie wykonał pierwszy 20 metrowy skok swoim skoczkiem dla Starshipa.
Elon odgraża się, że w ciągu tygodnia, czy dwóch zrobią 200 metrów.

To nie jest takie proste, trzeba policzyć wszystko, zrobić symulacje, przebudować sprzęt, wcześniej go jeszcze przeprojektować, do tego pewnie coś zmienić w sofcie i sprzęcie na podstawie tego 20 metrowego skoku.
I zrobią to w tydzień, albo dwa.

A w IT, połączenie 2 prostych narzędzi może wziąć więcej czasu, bo każdy test może trwać godzinę, albo i dwie....

Mój rekord jakiś czas temu to było jakieś góra 20 minut pracy dziennie, resztę czasu czekałem na kompilację....

Coś chyba robimy nie tak ;-)


Podobne postybeta
Kiedy polecimy na Marsa?
Dobrze wykorzystany programista
Żonglowanie to kolejna sztuczka w zasobniku programisty ;-)
Dart, opcja --optimze naprawdę pomaga ;-)
Rząd wykonał swój plan aż w 17% ;-)

czwartek, lipca 25, 2019

Fotografowanie

Dużo fotografuję, szczególnie na imprezach w stylu koncertów czy fajerwerkach.
Tylko nie wiem po co ;-)

Wczoraj w okolicach koncertu Rammsteina zrobiłem jakieś 500-600 zdjęć, które zajęły 1.7GB.
Żadnego nigdy jakoś szczególnie nie obejrzę ;-)


Chociaż mam Pixela 3 XL z najlepszym aparatem w telefonie to ciemne zdjęcia nie oddają tego co widziałem będąc na koncercie.
A robiąc zdjęcia ryzykuje się, że coś się z tego co się dzieje na scenie nam ucieknie.

Chociaż tutaj już kilka lat temu nauczyłem się, żeby robiąc zdjęcie NIE PATRZEĆ na ekran, jeśli robię zdjęcia w trakcie jakiejś imprezy.
Bo wtedy widzę nie imprezę, a to co widać na ekranie telefonu i pomiędzy mną, a tym co odbiera wchodzi dodatkowa przerwa.

Jeden plus ze zdjęć, jest jakieś które pamiętam, wpisuję jego opis w Google Photos i dostaję zdjęcie ;-)

Podobne postybeta
Rammstein :-)
No to posprzątane, pójdę siedzieć, za obrazę uczuć religijnych....
Rammstein :-)
Matrix to niezawodny sposób na sen ;-)
Gdzie są naklejki????

Rammstein :-)

Byłem wczoraj w Chorzowie na koncercie Rammstein :-)

Prawie ogłuchłem, ale słuchawki nawet takie "na wtyk" w uszach powodują, że jednak trochę mniej się dostaje niż te 80-90 dB ;-) [mam nadzieję ;-)]

Ludzie na Stadionie Śląskim od jakichś 10 lat (pewnie byli młodsi też) do ponad 60 ;-)

W samym Chorzowie było widać wielu, którzy szli na koncert. To dla mnie trochę dziwne, bo w Krakowie tego zwykle nie widać ;-)

A ja czas przed koncertem wykorzystałem do tego by pochodzić po Chorzowie (~14 km przeszedłem ;-)) i zobaczyć "stare śmieci", czyli miejsce gdzie mieszkałem, gdzie chodziłem do szkoły i inne podobne :-)

Trudno mi powiedzieć czy ten koncert był lepszy czy gorszy od koncertu Rammstein na którym byłem 3 lata temu.
Był inny, inną miał oprawę, nawet inną dynamikę.

Rammstein postanowił też wkurzyć skrajną prawicę ;-) i gdy "płynęli" na pontonach bisować to wymachiwali nie tylko Polską flagą, ale i tęczowymi ;-)

Podobne postybeta
W 2023 będę na Rammstein 2.... wróć 3 razy ;-)
Ostatni Rammstein... przynajmniej w 2024 ;-)
Wszystko tkwi w głowie
Bug w debugu ;-)
Eventy na żywo nie zawsze są bardziej wow niż w TV ;-)

środa, lipca 24, 2019

Ksiązki - nieksiążki ;-)

OK, czas przyznać, chociaż mogłem już to robić tutaj kilkukrotnie. Lubię książki.
Ale tak naprawdę.

Całkiem naturalne jest u mnie by mieć książkę po angielsku w wersji elektronicznej na Kindle'a, później papier po angielsku i w końcu papier po polsku (bo w takiej kolejności wychodzą) ;-)

Kocham czytać i mieć książki. Nic nie wygląda tak fajnie jak biblioteczka pełna książek.

Jednak, mimo całej tej miłości do papierowych książek coraz rzadziej czytam papier.
Książka z Kindle czy ekranu telefonu w tramwaju jest po prostu łatwiejsza. Nie muszę jej wyjmować, po prostu wyjmuję telefon i czytam.

Od momentu gdy mam wodoodpornego Kindle nawet czytanie w wannie (jak się zdarza) oznacza książkę elektroniczną.

Chociaż są wyjątki, książki jak Cracking the Coding Interview, Introduction to Algorithms i podobne wolę w wersji papierowej, jakoś łatwiej się je wtedy czyta i używa.

Podobne postybeta
Luźne spostrzeżenia ;-)
Book vs eBook
Jak poprawić użyteczność tabletu ;-)
Książeczki :-)
Rant śmietnikowy ;-)

wtorek, lipca 23, 2019

Plastikowa supermoc

Dotarło do mnie kiedyś, że posiadanie karty kredytowej to taka trochę supermoc.
Tak trochę zdejmuje z człowieka część trosk.
Gdy mieszkając przez pół roku w Stanach odwiedzałem Waszyngton to wylądowałem na lotnisku w Boltimore.
Szukałem jak szalony jakiegoś transportu, ale autobus nie przyjechał tam gdzie miał być, ja mimo kilku prób biletu na pociąg nie umiałem kupić w automacie...
W końcu gdy miotałem się po lotnisku już jakieś 30-60 minut stwierdziłem, że w końcu mam supermoc.... Kartę podpiętą pod Ubera.
Byłem zmęczony, chciałem już do hotelu i okazało się, że supermoc działa. Jazda do Aleksandrii kosztowała mnie 70 czy 80 USD, 2-3 razy więcej niż zamierzałem wydać, ale zamiast miotać się dalej mogłem skorzystać z supermocy. Przy okazji poznałem fajnego kierowcę Ubera.
Ale to było użycie tej supermocy, innym razem to działa po prostu jako taka lina asekuracyjna. Nie muszę z supermocy korzystać, ale świadomość że w razie czego istnieje jest naprawdę pomocna i taka nawet wyzwalająca.

Chociaż ta moc nie działa dla wszystkich, nie chodzi nawet o to, że trzeba mieć pieniądze czy kartę, bardziej o to jaki się ma do tego stosunek.
Mnie szkoda wydawać na fancy jedzenie, czy modne ciuchy dla metki, nie wydaje na samochód i imprezy. Ważne jest za to dla mnie by było wygodnie. Tu karta kredytowa robi za supermoc, bo wiem że w razie czego, prawie zawsze jest opcja awaryjna. Może droga, ale w razie jej będę potrzebował mogę z niej skorzystać. I już sam fakt tej świadomości sprawia, że część stresów mi znika.
Coś na tej zasadzie, w najgorszym przypadku wydam może i pół pensji żeby rozwiązać ten problem jeśli się pokaże, ale jego rozwiązanie jest dzięki temu w moim zasięgu. A jak jest to może wcale nie trzeba używać supermocy ;-)

posted from Bloggeroid




Podobne postybeta
Gotówka jest już niepotrzebna (prawie)
Dwa małe błędy - czyli czemu świat nie jest do końca taki jak powinien być ;-)
Raport z emigracji ;-)
Człowiek to dziwne zwierze....
Raport z emigracji

niedziela, lipca 21, 2019

Dziś programista ma być teoretycznym algorytmistą, a praktycznym kleistą ;-)

Taki paradoks na dziś.
Od programisty w dzisiejszych czasach wymaga się by jednocześnie znał lub znała algorytmy i struktury danych, a z drugiej by ich nie używał czy nie używała i zamiast tego by odwoływali się do czegoś co już zostało napisane ;-)
Z jednej strony w trakcie rekrutacji można zostać poproszonym na jednym interview by napisać kod dla cache LRU, a na innym w tym samym dniu można musieć odwołać się do użycia memchached który wspiera LRU ;-) (chociaż teraz bardziej Redisa który wspiera jeszcze inne algo).
Wymagamy wiedzy ja działa garbage collector, pytamy o major i minor collections, ale oczekujemy projektowania mikroserwisów które będą używały GC zero...
Z jednej strony nam brakuje programistów i programistek, z drugiej podnosimy poziom interview tak, że cała masa jak już znajdzie pracę to w ogóle nawet nie myśli o zmianie...
Przez co mamy grupę która tak naprawdę ciągle jest w rekrutacji i chodzi na rozmowy nawet dla sportu....
Dziwne to ;-)

posted from Bloggeroid




Podobne postybeta
Samochód jako zmniejszacz temperatury.... GC i jak to możliwe, że Young Generation może być zbyt duże, strzeż się finalize() i muzyczka :-) Czyli potok świadomości....
Odrobina miłości i serwery działają ;-)
Ehh... I po co nam te wszystkie algorytmy i struktury danych? ;-)
Testowanie upolskawiacza
Azule i Android - przyszłość Java'y?

sobota, lipca 20, 2019

Growing mindset vs fixed mindset, a wrodzone granice

Gdy czytam różne książki, to często przywoływane są badania Carolin Dweck i terminy growing i fixed mindset.
Jak ktoś nie zna terminów, to w skrócie fixed mindset to przekonanie, że właściwie rodzimy się z jakimś potencjałem i go nigdy nie przeskoczymy, nawet gdybyśmy ciężko pracowali nad tym, growing mindset mówi, że to nieprawda, że jeśli będziemy ciężko pracować to zawsze "urośniemy".
Do tego Dweck twierdziła (teraz już nie twierdzi tak bardzo), że jak się mówi dzieciom, że są smart czy sprytne/inteligentne to robi się im krzywdę bo ustawia im się fixed mindset, ale jak się je chwali za pracę to daje się im podstawy do growing mindset.

I ogólnie podoba mi się idea growing mindset.

Ale jak żyję już trochę na tej planecie, to przekonuję się, że są ludzie którzy są tak błyskotliwi i tak szybko łapią, że przez samo przebywanie przy nich człowiek czuje się lepszy i są ludzie tak tępi, że po kontakcie z nimi odechciewa się wszystkiego i z nadzieją patrzy się w niebo czy jakaś asteroida tu nie leci.
I to mi się kłóci z tym growing vs fixed mindset.

Wiem, że jestem inteligentny, wiem, że mam dobrą pamięć, ale mimo mówienia po angielsku od ponad 20 lat czy więcej nadal mam akcent i tego nie przeskoczę.
Nauczyłem się w miarę szybko żonglować, ale nawet jak włożę w to 10 tysięcy godzin to nie dojdę do poziomu ludzi z Cirque do Soleil.
Studiowałem fizykę, ale chromodynamika mnie przerosła.
Z drugiej strony wiem, że bez zbytniego problemu umiem zrozumieć złożone systemy w których umiem zejść do poziomu wzajemnej interakcji na najniższym poziomie.

Przypuszczam, że po kilkuset godzinach treningu w żonglowaniu czy chromodynamice mógłbym dojść do poziomu, z którym niektórzy ludzie się rodzą.

Złamię prawie każde zadanie algorytmiczne, tylko że mnie to może zająć parę godzin, albo i tydzień, a są ludzie, którzy zobaczą rozwiązanie w ciągu kilkudziesięciu sekund.

Ja potrafię patrząc na schemat elektryczny "widzieć" jak płynie w nim prąd i ja się gromadzi ładunek, są tacy, którzy patrzą na kod i widzą jak działa. Ja muszę dla tej drugiej rzeczy mocno się pilnować.

Gdy patrzę na kandydatów, z którymi prowadzę rozmowy, są tacy którzy momentalnie wszystko łapią i są tacy, którzy nie są w stanie zrozumieć najprostszych spraw.

OK, z tymi kandydatami wiem, że ważny jest stres, w końcu jak człowiek w danym momencie potrafi trzymać w głowie tylko 4 rzeczy, to jak jest przestraszony i w jednej jednostce pamięci trzyma "nie płakać", a w drugiej "nie uciekać" to zostają takiemu komuś tylko 2 "rejestry" na których może operować.

Pewnie to wyżej wszystko znaczy, że ja mam fixed mindset ;-)

W mojej ocenia to jest tak, że rodzimy się, czy bardziej jak rośniemy to rośniemy do jakiegoś potencjału i przy growing mindset'cie możemy bliżej dotrzeć do granic tego potencjału, jak mamy szczęście i mamy mistrza to może taka osoba pomóc nam nawet wejść wyżej przez nauczenie nas sztuczek i pokazując inne sposoby patrzenia na problem, ale nadal jest gdzieś jakaś granica do której można dojść stosując metodę "nie spieprz tego"*, dalej nawet bardzo ciężka praca daje tylko mały przyrost.


* - czyli nie zmarnuj swojego potencjału

Podobne postybeta
12 lat ;-)
Zła lojalność ;-)
Błysnęło, huknęło i zepsuło telewizje :-(
Zaczynam się przekonywać do agentów AI....
A jakby Boba nauczyć czytać maile?