Właśnie wrzuciłem kolejny projekcik na GitHub'a ;-)
Jest to LocaleSSID, czyli wtyczka do Locale, która pozwala na stworzenie warunku polegającego na tym, że jakieś sieci WiFi są widoczne, a jakieś nie ;-)
Zanim zacząłem używać tagów NFC do włączania/wyłączania hotspotu w telefonie to miałem tak skonfigurowane Locale, że gdy byłem w odpowiednim miejscu (czyli w domu albo w miejscu spania) i gdy nie były widoczne pewne sieci WiFi to włączał mi się hotspot. Do tego jeszcze telefon musiał być na ładowaniu.
Idea była taka, że jak jestem w domu i znika moja sieć WiFi to powinna pojawić się sieć z hotspota w telefonie tak bym mógł nadal działać ;-)
Problem był taki, że wtedy nie było żadnej wtyczki do Locale, która potrafiłaby stworzyć warunek na nieistnienie sieci :-)
To sobie taką stworzyłem ;-)
Jest prosta jak konstrukcja cepa, ale może ktoś potrzebuje np. przykładu prostej wtyczki do Locale :-)
Podobne postybeta
HTML5 goodies - localStorage
Ktoś ma pomysły na użycie tagów NFC?
Mój pomysł na sprzedaż tabletów ;-)
Chrome2Chrome 0.7.2 - OAuth w akcji ;-)
Kuchenka mikrofalowa
wtorek, czerwca 18, 2013
poniedziałek, czerwca 17, 2013
Co to jest to ciasteczko, czyli czemu web cookies nie są złe ;-)
Od jakiegoś czasu prawie każda strona straszy nas ciasteczkami.
Że używa i że to pomaga, ale często też wskazuje na politykę prywatności.
O co chodzi?
O śledzenie....
Mniej więcej.
Zacznijmy od tego czym jest ciasteczko.
Ciasteczko to króciutki tekst, który przeglądarka wysyła przy każdym zapytaniu do serwera, którego domena pasuje do tego ciasteczka.
Same ciasteczka rodzą się w dwojaki sposób, albo serwer je generuje i dołącza do odpowiedzi, którą wysyła do przeglądarki (czy dowolnego innego klienta HTTP), albo kod JavaScript na stronie je tworzy.
Niezależnie jak powstają, od momentu gdy zostaną stworzone i póki będą ważne (mają datę ważności) będą wysyłane przy każdym żądaniu do serwera, który je stworzył.
Jak wygląda takie ciasteczko?
Np. tak [poniżej powinny być widziane ciasteczka połączone z tą stroną]:
Do czego ciasteczko służy?
Do wielu rzeczy, poczynając od utrzymania sesji (HTTP to protokół bezsesyjny, serwer po obsłużeniu żądania gubi kontakt z klientem i nie wie kto zacz, gdy klient atakuje go po chwili, ciasteczka pozwalają by serwer w oparciu o ciasteczko wiedział kto go o co prosi, by wiedział np. że jesteśmy zalogowani), przez zapisywanie ustawień strony po "śledzenie".
A jak działa to "śledzenie"?
Autor strony umieszcza na niej odwołanie do skryptu JavaScript, albo do obrazka na innym serwerze.
Czyli przeglądarka wysyła żądanie do tego serwera i zgodnie z wymogami wysyła w tym żądaniu ciasteczko, które serwer z tym skryptem czy obrazkiem stworzył dla danej przeglądarki.
W żądaniu znajduje się też nagłówek Referer (powinno być Referrer, ale jest Referer ;-)), w którym jest adres strony na której osadzony był skrypt/obrazek.
"Śledzący" dostaje ciasteczko i informację o stronie na której jesteśmy.
Ciasteczko to nasz "identyfikator", a dokładniej nie nasz a przeglądarki.
Czyli "śledzący" wie, że ta przeglądarka weszła na taką to a taką stronę. Tu ważne: wie to tylko i jedynie wtedy gdy autor oryginalnej strony wkleił w kod swojej strony odpowiedni skrypt/obrazek.
Co mu z tej wiedzy?
To zależy, ale może np. wiedzieć po jakich stronach chodziliśmy (znów ważne, mowa tylko o stronach których autorzy umieścili linki do skrypty/obrazka na serwerze "śledzącego").
Wie np., że dany komputer odwiedzał strony o technologii i np. strony o produktach dla dzieci.
Co daje ta wiedza "śledzącemu"?
To zależy, ale mówi mu np. o tym jakiego typu strony odwiedza ta przeglądarka. Co to oznacza?
Oznacza to, że "śledzący" wie, iż ta przeglądarka chodzi często po np. stronach technologicznych.
Jeżeli teraz strona którą odwiedzamy, utrzymuje się z reklam to może prosić ten sam serwer (nawet właśnie w tym żądaniu skryptu czy obrazka) o reklamę.
Co teraz robi "śledzący"?
Liczy. Ma dane o wielu przeglądarkach i tym jakie im reklamy pokazywał, wie też jakie reklamy były najchętniej klikane (znaczy najbardziej pasowały do zainteresowań odwiedzających), wie też jak reklamodawcy opisali swoje grupy docelowe.
Mając tą wiedzę serwer "śledzącego" może wyliczyć jakie reklamy najbardziej pasują do naszych zainteresowań.
W interesie "śledzącego" jest pokazanie nam najbardziej klikalnych reklam, bo na tym najwięcej zarobi.
Pokazuje nam więc reklamy, które najbardziej pasują do profilu przeglądarki.
To wszystko.
Co to oznacza?
Po pierwsze, że "śledzony" jest nie tyle użytkownik, co przeglądarka.
Ma to tę zabawną konsekwencję, że jeśli z tej samej przeglądarki korzysta np. para to on widzi często reklamy skierowane do niej, a ona widzi reklamy skierowane do niego.
Oznacza to też, że jeśli w pracy oglądamy jeden typ stron, a w domu inny to tu i tu widzimy inne reklamy.
Po drugie, jeśli jest coś czego nie chcesz przekazać "śledzącemu" to musisz użyć innej przeglądarki, lub użyć trybu incognito, lub wyczyścić ciasteczka.
Jeśli kuzynka prosi Cię o zakup ubranek dla jej dziecka, bo sama nie potrafi kupować w internecie, to użyj trybu incognito. Bo dzięki temu później nie będą Cię prześladowały reklamy ubranek :-)
Jeśli znajoma/znajomy prosi o dostęp do przeglądarki, to włącz tryb incognito, bo jej/jego preferencje nie wpłyną na Ciebie.
Jeśli jesteś u kogoś to też użyj trybu incognito.
Po trzecie, co wynika z drugiego, "śledzący" wie o Tobie tyle ile mu pokażesz.
Jeśli z lubością odwiedzasz strony o gotowaniu, to nie dziw się, że później będziesz widzieć wszędzie reklamy żywności.
Czy to "śledzenie" to coś złego?
Wg. mnie nie. Google czy inni operatorzy dostają info o tym co interesuje usera danej przeglądarki/danego profilu przeglądarki i mogą mu wyświetlać spersonalizowane reklamy.
Ktoś może zapytać "a po co mi te reklamy?".
Po to by nie widzieć reklam banerowych ;-)
Każda reklama kontekstowa to mniej wkurzających banerów i reklam "marki".
Reklama kontekstowa często odpowiada zaś temu czego szukasz.
Bo jeśli jesteś na stronie o lutowaniu, to istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że chętnie kupisz nową lutownicę, czyli reklama lutownicy będzie jak najbardziej na miejscu i jest duża szansa, że będzie to to po co trafiło się na daną stronę....
Chociaż w tym wszystkim jest łyżka dziegciu ;-)
Wszystko to działa gdy "śledzący" ma reklamy, które pasują do modelu, który jawi się z tego co wie o przeglądarce, której używamy... teraz od niego zależy czy w przypadku zbyt małej ilości danych, albo małej ilości reklam walnie nam standard który nie ma nic wspólnego z naszą historią, czy raczej nie pokaże nic....
Podobne postybeta
Google Music zachorowało :-(
Strach ma wielkie Google
Nie podoba mi się idea "wszystko jest aplikacją webową"
Projekty Informatyczne - Mity ;-)
Różny target
Że używa i że to pomaga, ale często też wskazuje na politykę prywatności.
O co chodzi?
O śledzenie....
Mniej więcej.
Zacznijmy od tego czym jest ciasteczko.
Ciasteczko to króciutki tekst, który przeglądarka wysyła przy każdym zapytaniu do serwera, którego domena pasuje do tego ciasteczka.
Same ciasteczka rodzą się w dwojaki sposób, albo serwer je generuje i dołącza do odpowiedzi, którą wysyła do przeglądarki (czy dowolnego innego klienta HTTP), albo kod JavaScript na stronie je tworzy.
Niezależnie jak powstają, od momentu gdy zostaną stworzone i póki będą ważne (mają datę ważności) będą wysyłane przy każdym żądaniu do serwera, który je stworzył.
Jak wygląda takie ciasteczko?
Np. tak [poniżej powinny być widziane ciasteczka połączone z tą stroną]:
Przy każdym żądaniu do serwera przeglądarka dokleja te ciasteczka i wysyła je jako jeden z nagłówków żądania.
Do czego ciasteczko służy?
Do wielu rzeczy, poczynając od utrzymania sesji (HTTP to protokół bezsesyjny, serwer po obsłużeniu żądania gubi kontakt z klientem i nie wie kto zacz, gdy klient atakuje go po chwili, ciasteczka pozwalają by serwer w oparciu o ciasteczko wiedział kto go o co prosi, by wiedział np. że jesteśmy zalogowani), przez zapisywanie ustawień strony po "śledzenie".
A jak działa to "śledzenie"?
Autor strony umieszcza na niej odwołanie do skryptu JavaScript, albo do obrazka na innym serwerze.
Czyli przeglądarka wysyła żądanie do tego serwera i zgodnie z wymogami wysyła w tym żądaniu ciasteczko, które serwer z tym skryptem czy obrazkiem stworzył dla danej przeglądarki.
W żądaniu znajduje się też nagłówek Referer (powinno być Referrer, ale jest Referer ;-)), w którym jest adres strony na której osadzony był skrypt/obrazek.
"Śledzący" dostaje ciasteczko i informację o stronie na której jesteśmy.
Ciasteczko to nasz "identyfikator", a dokładniej nie nasz a przeglądarki.
Czyli "śledzący" wie, że ta przeglądarka weszła na taką to a taką stronę. Tu ważne: wie to tylko i jedynie wtedy gdy autor oryginalnej strony wkleił w kod swojej strony odpowiedni skrypt/obrazek.
Co mu z tej wiedzy?
To zależy, ale może np. wiedzieć po jakich stronach chodziliśmy (znów ważne, mowa tylko o stronach których autorzy umieścili linki do skrypty/obrazka na serwerze "śledzącego").
Wie np., że dany komputer odwiedzał strony o technologii i np. strony o produktach dla dzieci.
Co daje ta wiedza "śledzącemu"?
To zależy, ale mówi mu np. o tym jakiego typu strony odwiedza ta przeglądarka. Co to oznacza?
Oznacza to, że "śledzący" wie, iż ta przeglądarka chodzi często po np. stronach technologicznych.
Jeżeli teraz strona którą odwiedzamy, utrzymuje się z reklam to może prosić ten sam serwer (nawet właśnie w tym żądaniu skryptu czy obrazka) o reklamę.
Co teraz robi "śledzący"?
Liczy. Ma dane o wielu przeglądarkach i tym jakie im reklamy pokazywał, wie też jakie reklamy były najchętniej klikane (znaczy najbardziej pasowały do zainteresowań odwiedzających), wie też jak reklamodawcy opisali swoje grupy docelowe.
Mając tą wiedzę serwer "śledzącego" może wyliczyć jakie reklamy najbardziej pasują do naszych zainteresowań.
W interesie "śledzącego" jest pokazanie nam najbardziej klikalnych reklam, bo na tym najwięcej zarobi.
Pokazuje nam więc reklamy, które najbardziej pasują do profilu przeglądarki.
To wszystko.
Co to oznacza?
Po pierwsze, że "śledzony" jest nie tyle użytkownik, co przeglądarka.
Ma to tę zabawną konsekwencję, że jeśli z tej samej przeglądarki korzysta np. para to on widzi często reklamy skierowane do niej, a ona widzi reklamy skierowane do niego.
Oznacza to też, że jeśli w pracy oglądamy jeden typ stron, a w domu inny to tu i tu widzimy inne reklamy.
Po drugie, jeśli jest coś czego nie chcesz przekazać "śledzącemu" to musisz użyć innej przeglądarki, lub użyć trybu incognito, lub wyczyścić ciasteczka.
Jeśli kuzynka prosi Cię o zakup ubranek dla jej dziecka, bo sama nie potrafi kupować w internecie, to użyj trybu incognito. Bo dzięki temu później nie będą Cię prześladowały reklamy ubranek :-)
Jeśli znajoma/znajomy prosi o dostęp do przeglądarki, to włącz tryb incognito, bo jej/jego preferencje nie wpłyną na Ciebie.
Jeśli jesteś u kogoś to też użyj trybu incognito.
Po trzecie, co wynika z drugiego, "śledzący" wie o Tobie tyle ile mu pokażesz.
Jeśli z lubością odwiedzasz strony o gotowaniu, to nie dziw się, że później będziesz widzieć wszędzie reklamy żywności.
Czy to "śledzenie" to coś złego?
Wg. mnie nie. Google czy inni operatorzy dostają info o tym co interesuje usera danej przeglądarki/danego profilu przeglądarki i mogą mu wyświetlać spersonalizowane reklamy.
Ktoś może zapytać "a po co mi te reklamy?".
Po to by nie widzieć reklam banerowych ;-)
Każda reklama kontekstowa to mniej wkurzających banerów i reklam "marki".
Reklama kontekstowa często odpowiada zaś temu czego szukasz.
Bo jeśli jesteś na stronie o lutowaniu, to istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że chętnie kupisz nową lutownicę, czyli reklama lutownicy będzie jak najbardziej na miejscu i jest duża szansa, że będzie to to po co trafiło się na daną stronę....
Chociaż w tym wszystkim jest łyżka dziegciu ;-)
Wszystko to działa gdy "śledzący" ma reklamy, które pasują do modelu, który jawi się z tego co wie o przeglądarce, której używamy... teraz od niego zależy czy w przypadku zbyt małej ilości danych, albo małej ilości reklam walnie nam standard który nie ma nic wspólnego z naszą historią, czy raczej nie pokaże nic....
Podobne postybeta
Google Music zachorowało :-(
Strach ma wielkie Google
Nie podoba mi się idea "wszystko jest aplikacją webową"
Projekty Informatyczne - Mity ;-)
Różny target
wtorek, czerwca 04, 2013
O wyższości podejmowania decyzji partiami zamiast per sztuka ;-)
Podejmowanie decyzji męczy.
Nie jest też zbyt przyjemne, bo człowiek może się pomylić.
Dlatego lepiej podejmować decyzje partiami ;-)
Przyjąć tą ofertę pracy, czy nie? Kupić nowy samochód czy nie? Oświadczyć się, czy nie?
Jeśli każdą z decyzji podejmiemy oddzielnie to przy każdej mamy ryzyko jej żałowania.
Dla ułatwienia możemy przyjąć, że ponieważ nic nie wiemy to w przypadku każdej z decyzji możemy się walnąć w 50% przypadków.
Czyli podejmując 2 decyzje średnio 1 decyzja będzie prawidłowa ;-) czyli w połowie przypadków będzie nam smutno z racji błędnej decyzji....
Jak to poprawić?
Shackować!
Zamiast podejmować decyzje po jednej, należy podjąć wszystkie naraz. Czemu?
Bo z 2 decyzjami mamy tak, że podejmując decyzję dla obu rzeczy naraz tylko w 1/4 przypadków zdecydujemy w obu źle.
W 1/2 przypadków zdecydujemy w jednej rzeczy dobrze, a w drugiej źle, czyli nie będzie nam smutno bo się obie decyzje zniosą, a w 1/4 przypadków podejmiemy obie decyzję słusznie.
A, że jesteśmy ludźmi i nie lubimy się czuć źle i podejmować złych decyzji, to w przypadku podjęcia 2 decyzji gdy jedna okaże się błędna łatwo sobie wytłumaczymy, że druga była lepsza i będziemy się i tak lepiej czuli.
Czyli podejmując 2 decyzje naraz mamy 1/4 szans na przegraną, 1/2 szans na umiarkowane zadowolenie i 1/4 szans na wybuch szczęścia.
Gdy będziemy je podejmowali pojedynczo to za każdym razem będziemy mieli ryzyko przegranej równe 1/2....
Przy trzech decyzjach, źle nam będzie w 1/8 przypadków, w 3/8 przypadków będziemy sobie musieli wytłumaczyć, że co prawda 2 decyzje był błędne, ale za to ta 1 prawidłowa była super, w kolejnych 3/8 przypadków gdy tylko 1 decyzja będzie błędna będziemy przekonani o swoim geniuszu, a znów w 1/8 przypadków będziemy całkowicie pewni tego geniuszu ;-)
Jak widać, za każdym razem podejmując decyzje partiami zwiększamy szczęście (jeśli patrzmy jak stoicy i uznajemy szczęście za brak cierpienia ;-)), albo chociaż zmniejszamy swoje cierpienie ;-)
Chociaż jest jeden haczyk ;-) by te decyzje tak podejmować to należałoby na początku sformułować pytania i później udzielić 1 odpowiedzi na wszystkie ;-)
Podobne postybeta
Obywatelski obowiązek spełniony
Prześladowcy ;-)
Jebana ignorancja
Czekając na "Bóg Urojony" Dawkinsa
Pochodzenie
Nie jest też zbyt przyjemne, bo człowiek może się pomylić.
Dlatego lepiej podejmować decyzje partiami ;-)
Przyjąć tą ofertę pracy, czy nie? Kupić nowy samochód czy nie? Oświadczyć się, czy nie?
Jeśli każdą z decyzji podejmiemy oddzielnie to przy każdej mamy ryzyko jej żałowania.
Dla ułatwienia możemy przyjąć, że ponieważ nic nie wiemy to w przypadku każdej z decyzji możemy się walnąć w 50% przypadków.
Czyli podejmując 2 decyzje średnio 1 decyzja będzie prawidłowa ;-) czyli w połowie przypadków będzie nam smutno z racji błędnej decyzji....
Jak to poprawić?
Shackować!
Zamiast podejmować decyzje po jednej, należy podjąć wszystkie naraz. Czemu?
Bo z 2 decyzjami mamy tak, że podejmując decyzję dla obu rzeczy naraz tylko w 1/4 przypadków zdecydujemy w obu źle.
W 1/2 przypadków zdecydujemy w jednej rzeczy dobrze, a w drugiej źle, czyli nie będzie nam smutno bo się obie decyzje zniosą, a w 1/4 przypadków podejmiemy obie decyzję słusznie.
A, że jesteśmy ludźmi i nie lubimy się czuć źle i podejmować złych decyzji, to w przypadku podjęcia 2 decyzji gdy jedna okaże się błędna łatwo sobie wytłumaczymy, że druga była lepsza i będziemy się i tak lepiej czuli.
Czyli podejmując 2 decyzje naraz mamy 1/4 szans na przegraną, 1/2 szans na umiarkowane zadowolenie i 1/4 szans na wybuch szczęścia.
Gdy będziemy je podejmowali pojedynczo to za każdym razem będziemy mieli ryzyko przegranej równe 1/2....
Przy trzech decyzjach, źle nam będzie w 1/8 przypadków, w 3/8 przypadków będziemy sobie musieli wytłumaczyć, że co prawda 2 decyzje był błędne, ale za to ta 1 prawidłowa była super, w kolejnych 3/8 przypadków gdy tylko 1 decyzja będzie błędna będziemy przekonani o swoim geniuszu, a znów w 1/8 przypadków będziemy całkowicie pewni tego geniuszu ;-)
Jak widać, za każdym razem podejmując decyzje partiami zwiększamy szczęście (jeśli patrzmy jak stoicy i uznajemy szczęście za brak cierpienia ;-)), albo chociaż zmniejszamy swoje cierpienie ;-)
Chociaż jest jeden haczyk ;-) by te decyzje tak podejmować to należałoby na początku sformułować pytania i później udzielić 1 odpowiedzi na wszystkie ;-)
Podobne postybeta
Obywatelski obowiązek spełniony
Prześladowcy ;-)
Jebana ignorancja
Czekając na "Bóg Urojony" Dawkinsa
Pochodzenie
wtorek, maja 28, 2013
Casual programming a SF ;-) co się nim powinno dać zakodowane?
Jest jedna rzecz, której nie znoszę w książkach SF....
A "W przededniu" Carda to znów we mnie zbudziła....
Wcześniej to było głównie w kolejnych etapach cyklu Rama Arthura C. Clarke'a.
Chodzi mianowicie o programowanie komputerów. U ACC Richard Wakefield na szybko pisze, czy bardziej rysuje prosty program komputerowy który coś pokazuje. U Carda Victor czy inni bohaterowie wymrugują programy....
Z drugiej strony kto próbował pisać programy na tablecie czy telefonie to wie, że już przy pierwszym for człowiek ma dosyć ;-)
Znaczy takie programowanie jak w tych książkach musi polegać na czymś innym.... Np. na rysowaniu... Albo składaniu z klocków....
Nie mam pomysłu.... Stąd postanowiłem zaatakować problem z innej strony przez zastanowienie się co ja bym chciał tak móc pisać, bo znając klasę problemów mógłbym próbować wymyślić coś co pomagałoby je rozwiązać....
Btw. takie nowoczesne języki programowania powinny mieć sugestie i na podstawie tego co już napisano powinny proponować dodanie kolejnych fragmentów.....
I jak wymyślam to mi się pojawia np. stoper który mierzyłby automatycznie czas jaki spędzam w pracy... Czyli reaguje na lokalizację i czas i zaczyna mierzyć.... I podobne, a większość takich rzeczy da się zrobić np. przy pomocy Tasker'a, a z tego co widziałem to nie o to mi chodzi....
Stąd pytanie do sióstr i braci w programowaniu.... Jakie programy powinno się dawać pisać w takim języku programowania, którego używałoby się na tablecie? :-)
Ktoś pomoże?
A "W przededniu" Carda to znów we mnie zbudziła....
Wcześniej to było głównie w kolejnych etapach cyklu Rama Arthura C. Clarke'a.
Chodzi mianowicie o programowanie komputerów. U ACC Richard Wakefield na szybko pisze, czy bardziej rysuje prosty program komputerowy który coś pokazuje. U Carda Victor czy inni bohaterowie wymrugują programy....
Z drugiej strony kto próbował pisać programy na tablecie czy telefonie to wie, że już przy pierwszym for człowiek ma dosyć ;-)
Znaczy takie programowanie jak w tych książkach musi polegać na czymś innym.... Np. na rysowaniu... Albo składaniu z klocków....
Nie mam pomysłu.... Stąd postanowiłem zaatakować problem z innej strony przez zastanowienie się co ja bym chciał tak móc pisać, bo znając klasę problemów mógłbym próbować wymyślić coś co pomagałoby je rozwiązać....
Btw. takie nowoczesne języki programowania powinny mieć sugestie i na podstawie tego co już napisano powinny proponować dodanie kolejnych fragmentów.....
I jak wymyślam to mi się pojawia np. stoper który mierzyłby automatycznie czas jaki spędzam w pracy... Czyli reaguje na lokalizację i czas i zaczyna mierzyć.... I podobne, a większość takich rzeczy da się zrobić np. przy pomocy Tasker'a, a z tego co widziałem to nie o to mi chodzi....
Stąd pytanie do sióstr i braci w programowaniu.... Jakie programy powinno się dawać pisać w takim języku programowania, którego używałoby się na tablecie? :-)
Ktoś pomoże?
posted from Bloggeroid
Podobne postybeta
"W przededniu" pierwsza książka Orsona Scott Carda, która jest SF ;-)
Ukradli nam przyszłość....
Kosmici i ich gospodarka ;-)
Chrome, Firefox, IE9 preview i cieniowanie Gouraud'em w JavaScript
Book vs eBook
poniedziałek, maja 27, 2013
"W przededniu" pierwsza książka Orsona Scott Carda, która jest SF ;-)
Z książkami Orscona Scott Carda mam kłopot.
Z jednej strony pisze naprawdę dobrze, jak dla mnie warsztatowo jest bliski ideału, z drugiej strony co jakiś czas dość silnie w jego książkach przebija się jego wyznanie (ile razy można czytać w 1 książce, że 14 lat to dla dziewczyny idealny wiek by zostać żoną i matką?).
Największym zarzutem który miałem zawsze do jego książek to to, że mało tam SF.
Gra Endera tylko przypadkiem dzieje się w kosmosie, pod SF można podciągnąć jedynie idee robali, w Mówcy Umarłych, Ksenocydzie i Dzieciach Umysłu jedyne SF to idea Descoladores.
W Cieniach sobie jakoś nie przypominam kawałka science.
Ogólnie w jego książkach o Enderze dużo więcej jest filozofii niż nauki.
Ale "W przededniu" jest inne. Co chwilę poznajemy jakieś mniejsze lub większe naukowo-techniczne cosie.
Interfejsy komputerów są opisane (i obsługiwane przez mruganie ;-)), wytłumaczony jest napęd statku robali, nawet jakieś próby opisania jak mógłby działać Mr. D zwany tu glaserem.
Jest problem psychologii podróży kosmicznych i życia w kosmosie.
No jakby w ogóle nie Card ;-)
Podobne postybeta
Casual programming a SF ;-) co się nim powinno dać zakodowane?
Empik w Bonnarce ssie
Flaker
"Prezencik" :-)
Kosmici i ich gospodarka ;-)
Z jednej strony pisze naprawdę dobrze, jak dla mnie warsztatowo jest bliski ideału, z drugiej strony co jakiś czas dość silnie w jego książkach przebija się jego wyznanie (ile razy można czytać w 1 książce, że 14 lat to dla dziewczyny idealny wiek by zostać żoną i matką?).
Największym zarzutem który miałem zawsze do jego książek to to, że mało tam SF.
Gra Endera tylko przypadkiem dzieje się w kosmosie, pod SF można podciągnąć jedynie idee robali, w Mówcy Umarłych, Ksenocydzie i Dzieciach Umysłu jedyne SF to idea Descoladores.
W Cieniach sobie jakoś nie przypominam kawałka science.
Ogólnie w jego książkach o Enderze dużo więcej jest filozofii niż nauki.
Ale "W przededniu" jest inne. Co chwilę poznajemy jakieś mniejsze lub większe naukowo-techniczne cosie.
Interfejsy komputerów są opisane (i obsługiwane przez mruganie ;-)), wytłumaczony jest napęd statku robali, nawet jakieś próby opisania jak mógłby działać Mr. D zwany tu glaserem.
Jest problem psychologii podróży kosmicznych i życia w kosmosie.
No jakby w ogóle nie Card ;-)
Podobne postybeta
Casual programming a SF ;-) co się nim powinno dać zakodowane?
Empik w Bonnarce ssie
Flaker
"Prezencik" :-)
Kosmici i ich gospodarka ;-)
sobota, maja 25, 2013
Chromebook w praniu, czyli tam i z powrotem, Kraków - Londyn - Kraków w 30 godzin
W moją jednodniową wyprawę do Londynu zabrałem telefon, tablet, Kindle i Chromebooka.
Telefon spełniał rolę nie tylko telefonu, ale i modemu dla Chromebooka i tabletu (tu taki hint pakiet Wszędzie w sieci od T-Mobile, za 99 PLN mamy 500 MB sieci).
Kindle w ogóle nie używałem bo miałem papierową książkę, a ta jest w samolocie o wiele wygodniejsza.
Biorąc Chromebooka odczuwałem pewien niepokój, czy mi wystarczy.
Obawiałem się problemów z dostępem do sieci i ogólnej małej użyteczności.
Myliłem się :-)
Przez większość czasu korzystając z komputera korzystamy tak naprawdę głównie z przeglądarki, procent czasu jaki spędzamy z przeglądarką zależy, ale jeśli jest to niezawodowe wykorzystanie komputera to poza graczami i filmooglądaczami będzie to pewnie 90-99% czasu.
Tak i było w moim przypadku. Tu więc Chromebook nie powodował żadnych problemów.
W celach bardziej "profesjonalnych" także się jednak sprawdza ;-)
Np. gdy musimy wykonać prezentację, a w miejscu gdzie to się ma odbyć nie ma komputera.....
Gdy mamy prezentację na Google Docs, Prezi czy w innym podobnym narzędziu to nie ma problemu ;-)
W przypadku Google Docs nie trzeba mieć nawet sieci, wystarczy mieć włączony tryb off-line.
Sam tak zrobiłem :-)
Na lotnisku Chromebook także ma sens, bo dzięki temu że miałem Chromebooka zamiast pełnego laptopa byłem w stanie zmieścić się z całą elektroniką w 1 tacce. A to coś ;-)
Oczywiście w samym Londynie tak mnie to ucieszyło, że zapomniałem zdjąć paska i zacząłem piszczeć na bramce... przez co musiałem oddać buty i pasek do ponownego prześwietlenia, a mnie samego przeszukano i sprawdzono wykrywaczem metali. Ale to już są uroki sklerozy.
Ogólnie jestem bardzo zadowolony z Chrombooka, bo sprawdził się wręcz znakomicie.
Okazuje się, że można go spokojnie wykorzystywać rozrywkowo-profesjonalnie, tablet znów świetnie sprawdza się w hotelu gdzie można na nim zagrać w parę gier. Telefon jest niezastąpiony na lotnisku gdy chcemy zabić trochę czasu.
Dziś problemem nie jest to, że taki Chromebook czy tablet lub telefon mogą być nieużyteczne gdy są off-line, problemem jest samo bycie off-line, które odcina człowieka od sieci i to tak samo na Chromebooku jak i na "dużym" komputerze z bardziej uniwersalnym systemem operacyjnym.
Czy nam się to podoba czy nie, post-PC staje się faktem. Prosty Chromebook z tabletem i telefonem są w stanie spełnić wszystkie oczekiwania, dodatkowo zajmując mniej miejsca ;-)
Podobne postybeta
Chromebook vs netbook z Windows 8 ;-) - pierwsze wrażenia
"Praca" na stojąco i Chromebook - to działa :-)
Chromebook i jego wady
Słuchawki złe
Nowa choroba ;-)
Telefon spełniał rolę nie tylko telefonu, ale i modemu dla Chromebooka i tabletu (tu taki hint pakiet Wszędzie w sieci od T-Mobile, za 99 PLN mamy 500 MB sieci).
Kindle w ogóle nie używałem bo miałem papierową książkę, a ta jest w samolocie o wiele wygodniejsza.
Biorąc Chromebooka odczuwałem pewien niepokój, czy mi wystarczy.
Obawiałem się problemów z dostępem do sieci i ogólnej małej użyteczności.
Myliłem się :-)
Przez większość czasu korzystając z komputera korzystamy tak naprawdę głównie z przeglądarki, procent czasu jaki spędzamy z przeglądarką zależy, ale jeśli jest to niezawodowe wykorzystanie komputera to poza graczami i filmooglądaczami będzie to pewnie 90-99% czasu.
Tak i było w moim przypadku. Tu więc Chromebook nie powodował żadnych problemów.
W celach bardziej "profesjonalnych" także się jednak sprawdza ;-)
Np. gdy musimy wykonać prezentację, a w miejscu gdzie to się ma odbyć nie ma komputera.....
Gdy mamy prezentację na Google Docs, Prezi czy w innym podobnym narzędziu to nie ma problemu ;-)
W przypadku Google Docs nie trzeba mieć nawet sieci, wystarczy mieć włączony tryb off-line.
Sam tak zrobiłem :-)
Na lotnisku Chromebook także ma sens, bo dzięki temu że miałem Chromebooka zamiast pełnego laptopa byłem w stanie zmieścić się z całą elektroniką w 1 tacce. A to coś ;-)
Oczywiście w samym Londynie tak mnie to ucieszyło, że zapomniałem zdjąć paska i zacząłem piszczeć na bramce... przez co musiałem oddać buty i pasek do ponownego prześwietlenia, a mnie samego przeszukano i sprawdzono wykrywaczem metali. Ale to już są uroki sklerozy.
Ogólnie jestem bardzo zadowolony z Chrombooka, bo sprawdził się wręcz znakomicie.
Okazuje się, że można go spokojnie wykorzystywać rozrywkowo-profesjonalnie, tablet znów świetnie sprawdza się w hotelu gdzie można na nim zagrać w parę gier. Telefon jest niezastąpiony na lotnisku gdy chcemy zabić trochę czasu.
Dziś problemem nie jest to, że taki Chromebook czy tablet lub telefon mogą być nieużyteczne gdy są off-line, problemem jest samo bycie off-line, które odcina człowieka od sieci i to tak samo na Chromebooku jak i na "dużym" komputerze z bardziej uniwersalnym systemem operacyjnym.
Czy nam się to podoba czy nie, post-PC staje się faktem. Prosty Chromebook z tabletem i telefonem są w stanie spełnić wszystkie oczekiwania, dodatkowo zajmując mniej miejsca ;-)
Podobne postybeta
Chromebook vs netbook z Windows 8 ;-) - pierwsze wrażenia
"Praca" na stojąco i Chromebook - to działa :-)
Chromebook i jego wady
Słuchawki złe
Nowa choroba ;-)
poniedziałek, maja 20, 2013
Dieta pączkowa.... to zły pomysł ;-)
Z racji awarii pojazdu przybyłem dziś do KRK dużo później niż to miewam w zwyczaju, zamiast po północy, było to po 15 ;-)
Cały dzień mi to rozwaliło, co jest jeszcze spoko, ale ponieważ wylądowałem w końcu na dworcu to kupiłem pączki.... 6 pączków....
Wszystkie w końcu pożarłem, popijając Pepsi (bo chcę ją wypić przed Colą ;-)).
To, plus stres związany z jazdą i moim lotem do Londynu w czwartek (i powrót w piątek.... który to cały wylot mnie wkurwia niemiłosiernie i powoduje bardzo negatywne emocje, a wrócę o jakiejś nieludzkiej porze i będę musiał dymać jakimiś dziwnymi środkami do Balic i z Balic bo "to we własnym zakresie") powoduje, że jestem teraz naładowany tym cukrem z pączków i Pepsi, oraz tym z adrenaliny jak cukierniczka ;-)
Z tym, że cukierniczka która warczy ;-)
Dlatego dla diety pączkowej trzeba powiedzieć zdecydowane nie. Pączki nie nadają się na główny element pokarmu ;-)
Pepsi też należy wyrzucić z listy ;-)
Podobne postybeta
Jeden kawałek za mną ostatnio łazi ;-)
"Demon" prędkości
Taki lekko oszukany się czuję...
Post PC i nowa klawiatura ekranowa
Zły samochód i PKP, czyli koncert narzekania;-)
Cały dzień mi to rozwaliło, co jest jeszcze spoko, ale ponieważ wylądowałem w końcu na dworcu to kupiłem pączki.... 6 pączków....
Wszystkie w końcu pożarłem, popijając Pepsi (bo chcę ją wypić przed Colą ;-)).
To, plus stres związany z jazdą i moim lotem do Londynu w czwartek (i powrót w piątek.... który to cały wylot mnie wkurwia niemiłosiernie i powoduje bardzo negatywne emocje, a wrócę o jakiejś nieludzkiej porze i będę musiał dymać jakimiś dziwnymi środkami do Balic i z Balic bo "to we własnym zakresie") powoduje, że jestem teraz naładowany tym cukrem z pączków i Pepsi, oraz tym z adrenaliny jak cukierniczka ;-)
Z tym, że cukierniczka która warczy ;-)
Dlatego dla diety pączkowej trzeba powiedzieć zdecydowane nie. Pączki nie nadają się na główny element pokarmu ;-)
Pepsi też należy wyrzucić z listy ;-)
Podobne postybeta
Jeden kawałek za mną ostatnio łazi ;-)
"Demon" prędkości
Taki lekko oszukany się czuję...
Post PC i nowa klawiatura ekranowa
Zły samochód i PKP, czyli koncert narzekania;-)
Zły samochód i PKP, czyli koncert narzekania;-)
Awaria samochodu to rzecz zła, okropna i niebójmy się tego słowa obrzydliwa.
A podróż środkami zastępczymi jest w ogóle do bani.
Poznaje właśnie uroki busików wszelakich...
Btw jeśli ktoś w PKP chciałby wiedzieć czemu bankrutują. Odpowiedź jest prosta. Po prostu pracownicy PKP mają w nosie interes firmy i klientów.
Wg internetowego rozkładu z Katowic miał jechać pociąg do Krakowa... Pani w kasie stwierdziła że to autobus i mi biletu nie sprzeda... Wskazała jeszcze mgliście kierunek i tyle. Przystanek był nieoznaczony i w końcu wylądowałem w jakimś busiku nie z PKP miał po prostu na sobie napis Kraków.... Tak PKP straciła jakieś 20 PLN... I traci ich masę dzień w dzień bo wszyscy maja w nosie los firmy.
A w busiku mają nawet internet....
A podróż środkami zastępczymi jest w ogóle do bani.
Poznaje właśnie uroki busików wszelakich...
Btw jeśli ktoś w PKP chciałby wiedzieć czemu bankrutują. Odpowiedź jest prosta. Po prostu pracownicy PKP mają w nosie interes firmy i klientów.
Wg internetowego rozkładu z Katowic miał jechać pociąg do Krakowa... Pani w kasie stwierdziła że to autobus i mi biletu nie sprzeda... Wskazała jeszcze mgliście kierunek i tyle. Przystanek był nieoznaczony i w końcu wylądowałem w jakimś busiku nie z PKP miał po prostu na sobie napis Kraków.... Tak PKP straciła jakieś 20 PLN... I traci ich masę dzień w dzień bo wszyscy maja w nosie los firmy.
A w busiku mają nawet internet....
posted from Bloggeroid
Podobne postybeta
PKP - Polskie Koleje Pozorne ;-)
"Przefazowana" TV
I znów widziałem ISS :-)
Pomysł racjonalizatorski ;-)
Dieta pączkowa.... to zły pomysł ;-)
poniedziałek, maja 13, 2013
Roboty i Android...
Ktoś zna jakiś zestaw w którym znajduje się "robot" jako coś co się może poruszać i w środku siedzonko dla telefonu z Androidem który łączyłby się ze swoim pojazdem przez Bluetootha albo USB?
Albo w ogóle jakiegokolwiek robota "do samodzielnego" programowania?
Jest Lego Mindstorms, ale straszliwie drogie i jakoś nie widzę go teraz w sklepach.
A ostatnio roboty za mną chodzą ;-)
Do tego stopnia, że zacząłem czytać, pierwszy raz od 6.5 roku cykl o robotach Isaaca Asimova (na razie jestem na Nagim Słońcu, poprzednio na Robotach z Planety Świtu się zatrzymałem i ciekaw jestem czy tym razem pójdę dalej ;-)).
Chciałbym popróbować z programowaniem prostych robotów, na początek takich jeżdżących po mieszkaniu ;-)
Swoją szosą dawno temu miałem pomysł na grę dla programistów. Byłoby to środowisko w którym byłyby sobie roboty składające się z prostych podzespołów, które byłyby programowane w różnych językach.
Miało to działać tak, że robot mógłby dostawać od środowiska informacje takie jak obrazek tego co widzi, albo np. informacje o odległościach z "dalmierza" i podobne, może np. dźwięk, albo linię w której każdy punkt oznaczałby czy można tam przejechać powiedzmy 1 metr, czy nie. Idea była taka by każdy z czujników "kosztował" i dane z prostszych dostawałoby się częściej, a te z bardziej skomplikowanych rzadziej, albo czas zużyty np. na renderowanie obrazka z tym co widać byłby wliczany w czas pracy programu.
Pomysł był taki by takie roboty ze sobą mogły walczyć, albo by np. grały w "Capture the Flag" i podobnych....
Byłby to serwis webowy i każdy z "robotów" sam by sobie musiał zapewnić interfejs, bo API składałoby się tylko z prostych rzeczy w stylu getCameraView(), getLidarView(), rotate(), forward(), backward() i tak dalej...
Na razie jednak pomysł jest gdzieś daleko na liście ;-)
Podobne postybeta
Książki, książeczki, książunie ;-)
Różniste różności różne ;-)
Mały paskowy bezpiecznik i jego moc, część druga - Powrót bestii...
WebGL - dalsze zabawy
Javozagadka ;-)
Albo w ogóle jakiegokolwiek robota "do samodzielnego" programowania?
Jest Lego Mindstorms, ale straszliwie drogie i jakoś nie widzę go teraz w sklepach.
A ostatnio roboty za mną chodzą ;-)
Do tego stopnia, że zacząłem czytać, pierwszy raz od 6.5 roku cykl o robotach Isaaca Asimova (na razie jestem na Nagim Słońcu, poprzednio na Robotach z Planety Świtu się zatrzymałem i ciekaw jestem czy tym razem pójdę dalej ;-)).
Chciałbym popróbować z programowaniem prostych robotów, na początek takich jeżdżących po mieszkaniu ;-)
Swoją szosą dawno temu miałem pomysł na grę dla programistów. Byłoby to środowisko w którym byłyby sobie roboty składające się z prostych podzespołów, które byłyby programowane w różnych językach.
Miało to działać tak, że robot mógłby dostawać od środowiska informacje takie jak obrazek tego co widzi, albo np. informacje o odległościach z "dalmierza" i podobne, może np. dźwięk, albo linię w której każdy punkt oznaczałby czy można tam przejechać powiedzmy 1 metr, czy nie. Idea była taka by każdy z czujników "kosztował" i dane z prostszych dostawałoby się częściej, a te z bardziej skomplikowanych rzadziej, albo czas zużyty np. na renderowanie obrazka z tym co widać byłby wliczany w czas pracy programu.
Pomysł był taki by takie roboty ze sobą mogły walczyć, albo by np. grały w "Capture the Flag" i podobnych....
Byłby to serwis webowy i każdy z "robotów" sam by sobie musiał zapewnić interfejs, bo API składałoby się tylko z prostych rzeczy w stylu getCameraView(), getLidarView(), rotate(), forward(), backward() i tak dalej...
Na razie jednak pomysł jest gdzieś daleko na liście ;-)
Podobne postybeta
Książki, książeczki, książunie ;-)
Różniste różności różne ;-)
Mały paskowy bezpiecznik i jego moc, część druga - Powrót bestii...
WebGL - dalsze zabawy
Javozagadka ;-)
niedziela, maja 12, 2013
A takie tam ;-)
Nie jest źle, ponad 5 lat po zdawaniu SCJP odpaliłem sobie test i dostałem 78% ;-) czyli bym zdał nawet teraz.
Gdy rozwiązywałem oceniałem, że jeśli dostanę 40-50% to będzie sukces.
Ale ja już tak mam, że oceniam się zwykle gorzej niż wychodzi obiektywnie ;-)
Wczoraj za to zabrakło u nas prądu, coś się musiało popsuć bo trochę samochód z energetyki krążył. Ale wpadłem wtedy na pomysł tego by w mieszkaniu, które kiedyś mam w końcu zamiar kupić, zamontować dodatkowe oświetlenie diodowe z zasilaniem bateryjnym, tak by baterie były non stop ładowane, a w razie czego można by było w łazience czy paru innych miejscach mieć światło.
Jeszcze inna sprawa... jeśli w Ingress ma się mało XMP to nie należy wszystkich wystrzeliwać na zbyt mocne portale ;-)
Tak w czwartek wystrzelałem kilkanaście swoich XMPów i przez to nie zdobyłem najmniej 10k tutaj w Wodzisławiu bo ktoś z L1 a później L2 z zielonej zarazy przejął wszystkie portale w Wodzisławiu ;-)
Tak bym miał łatwe 10k... i do L6 by mi 20-23k brakowało ;-)
Podobne postybeta
Ingress - to wciąga ;-)
Distinct (albo unique) w JavaScript
Jak zrobić dec mając tylko inc? :-)
Gouraud = Pseudo Phong :-)
Potworność ;-) czyli mnożenie w 90 liniach ;-)
Gdy rozwiązywałem oceniałem, że jeśli dostanę 40-50% to będzie sukces.
Ale ja już tak mam, że oceniam się zwykle gorzej niż wychodzi obiektywnie ;-)
Wczoraj za to zabrakło u nas prądu, coś się musiało popsuć bo trochę samochód z energetyki krążył. Ale wpadłem wtedy na pomysł tego by w mieszkaniu, które kiedyś mam w końcu zamiar kupić, zamontować dodatkowe oświetlenie diodowe z zasilaniem bateryjnym, tak by baterie były non stop ładowane, a w razie czego można by było w łazience czy paru innych miejscach mieć światło.
Jeszcze inna sprawa... jeśli w Ingress ma się mało XMP to nie należy wszystkich wystrzeliwać na zbyt mocne portale ;-)
Tak w czwartek wystrzelałem kilkanaście swoich XMPów i przez to nie zdobyłem najmniej 10k tutaj w Wodzisławiu bo ktoś z L1 a później L2 z zielonej zarazy przejął wszystkie portale w Wodzisławiu ;-)
Tak bym miał łatwe 10k... i do L6 by mi 20-23k brakowało ;-)
Podobne postybeta
Ingress - to wciąga ;-)
Distinct (albo unique) w JavaScript
Jak zrobić dec mając tylko inc? :-)
Gouraud = Pseudo Phong :-)
Potworność ;-) czyli mnożenie w 90 liniach ;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


