Podobne postybeta
Case "Anny Nowak" ;-)
[Wikipedia fun facts] Coraz więcej stacji kosmicznych
Pomysł na pewny biznes ;-)
3 plusy ;-)
"Chciałabym a boję się" ;-)
Wyobraźmy sobie sytuację, że mamy pannę Annę Nowak, i kawalera Piotra Nowak.
Mają to samo nazwisko, ale nie są spokrewnieni (przynajmniej w kilku pokoleniach, bo później to już nikt nic nie wie ;-)).
Pobierają się. I teraz zaczynają się ciekawe rzeczy z nazwiskiem.
Oboje muszą zdecydować jak się będą nazywać.
Ich opcje:
W Polsce zwykle nadal to kobieta przyjmuje nazwisko męża.
Rozpatrzmy ten case, czyli case Anny Nowak.
Jeśli pani Anna Nowak przyjmie nazwisko męża Piotra Nowak to będzie to zmiana z Anna Nowak na Anna Nowak ;-)
W dowodzie się nic nie zmieni, więc nie musi zmieniać ;-) ale w PESELu zostanie dokonana zmiana która uwidoczni, że to Nowak jest z małżeństwa, nie z domu ;-)
Ciekawa sprawa, jeśli Anna Nowak(po mężu) i Piotr Nowak się rozwiodą, to Anna Nowak musi podjąć w ciągu 3 miesięcy decyzję czy chce zostać Anną Nowak(po mężu) czy Anną Nowak(z domu) ;-)
Ale okazuje się, że najpewniej w bazie PESELa nazwisko jest free flow, bo Anna Nowak(z domu) stając się Anną Nowak(po mężu) nie będzie miała zmienionego linkowania do innego nazwiska Nowak ;-) a tylko coś co możemy sobie nazwać "źródłem nazwiska" ;-)
Teraz czekam aż spotkam kogoś o nazwisku Nowak-Nowak, albo Kowalski-Kowalski ;-) (bonus points za Nowak-Kowalski lub Kowalski-Nowak ;-))
Ale wróćmy do Anny Nowak, jeśli sama jest bardzo konserwatywna czy staroświecka to może chcieć trzymać się polskich zasad odmiany nazwisk ;-)
Więc przed ślubem byłaby Anną Nowakówną, po ślubie jeśli przyjęłaby nazwisko męża byłaby Anną Nowakową, ale zostawiwszy sobie nazwisko panieńskie nadal byłaby Nowakówną, chociaż byłaby mężatką ;-)
Najlepsze jest jakby postanowiła mieć podwójne nazwisko, bo wtedy byłaby Anną Nowakówną-Nowakową ;-)
(czy tylko ja miałem w szkole podstawowej polonistkę która tęskniła za odmieniowywanime nazwisk?)
Inna sprawa, że obecny model przyjmowania nazwisk prowadzi do "wymierania" nazwisk ;-)
Jak sobie zasymulujemy układ, że startujemy z 1000 nazwisk losowo przydzielonych 3000 osób, i te osoby się "losowo" spotykają i w każdym pokoleniu para ma 2 dzieci o losowej płci i dzieci mają nazwisko zawsze po ojcu to liczba nazwisk maleje tak jak na obrazku (to są wyniki dla 10 symulacji)
A czemu nazwiska wymierają?
Bo jak w danym pokoleniu są tylko dziewczynki o zadanym nazwisku to w kolejnym nie będzie dzieci z tym nazwiskiem....
Podobno powtarzanie 3 razy tego co nie udało się dwa razy to definicja szaleństwa ;-)
Ja tak chyba mam z konsolami mobilnymi ;-)
Kupiłem kiedyś Switcha z myślą, że na wyjazdach czy podobnych będę sobie grał w Dooma.... jakoś nie wyszło, bo za mały telewizor. Chociaż wziąłem go nawet do Wenecji kiedyś i grałem wtedy w Zeldę... ale nigdy nie doszedłem zbyt daleko.
Później był SteamDeck OLED czy jakoś tak.
Jakże pięknie się na tym gra w Dooma... brałem ze sobą parę razy na różne wyjazdy, ale tak naprawdę używałem tylko przez pierwsze kilka dni zaraz po zakupie... Największym problemem jest to, że drań jest po prostu za duży żeby go wygodnie brać do samolotu...
Teraz po głowie chodzi mi Switch 2...
Tak to głupi pomysł, ale mi w głowie siedzi ;-)
7 lat temu wyskalowałem swój miernik czystości powietrza używając Airly jako wzorca ;-)
Mój pomysł był taki, wystawiałem miernik na zewnątrz, zapisywałem ile on pokazywał i porównywałem to z wynikami ze strony Airly.
Zrobiłem regresję liniową ;-) (a dokładniej sam Google Sheets to zrobił ;-)) i dostałem wzór:
Prawdziwe_PM2.5=0.21*wynik_PM2.5_z_miernika+10.9
Dziś na LinkedIn ktoś zadał pytanie co by ludzie zrobili mając do wyboru dwie alternatywy:
Z serii prawdy nieoczywiste ;-)
A wiesz, że jak masz w zespole developera, który pisze kodu więcej niż inni to jest duża szansa, że jest ten developer najmniej potrzebnym developerem? ;-)
W tej branży wszyscy lubimy pisać kod. Programiści, architekci, managerowie, nawet niektórzy PMowie.
Kodowanie jest fajne... ale sam fakt tego, że pisze się dużo kodu niczego nie dowodzi. Tzn. tak ma się lepszą technikę pisania, ale to tyle.
Jeśli w zespole jest ktoś kto pisze dużo kodu to często jest tak, że ten ktoś "pisze pod siebie", pisze dużo i inni muszą się do tego jakoś dopasowywać.
Większość ludzi chce współpracować i nie ma tendencji do przepisywania "cudzego kodu", więc próbują się dopasować. Mamy wtedy sprzężenie zwrotne. X pisze na początku dużo kodu, narzuca swój styl, który jest "dziwny", inni próbują się przystosować więc piszą wolniej... a X pisze jeszcze więcej i szybciej.
Widziałem to 2 razy i 2 razy nie było to dobre. Reszta teamu się robiła smutna, byli sfrustrowani, zniechęceni, ale nie do końca wiedzieli czemu.
Oczywiście to nie jest tak, że każdy taki przypadek jest zły.... ale zwykle o czymś mówi.
Jak masz zespół nierówny bo kogoś z dużym doświadczeniem i reszta ludzi jest młoda to to jest możliwe, i usunięcie tej osoby nie przejdzie bez problemów.... ale lepiej takiego kogoś zachęcić do oddania części pracy, bo inni będą mogli urosnąć, a ten ktoś zajmie się większymi rzeczami.
Jednak jak masz zespół, który jest w miarę równy jeśli chodzi o lata doświadczenia i nie ma tam jednej osoby, która wyraźnie odstaje umiejętnościami na plus, to masz duże szanse na problem.
To nie jest wina tej osoby, pewnie team nie jest dopasowany. W dopasowanym teamie ludzie sobie patrzą na ręce i sobie pomagają. Jak ktoś się obsuwa to mu pomagają, jak ktoś umie coś nowego to uczy innych. Jak team jest niedopasowany to osoba, która ma najmniejsze opory przed pisaniem kodu (czyli jest najmniej podatny na bycie perfekcjonistą (w tej branży chyba wszyscy mają problem, tylko różni się intensywnością ;-)) zaczyna pisać tego kodu więcej, jeśli reszta teamu jest taka bardziej w trybie follow niż lead to się nie stawiają...
Tu się przydaje radical candor, idealnie w wersji "Hej X, daj się innym bawić", też dobrze w wersji "X, weź k... zostaw ten kod i daj nam coś napisać, bo znów spartolisz"... niestety często jest mówienie managerowi "nie ma ticketów, bo X bierze".... albo jeszcze gorzej zamknięcie się w sobie.
Dodajmy do tego nietechnicznego PO, który chce szybko zbudować produkt i problem się będzie nakręcał... aż X się znudzi i postanowi sobie poodpoczywać i wtedy spada wydajność całego zespołu, bo inni się przyzwyczajali do wyjadanie resztek po X.... X nic nie je i jest problem.
Stąd ja zawsze próbuję zrobić test ważności przez "a co będzie jeśli Y zniknie z zespołu". I ten test dziwnie często potrafi wskazać, że osoba pisząca najwięcej kodu swoim zniknięciem może zrobić nawet więcej dobrego bo w jej miejsce wskoczą inne osoby.. To widać np. jak X jest na urlopie i nagle za kodowanie biorą się inni ludzie i fajnie to wychodzi.