Nie wiem czy to wina update'u biosu, który przeprowadziłem wczoraj na moim Asus EEE 900, czy może tego, że akurat burzy która trwała ;-) ale "fajny" ficzer się pojawił. Gdy laptopik startuje na baterii z włączonym WiFi to po uruchomieniu się pojawia się niebieski ekran, a laptop się restartuje, po czym znowu startuj i znowu ten sam efekt ;-)Za to podłączenie do prądu powoduje, że wszystko działa jak należy ;-)Trzeba będzie przeprowadzić eksperymenta :-)
Podobne postybeta
Asus EEE 900 jest dziwny ;-)
Halt and catch fire....
A może by tak zacząć zamykać przeglądarkę? ;-)
3 must have dla Chrome OS ;-)
Asus EEE 900 ;-)
sobota, lipca 12, 2008
czwartek, lipca 10, 2008
Algorytmy Genetyczne szukają Symbolu Newtona ;-)
Nie pisałem tutaj o tym choć pisałem na moim "anglojęzycznym" blogu. Bawię się ostatnio w rozwiązywanie zadań, które Google dało kiedyś zawodnikom w trakcie code.jam.Dwa pierwsze zrobiłem w dość krótkim czasie bo spędziłem nad nimi łącznie z 5-6 godzin, ale z trzecim było trudniej ;-) Zajęło mi znacznie dłużej ;-)W końcu dotarłem do algorytmu, który owocował kodem:
Podobne postybeta
Opowieść o małym n ;-)
Rankingi, to nie takie proste ;-)
Krzyżowcy
Java i liczby pierwsze, odsłona druga
Regresja liniowa w Google Docs
public long findMaxF(long d, long b) { long f = 0; if (b==1) { f=d; } else if (b==d) { f=(1<Kod ten można jeszcze uprościć wyrzucając kawałek z porównaniem b i d dodając warunek zapewniający, że b nie będzie nigdy większe od d... ale to szczegół, ważne jest to, że ta rekurencja działa dla stosunkowo małych d i b, w przeciwnym wypadku "leci" StackOverflowError.Wiedziałem, że można się jakoś tej rekurencji pozbyć i opisuje to powierzchownie na moim drugim blogu ;-) Wcześniej jednak niż doszedłem do tego, że moja funkcja może zostać zastąpiona przez sumowanie wyników symbolu Newtona poszedłem inną ścieżką ;-)Spróbowałem użyć programu Genetyk, który znalazłem na stronie alife.pl [polecanej na świetnej ewolucja.org].Program ten używa algorytmów genetycznych do szukania funkcji opisujących zadany zestaw wartości. Niby jak wiemy, że AG działają to można sobie taki program wymyśleć, ale jednak zobaczenie jego działania daje po oczach :-)Dla mojego zestawu danych [funkcja przedstawiona wyżej wołana w taki sposób findMaxF(d=20,b={1,20})], który to zestaw został z niewyjaśnionych przyczyn odwrócony prze program ;-) [zamienił oś X z Y, a próba wymuszenia innego ułożenia kończyła się błędnym wczytaniem pliku] program zaczął tworzyć olbrzymią kolumbrynę, która po chyba około 20 tysiącach kroków [ale tu pewien nie jestem ile to było} zbliżała się do oryginalnego wykresu ze średnim błędem na poziomie 5 co jest niezłym osiągnięciem :-)Bardzo ciekawie wygląda proces dochodzenia do rozwiązania. Sam używałem AG do szukania drogi w terenie z przeszkodami [znajdowały ;-) a ja się tym zajmowałem w ramach pracy na studiach podyplomowych ;-)] i do przybliżania wykresów [niby podobne, ale ja zakładałem, że fragment wykresu który chcę przybliżyć jest opisany przez równanie ze współczynnikami i zmieniałem tylko współczynniki - to było mi potrzebne w pracy magisterskiej do obróbki danych z pomiarów :-)]. Ale nadal fascynuje mnie to jak AG rozwiązują skomplikowane problemy.Btw. warto do Ewolucja.org dodać sobie do zakładek alife.plPodobne postybeta
Opowieść o małym n ;-)
Rankingi, to nie takie proste ;-)
Krzyżowcy
Java i liczby pierwsze, odsłona druga
Regresja liniowa w Google Docs
wtorek, lipca 08, 2008
Człowieczeństwo a gra w Pac-Mana ;-)
Świetny wykład połączony z prezentacją filmów pokazujących, że bonobo nie tak daleko do człowieka :-)
http://www.ted.com/index.php/talks/susan_savage_rumbaugh_on_apes_that_write.html
Takie nawiązanie do tego gdy pisałem tutaj o GAP i tym, że Hiszpanie chcą dać małpom człowiekowatym prawa podobne do praw człowieka.
Podobne postybeta
Dlaczego skała jest twarda?
Wszyscy jesteśmy małpami
DVD BtVS sezon 2
Python - można i tak ;-)
Eksperymentalna wersja 0.5 OpenOffice.org2GoogleDocs
http://www.ted.com/index.php/talks/susan_savage_rumbaugh_on_apes_that_write.html
Takie nawiązanie do tego gdy pisałem tutaj o GAP i tym, że Hiszpanie chcą dać małpom człowiekowatym prawa podobne do praw człowieka.
Podobne postybeta
Dlaczego skała jest twarda?
Wszyscy jesteśmy małpami
DVD BtVS sezon 2
Python - można i tak ;-)
Eksperymentalna wersja 0.5 OpenOffice.org2GoogleDocs
poniedziałek, lipca 07, 2008
"Obiektywizm"
Szlak mnie trafił gdy oglądałem dzisiejsze Fakty TVN.Reportaż o tym, że Alicja Tysiąc postanowiła zaskarżyć do sądu redaktora Gościa Nedzielnego, który pisał o niej, że weźmie pieniądze za to, że nie pozwolono zabić jej dziecka.Oczekiwałbym przedstawienia racji Pani Alicji Tysiąc i redaktora Gościa Niedzielnego tak by widzowie mogli sami wyrobić sobie opinię o sprawie.Ale nie... Fakty TVN wiedzą lepiej. Jest trochę Pani Tysiąc, trochę księdza redaktora który przedstawia swoje racje, znowu Pani Tysiąc, która mówi, że chodzi też o pieniądze. Między tymi wypowiedziami komentarze "ekspertów" i narratora - konkluzja jest jedna - Alicja Tysiąc chciała zabić dziecko, a teraz jeszcze bezczelnie chce za to pieniędzy.Gdzie tu obiektywizm? Czemu nie poprzestano na wypowiedziach dwóch stron konfliktu? Czemu przedstawiono tylko ekspertów jednej strony?Media już nie są obiektywne, kreują swoją wizję świata. Nie tylko brukowce pokroju Faktu, ale też telewizje.Niszczą ludzi [vide sprawa "mordercy" łosia, która głośna była kilka miesięcy temu, choć później nikt się nie zająknął, że ten "morderca" ratując innym razem małego łosia który topił się w wodzie miał zawał i zmarł], albo kreują bohaterów. Wprowadzają biało-czarną wizję świata, gdzie ludzie mogą być tylko dobrzy, albo tylko źli.Ogłupiają ludzi.
Podobne postybeta
Bigotland - kraina bigotów
System punktowania za publikacje w Policji...
Nieistniejący rynek
Krzyżowcy
Opętańcy ;-)
Podobne postybeta
Bigotland - kraina bigotów
System punktowania za publikacje w Policji...
Nieistniejący rynek
Krzyżowcy
Opętańcy ;-)
Google Earth Plugin in action ;-)
Pisałem tu jakiś czas temu o tym jak niecnie wykorzystuje Google Earth Plugin do pokazywania ścieżki z GPS ;-)
Tym razem filmik to pokazujący ;-)
Podobne postybeta
Wirtualna wycieczka po Los Angeles :-)
Widoczki ;-)
CosmoPlayer w Google Chrome
To były czasy ;-)
Wiedza magiczna
Tym razem filmik to pokazujący ;-)
Podobne postybeta
Wirtualna wycieczka po Los Angeles :-)
Widoczki ;-)
CosmoPlayer w Google Chrome
To były czasy ;-)
Wiedza magiczna
3 "kuchenne" sekrety
Sprzedam wam dziś 3 "wielkie sekrety", których wielu ludzi nie wiadomo czemu nie zna ;-)
Sekret 1: Jak ustalić ile spala moje auto?
Nie wiedzieć czemu nawet wielu w miarę bystrych ludzi uważa to za rzecz trudną.
Istnieje cała szalona szkoła liczenia spalania. Co najmniej 2 razy próbowano mi sprzedać jej "tajny" sposób polegający na zatankowaniu do pełna i przejechaniu 100 km....
A wcale nie trzeba tak kombinować ;-)
Przepis jest prosty i wstyd go nie znać:
1) Tankujemy do pełna
2) Zerujemy licznik [albo jeśli nie możemy to zapisujemy stan licznika kilometrów]
3) Jeździmy ile dusza zapragnie [byle nam paliwa nie zabrakło ;-)]
4) Tankujemy do pełna i zapamiętujemy ile zatankowaliśmy
5) Zapisujemy ile km przejechaliśmy
I to wystarczy!
Dzieląc ilość litrów przez ilość km dostaniemy ilość paliwa na 1 km, chcąc uzyskać wynik dla 100 km mnożymy to razy 100.
Jak ktoś lubi to liczyć w głowie to wystarczy policzyć ilość litrów [z punktu 4] przez ilość setek kilometrów [z punktu 5].
Np. dziś zatankowałem prawie 34 litry, a przejechałem prawie 600 km, oznacza to, że moje auto pali:
34/600*100 = 34/6 = 5.66666...... litrów na 100 km
Jak widać jest to banalne i nie należy robić z tego jakiejś wielkiej sprawy.
Sekret 2: Jak zmierzyć pojemność garnka/dzbanka/szklanki?
Wystarczy drania zważyć "na pusto" i po napełnieniu wodą. Różnica w wadze to pojemność [a to dzięki temu, że 1 litr wody waży zwykle 1 kg]
Sekret 3: Co to jest kilowatogodzina?
Cała elektronika i elektryka w domu ma moc wyrażoną w watach. Ale jak to się przekłada na to co widzimy na liczniku gdzie jednostką jest 1 kWh [kilo-wato-godzina]?
Pójdziemy po inżyniersku ;-)
kWh = 1000 * W * h
gdzie W to waty, a h to godzina, czyli 1 kilowatogodzina to 1000 wat w godzinę.
Mówiąc inaczej 1 kWh to energia zużyta przez urządzenie(a) o mocy 1 kW (1000 W) w ciągu 1 godziny.
Jeżeli mamy odbiornik o mocy 200 W to zużycie 1kWh zajmie mu 5 godzin, a telewizor w stand-by z poborem 5 W potrzebuje 200 godzin aby pożreć 1 kWh (czyli w ciągu roku telewizor zeżre prawie 44 kWh)
Tutaj mała uwaga, w watach mierzymy moc, czyli pracę wykonana w czasie [wzór to P=W/t, gdzie W to praca [energia], a t to czas [w sekundach]]. Mnożąc moc urządzenia przez czas dostajemy energię, którą wykorzystało to urządzenie na wykonanie pracy i straty ;-)
A ponieważ zwykle czas wyrażamy w godzinach, a nie w sekundach [kto wie ile jest sekund w godzinie, a ile w dobie? ;-)] to mnożąc moc urządzenia razy czas jego pracy w godzinach dostajemy ilość watogodzin zużytych przez to urządzenie, wystarczy teraz tą liczbę podzielić przez 1000 i mamy kilowatogodziny :-)
Hint: kupując lodówkę i zastanawiając się ile toto zużyje popatrz na jej moc i załóż, że będzie pracowała przeciętnie przez powiedzmy 8-12 godzin dziennie [im nowsza i lepsza tym mniej].
P.S.
Jakby to kogoś interesowało to sekund w godzinie jest 3600, a w dobie 86400.
Podobne postybeta
Kradziejski dekoder
Coca-Cola Zero i pomidory = najbardziej "odchudzająca dieta" na świecie ;-)
Przeszedłem już w tym roku 2061.5 km :-)
A tak o liczbach ;-)
Czemu małe pieski noszą ubranka, a duże psy nie?
Sekret 1: Jak ustalić ile spala moje auto?
Nie wiedzieć czemu nawet wielu w miarę bystrych ludzi uważa to za rzecz trudną.
Istnieje cała szalona szkoła liczenia spalania. Co najmniej 2 razy próbowano mi sprzedać jej "tajny" sposób polegający na zatankowaniu do pełna i przejechaniu 100 km....
A wcale nie trzeba tak kombinować ;-)
Przepis jest prosty i wstyd go nie znać:
1) Tankujemy do pełna
2) Zerujemy licznik [albo jeśli nie możemy to zapisujemy stan licznika kilometrów]
3) Jeździmy ile dusza zapragnie [byle nam paliwa nie zabrakło ;-)]
4) Tankujemy do pełna i zapamiętujemy ile zatankowaliśmy
5) Zapisujemy ile km przejechaliśmy
I to wystarczy!
Dzieląc ilość litrów przez ilość km dostaniemy ilość paliwa na 1 km, chcąc uzyskać wynik dla 100 km mnożymy to razy 100.
Jak ktoś lubi to liczyć w głowie to wystarczy policzyć ilość litrów [z punktu 4] przez ilość setek kilometrów [z punktu 5].
Np. dziś zatankowałem prawie 34 litry, a przejechałem prawie 600 km, oznacza to, że moje auto pali:
34/600*100 = 34/6 = 5.66666...... litrów na 100 km
Jak widać jest to banalne i nie należy robić z tego jakiejś wielkiej sprawy.
Sekret 2: Jak zmierzyć pojemność garnka/dzbanka/szklanki?
Wystarczy drania zważyć "na pusto" i po napełnieniu wodą. Różnica w wadze to pojemność [a to dzięki temu, że 1 litr wody waży zwykle 1 kg]
Sekret 3: Co to jest kilowatogodzina?
Cała elektronika i elektryka w domu ma moc wyrażoną w watach. Ale jak to się przekłada na to co widzimy na liczniku gdzie jednostką jest 1 kWh [kilo-wato-godzina]?
Pójdziemy po inżyniersku ;-)
kWh = 1000 * W * h
gdzie W to waty, a h to godzina, czyli 1 kilowatogodzina to 1000 wat w godzinę.
Mówiąc inaczej 1 kWh to energia zużyta przez urządzenie(a) o mocy 1 kW (1000 W) w ciągu 1 godziny.
Jeżeli mamy odbiornik o mocy 200 W to zużycie 1kWh zajmie mu 5 godzin, a telewizor w stand-by z poborem 5 W potrzebuje 200 godzin aby pożreć 1 kWh (czyli w ciągu roku telewizor zeżre prawie 44 kWh)
Tutaj mała uwaga, w watach mierzymy moc, czyli pracę wykonana w czasie [wzór to P=W/t, gdzie W to praca [energia], a t to czas [w sekundach]]. Mnożąc moc urządzenia przez czas dostajemy energię, którą wykorzystało to urządzenie na wykonanie pracy i straty ;-)
A ponieważ zwykle czas wyrażamy w godzinach, a nie w sekundach [kto wie ile jest sekund w godzinie, a ile w dobie? ;-)] to mnożąc moc urządzenia razy czas jego pracy w godzinach dostajemy ilość watogodzin zużytych przez to urządzenie, wystarczy teraz tą liczbę podzielić przez 1000 i mamy kilowatogodziny :-)
Hint: kupując lodówkę i zastanawiając się ile toto zużyje popatrz na jej moc i załóż, że będzie pracowała przeciętnie przez powiedzmy 8-12 godzin dziennie [im nowsza i lepsza tym mniej].
P.S.
Jakby to kogoś interesowało to sekund w godzinie jest 3600, a w dobie 86400.
Podobne postybeta
Kradziejski dekoder
Coca-Cola Zero i pomidory = najbardziej "odchudzająca dieta" na świecie ;-)
Przeszedłem już w tym roku 2061.5 km :-)
A tak o liczbach ;-)
Czemu małe pieski noszą ubranka, a duże psy nie?
sobota, lipca 05, 2008
Ważne książki
Nie przeczytam "SB a Lech Wałęsa - przyczynek do biografii".
Nie przeczytam nie dlatego żebym uważał, że Lech Wałęsa był lub nie był na usługach SB. Nie przeczytam bo ten temat to wg. mnie pierdoły.
Jedynym istotnym wydarzeniem, które wpłynęło na świat i na moje życie, a w które zaangażowany był Wałęsa był Okrągły Stół i to, że miał wkład w doprowadzeniu do Okrągłego Stołu.
Najnowsza książka IPNu to pierdoły które nie mają żadnego wpływu na historię czy przyszłość. Za 100 lat Wałęsa będzie pamiętany jako jeden z tych, którzy doprowadzili do Okrągłego Stołu, jako pierwszy niekomunistyczny prezydent i tyle. Za 500 lat może niektórzy historycy będą kojarzyli, że rzeczywiście jakoś tak po II Wojnie Światowej przez 50 lat czy coś koło tego demokracja była jakoś asymetrycznie rozłożona po Europie i że były tam jakieś protesty i że zakończyły się porozumieniem przy Okrągłym Stole i przy stole tym siedział ówczesny przywódca protestujących Wałęsa.
Publikacja IPN nie jest więc w żaden sposób istotna, ważną książką jest "Samolubny Gen", w którym przedstawiono idee, która zmieniała paradygmat postrzegania problemu ewolucji. Ważną książką jest "Krótka Historia Czasu" bo spowodowała, że Nauka wróciła chociaż na półki w wielu domach. Ważną książką był "Kapitał" bo rozpoczął nowy ruch polityczny. To samo "Tako Rzecze Zaratustra" czy niechlubny "Mein Kampf". Nawet dowolna książka z cyklu o Harry'm Potter'ze jest ważniejsza dla świata, kultury i cywilizacji niż "SB a Lech Wałęsa - przyczynek do biografii".
Nie rozumiem dlatego całego zamętu wokół takich pierdół jak to czy Wałęsa był, czy nie był współpracownikiem SB. Jest to tak samo istotne jak to czy sypia na lewym czy prawym boku, albo czy mieszając herbatę obraca łyżeczką w prawo czy w lewo.
Rozumiem, że podniecać to może ludzi, którzy wtedy byli w jego okolicach. W końcu każdy się trochę zainteresuje gdy usłyszy, że ktoś kogo zna lub znał mógł mieć jakieś grzeszki na sumieniu.
Dlatego zamiast "SB a Lech Wałęsa - przyczynek do biografii" wole czytać "Wykłady o obliczeniach" Feynmana, ta książka coś może zmienić.
Podobne postybeta
Polska kapliczka
Głodzenie filozofów ;-) - jak jest sprawiedliwiej?
Jak VHDL obalił komunizm
Tresura owiec ;-)
23 kg to "okrągła" liczba ;-)
Nie przeczytam nie dlatego żebym uważał, że Lech Wałęsa był lub nie był na usługach SB. Nie przeczytam bo ten temat to wg. mnie pierdoły.
Jedynym istotnym wydarzeniem, które wpłynęło na świat i na moje życie, a w które zaangażowany był Wałęsa był Okrągły Stół i to, że miał wkład w doprowadzeniu do Okrągłego Stołu.
Najnowsza książka IPNu to pierdoły które nie mają żadnego wpływu na historię czy przyszłość. Za 100 lat Wałęsa będzie pamiętany jako jeden z tych, którzy doprowadzili do Okrągłego Stołu, jako pierwszy niekomunistyczny prezydent i tyle. Za 500 lat może niektórzy historycy będą kojarzyli, że rzeczywiście jakoś tak po II Wojnie Światowej przez 50 lat czy coś koło tego demokracja była jakoś asymetrycznie rozłożona po Europie i że były tam jakieś protesty i że zakończyły się porozumieniem przy Okrągłym Stole i przy stole tym siedział ówczesny przywódca protestujących Wałęsa.
Publikacja IPN nie jest więc w żaden sposób istotna, ważną książką jest "Samolubny Gen", w którym przedstawiono idee, która zmieniała paradygmat postrzegania problemu ewolucji. Ważną książką jest "Krótka Historia Czasu" bo spowodowała, że Nauka wróciła chociaż na półki w wielu domach. Ważną książką był "Kapitał" bo rozpoczął nowy ruch polityczny. To samo "Tako Rzecze Zaratustra" czy niechlubny "Mein Kampf". Nawet dowolna książka z cyklu o Harry'm Potter'ze jest ważniejsza dla świata, kultury i cywilizacji niż "SB a Lech Wałęsa - przyczynek do biografii".
Nie rozumiem dlatego całego zamętu wokół takich pierdół jak to czy Wałęsa był, czy nie był współpracownikiem SB. Jest to tak samo istotne jak to czy sypia na lewym czy prawym boku, albo czy mieszając herbatę obraca łyżeczką w prawo czy w lewo.
Rozumiem, że podniecać to może ludzi, którzy wtedy byli w jego okolicach. W końcu każdy się trochę zainteresuje gdy usłyszy, że ktoś kogo zna lub znał mógł mieć jakieś grzeszki na sumieniu.
Dlatego zamiast "SB a Lech Wałęsa - przyczynek do biografii" wole czytać "Wykłady o obliczeniach" Feynmana, ta książka coś może zmienić.
Podobne postybeta
Polska kapliczka
Głodzenie filozofów ;-) - jak jest sprawiedliwiej?
Jak VHDL obalił komunizm
Tresura owiec ;-)
23 kg to "okrągła" liczba ;-)
piątek, lipca 04, 2008
Firefox 3.0 - trochę narzekań
Po pierwsze FF3.0 jest niekonsekwentny, mam go zainstalowanego na 3 komputerach i na każdym działa trochę inaczej. Przykład: na jednym z komputerów nie chce mi poprawnie wyświetlać strony GoldenLine, które na innych komputerach FF wyświetla dobrze, co zabawne na tym samym komputerze Flock2.0 też wyświetla dobrze tą stronę. Na innych komputerach znowu często po wyświetleniu strony FaceBook'a można sobie klikać na linkach a i tak kliknięcia spowodują załadowanie tej samej strony [ten efekt widziałem już też w becie Flock2.0]. Znów na jednym z komputerów wejście na moją stronę BuffyPedia sprawia, że strona się co prawda wyświetla, ale nie widać na niej banera strony :-), na innych komputerach wszystko działa.Najzabawniejsze jest to, że wszystkie te instalacje przeprowadzone były z tego samego pliku instalatora, wtyczki też wydają się być identyczne lub podobne.Po drugie FF3.0 nie lubi się z serwerami proxy NTLM, działa przez nie, ale co jakiś czas jest dla nich na tyle niemiły, że serwer proxy prosi o ponowną autentykację, a jak jej nie dostanie to prosi znowu i znowu i znowu.....Po trzeci FF3.0 ma coś "porobione" z wątkami obsługującymi połączenia z internetem. Uruchomienie FF3.0, który przy starcie próbuje otworzyć kilka lub kilkanaście zakładek oznacza co najmniej chwilowe popadnięcie komputera w katatonię, choć to też zależy od instalacji i prawdopodobnie temperatury na zewnątrz...Zifne......
Podobne postybeta
Nagły atak spowolnienia? Czyli JavaScript zwolnił w FF3.6 beta 5, za to przyśpieszył w Opera 10.5 pre-alpha :-)
I bądź tu przedsiębiorczy
Azule i Android - przyszłość Java'y?
Statystyki Android Marketu mijają się ciut z prawdą ;-)
"Czy uważasz, że powinien zarabiać tyle co Ty?" ;-)
Podobne postybeta
Nagły atak spowolnienia? Czyli JavaScript zwolnił w FF3.6 beta 5, za to przyśpieszył w Opera 10.5 pre-alpha :-)
I bądź tu przedsiębiorczy
Azule i Android - przyszłość Java'y?
Statystyki Android Marketu mijają się ciut z prawdą ;-)
"Czy uważasz, że powinien zarabiać tyle co Ty?" ;-)
wtorek, lipca 01, 2008
Projekty Informatyczne - Mity ;-)
Z wykształcenia jestem fizykiem, z zawodu i zamiłowania programistą, ostatnio pełnię jeszcze rolę development leada [mówiąc prosto jestem tym na którego wszyscy mogą krzyczeć ;-), dokładniej zaś sprawę ujmując jestem kimś kto łączy developerów z product managerem [używam nazw anielskich bo lepiej oddają znaczenie]]. Moja wiedza więc o programowaniu i prowadzeniu projektów jest mieszanką praktyki nabytej w paru firmach, własnych lektur oraz pewnych szkoleń. Po tym przydługim wstępie przejdźmy do mitów :-)Harmonogramy.
Idea jest piękna i słuszna - każdy wie co, kiedy i w jakim czasie ma zrobić, dzięki temu można podać daty tego kiedy produkt będzie dostępny, można planować kolejne releasy i tego typu sprawy.
Rzeczywistość jest taka, że gdy harmonogramy są ułożone przez kogoś kto je rozumie cały zespół zaczyna grać na harmonogram ;-) Nic nie robisz od dwóch tygodni i przez następne dwa nic nie będziesz robić? Chcesz iść w takiej sytuacji na urlop? Nie możesz, bo jak wprowadzi się Twój urlop do super programu okazuje się, że data zakończenia przesunie się o tydzień....
Częściej jest jednak tak, że harmonogram układa się dla ułożenia. Wiemy, że klient życzy sobie produktu za 3 miesiące więc tak budujemy harmonogram by na papierze trwało wszystko 3 miesiące ;-)Z moich doświadczeń widzę, że najlepszy model w tym przypadku to coś podobnego do Scrum'a [choć bez dodatków które tylko denerwują ludzi]. Developerzy to zwykle dość inteligentni ludzie i potrafią zarządzać swoją pracą tak by zmieścić się w terminach. Wtedy product manager musi wyznaczyć tylko ogólne ramy czasowe, a wszystko się samo ułoży. Dodatkowo developerzy widzą zwykle zależności czasowe i starają się samo-organizować tak by jedyną osobą na którą trzeba czekać z wykonaniem kolejnej czynności była osoba która ją wykona ;-). Jak zauważyłem takie podejście świetnie działa w małych zespołach do 5-6 osób, w większych nie miałem okazji oglądać takiego podejścia.
Zarządzanie.
Jest ważne, sęk w tym że z uporem maniaka wszędzie uczy się takiego prowadzenia projektów w którym developer sprowadzany jest do niezbyt rozgarniętego trybika. Mówiąc inaczej - do zarządzania inteligentnymi i odpowiedzialnymi ludźmi stosuje się metody stworzone do zarządzania normalnymi ludźmi. Taka mała dygresja, przeciętny developer choć w swojej grupie jest przeciętny, to w ogóle populacji utrzymuje się w górnych stanach populacji [im firma lepiej płaci tym wyższe stany to są :-)], mówiąc jeszcze inaczej częsta może być sytuacja w której szeregowi podwładni są inteligentniejsi od menadżera prowadzącego projekt. Dobrzy menadżerowie to wiedzą [i tu też zasada im firma lepiej płaci tym więcej menadżerów którzy to wiedzą :-)] i cieszą się z tego.
Konsekwencją tego stanu jest to, że w większości przypadków developerzy tym lepiej pracują im więcej wiedzą o projekcie, ale w standardowym zarządzaniu gdzie traktowani są jak tribiki nikt im nic nie mówi ponad to co muszą wiedzieć.
Rozwiązanie jest proste - Agile - czyli w najbardziej skrajnym przypadku ;-) totalna samoorganizacja, ludzie sami wprowadzają procedury i standardy. Wystarczy dać im tylko ramy, które stanowi system do bug-trackingu i repozytorium kodu. Wtedy działa to tak, że z jednej strony, poprzez system bug-trackingowy, wrzuca się oczekiwania, a z drugiej strony odbiera się produkt :-)Z doświadczenia powiem, że dla małych projektów z 5-6 developerami to działa na pewno :-)Configuration Management.
Tak naprawdę nikt do końca nie wie co to jest.... oczywiście są ludzie którzy się tym zajmują i wiedzą więcej, ale i tak dla przeciętnego zjadacza obwarzanków sprowadza się to do tego, że jakoś trzeba pracować na aktualnym kodzie jednoczenie mogąc pracować w kontekście "historycznym" ;-)Rozbuchane zasady z mnóstwem gałęzi, splitów, integracji i tym podobnych świetnie wygląda na papierze, ale zwykle jest całkowicie niepotrzebne.
Continous Integration i to w wersji najprostszej, czyli pracy na wspólnym kodzie nawet bez build centerów, automatycznych testów i podobnych pozwala na obejście większości problemów. W końcu jak duża jest szansa, że 2 lub więcej ludzi z 6 osobowego zespołu dotknie tego samego kodu i sobie będzie wzajemnie przeszkadzać? Niewielka, choć szacunkowo zdarza się to w 10-15% przypadków ;-) i narzut wynikły z opóźnień tym spowodowanych jest o wiele mniejszy niż ten wynikły z walki z gałęziami.
Dokumentacja.
To jeden z największych mitów ;-) Wszyscy chcą dokumentację do projektów [sam nieraz chciałem], ale nikt jej nie tworzy ;-) A gdy wymogi każą ją tworzyć to jest traktowana po macoszemu i nikomu nie chce się jej później aktualizować [co zwykle oznacza przepisywanie].
Sens ma dokumentowanie punktów styku między podsystemami, interfejsów, protokołów komunikacji i zamotanych algorytmów, do tego dochdzą jeszcze sytuacje gdy coś jest regulowane przez prawo i trzeba to zaimplementować, wtedy też dobrze napisać dokumentację jak to ma działać. Dobrze jest jeszcze udokumentować pewne szkielety rozwiązań i zrobić listę przykładów do naśladowania i do unikania. Choć może się okazać, że i to by było zbyt dużą liczbą dokumentów. Zwykły JavaDoc wystarcza ;-)Podsumowując mogę stwierdzić, że do developmentu próbuje się wprowadzać formalizm, ale on często zamiast pomagać zabija twórcze podejście. Brak formalizmu jest zły, ale życie dla formalizmów jest jeszcze gorsze. Najzdrowszym podejściem jest podejście rozsądne ;-) Które można wyrazić jako niedogmatyczne trzymanie się zasad ;-)
Podobne postybeta
Starzeję się ;-)
"Ja? Niech ktoś inny płaci" ;-)
Kiedy zmieniać pracę i po co? (w IT)
Nie, Scrum nas nie "uratował" od Waterfalla... za to powoli sam się nim staje ;-)
4 dniowy tydzień pracy - idea piękna... ale obawiam się, że tylko zwiększy rozwarstwienie
Idea jest piękna i słuszna - każdy wie co, kiedy i w jakim czasie ma zrobić, dzięki temu można podać daty tego kiedy produkt będzie dostępny, można planować kolejne releasy i tego typu sprawy.
Rzeczywistość jest taka, że gdy harmonogramy są ułożone przez kogoś kto je rozumie cały zespół zaczyna grać na harmonogram ;-) Nic nie robisz od dwóch tygodni i przez następne dwa nic nie będziesz robić? Chcesz iść w takiej sytuacji na urlop? Nie możesz, bo jak wprowadzi się Twój urlop do super programu okazuje się, że data zakończenia przesunie się o tydzień....
Częściej jest jednak tak, że harmonogram układa się dla ułożenia. Wiemy, że klient życzy sobie produktu za 3 miesiące więc tak budujemy harmonogram by na papierze trwało wszystko 3 miesiące ;-)Z moich doświadczeń widzę, że najlepszy model w tym przypadku to coś podobnego do Scrum'a [choć bez dodatków które tylko denerwują ludzi]. Developerzy to zwykle dość inteligentni ludzie i potrafią zarządzać swoją pracą tak by zmieścić się w terminach. Wtedy product manager musi wyznaczyć tylko ogólne ramy czasowe, a wszystko się samo ułoży. Dodatkowo developerzy widzą zwykle zależności czasowe i starają się samo-organizować tak by jedyną osobą na którą trzeba czekać z wykonaniem kolejnej czynności była osoba która ją wykona ;-). Jak zauważyłem takie podejście świetnie działa w małych zespołach do 5-6 osób, w większych nie miałem okazji oglądać takiego podejścia.
Zarządzanie.
Jest ważne, sęk w tym że z uporem maniaka wszędzie uczy się takiego prowadzenia projektów w którym developer sprowadzany jest do niezbyt rozgarniętego trybika. Mówiąc inaczej - do zarządzania inteligentnymi i odpowiedzialnymi ludźmi stosuje się metody stworzone do zarządzania normalnymi ludźmi. Taka mała dygresja, przeciętny developer choć w swojej grupie jest przeciętny, to w ogóle populacji utrzymuje się w górnych stanach populacji [im firma lepiej płaci tym wyższe stany to są :-)], mówiąc jeszcze inaczej częsta może być sytuacja w której szeregowi podwładni są inteligentniejsi od menadżera prowadzącego projekt. Dobrzy menadżerowie to wiedzą [i tu też zasada im firma lepiej płaci tym więcej menadżerów którzy to wiedzą :-)] i cieszą się z tego.
Konsekwencją tego stanu jest to, że w większości przypadków developerzy tym lepiej pracują im więcej wiedzą o projekcie, ale w standardowym zarządzaniu gdzie traktowani są jak tribiki nikt im nic nie mówi ponad to co muszą wiedzieć.
Rozwiązanie jest proste - Agile - czyli w najbardziej skrajnym przypadku ;-) totalna samoorganizacja, ludzie sami wprowadzają procedury i standardy. Wystarczy dać im tylko ramy, które stanowi system do bug-trackingu i repozytorium kodu. Wtedy działa to tak, że z jednej strony, poprzez system bug-trackingowy, wrzuca się oczekiwania, a z drugiej strony odbiera się produkt :-)Z doświadczenia powiem, że dla małych projektów z 5-6 developerami to działa na pewno :-)Configuration Management.
Tak naprawdę nikt do końca nie wie co to jest.... oczywiście są ludzie którzy się tym zajmują i wiedzą więcej, ale i tak dla przeciętnego zjadacza obwarzanków sprowadza się to do tego, że jakoś trzeba pracować na aktualnym kodzie jednoczenie mogąc pracować w kontekście "historycznym" ;-)Rozbuchane zasady z mnóstwem gałęzi, splitów, integracji i tym podobnych świetnie wygląda na papierze, ale zwykle jest całkowicie niepotrzebne.
Continous Integration i to w wersji najprostszej, czyli pracy na wspólnym kodzie nawet bez build centerów, automatycznych testów i podobnych pozwala na obejście większości problemów. W końcu jak duża jest szansa, że 2 lub więcej ludzi z 6 osobowego zespołu dotknie tego samego kodu i sobie będzie wzajemnie przeszkadzać? Niewielka, choć szacunkowo zdarza się to w 10-15% przypadków ;-) i narzut wynikły z opóźnień tym spowodowanych jest o wiele mniejszy niż ten wynikły z walki z gałęziami.
Dokumentacja.
To jeden z największych mitów ;-) Wszyscy chcą dokumentację do projektów [sam nieraz chciałem], ale nikt jej nie tworzy ;-) A gdy wymogi każą ją tworzyć to jest traktowana po macoszemu i nikomu nie chce się jej później aktualizować [co zwykle oznacza przepisywanie].
Sens ma dokumentowanie punktów styku między podsystemami, interfejsów, protokołów komunikacji i zamotanych algorytmów, do tego dochdzą jeszcze sytuacje gdy coś jest regulowane przez prawo i trzeba to zaimplementować, wtedy też dobrze napisać dokumentację jak to ma działać. Dobrze jest jeszcze udokumentować pewne szkielety rozwiązań i zrobić listę przykładów do naśladowania i do unikania. Choć może się okazać, że i to by było zbyt dużą liczbą dokumentów. Zwykły JavaDoc wystarcza ;-)Podsumowując mogę stwierdzić, że do developmentu próbuje się wprowadzać formalizm, ale on często zamiast pomagać zabija twórcze podejście. Brak formalizmu jest zły, ale życie dla formalizmów jest jeszcze gorsze. Najzdrowszym podejściem jest podejście rozsądne ;-) Które można wyrazić jako niedogmatyczne trzymanie się zasad ;-)
Podobne postybeta
Starzeję się ;-)
"Ja? Niech ktoś inny płaci" ;-)
Kiedy zmieniać pracę i po co? (w IT)
Nie, Scrum nas nie "uratował" od Waterfalla... za to powoli sam się nim staje ;-)
4 dniowy tydzień pracy - idea piękna... ale obawiam się, że tylko zwiększy rozwarstwienie
Rok Darwina czas zacząć :-)
Gdyby nie wpis Pawła Wimmera na jego blogu - Poradnik Webmastera, przegapiłbym jedną z ważniejszych dat w historii nauki i ludzkości.Dokładnie 150 lat temu na spotkaniu The Linnaean Society of London [Stowarzyszenie Lineuszańskie ;-)] odczytano liczący 18 stron referat zawierający listy Karola Darwina i Alfreda Russela Wallace'a mówiące o tym jak dobór naturalny wpływa na ewolucję i zróżnicowanie gatunków.To przedstawienie nie odbiło się zbyt szerokim echem, dopiero publikacja O pochodzeniu gatunków spowodowało ożywioną dyskusję.Z powodu tej 150 rocznicy czas zacząć obchodzenie Roku Darwina :-)Więcej na Wired [w języku angielskim]
Podobne postybeta
Jadę na konferencje :-) tzn. chyba jadę ;-)
Działamy
Me Hacker ;-)
Dzień Darwina
12 stycznia - Dzień Darwina
Podobne postybeta
Jadę na konferencje :-) tzn. chyba jadę ;-)
Działamy
Me Hacker ;-)
Dzień Darwina
12 stycznia - Dzień Darwina
Subskrybuj:
Posty (Atom)