poniedziałek, marca 23, 2026

Project Hail Mary

Kocham książkę.

Kocham film ;-)

Chociaż był inny niż się spodziewałem, z trailerów wydaje się być bardziej dynamiczny z elementami komedii... a jest momentami powolny, momentami dynamiczny, z elementami komedii ;-)

Choć trzeba przyznać, że znajomość książki dużo pomaga. Nie jestem pewien czy ci, którzy nie czytali książki będą wszystko wiedzieli... ale też nie wiem czy muszą ;-) 

Chociaż mam wrażenie, że Marsjanin zrobił na mnie większe wrażenie. Ale trudno mi powiedzieć. Spodziewałem się świetnego filmu i dostałem świetny film :-)



Podobne postybeta
Marsjanin
Postęp... powolny postęp
Feeling Good SF :-)
"Chciałabym a boję się" ;-)
Lipcowe książki :-)

piątek, marca 13, 2026

Zapętlony vibecoding ;-)

Vibe coding jest zabawny ;-)
W pracy chcemy zbudować coś co produkuje pewien tam format danych.
W ramach zabaw postanowiłem, że używając vibe codingu może zrobię swoją wersję... zacząłem od pytania Gemini czy to jest w ogóle możliwe.
Powiedziało, że tak i podało produkt nad którym pracuję jako przykład czegoś co to robi ;p

Powiem, że to było naprawdę meta ;-)


Podobne postybeta
Czy vibecoding zmienia ważność ludzi? Czy PM/PO stają się bardziej niezbędni od inżynierów?
Złej (albo leniwej) baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy
Agent by Agent ;-) czyli o tworzeniu agenta AI agentem AI ;-)
Czemu nie korzystam z hulajnog elektrycznych?
Allegro to jest banda amatorów.

środa, marca 11, 2026

Złej (albo leniwej) baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy

Słucham książki Apple: The First 50 Years i jak każda taka rzecz nakręca mnie to do tworzenia czegoś... do tego mam głód kodowania... więc mnie ciśnie żeby sobie zrobić cel 50 linii kodu dziennie...
I jest jeden problem.... nie mam czego pisać ;-)

Tzn. wiem, że to też nie jest to. Np. kilku rzeczy nie zaczynam bo mi Antigravity od Google nie działa bo jakieś 2-3 tygodnie temu popsuli coś i Antigravity dostaje 400 od backendu.

Za to wczoraj w ramach specyfikowania czegoś do pracy najprościej było pogadać z Gemini i zrobić prototyp, który mogłem dać developerowi dzięki czemu ten nie musiał próbować zrozumieć "co autor miał na myśli" czytając specyfikację, tylko widział zachowanie jakie jest potrzebne ;-)

Choć tego Antigravity mi brakuje, bo mam pomysł na próbkę aplikacji do "mojego" ToDo i bardzo łatwo by to było opisywać Antigravity, niby mógłbym z Gemini CLI, ale to nie to samo.
W ogóle mam wrażenie, że kierunkiem dla conajmniej pewnej gałęzi vibecoding powinno być kodowanie gdzie obok widzimy nie tylko kod ale i UI zmieniający się "na żywo", może nawet na działającej aplikacji. 

Wracając do tych 50 linii kodu, poważnie rozważam nawet iście przez Cracking the Coding Interview zadanie po zadaniu i pisanie wariantów. Leetcode mnie zawodzi, ostatnio mieli serię o dynamic programming, a ja się przyznaję, jak dynamic programming do mnie przemawia i umiem często pójść od rozwiązania rekurencyjnego, do memoizacji i z memoizacji do czystego rozwiązania na tablicach, czy nawet bez jak nie są potrzebne, to niemal obrzydzenie czuję widząc start od rozwiązania tablicowego ;-) nie wiem, odbieram to nadal jako formę nieeleganckiego ataku ;-) (albo to z zazdrości, że ja muszę tą drogę przejść, a ktoś umie od razu wskoczyć w ten tryb...)

Ciekawe, że wypocenie dwóch wpisów na bloga, paru komentarzy na LinkedIn i Facebooku to pikuś, ale napisanie 50 linii kodu wymaga jakiegoś celu... 


Podobne postybeta
Zaczynam się przekonywać do agentów AI....
Struktury danych vs algorytmy
Bullshit Jobs jest słabe
Atlas zbuntowany, ale na odwrót ;-)
Opowieść o "zmotywatorach" ;-)

Trzeba pisać

Macie tak, że znacie technikę na radzenie sobie z czymś, a o niej nie pamiętacie? ;-)
Ja mam tak, że jak mam czegoś za dużo na głowie to wiem, że trzeba zacząć pisać. Przechodzi to przez inny obszar mózgu, który dookreśla sprawy, trzeba je nazwać, a na dodatek często jest tak, że zapisze się te rzeczy w głowie.... i widać, że jest tego 3 albo 5 sztuk... a nie jakieś miliony jak sugerował tłok w głowie.

Problem z tym, że ja zapominam, że zapisanie pomaga ;-)

I nie, nie chodzi nawet o zrobienie ToDo (które mi zawsze wychodzi jakby nie wychodziło), a o proste zapisanie tego co w głowie siedzi.

Bo po tym akcie nagle patrzysz na to i widzisz... o, a to jest actionable, o a tu przecież mogę zrobić historyjkę i nagle jest spoko..
Z drugiej strony często jest tak, że masz to napisane i widzisz następny krok... banalny, ale jakoś trudny do zrobienia ;-)

Ale to wszystko jakoś blednie i znika jak człowiek sobie uświadomi, że często po prostu zapomina o tej prostej sztuczce ;-)

Niby nieraz myślałem "A to sobie zrobię reminder, żeby zapisać....". Próbowałem, nie działa bo ignorował.
Próbowałem kiedyś nawet sobie wysyłać maile z takich systemów, które pozwalają napisać maila i Ci go przysyłają np. za miesiąc czy rok.... nie wiem jak to działa bo na kilka prób które wykonałem, ten mail nigdy do mnie nie dotarł ;-)



Podobne postybeta
Upał promuje mniejszych?
DoR before DoD ;-)
Kopernik i zasada kopernikańska, później Darwin i Teoria Ewolucji... co będzie kolejne? Silne AI czy synetyczne życie?
Laborki :-)
Okrutniki ;-)

niedziela, marca 08, 2026

Nie, Scrum nas nie "uratował" od Waterfalla... za to powoli sam się nim staje ;-)

Nieraz już słyszałem w odpowiedzi na moje lub cudze narzekanie na Scruma i jego ciężkość, że "to co chcesz wrócić do Waterfalla"...

Moja odpowiedź jest standardowo mniej więcej taka "Ale wiesz, że tak na poważnie nikt nigdy nie stosował Waterfalla? Sam Waterfall pojawił się jako pomysł w 1 papierze napisanym dla DoD jako antypattern tego jak tworzyć oprogramowanie"...
To mi wyciągają, że o proszę a tak pisano software w latach 70...

Stąd dziś napiszę "dłuższą" wersję tego co mam w głowie gdy mówię o Waterfallu ;-)

Tak, Waterfall był używany, ale to nie jest tak, że to była jakaś uznana metodologia tworzenia oprogramowania i trzeba z nią było walczyć.
W latach 50 czy 60 oprogramowanie się bardziej zdarzało, pisane je dla rządów i wielkich firm. Nikt właściwie nie wiedział jak się za to zabrać więc próbowano metod, które działały w przemyśle gdy budowano sprzęt, albo gdy budowano sieć energetyczną czy telefoniczną. 
Powstawały specyfikacje i podobne dokumenty, bo nikt jeszcze nie wpadł na to jak to robić.
Nie było nawet jeszcze programistów jako takich... w NASA pierwszymi programistami były naprawdę kobiety i to często czarne, które wcześniej pracowały jako "computery" czyli osoby, które przeprowadzały obliczenia. 
Samo oprogramowanie było też dużo prostsze niż dzisiejszy software,
W latach 60 kod, który liczył nawet tak skomplikowane rzeczy jak symulacje bomby atomowej był szczytem komplikacji, ale dziś gra komputerowa robi więcej, bardziej skomplikowanych obliczeń.... nie przez przypadek dzisiejsze ładowarki USB mają większe moce obliczeniowe niż komputer, który pomagał lądować ludziom na Księżycu ;-)

Gdy powstało SABRE czyli Semi Automated Business Research Environment jako joint-venture między IBM, a American Airlines to tak, stosowano podejście ze specyfikacjami i nawet kodem pisanym ręcznie i później przenoszonym na komputery.... bo to był jeden z pierwszych dużych systemów komputerowych.... (dużych jak na tamte czasy, on zastępował to co do tej pory robiło kilka osób siedzących w pokoju w którym pod sufitem były przypięte wszystkie planowane układy siedzeń na jakiś tam czas i agent dzwonił, mówił co chce a oni na papierze to zaznaczali...)

W latach 70 się zaczęło robić ciekawiej bo komputery miały już kilka lat i wtedy właśnie powstał ten słynny papier mówiący o Waterfallu jako antypaternie. Komputery z magicznych potworów które zajmowały kilka pomieszczeń zaczęły maleć i mieściły się w biurku i się komplikowały więc stare metody, gdzie coś tworzono przez 2 lata się nie skalowały... stąd ten papier opisywał metody bazujące na iteracjach.... bo nagle komputery stawały się bardziej dostępne i to już nie było pisanie kodu "na sucho" coraz częściej feedback był dużo szybszy.
No i wtedy przyszedł 1975 i Altair BASIC... Gates z Allenem wcale nie używali Waterfalla... oni w ~8 tygodni to napisali, metodą prób i błędów... 
Tej samej techniki pisania używano później, co było nawet prostsze bo już taki VIC20 od Commodore pozwalał ludziom pisać kod i go od razu uruchamiać...
Cała software'owa część Silicon Valley to był ruch oparty o trial and error, o iteracje. Nikt tam nie używał Waterfalla.

Tak w tym czasie "wielkie" systemy dla banków czy urzędów skarbowych powstawały nadal ze specyfikacjami (choć i tam było coraz więcej trial and error), a z czasem w latach 80 ta kultura hackerów z Silicon Valley zaczęła być dominującym podejściem do tworzenia softu. Nawet duże firmy robiące "poważny" software Enterprise miały coraz więcej ludzi, którzy się tak uczyli programować.
Często było tak, że powstawały wielkie specyfikacje, które pisali poważni ludzie w garniturach, a później i tak implementacja powstawała metodą prób i błędów.

Dzisiejszy Software ma swoje "korzenie" nie w Waterfallu, ale w tym co robili hackerzy z Silicon Valley i podobnych miejsch.
Wszystkie OSy których używamy, wszystkie języki programowania, to są "dzieci" tego ruchu. C i Unix nie powstały jako wielkie systemy z tysiącami stron dokumentacji. One powstały z potrzeby. C powstał by mógł powstać Unix... a Unix powstał bo chcieli mieć w końcu coś gdzie mogliby używać komputera szybciej w wiele osób, by mieć szybki feedback gdy zrobią błąd.... to było całkowicie przeciwne modelowi Waterfalla.

Gdy w 2001 roku powstał Agile Manifesto on nie był "przeciwko Waterfallowi", on był przeciwko tworzonym przez firmy ad hoc procesom i chaosowi. Bo ludzie, którzy tworzyli oprogramowanie już od ~25 lat stosowali trial and error i wiedzieli, że to działa.

Dzisiejszy Scrum z certyfikatami, powtarzalnymi spotkaniami, wydzielonym Scrum Masterem, estymatami, mierzeniem prędkości i naciskiem na przewidywalność jest właśnie odwrotem od tego co chciał Agile Manifesto. Jest próbą narzucania developerom sztywnych ram "biznesowych"... chociaż tym razem służą one nie tyle biznesowi firmy, a biznesom ludzi robiących kasę na certyfikacji Scrumowej ;-)

Scrum jest dobrą metodologią, choć praktyka wskazuje, że każdy dobrze wprowadzony Scrum zmienia się w końcu w Kanbana ;-) [czyli nie, najpewniej nie powinno się zaczynać od Kanbana, Kanban jest dobry gdy między developmentem, a productem jest zaufanie i obie strony wiedzą, że gramy do tej samej bramki]. Ale to Scrum ma służyć ludziom, a nie ludzie Scrumowi. 
Na początku Scrum jest po to by chronić development. Product często chce zmieniać priorytety i cele, wtedy 2 tygodniowy Sprint jest stabilizatorem. To jest narzędzie, którego team może użyć do odrzucenia zmian celów, można powiedzieć w połowie Sprintu "OK, chcecie zmiany wymagań? Spoko, to całą robotę którą mamy z poprzedniego tygodnia wyrzucamy i zaczynamy wszystko od nowa". To jest szansa dla teamu na stabilizację, a dla productu lekcja, że dostają to co "zamówili", a jak zmieniają "zamówienie" to dostaną to odpowiednio później. Ale to uczenie się nawzajem prowadzi do wzrostu zaufania i w końcu team może odrzucić 2 tygodnie Sprinty, bo product nie zmienia zdania co 3 dni... ale jak zmienia to jest to na tyle ważne, że warto zmienić kierunek szybciej. Ludzie się też uczą dzielić robotę na mniejsze kawałki i straty w razie zmiany kierunku są też mniejsze....
Ale to wszystko nie dzieje się dzięki religijnemu oddaniu rytuałom Scruma, czy ideologicznemu nadzorowi Scrum Mastera ;-) a przez to, że dev team wie co ma robić....


Podobne postybeta
SCRUM i ogólnie Agile to często taka zakamuflowana forma premature optimization
Kariera IT, jak iść w górę i jak iść w bok ;-)
Branche i Scrum to taki security blanket dla programistów
Kupię sobie jednak Copilota
Moja teoria firm IT

sobota, marca 07, 2026

Porzucenie Facebooka mnie kusi....

Kończą mi się social media ;-) Mastodonowa instancja mi umarła, Twittera Elon zmienił w totalny śmietnik, Google+ umarło wiele lat temu... więc jest jeszcze Facebook i LinkedIn....

Człowiek nie wie jak głupi potrafią być ludzie do momentu gdy nie zajrzyj w niektóre posty czy komentarze.

Fakt, mój świat jest dziwny, pracuję z ludźmi którzy są bardzo albo jeszcze bardziej inteligentni, którzy są dobrze wykształceni. Tak miewają poglądy z którymi się nie zgadzam, ale swoją klasą dość mocno ograniczają próbkę którą znam.

Facebook i czasem LinkedIn dają mi wgląd w o wiele dziwniejszy świat... tzn. ja nie wiem jak te poglądy się przekładają na populację, wiem, że social media chcą zaangażowania więc algorytmy będą mi pokazywać to co wg nich mnie ztriggeruje. Stąd nie wiem czy te poglądy to jest ekstremum i właśnie widzę wypowiedź jedynego przedstawiciela, czy też są to poglądy ogółu... kiedyś nawet próbowałem oglądać różne Demotywatory i podobne uznając, że może tam będzie widać poglądy zwykłych ludzi...

OK, ale wracając do kończących mi się social mediów. Teraz to jest dla mnie taka wkurzająca ruletka ;-) i coraz częściej zaczynam myśleć o tym, żeby po prostu skasować... nie jestem na tym etapie, ale dociera do mnie piękno tego.

Chyba wolę żyć w świecie gdzie ludzie nie są aż tacy....



Podobne postybeta
Koniec z socialami?
A może by tak porzucić prasę i social media?
Średnia vs. mediana
Tęsknię za Google+ ;-)
Foldery

środa, marca 04, 2026

Spróbowałem Wintela w wersji od Dell'a i to jednak nie jest mój styl

Od wielu lat nie używam Windowsa za wyjątkiem tego Windows, który jest w Xbox.
Jednak w automotive i okolicach niektóre aplikacje są tylko dla Windows ;-)

No więc muszę się jednemu takiemu programowi przyjrzeć, zamówiłem sobie licencję na Parallels, ale wszystko wskazuje na to, że jednak lepiej to na prawdziwym sprzęcie ruszać, mam jedną licencję więc lepiej nie ryzykować...

Stąd "pobrałem" dodatkowy komputer jakiegoś Della z Windows 11....

Po latach używania Macbooków, ale też wcześniej latach używania Asusa (prywatnie) czy jakichś Toshib czy HP zastanawiam się kto używa laptopów Della.

Wczoraj chciałem go otworzyć i dłuższą chwilę zajęło mi znalezienie odpowiedniej strony, i żeby go otworzyć musze wciskać palce tak w rogu, bo próba podniesienia ekranu z przodu nie działa....
Plotka głosi, że Macbookach to działa jak działa bo wytyczną było by dało to się zrobić jednym palcem. W Dellu to nie działa.

Sam Windows 11 też jest dziwny, touchpad i klikanie dziwnie działają, klawiatura też jest inna, ale tu nie mam pretensji. To Apple postanowiło udziwnić uczciwy układ ;-)

Ale powiem wprost kontakt z tym Windowsem sprawia, że raczej nie wrócę ;-)
Co ciekawe momentami miewałem takie myśli "A może by porzucić Macbooki i pójść w Dell XPS 13 czy podobnym" i raczej chyba nie... 
Chociaż pętla walled garden zaciska się nad wszystkimi OSami, które są proprietary.... więc nie mówię stanowczego nie, raczej takie "wolałbym nie" ;-)


Podobne postybeta
Syncrhonizacja przez osoby.... komputery trzecie ;-)
Czy EULA (End-user license agreement) jest potrzebna w aplikacji mobilnej, czy nie?
Tęskni mi się Linux ;-)
Windows mnie jednak nie lubi ;-)
API ssie w świecie walled gardens