wtorek, września 07, 2010

Na pohybel Facebookowi :-)

Jakoś tako ostatnio Facebook odpalił swoją wyszukiwarkę, która będzie cool, geezy, czad i w ogóle, bo pokaże mi w wynikach wyszukiwania też to co zalubieli moi znajomi......
Teoretycznie fajnie.

Jedno "ale", jak już zauważył Google, i chyba nawet dodał to do Orkuta, ja mam różnych znajomych. Np. takich, którzy interesują się sportem, czy życiem gwiazd, gdy akurat to mnie praktycznie nie interesuje. Ja znów interesuję się komputerami i ich programowaniem, co nie zainteresuje przeważającej ilości moich znajomych z takiego Facebooka. Ba, dla nich to będzie nudne!
Mam znajomych z poprzednich firm, ze szkoły podstawowej, studiów, takich którzy lubią Buffy i innych. I te grupy się zwykle wzajemnie nie przenikają.

Jakby się zastanowić jest tez drugie "ale", czyli aktywność.
Na takim FB z 90% treści jaką dostaję generuje z 5-10 osób, z czego większość to i tak sprawy, które mnie zbytnio nie zajmują.

Nie wierzę w społecznościowe wyszukiwarki.
Idea jest rozsądna.
W końcu Google też tak działa, z pewnym zastrzeżeniem, ale też tak.
Ale w nie nie wierzę.

Czemu?
Bo choć społecznościowe wyszukiwarki bazują na bardzo dobrych założeniach to mają też dużą dziurę.
Założenie pierwsze jest takie, że ludzie piszą o, rekomendują, czy w przypadku FB, zalubiają rzeczy godne polecenia.
Założenie drugie jest takie, że moi znajomi mają podobne gusta jak ja.

Oba założenia (z zastrzeżeniem do drugiego, że nie wszystko co lubią moi znajomi pasuje do mojego gustu) są poprawne, ale pomijają jeden ważny aspekt.

Poza pierdołami dotyczącymi znajomych (w końcu jesteśmy zwierzęta społeczne i przez to z 70-90% czasu spędzamy na rozmowach o lub z bliskimi znajomymi/rodziną) rozmawiamy głównie o tym co jest teraz głośne.
O nowych filmach, podatkach, zabawnych filmikach i obrazkach i podobnych. To jest jakieś 90% pozostałych treści, poza sprawami prywatnymi.

No i trudno budować wyszukiwarkę na podstawie jakichś 3% ogólnie generowanej treści.
Wg. mnie się nie da.

Model Google, gdzie polecenie czegoś "kosztuje" jest lepszy. Koszt polecenia to stworzenie strony, która będzie na tyle popularna, że i inni ją będą polecać.

Znajomi są świetni, ale wklejając link do zabawnego filmiku nie wykonali pracy, a przez to z łatwością mogli też wkleić coś co będzie po prostu nudne, albo męczące.
Robiąc stronę też tak można, ale samo zrobienie strony nie wystarczy do polecenia, jeszcze ktoś do nas też musi linkować byśmy byli godni polecania innych stron.

Dlatemu jakoś nie wydaje mi się by wyszukiwarki społecznościowe miały zagrozić Google.