niedziela, stycznia 24, 2010

"Przefazowana" TV

W ciągu paru ostatnich lat taka zadziwiająca rzecz dzieje się z retoryką w sprawach związanych z religią.
Np. kiedyś w okresie Bożonarodzeniowym w TV mogliśmy usłyszeć bardzo dużo o tradycji chrześcijańskiej i katolickiej, o choince, o darach itp. Brzmiało to mniej więcej tak "Dziś wg. tradycji kościół katolicki obchodzi Wigilię" albo "Wierni gromadzą się w kościołach na pasterce". Teraz przesunięcie jest ku "Świętujemy dziś Narodziny Pańskie", z podawania faktów o tym jak święta są obchodzone telewizje przesuwają się w kierunku głoszenia prawdy objawionej.
Inny przykład, w 2005 roku gdy PKP powoływało pociąg papieski jeżdżący z Krakowa do Wadowic [który już tą trasą nie kursuje bo jednak zapotrzebowania nie było] to mówiło "Idea pociągu papieskiego to owoc kolejarskiej szczerej wdzięczności Panu Bogu za pontyfikat Jana Pawła II, a także przekonanie, że Ojciec Święty pragnie nadal być z nami tak, jakby nie istniała granica wyznaczona przez śmierć".
A jakże lepiej by to brzmiało gdyby powiedzieli po prostu "Idea pociągu papieskiego to odpowiedź na zapotrzebowanie tysięcy podróżnych, chcących poczuć bliskość z Janem Pawłem II".
W pierwszym przypadku PKP staje się głosicielem jednej prawdy objawionej, w drugim odpowiada na zapotrzebowanie rynku i klientów.

Powoli acz skutecznie religia ze sfery wiary i prywatnych przekonań włazi w przestrzeń publiczną, jednocześnie żądając dla siebie pozycji uprzywilejowanej w której nie wolno jej kwestionować i zadawać pytań bo "to nie wypada" bo to "razi czyjeś uczucia" czyli przywilejów które zarezerwowane są właśnie dla tych spraw, które są w przestrzeni prywatnej.
Bo ja nie mam nic przeciwko temu by np. PKP woziła wierzących ludzi chcących odwiedzić Wadowice, ale chcę by robiła to bo chce pomóc ludziom, bo jest zainteresowanie. Nie mam nic przeciwko temu by TV mówiła o zwyczajach wigilijnych czy tradycjach religijnych, ale niech nie przedstawia poglądów religijnych tego jako faktów.


Podobne postybeta
Jak VHDL obalił komunizm
Tajemnica PKP....
Wojny religijne i jak ich uniknąć
Amoralna modlitwa
In vitro

4 komentarze:

  1. Nie tylko telewizja i media, całe moje życie przebiega pod wpływem nacisków fanatyków religijnych. Jako osoba zawodowo opiekująca się dziećmi jestem zmuszana do cotygodniowych wizyt w świątyni, przyjmowania kolędy oraz do "czuwania rodzin", ale nie pytaj mnie o co w tym chodzi, bo nie rozumie idei. Polega to na tym, że zostawia się podopiecznych, organizuje nianie, i siedzi w kościele, wysłuchując bredni o planowaniu naturalnym rodziny. Jak sobie pomyślę o tych obowiązkach, ciągłym postępowaniu wbrew sobie, udawaniu, to jest mi niedobrze. Według moich pracodawców ateiści nie mogą wychować dzieci na pożądanych obywateli. Naginam te reguły jak mogę, często choruję;-))), ale i tak jest to dla mnie tragiczna sytuacja, odebranie wolności, możliwości wygłaszania poglądów, pod groźbą utraty pracy:-((((((

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie żebym Cię podpuszczał ;-) ale może czas pójść pod prąd i jeżeli ktoś zacznie szykany ze względu na brak udziału w indoktrynacji to zacząć batalię sądową?

    Chociaż wiem, że to nierealne. Jak do wyboru masz przekonania, a dobro swoich podopiecznych [bo gdybyś zaczęła się "stawiać" to przecież nie wiesz co się z nimi stanie i gdzie trafią] to logika nakazuje położyć uszy po sobie, co innego ryzykować samemu, co innego losem kogoś za kogo się jest odpowiedzialnym.
    Ale szlak człowieka może trafić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie tak jest. Jak skończę swoją "misję" to razem z drugą połówką zapiszemy się do "A". Zdrowia życzę :-))).

    OdpowiedzUsuń
  4. Biorąc pod uwagę że wychowuję siedmioro obywateli, ma to dla mnie też społeczny wymiar, czuję że mam wpływ na przyszłe pokolenie i czuję odpowiedzialność za jego jakość, przykładam się:-)))), dlatego też nie wciskam młodym ludziom kitów o żebrach, piekłach i mocy, opowiadam że to takie poetyckie obrazy, nie wyjaśniając przy tym po co je stworzono, zresztą chcę żeby miały choć podstawową wiedzę też o innych religiach. Opór moralny mam natomiast przy odpowiedzi na pytanie :'" Ciociu, mamo, a czy jest Bóg?" . Ja nie potrzebuję do życia wiary, ale czy oni będą na tyle silni, aby w przyszłości poradzić sobie bez niej???? Nie potrzebuję wiary, ale nie wiem czy gdyby np mój syn zachorował ciężko, i nie zostałaby żadna logiczna, realna nadzieja, nie zaczęłabym się wtedy okłamywać. Może wiara pojawiłaby się na potrzeby chwili, i czy to byłaby wiara???? Z drugiej strony można zamiast " modlić" się do niego iść łatwiejszą drogą i "obwiniać go" o chorobę bliskich, no a tak mocno "uwierzyć" chyba nie potrafię, bez względu na okoliczności, brać niczego mocnego też nie zamierzam, a według niektórych, np szamanów afrykańskich czy indiańskich, to narkotyki umożliwiają kontakt z bogiem.

    OdpowiedzUsuń