niedziela, czerwca 04, 2006

Znowu dyskusja....

Dziś miałem kolejną dyskusję w stylu "dlaczego jesteś ateistą?". Toczyłem już takich dyskusji wiele i z każdą jestem bliższy stwierdzenia, że nie warto nawet podejmować tematu.
Czy ryba zrozumie ptaka, a ptak rybę? (Zakładając oczywiście, że posiadają oboje ten sam potencjał intelektualny, powiedzmy na ludzkim poziomie). Raczej nie, szczególnie jeżeli nie próbują się zrozumieć, a raczej wzajemnie przekonać (lub nawrócić).
Powiem tak, jestem w stanie zanegować praktycznie każdy dowód istnienia Boga, tak samo jak osoba wierząca jest w stanie zanegować każdy dowód nieistnienia.
Zagorzały sceptyk ateista jest w stanie nie uwierzyć i zanegować nawet bezpośrednią manifestację Boską, tak samo jak zagorzały wierny znak od Boga zobaczy w kształcie rogalika. I oboje w swoim mniemaniu będą mieli rację.
W takiej dyskusji wierzący będzie mówił o zbrodniach ateistów, na co ateista z lubością wyciągnie palenie czarownic, Inkwizycję i nawracanie Indian.
A wszystko sprowadza się do tego: ja nie wierzę w Boga, ale nie przeszkadza mi, że ktoś wierzy.
Ja się staram nie "nawracać" i liczę, że wierzący nie będą nawracać mnie. Wszyscy możemy mieć rację, wszyscy możemy się mylić.
Lepiej jednak zrobimy gdy przestaniemy się tym przejmować i po prostu będziemy się starali być w miarę przyzwoici.[post nie z powodu braku pomysłów informatycznych ;-) raczej z potrzeby chwili ;-)]


Podobne postybeta
Bóg Urojony i Źródło Wszelkiego Zła
No to posprzątane, pójdę siedzieć, za obrazę uczuć religijnych....
Śmierdząca ryba wolności ;-)
Słaby, ale wojujący ateizm - czyli "obiektywne" dziennikarstwo ;-)
[lifehack] Najprostszy sposób priorytetyzacji