Miałem kilka razy w życiu dziwne reakcje na to, że nie jem mięsa. Jakby sam fakt niejedzenia wrzucał mnie automatycznie do jakiejś konkretnej szuflady.
A przecież: nie jem mięsa, nie piję alkoholu, nie palę, nie biorę narkotyków, nie piję kawy, nie jem lodów innych niż czekoladowe lub kakaowe (od biedy śmietankowe i waniliowe), nie zabijam, nie kradnę, nie otwieram okien w nocy, nie oglądam piłki nożnej, nie jem chrupków, nie słucham disco polo i nie czytam Paulo Coelho ;-).
Tak, to są części mojej osobowości, a niektóre nawet tożsamości, ale one nie przypisują mnie z automatu do żadnej grupy.
Część tych rzeczy mam z natury – jak niezabijanie i niekradzenie.
Część to czysty pragmatyzm – nie otwieram okien w nocy, bo nie znoszę komarów, a komary uwielbiają mnie. Wybieram mniej bąbli zamiast komfortu cieplnego.
Części rzeczy nigdy nie zacząłem – jak alkohol, papierosy czy narkotyki.
Inne odpadły po testach – spróbowałem i po prostu nie wpasowały się w mój gust. Tak było z kawą, szpinakiem, mięsem czy lodami owocowymi.
Przez wiele lat jadłem mięso, ale nigdy nie byłem jego wielkim smakoszem – znam lepsze smaki. Kiedyś, jeszcze będąc mięsożercą, zażyczyłem sobie "schabowego", ale w wersji wege. Okazało się, że smakuje mi tak samo jak oryginał. Wtedy do mnie dotarło: ja po prostu najbardziej lubię panierkę. Podobnie było z mizerią – z czasem odkryłem, że ogórki są mi tam w zasadzie zbędne, za to maślanka z solą i pieprzem to mistrzostwo.
Szczerze mówiąc, od zawsze trochę brzydził mnie widok surowego mięsa albo obgryzanie kości. Ale nie mam nic przeciwko ludziom, którzy je lubią – super, świetnie, że Wam smakuje.
Jedyny mięsny akcent, którego czasem mi brakuje, to mocno wysmażony, chrupiący boczek. Chodzi o reakcję Maillarda i ten genialny smak głębokiej karmelizacji. Na szczęście zbliżony efekt można wyciągnąć z dobrze suszonego pomidora.
Moje niejedzenie mięsa to nie deklaracja przynależności do jakiejś subkultury czy manifest. To po prostu kwestia smaku – ja naprawdę wolę żółty ser od szynki. A kawy nie piję, bo o ile jej zapach jest genialny, o tyle smak zupełnie mi nie podchodzi. Swój przydział kofeiny i tak dostarczam z herbatą (wtedy to teina) i Coca-Colą.
OK, czasem mogę sobie w głowie dodawać jakieś bonusowe punkty do "etyczności", ale doskonale wiem, że są one trochę nie na miejscu.
Słyszałem kiedyś wywiad z farmerem prowadzącym "szczęśliwą hodowlę". Mówił, że jego zwierzęta mają świetne życie poza jednym, ostatnim dniem – ale to dzieje się szybko i nawet nie wiedzą, co je spotkało. W moim odczuciu takie mięso jest nie tylko etyczne, ale wręcz bardzo etyczne. Pomijając już fakt, że po moich własnych przygodach ze stekiem w Teksasie za żadne pieniądze nie chcę przeżywać tego znowu...
Chodzi o coś innego: sera bez mleka zrobić się nie da. A rzeczywistość krów mlecznych rzadko bywa szczęśliwa. Skoro więc rezygnuję z mięsa, ale bez mrugnięcia okiem jem nabiał, to z tą moją wybiórczą "etycznością" w głowie należy podejść tak bez przesady.
I jest to trochę wkurzające, że w ogóle muszę się z tego tłumaczyć ;-). Jak długo nie robię komuś krzywdy, to moja sprawa, co jem, a czego nie jem ;-).
Zresztą, ja już w pierwszej czy drugiej klasie podstawówki podpadłem nauczycielom. Kazali nam wtedy napisać w ćwiczeniach do "Środowiska", co jedliśmy na śniadanie. Wpisałem mój ulubiony pokarm – dżem truskawkowy. Dzisiaj wolę pomidora, pewnie przez to, że ma mnóstwo glutaminianu, a ja mam bardzo dobrze rozwinięte wyczuwanie umami (przez to też uwielbiam jajka ;-)).
Kto wie, może to jest właśnie prawdziwy powód, dla którego nigdy nie przepadałem za mięsem? Pamiętam, że jak dostawałem kanapkę z pomidorem i szynką, to tę szynkę po prostu wyciągałem. Zdarzało mi się zjeść ją oddzielnie, "na raz" – no bo przecież jedzenia się nie wyrzuca – ale to była czysta metoda eliminacji odpadów. Wszystko po to, by wreszcie móc cieszyć się smakiem samego pomidora... A jeśli ten pomidor miał jeszcze cebulę, dużo soli i pieprzu, to już w ogóle było mistrzostwo.
Tak myślę, może jak będę miał jeszcze kiedyś taką samą reakcję to wyślę ten post? ;-)
Podobne postybeta
Wegetarianizm kaizen - czyli ja bywać wegetarianinem bez zbytniego wysiłku ;-)
Ja to mam jednak utylitarne podejście do jedzenia ;-)
Triada spokoju, albo triada antychaosowa ;-)
Książki, które mi się spodobały w 2017
"Promocja homoseksualizmu" co to niby ma być?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz