sobota, maja 16, 2009

Jak wywołałem kryzys....

Przed chwilą przyszedł mail z Merlina o tym, że nie są w zadanym czasie znaleźć jednej z zamówionych książek.
Zwyczajowo w tym miejscu proponowali 4 opcje, czekanie aż się pojawi brakująca pozycja, rezygnację z tej pozycji, podział zamówienia na 2 i rezygnację z całego zmówienia. Ja wybierałem zawsze podział zamówienia na 2.
A teraz amba, tej opcji nie ma.
Także koszty przesyłek poszły znacznie w górę, to już nie jest 8.50, a 17.00... zresztą kiedyś dla przesyłek większych niż 50 złotych wystarczyło kupić książek za 500 złotych w ciągu ostatnich 100 czy 300 dni i transport był za darmo.....
A teraz każą płacić.

Widać tną koszty bo kryzys.

Ale co jest ciekawe to to, że ciąg tych zmian zbiegł się z tym jak zmniejszyłem ilość zakupów w Merlinie.
Jeszcze 2-3 lata temu praktycznie każdą nową książkę kupowałem przez Merlina.
Jednak od mojego drugiego pracowania w Krakowie coraz częściej zamiast czekać aż książka pojawi się w Merlinie wolę pojechać do którejś z galerii i tam ją kupić.

Przez to zamiast wydawać po 1000 czy więcej złotych rocznie u nich, teraz wydaję góra 1/3 tej kwoty... No ale żeby głupie 700 złotych różnicy wpływów tak ich dobiło? ;-)

Dlatego w ramach ratowania Merlina wzywam kupujmy książki w księgarniach internetowych! Jeszcze chwila i mogą nam bez tego zbankrutować i jak się będziemy wtedy czuli?


Podobne postybeta
Drony listonosze...
Galileoskopy w Polsce
Czekanie na mieszkanie ;-)
OAuth pokonany, wersja 0.0.1 TimeToRead gotowa ;-)
Najbardziej bezsensowne wybory