piątek, kwietnia 30, 2010

Trochę liczb :-)

Przeglądałem właśnie dokumenty w Google Docs i znalazłem parę arkuszy do których zapisują się głosy oddane w kilku "ankietach" które ogłosiłem.Wyniki większości już tu kiedyś umieszczałem, ale dziś jeden wspólny ankietowy post ;-)OOo2GDOOo2GD głównie do pracy z Google Docs używa 91% użytkowników.Głównie do pracy z Zoho używa 4% użytkowników.Głownie do pracy z WebDAV używa 4% użytkowników.Nowy GadaczNowy Gadacz - syntezatorExpressivo firmy IVO - 72%Dant - 14%System Syntezy Mowy WP - 9%Spiker/UniSpiker firmy IVO - 5%SynTalk firmy NeuroSoft - 1%Nowy Gadacz - komunikatory które powinny być wspieraneNowe Gadu Gadu - 66%Gadu Gadu [do wersji 7.7] - 34%Jabber [Spik, Google Talk] - 10%Tlen - 14%Other - 19%Nowy Gadacz - czy dalej rozwijać?Dobry kierunek rozwoju [Nowy Gadacz powinien być rozwijany] - 80%Ujdzie w tłoku - 9%Totalna porażka [W ogóle nie warto kontynuować nad nim prac] - 6%Ile potrwa kryzys?Średnia to prawie 20 miesięcy, a ankieta działała głównie na początku tamtego roku, co oznacza, że wg. zbiorowej mądrości osób biorących udział w tej ankiecie kryzys powinien się skończyć w lipcu 2010.Udział systemów operacyjnych wśród użytkowników OOo2GDWindows - 70.4%Linux - 20.6%Mac OS - 7.4%Rzeczywiste wyniki za ostatnie 3 dni toWindows - 91.29%Linux - 3.18%Max OS - 8.67%Chrome OS - sukces czy porażka?Sukces - 51%Porażka - 49%


Podobne postybeta
Gadające Gadu-Gadu
Przeszacowany Linux, Niedoszacowany Windows i Ukryty MacOS ;-) czyli o tym na jakich systemach używa się głównie OOo2GD
Gadacz v1.2
Projekty ;-)
Jak można przegrać wybory gdy się je wygrywa?

O Android Market

Głośno ostatnio o tym jak to Android Market rośnie. Wg. analiz osiągnął już 50 tysięcy aplikacji, a przyrosty w ostatnich miesiącach to po 8000 sztuk aplikacji miesięcznie.

Robi wrażenie.

Ale gorzej jest z jakością tych aplikacji. Są perełki, takie Google SkyMap jest nieziemskie, ale jest też wiele aplikacji słabych, które tylko zapychają market i utrudniają w poszukiwaniach wartościowych programów.
Dziś np. zajrzałem do marketu w poszukiwaniu "źródeł wiedzy" i okazało się, że większość dostępnych tam programików to programiki do przeglądania Pisma Świętego, lub Koranu, a takich tablic pierwiastków były tylko 2. I nie chodzi tu o moją niechęć do religii, a o to, że to są po prostu proste programiki, takie wprawki bo używa się nich głównie czyjejś ciężkiej pracy, bo ktoś kiedyś to Pismo Święte czy Koran wklepał do komputera, a same programiki pozwalają co najwyżej wędrować po tych dokumentach przy pomocy istniejących tam i dobrze opisanych indeksów.
Nie znalazłem jednak np. aplikacji, która pozwalałaby na szybkie wyszukiwanie cytatów w tych księgach na podstawie problematyki, bo taki programik wymagałby już większego wysiłku.

Inna grupa programików to takie, które służą do "strzelania" z AK47 czy innych rodzajów broni, albo do zabawy mieczem świetlnym [choć ten program ma tego plusa, że wykorzystując akcelerometr wydaje charakterystyczny dźwięk "przecinania powietrza"].

Możliwe, że więcej fajnych programów dostępne jest w płatnej części Android Marketu, ale jak na razie Polska się nie kwalifikuje. I to tak do zakupu aplikacji w Android Market jak i do sprzedaży.

Zresztą z tym nieuruchamianiem płatnej części Marketu w wielu krajach Google robi sobie wg. mnie krzywdę, bo wychowuje wielu użytkowników w środowisku gdzie aplikacje nic nie kosztują.
Ciekawe jestem jak duża część amerykanów [którzy płatny market mieli prawie od początku] kupuje aplikacja w Android Market, a jaki odsetek Kanadyjczyków to robi [a Kanadyjczycy jeśli dobrze pamiętam mogą korzystać z Android Marketu dopiero od miesiąca czy jakoś tak]. Obstawiam, że w USA jest to popularniejsze.

Sam się na razie do Marketu nie pcham, bo jak na razie uczę się tylko Androida [choć niezbyt intensywnie ;-)], ale czas pokaże czy w ogóle będę próbował. Motywacją może być akcja, którą Google zrobiło jakiś czas temu gdy rozesłali do twórców najpopularniejszych programów po telefonie, a to Nexus One, a to Motoroli Droid ;-)
Zresztą jestem pewien, że duża część z nowych developerów którzy przyczynili się do tych 50 tysięcy aplikacji przyszła z nadzieją, że może Google znów powtórzy taką akcję [sam przecież o tym myślałem ;-)].

Btw. Google namawia do używania HTML5 do tworzenia aplikacji mobilnych, i wszystko jest super, z tym, że taki Android 1.6 nie wspiera HTML5, wspiera tylko albo aż Google Gears.


Podobne postybeta
Płatny Android Market.... czy mi się to w ogóle przyda?
Zaczynam wierzyć w postPC....
"Semisubiektywna" klasyfikacja dokumentów ;-)
Książkowa faza - stare hard SF :-)
Jestem anonimowym programistą....

środa, kwietnia 28, 2010

"Na kogo oddasz głos w wyborach prezydenckich i dlaczego będzie to ..." ;-)

Wybory się nam zbliżają, i trzeba wybrać jednego z kandydatów. Dziś flowchart, który pomoże Ci w podjęciu decyzji by zagłosować na Jarosława Kaczyńskiego.



Flowchart powstał jako wynik rozszerzenia mojej dzisiejszej deklaracji z Twittera ;-) o następującej treści ;-)
Szczyt chamstwa i okrucieństwa - w zbliżających się wyborach prezydenckich zagłosować na Jarosława Kaczyńskiego i wyjechać z kraju ;-)


Podobne postybeta
Mistrzowie political fiction
Przymiarki do nowego Bloggeroida
IT - Jaka kasa w zależności od skilla? ;-)
Jak używamy Java'y ;-)
We are doomed...

wtorek, kwietnia 27, 2010

Historia +1

Ha! dziś poznałem 1 powód dla którego historia jest przydatna. Wcześniej nie znałem takowych powodów.
Tak wiem i zgadzam się z tym, że miło wiedzieć i sama wiedza jest wartością, ale to tak naprawdę przyjemność intelektualna, nie przydatność.

W teksty w stylu "historię trzeba znać by jej nie powtarzać" nie wierzę od dawna, bo już sama historia Polski pokazuje, że to bzdura. Wydawałoby się, że po powstaniu listopadowym nie powinno wybuchać styczniowe, a w każdym bądź razie nie powinno przegrać.
A taka bitwa pod Grunwaldem? Fajnie, ale tak, strategii z tamtej bitwy nie użyje się na nowoczesnym polu walki, sama idea rycerstwa też się zdewaluowała, technologia walki inna, morał w postaci "Polska i Litwa są w stanie dokopać zjednoczonej pod sztandarami zakonu Europie" też nieaktualne.
OK, czegoś się nauczyliśmy na Wielkim Kryzysie, bo ostatni, który był wielkim jak na razie nie odbił się nam nawet miniaturką czkawki którą odbijał się Wielki.
Ogólnie ponieważ obecne społeczeństwo to coś innego niż społeczeństwo 100 lat temu [a już w ogóle inna bajka niż 200 lat temu] to praktycznie żadne wnioski opisujące społeczeństwa czy ludzi sprzed 100 lat nie mają wielkiego zastosowania w przypadku współczesnego społeczeństwa. Klasa robotnicza? A co to?

Ale dziś dotarł do mnie jeden pożytek :-) Bez historii trudno zrozumieć różnice i konflikty między narodami/rejonami/państwami.
Np. czemu Czesi nie lubią Polaków? Może za Zaolzie i 68? Czemu Polacy nie lubią Rosjan? Za 17 września, za Katyń, za 45 lat "niewoli", za rozbiory? Czemu lubimy USA? Bo nie lubili ZSRR?
Albo czemu Polacy są mniej chętni do tworzenia biznesu, niż Amerykanie? Może dlatego, że w ciągu ostatnich 200 lat mieliśmy jednego Hipolita Cegielskiego? Bo a to przeszkadzali zaborcy, a to I Wojna Światowa, a to Wielki Kryzys + Sanacja, a to II Wojna Światowa a to PRL? A w USA mieli tylko wojnę secesyjną, która wybuchła zresztą z powodu ceł, które miały chronić rynek USA przed zalewem tańszych i lepszych produktów ze wschodu [wtedy to była Europa ;-), ale w latach 80 próbowali tego samego przeciwko Japonii co znów dowodzi, że znajomość historii nie chroni przed popełnianiem tych samych błędów], co znów zaszkodziło eksportowi bawełny, a później I i II Wojna Światowa, które nie dotknęły terytorium USA, ale pozwoliły na rozwój przemysłu?

Ta, ten motyw mnie przekonuje.

Chociaż patrząc na taki IPN można dojść do wniosku, że historia służy też do kreowania konfliktów ;-)

Bez tego 1 powodu historia była w tej samej przegródce co poezja, czyli miłe, ładne, dobrze że się tym ktoś zajmuje, ale właściwie to po co?

Ależ potrollowałem ;-)


Podobne postybeta
Z jednej strony ludzie żyją dłużej i lepiej, z drugiej "upadek moralny"... to co w tym "upadku" złego?
Jak VHDL obalił komunizm
Język a postrzeganie rzeczywistości
Historia czy Histeria? ;-)
Święta wojna...

Coca-Colowy eksperyment cd ;-)

Prawie 2 tygodnie temu napisałem tutaj o "eksperymencie", który przez przypadek zacząłem ;-)
Po 6 godzinach od jego rozpoczęcia wszystko wyglądało tak:



A teraz po około 318 godzinach wszystko wygląda tak:



Żeby nie było, wszystko odbywa się na karbowanej powierzchni, tak więc woda ze szklanki może wyciekać i to przez dwa dość duże otwory (o wymiarach 2 cm [szerokość] na 0.25 cm [wysokość]). I jak widać te na oko 0.15-0.2 l na wycieknięcie potrzebowało jak na razie prawie 2 tygodni :-)

A w tym czasie Cola leży w lodówce i czeka na szklankę....


Podobne postybeta
Czemu od 30 godzin nie piję Coli - Eksperyment ;-)
Uspokajacz
Bez cukierków i Coli
Złudne poczucie bezpieczeństwa...
We Frankfurcie...

poniedziałek, kwietnia 26, 2010

HashMap i put(E) i ile to trwa? :-)

Zagadka dla Java'owców ;-)
Jaka jest złożoność czasowa Java'owej metody put(E) dla HashMap w notacji O i dlaczego jest to c*n i kiedy mamy taki przypadek? :-)
A kiedy mamy przypadek, że mimo tej złożoności rzeczywisty czas jest bliski 1? :-)
Jak uniknąć tego by ten rzeczywisty czas działania put(E) był daleki od c*n, a bliski 1? :-)


Podobne postybeta
Java 32 bit vs. Java 64 bit
Map - mój ulubiony interfejs :-)
Klasa statyczna - ki diabeł?;-)
Potęga lokalności
Motorola Rulez, czyli Motorola Atrix 4G rządzi :-)

Książki, książeczki, książunie ;-)

Pisałem już tu o książkach, które mam na kolejce do przeczytania.
Problem jednak w tym, że trochę się pogubiłem ;-)

Dlatego w ramach propagowania czytelnictwa, a i wprowadzenia sobie porządku wrzucam na bloga aktualną kolejkę ;-)





  • The Good Man Jesus and Scoundrel Christ - Philip Pullman
  • Unlocking Android
  • Nasza wewnętrzna menażeria
  • Ostatnie Twierdzenie
  • The Ancestor's Tale
  • A Devils Chaplain
  • Why Evolution is True
  • Ender in Exile
  • A War of Gifts
  • Once upon a time in the north
  • Lyra's Oxford
  • Ewolucja jest faktem [jakby co to wiem, że to jest polskie tłumaczenie Why Evolution is True]
  • Modern Science Writing
  • The Portable Atheist
  • Fizyka rzeczy niemożliwych
  • Thinking in C++
  • Historia fizyki

Oczywiście nie jest to kolejność pewna, i zwykle jednocześnie będę czytał kilka książek, ale liczę, że uda mi się trzymać planu ;-)

Najbardziej cieszę się chyba na "Naszą wewnętrzną menażerię" [choć tytuł oryginału wydaje mi się być lepszy - Your inner fish :-)] i na The Ancestor's Tale [o czym już pisałem].
Ha! Na kolejce jest jeszcze "Najwspanialsze widowisko świata. Świadectwa ewolucji", którą czytałem w oryginale, ale chcę przeczytać też po polsku.
Zresztą wczoraj skończyłem czytać "Niewidocznych Akademików" Terry'ego Pratchett'a i jak zwykle tłumaczenie Piotra W. Cholewy było świetne :-) [i dzięki tłumaczeniu książkę mogłem przeczytać dwa razy, bo raz w oryginale, a drugi raz tłumaczenie, które dodało jeszcze smaku książce :-)]

Wiecznie na kolejce jest też "Wprowadzenie do algorytmów", które przeczytałem w jakichś 60% w tamtym roku latem, ale trzeba sobie jeszcze przypomnieć, a że nie przeczytałem całej to może trafić na kolejkę książek "świeżych" :-)

Z powtórek czytałem ostatnio cykl Imperium Isaaca Asimova, czyli "Kamyk na Niebie", "Prady przestrzeni" i "Gwiazdy jak pył" i trzeba przyznać, że w latach 50 to Asimov był królem SF, nie Clarke :-) choć sam wolę Clarke'a w późniejszych książkach. Bo Clarke bardziej technologiczny był, jego światy były bardziej podobne do naszego.
Trzy lata temu przechodziłem przez Roboty Asimova i niestety na "Robotach z planety świtu" poległem, bo wykończyła mnie scena z łazienką z holoprojekcią.

Ewidentnie jestem w chwili obecnej nastawiony na odbiór, nie tworzenie ;-)


Podobne postybeta
Najwspanialsze Widowisko Świata - Świadectwa Ewolucji
Now książki "na kolejce"
The Greatest Show on Earth: The Evidence for Evolution
Ewolucja technologii i obyczajów w SF
Cieszę się, że autorzy których czytują są lepszymi psiarzami niż ja czytelnikiem :-)

czwartek, kwietnia 22, 2010

Wiedza magiczna

Uwielbiam to ;-)Przykład na dziś, próbuję sobie napisać prosty widget dla Androida, ma liczyć biorytmy [nie, niewierze w biorytmy, ale biorytmy mają tą zaletę, że są "osobiste" i zmieniają się z czasem, czyli pasują do bycia widgetem w Androidzie :-)].W ramach testów napisałem sobie swoją własną klasę rozszerzająca "podstawę" dla widgetu czyli klasę AppWidgetProvider i jej metodę onUpdate(), w manifeście aplikacji wprowadziłem "zamówienie" na filtrowanie intenta android.appwidget.action.APPWIDGET_UPDATE, i ponieważ chciałem widzieć te zmiany od razu to ustawiłem interwał otrzymywania tego intenta na 1000 ms......... i nic, mój widget nic nie dostawał. Tzn. dostawał 1 raz, a później już nie.No i już wiem czemu ;-) Na czas oglądania Inwazji zostawiłem włączony emulator Androida i włączonego DDMSa i zauważyłem, że updaty przychodzą, ale nie co 1 sekundę, a co 30 minut :-)Znając już te 30 minut zapytałem Google o android.appwidget.action.APPWIDGET_UPDATE minimum 30 mintues i ze StackOverflow dowiedziałem się, że to taki nieopisany ficzer ;-) W dokumentacji o tym nie piszą, a nawet piszą o przykładzie z 15 minutami jako interwałem ;-)Android ma chyba zresztą tej wiedzy magicznej dość dużo, innym przykładem jest robienie zdjęć, do czego używa się intenta android.media.action.IMAGE_CAPTURE, które na G1 [ale chyba też na innych telefonach] robi zdjęcie, ale nie w pełnych rozmiarach, a jedynie w rozdzielczości 512x384 [a to i po użyciu dodatkowych ustawień bo normalnie 256x192].


Podobne postybeta
W Androidzie przydałyby się nagrywalne intenty :-)
Programowanie jako sztuka oszukiwania ;-)
396 m2 ekranu
ETA - liczymy szacowany czas zakończenia [przybycia ;-)]
Dalsze walki Androidowe

Odsypianie dziwne

Miało być "Odsypianie złe", ale nie wiem czy nie użyłem już kiedyś tego tytułu ;-) i jednak dziwne oddaje bardziej to jakie jest ;-) Człowiekowi się śnią ludzie, których dawno nie widział, a jak tak dalej pójdzie to mi się jeszcze Buka przyśni ;-)Ale to chyba naturalne, że odsypiam, przez ostatnie 3 dni akurat nic nie było do roboty więc siłą rzeczy chodziłem później spać, a to z poprzednim tygodniem spowodowało, że trzeba odespać, więc głowa złożyła mi się na poduszce sama z siebie o 22 drugiej! Rzecz niebywała, zwykle nawet 2 w nocy jest niebywała i czas iścia spać oscyluje koło 3 w nocy.Teraz mam przerwę w odsypianiu, żeby zmienić drzemkę w prawdziwy sen ;-)A tu kawałek który od wczoraj za mną łazi:
Pewnie słyszałem go już parę razy, ale dopiero wczoraj jakoś tak bardziej świadomie.Btw. nic nie robienia przez parę dni. Jak chcesz by development zwiększył swoją prędkość pracy to przetrzymaj ich na głodzie przez kilka dni ;-) później rzucą się na robotę byle tylko mieć czym głowę zajętą ;-)


Podobne postybeta
Leniuchowanie
Na śpiocha....
Walka z VacLagiem - start ;-)
Religia w szkole
The Giver - kolejny świat, który się nie domyka....

środa, kwietnia 21, 2010

Światełko w tunelu :-)

Jak pisze Webhosting amerykańska komisja federalna powołana do pilnowania rynku inwestycyjnego Securities and Exchange Commission zaproponowała by w celu ułatwienia porównywania różnych ofert na papiery wartościowe na bazie aktywów [cokolwiek to znaczy ;-)] każda z nich zawierała w sobie kod źródłowy programu w Pythonie, który pozwalałby na przeprowadzanie symulacji rentowności danej oferty przy zadanych parametrach takich jak inflacja, czas trwania i podobne.Czyżby to był sygnał? Takie światełko w tunelu, zapowiadające, że programy komputerowe będą się stawały czymś w stylu "języka prawa"? :-)Choć z drugiej strony trudno sobie wyobrazić kod programu dla paragrafu o usiłowaniu morderstwa.... a może nie?Pewnie wyglądałoby to jakoś tak:
def celoweDziałanieSprawcy():    return (wyrażałChęćZabicia) && ((przygotowywałDoprowadzenieDoŚmierci) || (namawiałDoDoprowadzeniaDoŚmierci))def czyWinny():   if (prawdopodobieństwoŚmierciOfiary>10%) && (celoweDziałanieSprawcy()):      return winny   else:      return niewinny
albo podobnie ;-)A rola sądu i biegłych sprowadzałaby się do ustalenia wartości danych wejściowych. Prokurator miałby za zadanie zebrać dowody na to, że poszczególne parametry powinny mieć takie to a takie wartości, obrońca zaś miałby je kwestionować, zaś komitet decyzyjny ustalając w głosowaniach poprawność danego parametru ustalałby jego poziom ufności i uruchamiał program ustalający czy prawo zostało złamane ;-)Chociaż przerzedziłby się nam chyba wtedy zastępy twórców prawa ;-)Takie ogłoszenia by się pojawiały "Sejm Rzeczpospolitej Polskiej poszukuje na stanowisko posła osoby z doświadczeniem w programowaniu prawniczym" ;-)


Podobne postybeta
Trudniej jest lepiej.... czyli AccountManager w Androidzie...
Umiejętność programowania pomaga :-)
Post drugie - bądź na tak ;-)
Czy Macbook Pro jest wart swojej ceny?
Złośliwe pytania

wtorek, kwietnia 20, 2010

Nazwy

Nazwy to trudna sprawa w momencie gdy coś się tworzy.

Można pójść w dosłowność i mamy OpenOffice.org2GoogleDocs, można pójść w opisowość i mamy Gadacza, albo Ściągnik [tak nazwałem jeden z podprojektów w mojej pierwszej pracy ;-) z dziwnych zwyczajów miał jeszcze to, że log pisał "wierszem" bo co jakiś czas rymował ;-)].
Z drugiej strony jest "symbolizm" [prawdę mówiąc jestem pozbawiony chyba zdolności do postrzegania symbolizmu, a jeżeli nie to bym chciał być pozbawiony, dlatego bardziej chodzi mi tu metaforę lub nawiązanie], tutaj mamy Echidna'ę, czyli Kolczatkę, której nazwa wzięła się stąd, że "oryginalny" projekt, który miał być wzorcem nazywał się Dziobak (Platypus) ;-) [co do Echidny, to ostatnio jak tam zaglądałem miałem problem z odróżnieniem poszczególnych typów otwarcia pliku przez co nie byłem pewien czy w danym momencie powinienem pobierać plik z Google Docs, czy może nie].
Innym przykładem może być Magic Toaster [choć raczej powinno być Magic Toster, bo tak to pisałem, a mówiłem Magiczny Toster] czyli mechanizm tłumaczący SQLa z InterBase'owego na Oracle'owy [głównie chodzi o pilnowanie tego by używać w SELECT co najmniej tych nazw kolumn, które są używane w warunkach, w warunkach JOINów i w ORDER BY czy GROUP BY i o parę innych rzeczy, które powodują problemy [tu od razu zastrzeżenie, bo się ktoś pojawi z pytaniem "czemu nie używasz Hibernate czy innego mechanizmu persystencji", spróbuj go tak zrozumieć by umieć w locie pytać o dane z paru tabel i to z paroma warunkami, a wszystko to ma być dostępne dla użytkownika w taki sposób by nie wiedział, że ma do czynienia z bazą danych, wtedy SQL staje się przyjacielem [choć nielubianym ;-)]]].
Czemu Magiczny Toster? Bo miło dla ucha brzmi i ciągle mam przed oczami scenkę gdy jeszcze w LO na jakiejś wycieczce kolega w ramach gry w rebusy pokazywał hasło "Toster bezprzewodowy" ;-)
Był też projekt Cameron, czyli edytor dHTML z korekcją pisowni, tu nazwa wzięła się od imienia terminatora granego przez Summer Glau ;-)

Btw. komputery też mają nazwy, mój obecny laptop to River, poprzedni był Shiri, mamy jeszcze Ginny, były też Priscilla, Albert i HAL. Z czego trzy ostatnie nazwy czy "imiona" pochodziły właśnie od komputerów ;-) [HAL z Odysei Kosmicznej 2001, Albert z jakiegoś serialu o zwariowanym naukowcu, a Priscilla była imieniem komputera pokładowego w jakimś jeszcze innym serialu, tym razem SF [choć bardziej fantasy]].
Aha laptopy pracowe mają wspólną nazwę "pracowy" ;-) czasem tylko z określaniem "poprzedni", albo z określeniem firmy "ten z Motki" [ale to był desktop].

Wracające jednak do nazw tworów, to sam preferuję jednak nazwy opisowe, np. przed chwilą znalazłem na dysku plik losownik.hta ;-) którego jedyną rolą jest losowanie liczby w zadanym zakresie.
Widzę też dużo nazw w stylu "dzialaj.js" albo "map.hta", czy też "getIP.vbs", czyli głównie prosty opis tego co dana rzecz robi. Btw. VBS coś mi się wydaje, że mój skrypt który działać winien na jednej z maszyn u mnie w pracy od jakiegoś czasu maila mi nie przysłał.......... aż trzeba go będzie odwiedzić ;-)

Ale nazwy są potrzebne. Choć nie zawsze się przyjmują, np. gdy masz w projekcie n branchy/releasów to w pewnym momencie gdy mówisz na callu 3.4.b1 i 4.3.b1 to ludzie się gubią, ale okazuje się, że używanie w miejsce tych numerków nazw miast nie działa :-( Tzn. nikt nie pamięta co jest co ;-)

O! jeszcze nazwy dla klas, czy typów, metod oraz zmiennych. Czasem są po prostu oczywiste, ale innym razem trudno złapać dobrą nazwę [hmm... a może to znak, że w takim przypadku taką np. klasę trzeba przemyśleć i może nie powinna powstać? :-)]. Ja mam np. w projekcie, który "liczy" podobne posty klasę SimilarPostsAdder i BloggerSimilarPostsUpdater, które są zrozumiałe tylko dzięki temu, że sam je pisałem i opisują mniej więcej to do czego służą ;-)

OK, spać mi się chce :-)


Podobne postybeta
Connectify - zmień swoje Windows 7 w hot spota :-)
Ewolucja technologii i obyczajów w SF
Gabinet Ipsalorda
Lenię się :-)
Losowanie dobre

poniedziałek, kwietnia 19, 2010

Funeral TV

Mam wrażenie, że przez poprzedni tydzień mieliśmy do czynienia z testowym nadawaniem Funeral TV, czyli nowego tematycznego kanału poświęconego pogrzebom powstającego we współpracy między TVP, TVN i Polsatem.
Jakieś 5 lat temu też przeprowadzali testy, ale ostatni akcent w postaci pogrzebu był jakiś taki mniej bizantyjski, a bardziej symboliczny.

Rozumiem żałobę, rozumiem, że nie puszczamy filmów które nie pasują. Ale transmitowanie na praktycznie wszystkich antenach TEGO SAMEGO to przesada. Rozumiem, że nie wszyscy mają TVN24 i Polsat News i TVN oraz Polsat retransmitowały ich programy, ale czemu robiły to też TV Biznes i CNBC? TVP była w ogóle świetna bo to samo nadawała na TVP1, TVP2, TVP Info i TVP Polonia. Rozumiem jedna z krajowych i TVP Polonia, ale wszystkie?
A co z ludźmi, którzy mieli kaprys obejrzenia czegoś innego niż pogrzeb?

Inna sprawa, co najmniej 1 z ofiar katastrofy TU-154 była niewierząca, byli tam też wyznawcy prawosławia i ewangelicy, ale cała centralna impreza żałobna była aż fioletowa od księży katolickich. Na miejscu rodzin tych osób, którym katolicyzm nie odpowiada czułbym się nie tylko zdruzgotany po stracie bliskich, ale jeszcze obrażony, że narzuca mi się katolickie gusła [i tak, człowiek to widzi, dlatego na pogrzeb mojego ojca mistrz ceremonii jechał z Bielska Białej]. Gospodarzem tego typu centralnej imprezy powinien być premier, czy pełniący obowiązki prezydenta, a nie kapłan. Pogrzeb jak najbardziej z księdzem czy całym plutonem jak to było w przypadku pary prezydenckiej, jeżeli tylko człowiek był wierzący. Ale jeśli coś nazywa się centralną uroczystością żałobną i jest państwowe to najważniejszy ma być czynnik państwowy, a nie religijny.


Podobne postybeta
Komuś zdrowo odbiło - znowu....
Pluralizm
Mistrzowie political fiction
No to posprzątane, pójdę siedzieć, za obrazę uczuć religijnych....
eWUŚ na plus, pomysł roku Gierka na minus :-)

sobota, kwietnia 17, 2010

Eyjafjallajökull w kodowaniu, czyli rozplątujemy kilometry sznurka ;-)

Eyjafjallajökull, czyli nazwa najsłynniejszego i najbardziej kłopotliwego teraz wulkanu w Europie kojarzy mi się nieodparcie z kodowaniem i refactoringiem ;-)
Gdy dostajesz zamotany kod, w którym klasy mają po 3 albo i 5 tysięcy linii, a metody w nich rzadko schodzą poniżej 500 linii to zaczyna się szał refactoringu, który służy głównie zrozumieniu kodu.
Bądźmy szczerzy, nic tak nie pozwala zrozumieć kodu jak jego refactoring. Bo mało kto z nas jest w stanie zrozumieć metodę mającą te 300 linii przy jednym przebiegu, szczególnie gdy złośliwie jest w niej więcej niż 1 ścieżka wykonywania.... a zwykle jest ;-) bo jak chyba wszyscy wiedzą metody mające 300 linii powstają zwykle przez dopisywanie do nich kolejnych ścieżek wykonania.
Zaczynasz od ładnej i krótkiej metody, która ma obliczyć procent składany dla parametrów jakimi są kwota, oprocentowanie roczne, ilość lat. Później przychodzi konieczność uwzględnienia podatki Belki, następnie możliwość naliczania odsetek co miesiąc, co tydzień, co dzień. W końcu okazuje się, że liczyć też trzeba przypadki bez podatku Belki. Jeszcze później konieczność przeliczania między walutami w momencie naliczania odsetek i podatku.... i tak dalej, i nagle z prostej metody BigDecimal calculateGain4Year(BigDecimal cash, BigDecimal yearPercentage, int years), która liczyła powiedzmy 20 linii robi się kobyła mająca tych linii 500. Nazwa w ogóle nie pasuje bo teraz metoda ta wygląda tak:BigDecimal calculateGain4Year(BigDecimal cash, BigDecimal yearPercentage, TimeUnit timeUnit, boolean taxation, Currency cashCurrency, Currency transactionCurrency).
Teraz zaczyna się analiza i używanie Extract Method, po tym refactoringu mamy z jednej multum metod w stylu:
  • BigDecimal calculateGain4DayWithTaxation(BigDecimal cash, BigDecimal yearPercentage, Currency cashCurrency, Currency transactionCurrency),
  • BigDecimal calculateGain4DayWithoutTaxation(BigDecimal cash, BigDecimal yearPercentage, Currency cashCurrency, Currency transactionCurrency),
  • BigDecimal calculateGain4MonthWithTaxation(BigDecimal cash, BigDecimal yearPercentage, Currency cashCurrency, Currency transactionCurrency),
i tak dalej i tak dalej ;-)
Jeżeli jeszcze się okaże, że np. dla kwot w Euro podatek liczy się jeszcze inaczej to będziemy mieli np. metodę: BigDecimal calculateEuroGain4DayWithTaxation(BigDecimal cash, BigDecimal yearPercentage, Currency cashCurrency, Currency transactionCurrency), która będzie używała metody BigDecimal calculateGain4DayWithTaxation(BigDecimal cash, BigDecimal yearPercentage, Currency cashCurrency, Currency transactionCurrency, TaxationEngine engine).
Po tym refactoringu, czyli de facto analizie kodu, czyli po rozłożeniu go na czynniki pierwsze jesteśmy często właśnie na etapie Eyjafjallajökullu ;-) Kod jest bardziej czytalny [czytalny, nie czytelny, przyjmijmy, że ten neologizm oznacza tyle co możliwy do przeczytania], dzięki czemu można go zrozumieć.
Często na tym etapie kończymy.
Nasz zamotany kod/sznurek został rozwinięty, co prawda jest go nadal kilka kilometrów, ale leży na ziemi, widzimy początek i koniec i jest nadzieja, że ciągnąc za jeden koniec dojdziemy do dowolnego jego elementu [tu utrudnienie polegające na tym, że ponieważ to jest jednak kod, a nie sznurek to tak naprawdę ten sznurek ma na sobie pętle, kilka początków i kilka końców i jeszcze trochę dziwnych urozmaiceń ;-)]
Tu przychodzi czas na syntezę zdobytej wiedzy.
Nie zawsze to robimy, ale jak jest nam dane dotrwać do takiego etapu analizy, że zaczynamy rozumieć "co autor miał na myśli" należy jak najszybciej znajdować jakieś uogólnienia.
Tu chyba dobrze użyć tabelki:
w której widzimy wszystkie możliwe przypadki [nie wszystkie tak naprawdę, bo co do okresu naliczania odsetek mamy tylko dni i miesiące, a mogą być jeszcze np. lata czy tygodnie]. To pozwala zaś dostrzec pewne prawidłowości.
Np. to, że sposób naliczania podatku może zależeć od waluty, ale nie zależy np. od czasu tego co ile naliczamy odsetki.
Ba może się okazać, że istnieje kilka przypadków których w ogóle nie powinniśmy oprogramowywać bo są nieokreślone. Np. może się okazać, że dla przypadku z Euro jako walutą nie powinniśmy w ogóle liczyć podatku. Wtedy wiemy, że w takim przypadku powinniśmy np. wyrzucać wyjątek w stylu IllegalArgumentException.
Inna sprawa, że prawie nigdy nie robi się tego w taki sposób, tylko dokonuje się tej syntezy w głowie by po jakimś czasie wracając do kodu zastanawiać się co właściwie mieliśmy na myśli wyrzucając np. obliczanie podatku jako metodę utliową do waluty ;-)
A cały ten przydługi tekst ze względu na śliczną nazwę wulkanu - Eyjafjallajökull :-)


Podobne postybeta
Jest coraz gorzej i będzie jeszcze gorzej 
Cukierki, radosny chaos i takie tam, czyli Przemkowe rojenia ;-)
To i ja planowałem zamach stanu?
Dziura
Dziwne finanse, dziwna gospodarka......

piątek, kwietnia 16, 2010

Powód by kupić iPad'a ;-)

To jest film, który przekonał mnie do iPada. I tak nie kupie, ale zostałem przekonany :-)
Jak to jest, że tacy źli ludzie, którzy tworzą tak zamknięty ekosystem aplikacji jak AppStore dla iPhone'a i iPad'a, umieją stworzyć tak intuicyjny interfejs? ;-)


Podobne postybeta
Wartość...
Amazon Kindle Fire....
Joost - TV w komputerze
Kilka myśli ;-)
Door-to-door - niezły spryciarz to musiał stworzyć

środa, kwietnia 14, 2010

Czemu od 30 godzin nie piję Coli - Eksperyment ;-)

Wczoraj napiłem się Coli i po umyciu szklanki dopadł mnie pomysł by się powygłupiać. Nalałem sobie do szklanki wody, położyłem na niej kartkę papieru [tak naprawdę nie kartkę a opakowanie po gumie do żucia ;-)] po czym odwróciłem ją do góry nogami i położyłem na karbowaniu zlewozmywaka [o takim jak to widoczne po lewej stronie zdjęcia]Po czym wyciągnąłem "kartkę". Woda zaczęła wyciekać przez szczeliny między brzegiem szklanki, a krawędzią:powyciekała sobie trochę, a w pewnym momencie przestała.........Tak to wyglądało po 6 godzinach:Tak po 28 godzinach:Wydaje się, że poziom wody nie zmalał [choć nie ma tu pewności, gdy mierzyłem poziom cieczy w szklance przy pomocy programu graficznego wyszło mi, że na początku powietrze u góry szklanki zajmowało jakieś 36% po 6 godzinach i 42% po 28 godzinach.Teraz zaś pojawia się pytanie - czemu woda już od tak dawna nie wycieka? ;-) [albo alternatywnie, czemu prędkość tworzenia się bąbelków zmalała tak, że nie zaobserwowałem żadnego? [obserwowałem szklankę łącznie przez godzinę, najdłużej z 15 minut, czyli można zaryzykować twierdzenie, że bąbelek pojawia się na pewno rzadziej niż raz na 15 minut]]Jest jeszcze jeden problem.... napiłbym się Coli, a nie mam szklanki, która awansowała tymczasowo do roli urządzenia eksperymentalnego ;-)[To wszystko w czasie gdy powinienem się bawić w rozwiązywanie zadań z TopCoders [zwykle 2 pierwsze z każdego 3 pytaniowego zestawu rozwiązuje w 15-20 minut, ale blokuję się na tych za największą ilość punktów, bo np. mam 2/3 rozwiązania zadania gdzie należy wyszukiwać ciągów utworzonych wg. zadanych wzorców [nie znamy parametrów tych wzorców, trzeba więc przetestować hipotezy mówiące o tym jakie są wartości tych parametrów], a blokuje się na tym z tego powodu, że złośliwy logarytm nie ma rzeczywistego wyniku dla liczby ujemnej ;-) albo znów w innym zadaniu na tym, że nie opanowałem jeszcze algorytmu Dijkstry i przez to nie potrafię jeszcze wyliczyć najkrótszej drogi między dwoma urządzeniami mobilnymi, które się poruszają między nieruchomymi stacjami bazowymi. Btw. już wiem jak ludzie osiągają krótkie czasy w Google CodeJam i podobnych konkursach, mają po prostu potężne biblioteki kodu który już napisali i dzięki temu nie muszą wymyślać od podstaw jak liczyć np. potęgi modulo [metoda modExp w poście o tym jak można testować czy liczba jest pierwsza], a najlepsi pewnie pamiętają po prostu kod... czyli mówiąc inaczej - praktyka, praktyka, praktyka!]


Podobne postybeta
Coca-Colowy eksperyment cd ;-)
Java i liczby pierwsze, odsłona druga
Się mnie poprzestawiało....
Znów urlopowy jet lag ;-)
Carpooling

wtorek, kwietnia 13, 2010

Śmierdząca ryba wolności ;-)

Wychodzi na to, że śmierdząca ryba jest dla wielu osób symbolem wolności.W mojej firmie pracuje wiele osób, naprawdę wiele, zajmujemy wiele biur, w biurach tych mamy też kuchnie, a w kuchniach kuchenki mikrofalowe. Żeby każdy kto chce mógł sobie zjeść ciepły posiłek bez chodzenia do restauracji.Konflikt zaczyna się w miejscu tego co ma być tym posiłkiem ;-)Zagorzali rybocholicy raz na jakiś czas przynoszą do pracy rybę by móc sobie ją zjeść. Problem z rybą polega jednak na tym, że potrafi ona w trakcie podgrzewania wydzielać dość intensywny zapach. Są też ludzie, którzy nie lubią zapachu ryby.... jak się zastanowić większość z nas nie lubi tego zapachu.I teraz jest problem. Duża grupa osób nie konsumujących ryby, czuje jej zapach, lub smród i pała rządzą mordu, za to robyożerca odczuwa ich uwagi, a często nawet tylko sugestie, że może by zamknął drzwi do kuchni i uczynił z jej konsumpcji sprawę bardziej prywatną, jako ataki na jego sposób życia i wartości które wyznaje.Gdy ktoś chciałby aby dla spokoju społecznego ograniczyć konsumpcję ryb i innych intensywnie wydzielających zapach potraw lub wprowadzić zakaz ich podgrzewania pojawiają się głosy, że ogranicza się wolność tych którzy chcieliby jeść takie potrawy.I problem polega na tym, że mają racje. Tak samo jak rację mają ci, którzy chcą zakazu podgrzewania zapachodajnych potraw.Co ciekawe samo pojawienie się pretensji o przynoszenie ryb powoduje, że u części osób pojawia się chęć przyniesienia do pracy czegoś cuchnącego tylko po to by pokazać swój sprzeciw przeciwko pomysłom takowych zakazów.I co zrobić z tym fantem?Tym razem nie będę proponował wprowadzenia rozwiązania, którym byłby podatek od spożycia zapachowych potraw ;-) Ostatnio przy analogicznej propozycji zostałem uznany za czerwonego robaka.


Podobne postybeta
Kuchenka mikrofalowa
The Greatest Show on Earth: The Evidence for Evolution
Akcja bezpośrednia
Co ma wspólnego łyżka z post-PC?
Znowu dyskusja....

poniedziałek, kwietnia 12, 2010

Now książki "na kolejce"

Do kolejki książek do przeczytania wpadło ostatnio parę :-)3 z nich widać na zdjęciuJak na razie z tej trójki próbuję czytać Unlocking Android, btw. fajna sprawa, wydawca, czyli Manning daje możliwość pobrania e-booka przy pomocy kodu z książki.Zęby sobie ostrze też na The Ancestor's Tale Richarda Dawkinsa, podobno jest to świetne przedstawienie naszej historii, w którym przechodzimy przez naszych przodków do początków życia. Książka Pullmana The Good Man Jesus and the Scoundrel Christ też się nieźle zapowiada, to alternatywna wersja opowieści, w której Maria rodzi nie jednego syna, a dwóch. To chyba ciekawsza alternatywna historia Jezusa niż ta, którą opowiedział Yeskov w "Ewangelii wg Afraniusza" [która w porównaniu do "Ostatniego Władcy Pierścienia" jest w ogóle nieporozumieniem].A tu jeszcze trzeba spać...... ;-)


Podobne postybeta
Książki, książeczki, książunie ;-)
5 prawd życiowych ;-)
Najwspanialsze Widowisko Świata - Świadectwa Ewolucji
Książeczki :-)
Debugowanie JavaScript'u

[*] najbardziej pusty imotek

Jeśli ktoś czyta tego bloga to wie, że nadużywam imotków. Taka przypadłość, nabyta jeszcze te 11 czy 12 lat temu gdy zaczynałem korzystać z Internetu i zacząłem pisać e-maile.Ale jest jeden imotek, którego nigdy nie użyłem, nie używam i nigdy użyję. Jest to [*] zwany także "świeczką".To jest zły i pusty imotek.Jeśli uważasz, że powinnaś/powinieneś zapalić świeczkę/znicz to zrób to naprawdę, a nie używaj imotka.Nie ważne z jakiego pogańskiego zwyczaju wzięło się zapalanie zniczy. Jest praktykowane jako wyraz pamięci o zmarłych i daje jakiś fizyczny wyraz uczuć.Ale używanie imotka [*] jest puste, nic nie znaczy. A jeśli używasz go w statusie na Gadu-Gadu, czy w komentarzach pod artykułami, na Facebooku czy Twitterze to zaraz zaczyna się głupie licytowanie kto bardziej "cierpi". Zaczyna się od [*], później ktoś robi [*][*] żeby pokazać, że bardziej cierpi, [*][*][*] i dalej.Nie przeczę, że duża część osób używających [*] może naprawdę czuć smutek, może i 99% z nich go czuje, ale problem w tym, że imotki służą do przekazywania powierzchownych emocji.Jeżeli ktoś przeżył śmierć kogoś bliskiego to wie, że wtedy zwykle już takie słowa jak "umarł" są straszne i często nie można ich wypowiedzieć czy nawet napisać, i jakiekolwiek emoticony nic nie znaczą.Dlatego zamiast "zapalać" [*] zrób coś innego. Jeżeli to dla Ciebie ważne idź zapal znicz, idź się wpisać do księgi kondolencyjne, przynieś kwiaty. Wesprzesz innych, coś zrobisz.Używając [*] po prostu pokemonisz. A w poważnych sprawach nie wypada.[z góry dziękuję, za wszelkie komentarze z brzydkimi wyrazami, czy podważaniem mojego człowieczeństwa, zostaną skasowane i nie będzie to źle świadczyło o mnie, a o autorach tych skasowanych komentarzy]


Podobne postybeta
Allegro to jest banda amatorów.
Problem języka
Przygotowywanie jajecznicy jako analogia procesu produkcji oprogramowania ;-)
Złodzieje czasu - mail, IM i telefon
No nie przy jedzeniu....

sobota, kwietnia 10, 2010

Smutne

Aż trudno coś napisać, po prostu szkoda tych, którzy zginęli.Niezależnie co się myślało o ludziach, którzy tam zginęli to straszne jest.Jak nigdy nie byłem miłośnikiem żałoby narodowej, to wydaje mi się, że tym razem będzie jak najbardziej na miejscu.Jedyne co ciesz, jeśli można o tym mówić w kontekście takiej sprawy to fakt, że wygląda iż Polacy niezależnie od swoich sympatii politycznych są zasmuceni całym wydarzeniem i nikt jeszcze w TV nie powiedział czegoś głupiego.Smutne.


Podobne postybeta
Alice... i nie tylko....
Bóg, Honor, Ojczyzna
No to w fajnym kraju żyjemy
Ukradli nam przyszłość....
Religia zamiast matematyki?

Niczego nie łamie się tak łatwo jak praw fizyki... w filmie ;-)

Obejrzałem dziś na TVN HD Transformers, zabawny film[a TVN HD pokazał naprawdę film w HD, a nie wersje SD :-)], choć scenariuszem nie porywa ;-) i gdy zobaczyłem jak jakiś tam zły transformer aka autobot, choć to powinien być raczej samolotobot najpierw leciał w szyku z samolotami bojowymi, po czym zatrzymał się w powietrzu, jeden z samolotów uderzył i zniszczył i znów przyśpieszył tak że dogonił następny to mi się w głowie pytanie zalęgło, jak wyglądałby film SF czy sensacyjny, w którym zachowano by prawa fizyki? ;-)Ten Transformersowy samolotobot musiałby zahamować od jakichś 200 metrów na sekundę [lekko licząc, bo może leciał szybciej] do 0 na odcinku z 50-100 metrów, a ważył z 15-20 ton. Czyli w przeciągu 1/4/-1/2 sekundy stracił energię kinetyczną równą 300 MJ, czyli musiałby użyć jakiegoś silnika który działałby z siłą 3000 kN, czyli 300000g ;-) Ciekawe czy nie powinien się po prostu "podrzeć" przy takim przeciążeniu? ;-)No chyba, że miał napęd inercyjny zwany też antygrawitacją. Wtedy to inna sprawa, choć takowy podobno ma nie być możliwy do zbudowania.Później znów przyśpieszył na odcinku powiedzmy tych 500 metrów do 200 metrów na sekundę, czyli znów przyśpieszenie rzędu 60000g.Mało realne ;-)Ale istnieje poważne ryzyko, że takie filmy, w których przestrzegano by praw fizyki byłyby po prostu zbyt nudne ;-) Choć wariant edukacyjny miałyby pewny ;-)


Podobne postybeta
Świat disco polo...
Programowania na mobile (w sensie programowanie na urządzeniu mobilnym) da się w ogóle?
Dobrze wykorzystany programista
Warto dla 57 złotych?
Był sobie dzik....

wtorek, kwietnia 06, 2010

Wojny religijne i jak ich uniknąć

Kolega w firmie podesłał dziś bzdurny filmik nawołujący chrześcijan do rozmnażania się i krucjaty bo zły islam się mnoży i zalewa chrześcijańską Europę.Do mnie na szczęście nie wysłał bo wie co o takich sprawach myślę ;-)Dlatego gdy mowa o filmikach na YouTube to zdecydowanie preferuję takie:Ale wracając do tego wezwania do krucjat. Po pierwsze wiele wskazuje, że w ciągu parunastu lat ostatnimi przyczółkami cywilizacji zachodniej będą Chiny i Korea, bo to są chyba jedyne duże kraje, które inwestują krocie w rozwój nauki i społeczeństwa "naukowego" i jeśli Islam ma "zalać" świat to chyba tylko tamte rejony Azji są w stanie się przed tym bronić [vide traktowanie przez Chiny Ujgurów]. Bo demokracja jest ważna, ale zakładając, że prawdą jest iż muzułmanie mają więcej dzieci to w pewnym momencie będą stanowili większość i demokratycznie będą mogli zmieniać prawa.Dlatego uważam, że droga do uniknięcia wojen religijnych jest prosta, mam 100% rozwiązanie jakichkolwiek problemów religijnych.A jest nim: Podatek od manifestacji wyznania lub braku takowego.Chcesz nosić krzyżyk? Proszę, płacisz miesięcznie 200 złotych, chcesz chustę na głowie, proszę bardzo 500 złotych miesięcznie, chcesz swoje ciało skryć za burką? Proszę bardzo, 2000 złotych. Chcesz nosić koszulkę z rybką ewolucji? Proszę bardzo, 500 złotych.Szkoła chce umieścić krzyż w salach lekcyjnych? Proszę bardzo 2000 złotych od klasy.Gratis mogłyby być uroczystości w stylu ślubu, pogrzebu czy chrztu lub jego odpowiedników, do tego powiedzmy jedna uroczystość w tygodniu.Ale już za np. symbole religijne na budowlach sakralnych po 10 tysięcy od sztuki za miesiąc, można by tu dodać jakąś gradację za wielkość symboli.Budujesz meczet i chcesz minaret? Proszę bardzo, znów 10 tysięcy złotych miesięcznie, muezin ma z niego wzywać na modlitwę? Proszę bardzo, po 1000 złotych od wezwania. To samo od dzwonów.Dzięki temu szybko religia trafiłaby tam gdzie jej miejsce czyli do sfery prywatnej, każdy mógłby sobie wierzyć w co by chciał, nie mógłby jedynie się z tym obnosić bez ponoszenia pewnych kosztów. I nie byłoby to żadne ograniczenie wolności wyznania, a jedynie ograniczenie narzucania swoich poglądów innym.Po jakimś czasie gdyby człowiek odkrył przez przypadek, że jego sąsiad jest wyznawcą zaratusztrianizmu to co najwyżej zapytałby go o rytuały, a nie próbował przekabacić na swoją modłę.A jakież z tego były by na początku pieniądze....... można by je było przeznaczyć na rozwój szkół i przedszkoli. Na służbę zdrowia, czy cokolwiek co służyłoby wszystkim ludziom. Wtedy doszłoby pierwszy raz w historii do tego, że obnoszenie się ze swoją wiarą miałoby realny wpływ na poprawę losu ogółu.


Podobne postybeta
Iluminacja... czyli "Oświeciło mnie"...
Słaby, ale wojujący ateizm - czyli "obiektywne" dziennikarstwo ;-)
Inwestycja w przyszłość
O prywatnej i publicznej służbie zdrowia.
"Przefazowana" TV

Głupi tłumik

Tłumik mi się dziś urwał w czasie jazdy.Strasznie nieprzyjemne uczucie gdy jedziesz 130 na godzinę i nagle słyszysz ryk WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR.Nie polecam ;-)Teraz trzeba będzie znaleźć mechanika, odstawić samochód i czekać aż naprawią.Niefajnie.


Podobne postybeta
Snieżek... xxx śnieżek...
60000 km...
Raport z emigracji ;-)
Mac OS X ma u mnie krechę
Brak weny

poniedziałek, kwietnia 05, 2010

70000 km za mną

Tak gwoli tradycji bo o każdych 10 tysiącach kilometrów przejechanych moim autkiem tu pisałem :-)W czwartek przekroczyłem 70 tysięcy kilometrów. Niestety w miarę ostre zdjęcie udało mi się zrobić tylko dla 69999 km :-)Autko ma już prawie 4 lata i 70 tysięcy na karku i czas myśleć o wymianie, choć w wymianie przeszkadzają finanse ;-) głównie przez to, że po głowie chodzi mi zakup mieszkania, a tutaj dobrze mieć coś na wkład własny...Z kandydatów najbardziej szalony na nowy pojazd wygląda tak ;-)I jest to jeden z niewielu samochodów dla którego mógłbym złamać moją "zasadę" o niekupowaniu używanych aut :-) [bo w przypadku Porsche mogę mówić tylko o używanym ;-) na nowy musiałbym chyba z 5 lat albo i więcej pracować i to przy założeniu, że bym nie jadł, nie pił, i mieszkałbym w pracy]. Mam za to zapewnienie kolegi z pracy, że jeżeli bym się na Porsche zdecydował to będę przez pewien czas jego idolem ;-)Mnie samemu marzy się nadal Nissan QashqaiAle jak na razie mam wybór między nowym autem albo możliwością myślenia o staraniu się na kredyt na kupno mieszkania ;-)Ta cała dorosłość jest zdecydowanie przereklamowana.


Podobne postybeta
60000 km...
Przemyślenia autostradowe
Metapost o tym co pisać jak nie mam pomysłów o czym pisać....
"i ma Office'a...."
Święta wojna...

niedziela, kwietnia 04, 2010

OOo2GD 2.2.0 - autoupdate "rośnie"

Dostępna jest nowa wersja OOo2GD, tym razem o numerku 2.2.0. W tej wersji dodałem możliwość wybrania by eksportowany/updatowany właśnie do/w Google Docs dokument był autoupdatowany po każdym zapisie.Działa to tak, że gdy zaznaczymy autoupdate w trakcie eksportu naszego dokumentu do Google Docs to później w czasie tej samej "sesji" gdy tylko nagramy dokument na dysku to OOo2GD wrzuci jego nową wersję do Google Docs.Jak zwykle zapraszam do pobierania ze strony OOo2GD w katalogu rozszerzeń do OpenOffice.org lub ze strony projektu.


Podobne postybeta
Wersja 2.0.0 OOo2GD już jest :-)
Podejrzanie szybko....
OOo2GD 1.6.0 :-)
Nie tylko IE6 powinno pójść do piachu, każdy Internet Explorer powinien!!!!
Chce komputerów, które będą "seamless"

piątek, kwietnia 02, 2010

Najmocniejszy "żart" Prima Aprilisowy

Najmocniejszy, bo wcale nie najzabawniejszy, dowcip na Prima Aprilis udał się metropolicie lubelskiemu abp Józefowi Życińskiemu, który stwierdził:
"Oceniamy tak jak Ojciec Święty te bolesne przypadki, które były wyrazem nowych ran Chrystusa w ciele Kościoła. Ale równocześnie z amerykańskich danych statystycznych, gdzie najwnikliwiej opracowano analizy socjologiczne, wynika, że duchowni uwikłani byli w 2% przypadków pedofilii stwierdzonych w Stanach. Pozostałe 98% to inne grupy społeczne."
A teraz parę danych, w USA mieszka 309 mln osób, 46 tysięcy z tych osób to księża katoliccy, oznacza to, że 0.015% populacji które stanowią księża katoliccy dopuściło się 2% wszystkich przestępstw tego typu!
Czyli, że robili to ponad 130 razy częściej niż przedstawiciele innych grup!
Nawet gdy weźmiemy poprawkę na to, że księża katoliccy przypadają tak zdecydowanie na grupę 15-64 lata [OK, 25-70, ale tutaj liczby ludzi nie znam, ale 15-64 powinno być podobne] to nadal stanowią tylko 0.045% populacji, czyli popełniają tego typu czyny 44 razy częściej niż by im to "wypadało" z tego jaką część populacji stanowią.
Pan arcybiskup chciał dobrze, ale nie wyszło, bo zamiast wskazać to co jest prawdą, czyli to że większość księży to ludzie, którzy się takich czynów nigdy nie dopuścili, to pokazał, że jednak jest wśród nich więcej niż w reszcie społeczeństwa ludzi którzy popełniają tego typu czyny.
Ale pamiętać tu trzeba, że to ta sama instytucja, której pani bioetyk pisała, że 90% par które się rozwodzą używało antykoncepcji i używała tego jako argumentu przeciwko antykoncepcji ;-)
Więc można panu arcybiskupowi chyba wybaczyć.


Podobne postybeta
Dziwne prawo ;-)
"Dziennikarze"
Łatwo pisać, trudniej robić ;-)
Religia zamiast matematyki?
Social networks, mapy i papierowy organizer